HOME

Księga Przyjaciół

Katarzyna Kuczyńska-Koschany Pod tlenem – 55 sonetów (XL)
Artyści (nie poeci) czytający Rilkego to osobna kategoria. Zazwyczaj, niezależnie od tego, czy są malarzami, rzeźbiarzami, kompozytorami, aktorami, czy – jak Ewa Pobłocka – wirtuozami gry na fortepianie, są także poetami. Właściwie zdziwiłam się i nie zdziwiłam, gdy po pięknym koncercie w księgarni PIW-u, 18 czerwca 2026 roku, pianistka powiedziała: Rilke. [...] I najbardziej wzruszające: dała wyraz bezradności tłumaczy wobec poezji największej, przywołując synoptyczne wydanie Rilkego i własny lekturowy dysonans poznawczy: gdy czyta się oryginał i – najlepszy nawet – przekład. Pojawił się także Jerzy Kozarzewski, poeta, potomek Norwida i jego przekonanie, że nie z słów się czerpie, a z „myśli dźwięku”. Jeśli Norwid, to znów – Chopin. (A zestawienie Norwida i Rilkego pozostaje nienapisanym wciąż rozdziałem europejskiej komparatystyki poetyckiej).
Jakub Dolatowski Ścieżki
Zamieszkanie na wsi, w krajobrazie nareszcie szerokim i pod rozległym „okiem błękitu” – gdy dokonanej przed laty zmianie adresu szczęśliwie towarzyszyła przemiana spoglądania i dopuszczenie do pozamykanych uprzednio zmysłów wszystkiego, wśród czego się żyje – pozwala zauważyć, z jakimi tysiącami sąsiadów dzielimy przestrzeń. Głosy ptaków – nie do nas przecież kierowane i o sensie nieprzeniknionym, poranne świeże kopce kretów i drobne kopczyki dżdżownic, ledwo widoczna w oziminie ciemniejsza smuga drogi, którą przeszła sarna, i dwa ruchome słupki zajęczych słuchów, które sponad wzrastającego owsa śledzą hałas, jaki wzniecam przechodząc opodal.
Piotr Mitzner Zbieractwo
Najpierw zbierałem znaczki. To był taki poemat filatelistyczny. Świat małoobrazkowy. Marzenie, że przerzucając pincetą spiętrzone kolorowe papierki trafi się kiedyś rarytas. [...] Co się stało z moimi zbiorami? Po prostu zostały rozprzedane. Może trudno w to uwierzyć, ale był czas, że żyliśmy z mamą w prawdziwej biedzie, zwłaszcza kiedy nie szło jej pisanie, dom wymagał ciągłych remontów i gdyby nie moje numizmaty pewnie dach naszego domu dosłownie by się zapadł. Tak uczyłem się zbierać i tracić. Bibliofilem nie byłem nigdy. Nie zbierałem książek, to raczej one same mnie znajdowały, przychodziły pojedynczo i stadami, żądały azylu.
Dariusz Czaja Powrót bogów greckich
Zdolność negatywna (negative capability) Keatsa to – w dopuszczalnym skrócie – postawa intelektualna, która podchodzi do wiedzy w sposób przeciwstawny do modelu kartezjańskiego. Chodzi o to, by otworzyć się na nowe doświadczenia, nieograniczone okowami wąsko pojętego ratio, a myślenie rozumieć nieco szerzej od tego, które zdawało się obiecywać wiedzę jasną, obiektywną i pewną, a w konsekwencji rozluźnić – zdawać by się mogło jedynie dopuszczalny w domenie nauki – dyskurs systemowy i analityczny. Zdolność negatywna odrzuca twarde racjonalno-naukowe rygory, jest otwarta na inny typ wiedzy, będąc przekonana, że „prawda niejedno ma imię”, i że odpowiedzi na naukowe pytania mogą dopuszczać twierdzenia niekoniecznie koherentne. W sukurs zdolności negatywnej zdaje się iść także – według Falkowskiego – myśl Heideggera [...] wyraźny i stanowczy sprzeciw wobec „twardej” nauki, i zasad ją fundujących. Heidegger zarzuca współczesnej postawie naukowej, że ta z góry wie, co podlega (i powinno podlegać) badaniu. [...] Pokazuje metodę naukową nie jako wielokierunkową, trudną drogę (a to w istocie oznacza greckie methodos), ale jako swoisty – sformułowany w punktach – przepis, który po zrealizowaniu ma nam dostarczyć (jakoby) wiedzy pewnej. [...] To stąd wzięło się ponure Heideggerowskie rozpoznanie: nauka nie myśli, nauka rachuje.
