fbpx
HOME

Z ostatniej chwili (Z notatki do powieści „Dybuk mniemany”)

Nie dalej jak wczoraj odwiedził mnie człowiek, który jak myślę, jest mi życzliwy, i to nie tylko dlatego, że pragnie abym go sportretował. 

– Chcę, abyś mnie dobrze zrozumiał. Przyleciałem do ciebie ze świata z nadzieją, że pozwolisz mi przetrwać, że ktoś, kiedy mnie już nie będzie, przeczyta o mnie i może pokocha. 

– Czyli tylko słucham?

– I budujesz mnie sobie w myślach. O takim Cheopsie wiemy cokolwiek tylko dlatego, że w porę pomyślał o wyrazistym nagrobku. Nie wymagam od ciebie tysięcy lat, ale będę wdzięczny, jeśli chociaż na chwilę przedłużysz moje istnienie. Czy dobrze widzę, boisz się straty czasu?

Myślałem akurat, gdzie go wziąć na obiad, lecz pokiwałem głową, że tak, może jest w tym trochę racji.

– Rozumiem, że podświadomie martwi cię możliwość rozsławienia mnie.

– Niby dlaczego? – Teraz dopiero mnie zaciekawił.

– To proste, musiałbyś choć trochę zadbać o swoją pozycję. Nawet nie wiesz, jak jesteś śmieszny w tej archaicznej wierze w dzieło sztuki. Nie zauważyłeś, że stoicka maksyma „ukrywaj swoje życie” ma się już nijak do tego, co za oknem. Jeśli znasz zdanie Flauberta „Nie ma nic bardziej niemoralnego niż stawianie w jednym szeregu arcydzieła i szmiry i wysławianie małych, a obniżanie wielkich…”, to chyba potrafisz sobie wyobrazić, co Gustaw powiedziałby dzisiaj, widząc świat, w którym ludzie rzucają się na najmniejszy wykwit umysłu idioty?

– Nawet jeśli jest to irytujące, to przecież powinno cieszyć, że po raz pierwszy w historii wszyscy wreszcie mogą mówić i pokazywać, co im tylko wpadnie do głowy. 

– A więc jeśli się cieszysz, to zadbaj o miejsce wśród tych wszystkich. Pamiętaj, że abym miał z ciebie jakikolwiek pożytek, powinieneś być czytany, i to nie przez smakoszy, którzy na wymarciu, ale przez całe to nowe towarzystwo. Sam gdzieś powiedziałeś, że przedwojenna powieść dla kucharek, to dzisiaj rzecz dla dyrektorów departamentów, bo już ich żony mogą mieć większe wymagania. 

Fot. Agata Koszczan

– I co w związku z tym? Miałbym im schlebiać?

– A gdzie twój demokratyczny szarm? W Rien ne va plus twój Patrycy mówi, że wolałby swoją książkę widzieć w rękach dziesięciu wesołych kucharek niż jednego ponurego mędrka. Widzisz, jak pamiętam? A żył w trudniejszych czasach, bo kucharki były biedniejsze. Jeśli tego nie przyjmiesz do wiadomości, umrzesz z głodu. Nie myśl, że zanim tu przyjechałem, nie zrobiłem rozeznania. Już nawet miałem machnąć ręką na ciebie.

– I co cię powstrzymało?

– Przyzwoitość, bo chcę ci pomóc. Jak się nie umie namalować Giocondy, trzeba chociaż umieć kopiować. W samolocie przeczytałem, że polska pisarka potrafiła dorównać światu w erotyzmie. Często powtarzam, nie potrafisz durniu stworzyć czegoś oryginalnego, to naśladuj lepszych. Dureń, to nie do ciebie oczywiście. Przestań być cholernym Bartem i dygnij przed światem. Nie patrz tak, wiem że prędzej byś się wysadził w powietrze niż dygnął, ale nie mów, że nie możesz choć mrugnąć. Nie umiałbyś trochę pokwękać, jak najważniejszy teraz Francuz? A może nie znasz się na częściach ciała? Jak chcesz, mogę ci je dokładnie opisać. Przyjrzyj się też mistrzowi, który dał światu w milionach egzemplarzy swoje wyobrażenie o złym Niemcu. Żaden tam nudny Eichmann, tylko esteta, który przy Beethovenie nawija na szpulkę jelita grube młodym pacholętom, a erekcję ma tylko przy partiach oboju. To jest coś! O takich Niemcach sam bym chciał przeczytać. 

– Ale po co?

– Beethoven, stare ryciny, kolekcja stradivariusów, co z tego, że skradzionych Żydom. Mordercy z klasą, to zawsze jakaś pociecha dla ofiar.

– Obawiam się, że długi lot ci nie posłużył.

– Myślisz, że bredzę? W takim razie nie będę ustawał. Uważam, że to z fachmanami od takich książek powinieneś iść w zawody, a nie nudzić o Chaimie Rumkowskim. Jeśli chcesz, podpowiem ci parę kawałków do powieści, którą z moją pomocą napiszesz w dwa miesiące. Rozsławisz swoje imię i dopiero wtedy książka o mnie.

– Wybacz, ale na trzeźwo już tego nie wytrzymam, a jest jeszcze wcześnie. 

– Poczekaj, za chwilę odurzysz się moim talentem. Podstawowy błąd jaki robisz, to doszukiwanie się w Rumkowskich człowieczeństwa. Teraz, mój drogi, trzeba tworzyć monstra, bo czytając o nich łajdak czuje się lepszy, a poczciwiec ma się nad czym zadziwić.  

Danielowi tak spodobały się własne słowa, że wstał i zaczął chodzić po pokoju. Pocierał przy tym skronie, jakby w ten sposób pobudzał mózg do lepszej pracy. 

– Wyobraź sobie, panie pisarzu, getto warszawskie albo nie, lepiej białostockie, bo im dalej na wschód, to wszystko bardziej wiarygodne. Miejscowy cadyk, to nie nudziarz, jak twój Rumkowski, to facet z fantazją. Otoczony jest młodymi pomocnikami, którzy szmuglując do getta żywność, specjalnie dla niego porywają z wózków chrześcijańskie dzieciątka. Nie patrz na mnie z takim politowaniem, wcale nie chodzi o macę. Cadyk najpierw maltretuje niemowlęta swoim obrzezańcem, potem zjada, a podroby zostawia szmuglerom. Wystarczy ładnie opisać jego błyszczącą pałę, a świat zgorszy się jeszcze ładniej. Dalej już nie można się posunąć w głupocie, więc staniesz się sławny, a za chwilę i ja z tobą.

Wpatrywałem się w niego z resztkami swojej przenikliwości. Mógł być żartownisiem lub pacjentem, jednak wszystko wskazywało na to, że był tym, kim akurat chciał być.

– I nie obraź się, ale jest jeszcze coś. Powinieneś się zmienić fizycznie. Jeśli wizerunek artysty jest teraz ważniejszy od dzieła, to trzeba czymś zadziwić. Wszyscy wstawiają w usta biele sedesowe, to na przekór światu wyrwij sobie dwa zęby przednie. Wiem, może boleć, ale przecież od czego jest znieczulenie. I co najważniejsze, orientacja seksualna. Żadnych kobiet albo nie daj boże mężczyzn. To każdy potrafi. Pamiętasz kucharza okrętowego u Sartre’a, który zażywał przyjemności z kaczkami zanim je podał do stołu? 

– Znienawidzą mnie miłośnicy zwierząt, i ja sam siebie – Tu już nie mogłem się nie oburzyć.

– To był tylko przykład, abyś zrozumiał, że w twoim wieku nie czas na kompromisy. Może niech to będzie coś nieożywionego? Każdy szuka miękkiego ciepła, a ty znęcasz się erotycznie nad fortepianami na przykład. To nie łatwe, wiem. Wynajmę człowieka, który twojemu opisowi w sieci da tytuł: „Geniusz czy dewiant? Miłośnik fortepianów z Polski”. Ty zaprotestujesz, że owszem miałeś w młodości taki epizod, ale teraz, po pierwsze, trudno ci się na nie wspinać, a po wtóre, rozkochałeś się w instrumentach dętych. Zresztą to tylko przykład wymyślony jak sam widzisz na poczekaniu. Od czego jesteś pisarzem, sam też możesz coś wymyślić.

Kiedy wyszedł, długo się sobie przyglądałem. Na szczęście, nie patrzyłem w lustro.

ANDRZEJ BART