Pobyt w łagrze był dla Jaworowskiego torturą rozciągniętą na miesiące i lata. [...] Twórczość rysunkową w latach 70. zdominowały zdeformowane ludzkie korpusy i katastroficzne pejzaże rodem z mrocznych snów. [...] Trudno jest wśród nich znaleźć choćby jeden przykład projektu tchnącego radością i optymizmem, które cechowały prace artysty z lat 50. i pierwszej połowy lat 60. Kiedy tematem jest sterylny świat szpitalnej sali zabiegowej (Gabrielle Wohmann, "Poważna decyzja"), brudna monochromatyczna technika monotypii nadaje jej odpychający wygląd izby łagrowego szpitala, w którym setkom "dochodiagów" (więźniów dogorywających) odmawiano hospitalizacji i wysyłano z powrotem do katorżniczej pracy. Kilka plam koloru to czerwień krwi w laboratoryjnych naczyniach i niebieskie światło żarówek. [...] Projekt Jaworowskiego tchnie bezbrzeżnym smutkiem i całkowitym brakiem nadziei.
Twórczość projektową Jerzego Jaworowskiego po opuszczeniu akademii cechuje imponująca różnorodność nie tylko motywów tematycznych i wątków narracyjnych, lecz także języków graficznych. Jak gdyby artysta zachłysnął się życiem, szczęśliwy, że zostawił za sobą traumę ośmioletniej katorgi i dwuletniej depresji, która dopadła go po powrocie do kraju. Warłam Szałamow w jednym z "Opowiadań kołymskich" wspominał, że „życie po wyjściu [z obozu] było ciągłym, codziennym, cogodzinnym, nieprzerwanym szczęściem”. Większość realizacji Jaworowskiego z przełomu lat 50. i 60. charakteryzuje młodzieńcza buńczuczność i zadziorność, jednak gdyby nie talent i świetny warsztat graficzny projektanta, ich zaczepność pozostałaby jedynie pozą. A to, że znakomicie opanował sztukę liternictwa i kaligrafii, dobitnie udowodnił już we wczesnym okresie twórczości. Prace z tego czasu, barwne i pełne wigoru, miały niekwestionowaną wartość komercyjną – skutecznie zachęcały do kupna i lektury książek.
Miłośnicy sztuki nieczęsto przyglądają się z bliska fakturze płócien. Spękania, liszaje, narośla, gruzłowate nawarstwienia farby na obrazach Jana Lebensteina przywodzą na myśl spotworniały obraz ludzkiego wnętrza, a deformacje są stygmatem cierpienia ciała – i ducha. Niepewne kontury, barwy ziemi (czerń, sepie, ugry, szarości), zrakowaciałe struktury, mikrodrgania w jego obrazach są być może ważniejsze od przedstawień. Niektórzy krytycy zaliczali Lebensteina do malarzy brzydoty, a on przecież tylko próbował zobrazować Miłoszowe "TO".
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.