Jacek Hajduk Nad Owidiuszem (17)
Nie wiem, czy ktoś zwrócił na to uwagę, ale rok ukończenia "Metamorfoz" – owego requiem dla grecko-rzymskiego świata – to rok wejścia Jezusa w wiek dojrzały: 8 rok naszej ery. (Narodziny historycznego Jezusa nie pokrywają się z rokiem zerowym chrześcijaństwa). Coś się kończy i coś się zaczyna. Dotychczasowy porządek odchodzi, by ustąpić miejsca nowemu… Jak dobrze to znamy! Nic dziwnego, że dramat młodej Dryope tak bardzo nas porusza. Zrzućmy na chwilę mityczne szaty: oto kochająca i kochana dziewczyna – czyjaś siostra, czyjaś żona, czyjaś matka, czyjaś córka – umiera. Świat przestaje istnieć dla niej, a ona przestaje istnieć dla świata. Tak po prostu.
Krzysztof A. Worobiec Muzeum cz. 12 – Czym się różnią skrzynie od kufrów?
Ozdobą naszego muzeum jest bogata, bo licząca aż 39 sztuk, kolekcja skrzyń i kufrów (w tej liczbie są 24 skrzynie, w tym jedna „pseudokomoda”, o której pisałem wcześniej, 13 kufrów i 2 niewielkie skrzyneczki). Warto poświęcić im nieco miejsca i wyjaśnić, czym różnią się skrzynie od kufrów, bo, jak zauważyliśmy, większość gości odwiedzających nasze muzeum używa obu nazw zamiennie.
Świadectwa Agnieszka Papieska, Andrzej Stanisław Kowalczyk „Słowo przywraca sens”
W walce z komunistycznym totalitaryzmem nieocenionym sojusznikiem Giedroycia była sztuka słowa. Żywiołem literatury jest bowiem wolność ekspresji; wiersz, esej, powieść tak jak obraz czy symfonia apelują do poczucia swobody czytelnika, utwierdzają go w przekonaniu, że propaganda ideologiczna i ucisk cenzury są sprzeczne z tym ujęciem kondycji ludzkiej, jakie wypracowała cywilizacja Zachodu. Tak jak dom „Kultury” nie był bastionem z zaryglowanymi drzwiami i oknami, lecz mieszkaniem i miejscem spotkań, tak i łamy „Kultury” były wolne od ideologicznych sztanc. Otwierały się na wolne słowo, uskrzydlone przez wyobraźnię, błyskotliwe, przywracające poczucie sensu w czasach zwątpienia i chaosu.
Świadectwa Michał Paweł Markowski „Kto jest fanatykiem?”
Istnieje wiele różnych sposobów mówienia o sztuce, z których wynikają poważne konsekwencje egzystencjalne, społeczne i polityczne. Sposób mówienia, jaki wybiera Dariusz Czaja, wbrew temu, co myśli, jest odpowiedzialny za to, że sztuka dramatycznie traci na znaczeniu w życiu ludzi, którzy coraz częściej od niej odwracają się, zniechęceni mydleniem oczu domniemaną tajemnicą, do której dostęp mają tylko wtajemniczeni. Obrona sztuki za pomocą języka, który doprowadził do osłabienia jej roli, jest z góry skazana na niepowodzenie, powinna być więc zarzucona, a nie ochraniana z nabożną czcią. To, że Czaja nie chce zrozumieć tego argumentu, wcale mnie nie dziwi, podobnie jak nie dziwi mnie to, że sam żadnego nie konstruuje, zadowalając się oznajmieniami. Broniąc sakralnego charakteru sztuki, broni siebie samego, przebierając się za męczennika, którego śmie swoim zeświecczonym paluchem dotknąć prostak, głuchy i ślepy na szyfry tajemnicy. Powtarzając swoje niejasne uwagi o transcendencji przemawiającej przez dzieła sztuki, Czaja powiada: „Trudno, żeby Markowski cokolwiek z tego rozumiał”. Rzecz polega na tym, że świetnie rozumiem, co on pisze, ale fundamentalnie się z tym nie zgadzam. On zaś rozumie tylko to, z czym się zgadza, wobec czego nie rozumie tego, co piszę.
