Spokojne czytelnictwo skończyło się w Białołęce wraz z rozpoczęciem Mundialu. Kiszczak, czy jakiś inny, w ramach respektowania praw człowieka, zgodził się na telewizory w celach. [...] Mundial w Białołęce miał jedną zaletę. Zainspirował mojego kolegę spod celi, Grześka Magdziarza, pracownika antykwariatu „Kosmos” do założenia Więziennego Klubu Sportowego. Zbyt wielu dyscyplin nie było, głównie rozgrzewki w celi i bieganie w kółko na spacerniaku, jak to w więzieniu, ale działał Klub, a ja otrzymałem po znajomości legitymację nr 2. Zachowała się. Jest piękna, bo wykonali ją internowani milicjanci-solidarnościowcy (byli tacy, na przykład Wiktor Mikusiński), specjalizujący się w linorytach stempli Wolnej Poczty Obozowej.
Uniwersytety prowadzą zajęcia (płatne) ze sztuki pisania, choć zdecydowanie bardziej by się przydały zajęcia ze sztuki czytania (dotowane). Niewątpliwie wykładowcą takiego kierunku powinien zostać Paweł Bem. [...] 7 września w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej odbyła się rozmowa o właśnie wydanej przez Instytut Badań Literackich PAN pasjonującej księdze Bema o przekładzie "Ziemi jałowej” T. S. Eliota przez Czesława Miłosza. Wiemy, że Miłosz przetłumaczył poemat Eliota w Warszawie, w 1944 roku. A jeśli wcześniej? Ale po kolei. Od lata 1943 mój ojciec, Zbigniew Mitzner, zgromadziwszy prywatne fundusze, zaczął podpisywać umowy w imieniu mającego powstać po wojnie wydawnictwa „Wisła”. Miłosz przekazał ojcu prawa do wydania "Listów” (pisanych wspólnie z Jerzym Andrzejewskim), „Świata (poema naiwne)", a 14 sierpnia 1943 roku podpisali umowę na „Eseje”. Z Miłoszem ojciec poznał się w Wilnie i obaj należeli do podziemnej organizacji socjalistycznej „Wolność”.
Prawdziwe królestwa róż pamiętam trzy. Jedno w Podkowie, na działce pani Jasińskiej. Okrutnie ją zamordowano w pięknym modernistycznym domu, a wokół ciała rozrzucono róże. Sąsiadowało z jej ogrodem wielkie konkurencyjne pole różane innych właścicieli, w głębi stał maleńki domek z bajki o spiczastym dachu. Trzecie królestwo było blisko naszego domu. Lubiłem tam chodzić, nie tylko po róże na rodzinne święta, ale ot tak, z ciekawości, porozmawiać o kwiatach, bo pani Irena miała o nich dużo do powiedzenia. Jako jedna z pierwszych w Polsce hodowała róże Queen Elizabeth, ostentacyjnie różowe i strzeliste, które wiele lat później stały się sławne i Queen Elizabeth otrzymała tytuł Róży Świata.
Najpierw zbierałem znaczki. To był taki poemat filatelistyczny. Świat małoobrazkowy. Marzenie, że przerzucając pincetą spiętrzone kolorowe papierki trafi się kiedyś rarytas. [...] Co się stało z moimi zbiorami? Po prostu zostały rozprzedane. Może trudno w to uwierzyć, ale był czas, że żyliśmy z mamą w prawdziwej biedzie, zwłaszcza kiedy nie szło jej pisanie, dom wymagał ciągłych remontów i gdyby nie moje numizmaty pewnie dach naszego domu dosłownie by się zapadł. Tak uczyłem się zbierać i tracić. Bibliofilem nie byłem nigdy. Nie zbierałem książek, to raczej one same mnie znajdowały, przychodziły pojedynczo i stadami, żądały azylu.
Z kroniki wypadków jednego dnia: prezydent zabrał orła prezydentowi drugiego państwa, z czego niektórzy się bardzo cieszą, a inni się zasmucili. Sam orzeł jeszcze nie zabrał głosu. Samochód Ambasady Niemiec wjechał w samochód Telewizji Republika. Do zdarzenia doszło w Warszawie, a jakże, na Rondzie Dmowskiego. W pewnych kręgach uznawane jest to za casus belli. A ja byłem w Teatrze Polskim, gdzie aktorzy, uchodźcy z Charkowa grali "Ukradzione szczęście" Iwana Franki.
Podkowa ma swoich historyków, do których i ja należę. Od lat piszemy biogramy mieszkańców, zbieramy opowieści o domach, o ważnych wydarzeniach w życiu miasta-ogrodu, ustalamy fakty. A jednocześnie chyba coś nam umyka. I to nie byle co, tylko samo życie. Chodzi nie tylko o realia codzienności czy o obyczaje, ale też o historie ludzi, niesprawiedliwie nazywane plotkami. [...] Nikt jednak nie odważył się dotąd wykorzystać tej materii w druku. Przede wszystkim z obawy. Nie tyle nawet przed jej bohaterami lub ich potomkami, co przed innymi świadkami, którzy gotowi walczyć o to, czy budka z warzywami była po lewej, czy po prawej stronie ulicy. Barbara Walicka wybrnęła z tego znakomicie.
Przewrót majowy to jeden z tych momentów w historii Polski, o których nie mogę przestać myśleć. Jakbym był jego świadkiem i uczestnikiem. Zawsze czuję ten sam niepokój.
Z uniwersytetami było mu nie po drodze, ale wykładał na przykład w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej i przy okazji stworzył taką dziedzinę wiedzy, jak socjologia teatru. Pisał dobitnie i klarownie.
W czasie wojny Aleksander Hertz znalazł się w Nowym Jorku, gdzie założył antykwariat, który prowadził do końca życia, a przy tym, zachęcony przez Jerzego Giedroycia wrócił do pisania, tak powstała jego fundamentalna książka "Żydzi w kulturze polskiej", ale też "Amerykańskie stronnictwa polityczne".
Jeszcze jeden artykuł ojca z 1937 roku. W redagowanej przez siebie wówczas gazecie PPS, „Dzienniku Ludowym” zamieścił on latem cykl korespondencji „Dwa tygodnie w Paryżu” z Wystawy Światowej Expo 1937. Inne odcinki dotyczą wrażeń z pawilonów: niemieckiego, włoskiego i sowieckiego.
Warto rozumieć to, co się mówi, a także to, co się śpiewa. Szczególnie to drugie, bo zręczna melodia potrafi zasłonić sens słów. Zwłaszcza, gdy wykonawcy mają kłopot z dykcją. Tak też jest z „nieoficjalnym”, jak się powiada, hymnem prawobrzeżnej Warszawy. To fokstrot, napisany około 1931 roku "Chodź na Pragę" Artura Golda do słów Tadeusza Stacha. [...] Jeśli nawet nie śpiewa się tej piosenki, a tylko nuci, warto pamiętać, jakie słowa czają się w melodii miłej dla ucha.
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.