fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Dawid Szkoła Historia wszystkiego w pigułce
Anglicy wymyślili piłkę, ale niechętnie podchodzili do zmian, więc ponad sto lat temu Jimmy Hogan nauczał nowoczesnego futbolu po drugiej stronie kanału La Manche. Niczym apostoł zaczął wędrować po Europie i nieść kilka prawd wiary: nie bieganie, a taktyka, nie sama gra, a jej rozumienie, utrzymywanie się przy piłce i krótkie podania. Herezja, która z czasem stała się ortodoksją – na Wyspach i Kontynentach. Ruch, podanie, zmiana pozycji, przyjęcie, podanie, ruch, zmiana pozycji. Austria, Węgry, Holandia, tam czynił swoje cuda, Wunderteam, Złota Jedenestka, Futbol Totalny.
Paweł Bem Czarne powroty
W 1961 roku w Londynie Leopold Buczkowski przygotowywał swoją wystawę. Niedługo. Dość jednak, by prowadzić stąd korespondencję. Pierwszego maja napisał krótki list do Zygmunta Hertza, który kończył słowami: „Za dwa tygodnie wracam do kraju, [...] w nadziei, że dzieci moje, spłodzone z «Żydówką», nie będą strzelane po polu jak psy. Zajadając ananasy – pamiętajcie o tych czasach”. Siła ewokacji tego zdania powala i nawet codzienna myśl o Shoah nie uchroni przed wstrząsem, nie złagodzi ciosu, jaki zadaje wyobraźni takie napomnienie. Ananasy wypadają z rąk, tak jak wypaść musiały bezgrzesznemu Hertzowi w roku 61.
Jakub Dolatowski Róże bez Eizyków    
Wśród tych, którzy mieli do czynienia z ogrodami i parkami, albo w ogóle byli blisko roślin ogrodowych, mawiało się: „róże od Eizyka”. To był symbol jakości, różana „najwyższa półka”, coś jak pączki od Bliklego czy wódka od Baczewskiego. Kutnowskie ogrodnictwo braci Eizyk, Katriela i Arona, ich szkółki (zasadniczo były to bowiem tylko szkółki róż, tym właśnie zajmowali się z pasją i, z upływem lat, na wielką skalę), nie miały sobie równych w całym kraju, zresztą były znane daleko szerzej niż w Polsce.
Krzysztof Czyżewski Zakorzeniony w bezdomności. O Grigoriju Kanowiczu
Grigorij Kanowicz, urodzony 18 czerwca 1929, zmarły 20 stycznia 2023, pisarz. „I tyle. Ani linijki więcej, jako że cała reszta to nieprawda”. Te właśnie słowa wyryłby na nagrobku pisarza stary Efraim Dudak, kamieniarz z "Koziołka za dwa grosze", powieści przetłumaczonej przez Aleksandra Bogdańskiego.
Agnieszka Papieska Dziwne losy Jane Bowles
Jedna powieść, jedna sztuka oraz sześć opowiadań to niemal cały dorobek, jaki pozostawiła po sobie Jane Bowles. To wystarczyło, by Truman Capote uznał ją za geniusza, a John Ashbery za „jedną z najświetniejszych współczesnych pisarek spośród tworzących we wszystkich językach”. Mało znana wśród szerokiej publiczności, potrafiła zjednać sobie grono wiernych odbiorców darzących ją fanatycznym uwielbieniem.
Beata Bolesławska-Lewandowska Fortepianowe dzieła ostatnie Romana Palestra
Kiedy w 1972 roku Roman Palester zakończył pracę w Radiu Wolna Europa i wrócił na stałe do Paryża, skupił się na komponowaniu. Cyzelował wcześniejsze utwory i tworzył zupełnie nowe. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych powstały dwa duże cykle fortepianowe – "Etiudy" (1979–81) i "II Sonata" (1980). Oba doskonale wpisują się w widoczne od lat zainteresowania kompozytorskie twórcy: łączenie myślenia klasycznego (neoklasycznego) w stosunku do tradycyjnych modeli formalnych z jednej strony, a z drugiej – wypełnianie ich oryginalną treścią o nowoczesnym charakterze, dalekim od prostych nawiązań do muzycznej przeszłości.
Świadectwa ks. Jan Sochoń „Szedł przez życie dobrze czyniąc”
Jest coś takiego, jak dobra śmierć. Sami, trudno ukryć, jesteśmy odpowiedzialni za to, jak umieramy. Musimy wybrać między kurczowym przywarciem do życia pociągającym za sobą myśl, że śmierć staje się zawsze przegraną, a opuszczeniem życia w wolności, tak, żebyśmy mogli zostać dani innym jako źródło nadziei. Jest to rozstrzygający wybór i musimy nad nim „pracować” dosłownie każdego dnia. Skoro największym ludzkim zadaniem jest rzeczywiście dawanie siebie innym, to możemy z naszej śmierci uczynić ostateczny dar. Ona nie pojawia się, kiedy przestajemy żyć, ale wówczas, kiedy przestajemy kochać...
Świadectwa Honorata Sosnowska „Mexitil, czyli o przyjaźni”
Zarząd Cmentarza, pokręcony ogonek, ale pod dachem. To dobrze, bo pada. Stoję i próbuję czytać. W kolejce słyszę, że mexitilu nie ma. Postanawiam sprawdzić. Informuję stojących, że nadal jestem w kolejce i tylko chcę się dowiedzieć, czy jest lek. Jest silniejszy, a nie ma zwykłego. Sprawdzam z ulotką, silniejszy to ten, który jest mi potrzebny. Wracam do kolejki i kończę czytać artykuł. Po godzinie wychodzę. Deszcz pada nadal, wiatr wieje, ale świat jest piękny. Dostałam, wprawdzie jedno opakowanie, ale łącznie z tym co mam w domu, starczy na 17 dni. Mam mnóstwo.
Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (26)
Czas przed śniadaniem wykorzystywałam na wyjście z aparatem do miasta. Na skwerkach, uliczkach często spotykałam trzypokoleniowe rodziny – babcie/dziadków, córki i wnuczki. Starsi uprawiali poranną gimnastykę, mamy karmiły dzieci. Mężczyźni kontemplowali. Jezioro Zachodnie (wiet. Hồ Tây), kwiecień 2010.
Wojciech Karpiński O Józefie Czapskim — portrety i olśnienia
Ileż jego błyskawicznych portretów utkwiło na zawsze w mojej wyobraźni! [...] Prawie ślepy Vollard na pierwszej wystawie kapistów maca ręką obrazy, które mu się podobają, i zakupuje parę płócien. Młody Malraux w salonie Daniela Halévy mówi bez przerwy o nadchodzącej rewolucji, blada twarz anioła zagłady, nerwowy gest poprawianych włosów. Papieros w ustach. De Staël, wygnaniec, biedak miotający się po świecie, asceta abstrakcji i jej triumfator, nagłe uznanie dla jego malarstwa i śmiertelny skok z okna pracowni w Antibes. Remizow, zasłuchany w głos rosyjskiej mowy, kaligrafuje swoje opowieści w mieszkanku na rju Bualjo. Lechoń, spotkany w deszczowym Nowym Jorku na Madison Avenue, woła tubalnym głosem: „Co się pan zajmuje «Kulturą» — rzuć pan to, ja się takiemi sprawami zajmowałem i siedem metrów kiszki mi wycięto!”.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...