fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Beata Bolesławska-Lewandowska „Bogowie” Zygmunta Mycielskiego
W grudniu 1959 roku w „Dialogu” ukazała się sztuka Zygmunta Mycielskiego "Bogowie". Jest to właściwie rodzaj szopki, w której w sposób dość prześmiewczy autor ukazuje boski świat. Postaci Boga Ojca, Syna Bożego oraz całego zastępu aniołów (z których Stary Anioł jest „starym pierdołą”, a Archanioł Michał to „tępy żołdak”) pełne są przywar i zajmują się raczej knowaniem na niebieskim dworze niż sprawami ludzkości.
Joanna Olczak-Ronikier Miejsca i obrazy
Nie siadałyśmy byle gdzie. Julia ze znawstwem doświadczonego podróżnika, wybierała knajpki najprostsze, niedrogie, ale zawsze urocze; najpierw padało najważniejsze zamówienie: wytrawne prosecco – przywracające siły. A potem już można było się zastanawiać nad menu. Różnorodnym, bo od razu stało się wiadomo, że jak w rodzinie, będziemy się wymieniać potrawami, podsuwać sobie co smaczniejsze kąski, sięgać, bez skrupułów do cudzych talerzy, komentować, smakować, porównywać. To rodzi więź mocniejszą niż najbardziej erudycyjne konwersacje. Więź fizyczną, powiedziałabym nieskromnie i mało odkrywczo.
Joanna Ugniewska Raz jeszcze o włoskich wątkach u Máraiego
Kiedy pisałam swój szkic "Márai w Neapolu", łatwo mi przyszło uznać, że to miasto – pierwszy etap emigracji pisarza – okazało się w 1948 roku idealnym miejscem, zdolnym przyjąć wygnańca, ofiarować mu wielkodusznie dar zadomowienia. Teraz, kiedy przeczytałam "Porwanie Europy", widzę wyraźnie, że spotkanie z powojennymi biednymi Włochami stanowiło już wcześniej, kiedy idea wyjazdu nie zdążyła się jeszcze skrystalizować, doświadczenie o zasadniczej wadze.
Marta Wyka Albert Cohen – niedoczytany?
Dykcja Cohena jest jednak nie tylko surrealistyczna, ale również barokowa. Wszystkiego wydaje się w niej za dużo, za obficie. Słowa i obrazy służą jako komentarze, aluzje autobiograficzne przebijają się z trudem przez te fajerwerki. Zapewne dlatego czytelnik, skądinąd wielbiciel słowa, czuje się osaczony tym stylistycznym bogactwem. Chciałby zdjąć z Solala jego lśniący ozdobami kostium, co niezbyt się jednak udaje.
Świadectwa Rafał Augustyn „Dorota Kozińska, laureatka”
Muzyka, teatr, ich tworzenie i odbiór są częścią kulturowej całości, epoki, struktur społecznych. Nie są wyobcowane. Myślę, że w niebie, na odpowiedniej muzyczno-teatralnej chmurce, siedzą Peri i Caccini, Landi i Monteverdi, i oglądając pisanie Doroty Kozińskiej mówią: „No właśnie, o to nam chodziło, kiedy projektowaliśmy naszą Wielką Syntezę”.
Jakub Dolatowski Spina alba
Grecy i Rzymianie, szukali w ziołach i drzewach wyłącznie łatwych do uchwycenia dla zmysłów podobieństw do innych roślin, do innych stworzeń, poszukiwali zasadniczej wspólnoty, jaka wyrażała się w jedności kształtu, koloru, zapachu, smaku, twardości czy sprężystości, i w podobieństwie zastosowań w kuchni, na paszę, jako lekarstwa, trucizny czy narzędzia. Stąd wszelkie "spinae albae" to były najrozmaitsze rośliny – tę ich różnorodność, która dla Rzymian często byłaby przecież rażąco sztuczna, odczuwamy tylko my, ludzie współcześni, którzy w ślad za botanikami naszych czasów lokujemy „białe ciernie” w zupełnie czasem odrębnych rodzinach, rodzajach i gatunkach – byleby tylko kłuły i byle miały w sobie coś wyraziście białego, na przykład białe kwiaty. Czyli często były to głogi.
Andrzej Franaszek Siła Stali
Zapisany w esejach Mariana Stali sposób myślenia jest zobowiązaniem do skupienia, którego nie może zabraknąć w życiu, jeśli ma ono zostać uznane za pełne. A także, iż postawie tej zagraża poddanie się politycznej opresji, a jeszcze bardziej – zniewolenie umysłów przez trywialność „rozrywki”, która nigdy wcześniej w ludzkich dziejach nie miała się tak dobrze.
Dariusz Czaja Ogród muzyki
U samych swoich źródeł festiwal w Thiré to przedsięwzięcie wspólnotowe. To nieskrywana radość wspólnego muzykowania, ale to także dzika radość wspólnego przebywania (artystów i słuchaczy) w tej samej muzycznej przestrzeni. [...] Tu idzie raczej o przeżycie. Muzyczne przeżycie. O zatrzymanie chwili. To jasne: są prezentacje lepsze i gorsze, są soliści wybitni i zaledwie dobrzy, choć nazwisko Williama Christie gwarantuje, że przez cały czas trwania festiwalu nie schodzimy poniżej pewnego poziomu (naprawdę wysokiego). I doprawdy, nie jest istotne, czy grają starzy wyjadacze, czy młodzi muzycy, dopiero wspinający się na muzyczny Parnas. Wszyscy tu przyjeżdżający rozumieją, że stawką, o którą gramy jest bycie z muzyką i w muzyce. Reszta jest bez znaczenia.
Jan Zieliński Mimowiedne powinowactwa
Wystawa w stosunkowo niewielkiej galerii Ogrodu Rzeźb Juana Soriano została przez artystkę bardzo starannie zaprojektowana. Jej centrum stanowi procesja miękkich, powiewnych feretronów, które mają niemal magiczną właściwość interakcji, upodabniania się do wędrujących pomiędzy szyfonami widzów i ich strojów. Zdają się przy tym narzucać swój temat, swą treść. "Silente" – z uszami zatkanymi wachlarzykami, które są zarazem lotkami badmintona – zmusza do milczenia. "Limbo" – w dramatycznym rozdwojeniu głowy na dwie skonfliktowane półkule, szczerzące do siebie zęby – trwa w zawieszeniu między Piekłem i Czyśćcem a nadzieją na Niebo.
Świadectwa Dorota Fortuna „Talent do przyjaźni”
Czytam rozmowy Agnieszki Papieskiej z Marią Iwaszkiewicz i zachwycam się, że mówią moim językiem. [...] Rzadko spotyka się tak głębokie, a jednocześnie prawie niewidoczne porozumienie / zrozumienie, na poziomie głębszym niż słowo, gdzieś w okolicach duszy. Skąd Agnieszka Papieska wiedziała o co i jak zapytać, żeby Maria Iwaszkiewicz tak szczerze odpowiadała? Można powiedzieć, że sprawa jest prosta – Maria Iwaszkiewicz była osobą otwartą, towarzyską (sama o sobie tak mówiła), przywykłą z racji bycia córką uznanego pisarza do bycia w centrum uwagi i każdemu odpowiadałaby tak samo… Nieprawda! Spotkały się tutaj dwie osoby, które zrozumiały się ponad słowami.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...