fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Agnieszka Kania Miasto-tulipan
Stainhof, czyli „wzgórze głupców”, jak do dziś nazywa się to miejsce, wyglądało jak dawniej. Prawie tak samo, jak na początku XX wieku, kiedy to Wiedeń ogłosił, że chce zburzyć stojącą w środku miasta „wieżę głupców”, bo kłuje w oczy i pęka w szwach. I że pomylonych przenosi się na podmiejską górę. Najpierw zwerbowano architekta, sławnego Ottona Wagnera. Mógł robić, co tylko chciał. Byle z głową, to znaczy, aby z góry nie było ucieczki.
Świadectwa Maciej Łubieński „Ojciec”
Ojciec był niechętny sądzeniu, niechętny wyrokowaniu. Człowiek pytań raczej niż odpowiedzi, człowiek, który obnosił się ze swoimi wątpliwościami a nie wiedzą. Poszukiwacz wyjątków od reguł. Człowiek nie ze świata „tak - tak, nie - nie”, tylko ze świata - „to zależy”. Postawa taka pozwala na łagodną ironię i czułość wobec świata. Utrudnia jednak zaangażowanie. Był ojciec człowiekiem towarzyskim, ale osobnym. Bez odruchu stadnego, bez plemiennych uwikłań. Nie chciał płynąć w ławicy, co kosztowało go w latach 90. sporo przykrości. Dystans i ironia uchroniły go przed frustracją.
ks. Jan Sochoń Uzdrawiający paradoks życia
Miał ginący dar mówienia rzeczy niepopularnych i trudnych, wynikających ze szczerego namysłu. Starał się niczego nie kopiować, unikał taniego kunktatorstwa, żywił szczery szacunek dla rozmówców. [...] Kochał Polskę, w stylu wielkich romantyków, kochał jej dzieje, język, a więc to, co stanowi rdzeń polskiej tożsamości, choć bez przerwy wychylał się ku światu [...]. Trzeba nazwać go patriotą wszelkiego rodzaju gór, wzniesień, falistych krajobrazów i oczywiście ludzi gór. Do tego jeszcze kierowanie „Nowymi Książkami”, niemal adoracyjne uwielbienie teatru, muzyki, także światowej literatury, zwłaszcza tej spod znaku Dantego. Nie mogę tu pominąć również nart, tenisa, piłki nożnej. Pamiętam, jak co jakiś czas dzwonił do mnie z prośbą o podanie siglum biblijnego, potrzebnego bodaj do książki o Molierze. Wtedy zapędzaliśmy się w twarde rozmowy o Kościele, starając się przy tym nie przekraczać etosu szlachetnej ironii, przekory czy różnicy zdań. I na sam kres bycia na tej ziemi: autobiografia oraz zbiór poezji "Ulica Mazowiecka".
Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (42)
Kim był człowiek, któremu postawiono pomnik w Perugii, nie wiem. Z pewnością kimś ważnym; na jednej ręce nosił sygnet, drugą wskazywał kierunek lub błogosławił. Tyle, w czerwcowe południe 1987, zdążył przekazać mi pomnik i jego cień.
Krzysztof A. Worobiec Chałupa z Warnowa – cz. 1
Kulminacja rozwoju sztuki budowlanej i drewnianego budownictwa wiejskiego na Mazurach nastąpiła w II połowie XVII wieku wraz z pojawieniem się w krajobrazie wsi chałup o bardzo ozdobnych szczytach, z charakterystycznym płytkim podcieniem wspartym na trzech słupach oraz masywną, pionową belką szczytową – tzw. pazdurem. Ten typ budownictwa został później nazwany mazurską chałupą podcieniową (niem. masurisches Laubenhaus). Nie były to zwykłe chałupy wiejskie, jaki mógł wybudować sobie każdy gospodarz, bo wymagały większego nakładu materiału, pracy no i pieniędzy, więc należały do wyjątków.
Jakub Dolatowski Abram Isaakowicz Pastak
Katalog dużych zakładów ogrodniczych z Symferopola, na rok 1905. Właścicielem firmy był Abram Isaakowicz Pastak, Karaim, o którym do tej pory ani słyszałem. W środku tego zeszytu, na całą stronę – piękne zdjęcie zrobione 16 lutego 1904, w trakcie wysyłki drzew owocowych. [...] W rewolucję stracili wszystko, nowa władza raz po raz przymykała Abrama Isaakowicza, ale jakoś w końcu udało mu się wywinąć. Od dawna dobrze go tutaj znali, poznawali więc i teraz, krążącego po ulicach Symferopola, gdzie zarabiał obwoźną sprzedażą domowych „karaimskich pierożków”. Nie było już przecież cudownych ogrodów i jego fach stał się zupełnie bezużyteczny.
Marek Radziwon Matwiej Wajsberg „Wspomnienia”
Matwiej Wajsberg jest znanym kijowskim malarzem, grafikiem i ilustratorem. Jest wnukiem poety Matwieja Garcmana, jego babcia Berta Wajsberg była wielokrotną mistrzynią Ukrainy w szachach. Przed kilkoma laty Matwiej Wajsberg zaczął publikować w facebooku krótkie osobiste wspomnienia, a przed paroma miesiącami zbiór blisko siedmiuset notatek ukazał się w Charkowie po rosyjsku jako książka wspomnień.
Henryk Urbanek Tadeusz
Tadeuszowi zawdzięczam, że zniosło mnie w stronę literatury. Siedziałem z nim w jednej ławce najpierw przez trzy końcowe lata szkoły podstawowej, potem przez pierwsze trzy liceum. Nudził się w szkole okropnie, więc zawsze przynosił książki odległe od kanonu lektur obowiązkowych. Czytał je pod ławką maskując torbą. A ponieważ ja też się nudziłem, to mu czasami te książki zabierałem. I też czytałem. Więc wkrótce zaczął przynosić dwie książki – jedną dla siebie, drugą dla mnie.
Agnieszka Papieska Czy Gogol istniał naprawdę?
Już pierwszy rozdział książki Nabokova, który zaczyna od tego, na czym zwykle biografie się kończą, czyli od śmierci bohatera, pokazuje, że nie mamy do czynienia ze zwykłą biografią. Istotnie, zdaniem nabokowisty Andrew Fielda [...] "Nikołaj Gogol" to rzadki przykład narracyjnej krytyki literackiej. A przywilejem wielkich krytyków, jest „stwarzanie pisarzy, o których piszą. Co nie znaczy, że główne tezy książki nie są uzasadnione i, by tak rzec, «obiektywnie» prawdziwe”.
ks. Jan Sochoń Czuła tajemnica
Co tam się wówczas stało? W kręgu najbliższych Chrystusa zdołano ustalić tylko dwie sprawy: istnienie pustego grobu i coś, czego nie sposób określić jako ukazanie się Zmartwychwstałego, lecz pojawienie się kogoś, kto stanął przed nimi i w którym nie dostrzegli jeszcze żywego Jezusa. Jeśliby Go natychmiast rozpoznali, natychmiast doszliby do wniosku, że mają do czynienia z przypadkiem ożywienia ciała zmarłego człowieka. [...] Wypada natomiast zasugerować, że stwierdzili oni najpierw czyjąś obecność, dla Magdaleny był to ogrodnik, dla pielgrzymów z Emaus – podróżny… i dopiero potem, w akcie wiary, ujrzeli w tym kimś tego, z którym wspólnie przeżyli trzy lata i którego byli uczniami. I w tym momencie nastąpiła rzecz niesłychanie ważna. On mianowicie zwrócił ich myśli ku przyszłości, powierzył ważne zadanie...

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...