Świadectwa Antonio Musarra „Wyspa, której nie ma”
Wyspy, wyspy i jeszcze raz wyspy. Wystarczy dla wszystkich: od czasów starożytnych aż do dziś. Od Atlantydy Platona, ziemi nadzwyczajnych bogactw, pochłoniętej przez wodę w wyniku tajemniczego kataklizmu  [...] do mitu Fortunatae i celtyckich immramów, mit wyspy szczęśliwej miał przemierzyć stulecia, przyczyniając się do powstawania najbardziej fantazyjnych czy, jak kto woli, utopijnych opisów. W tym tkwi istota Nibylandii. Miejsca doskonałego i niedostępnego. [...] W wyspie doskonałej miało koncentrować się marzenie o lepszym życiu, wolnym od zła, jakie panuje w świecie. Odległe, niedostępne wyspy miały na długi czas wypełnić marzenia człowieka średniowiecza. Epoka nowożytna zaś odziedziczyła ich aspekt legendarny, który szybko przemienił się w czysto literacki. Marzenie o egzotyce powróci na przełomie XIX i XX wieku, od Tahiti Paula Gauguina, poprzez "Wyspy na Golfsztromie" Ernesta Hemingwaya, aż do owego wewnętrznego archipelagu, jakim jest Dublin Joyce’a, a także tego zdecydowanie realnego, Sołżenicyna. Wyspy, gdzie można zniknąć, jak Capri Tyberiusza. Wyspy, do których można powrócić, jak Itaka Odysa. Wyspy, gdzie można śpiewać „hippi hippi pi”, jak na Wyspie Wight. Wyspy rewolucji, takich jak ta, której dokonał Comandante. Wyspy, gdzie można się schronić przed życiowymi katastrofami, jak Zagubieni Chłopcy lecący ku Wyspie-Której-Nie-Ma.
ks. Jan Sochoń Ze łzami przed Tajemnicą: wątki eucharystyczne w poezji Sebastiana Grabowieckiego
Czy "Rymy duchowne" Sebastiana Grabowieckiego są formą modlitewnika przeznaczonego dla szerokiego kręgu odbiorców? Być może, lecz będzie najszczęśliwiej stwierdzić (za Piotrem Urbańskim), że mamy do czynienia z literackim owocem niezwykle ważnego etapu w życiu duchownym, tak zwanej ciemnej nocy miłości, jak to nazywał św. Jan od Krzyża, przytłaczającej tęsknoty za Bogiem. Owa ciemna noc zmysłów i ducha, będąca oczyszczeniem miłości wiążącej człowieka z Bogiem prowadzi do całkowitego upodobnienia duszy do Boga, poznania samego siebie i swojej nędzy, jak również swego rodzaju poznania Boga. Owo przeżycie daje się przedstawić jako odczucie wielkiej odległości dzielącej człowieka od łaski, stan udręki w wielu przypadkach prowadzącej do rozpaczy. Jako przykład osoby, która w doskonały sposób przeżyła ten ciemny okres życia mistycznego, Karmelita przywoływał Hioba. Podobnie uczynił Grabowiecki [...]. Czyżby był przekonany, że przed lamentem i desperacją duchową chronią sztuka oraz przeżycie piękna? Najpewniej tak, jak to czyni również wiedza teologiczna. Dlatego czas trwania ciemnej nocy nie ma określonych granic, może obejmować owe piętnaście lat, w czasie których Grabowiecki tworzył "Rymy duchowne", w tym cykl eucharystyczny odgrywający w integracji z łaską najważniejszą rolę.
Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
„Księga Przyjaciół” jest czasopismem internetowym. Publikujemy w nim wiersze, szkice, wspomnienia, recenzje książek. Co tydzień „Księga” wzbogaca się o kolejne cztery wpisy zaprzyjaźnionych z nami autorów, którzy zechcieli podzielić się swoimi wrażeniami.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek