fbpx
HOME
Beata Bolesławska-Lewandowska

Kim była Scarlett Panufnik?

O pierwszej żonie Andrzeja Panufnika wspomina się zwykle jedynie przy okazji rozważań na temat okoliczności jego wyjazdu z Polski w 1954 roku. Wiadomo, że pomogła kompozytorowi wydostać się z kraju, a następnie razem zamieszkali w Londynie. Małżeństwo wkrótce jednak zakończyło się rozwodem, a Panufnik wspominał je na tyle źle, że planował nigdy więcej się nie żenić…

Kim zatem była Scarlett Panufnik? A właściwie Marie O’Mahoney, bo tak brzmiało jej prawdziwe nazwisko? Jej życiorys to gotowy scenariusz na film, w którym piękna młodziutka Irlandka wychodzi za mąż za polskiego oficera, a po przyjeździe z nim do komunistycznej Polski, dzięki swej egzotycznej urodzie i kolejnym ślubom pnie się po drabinie społecznej, zostając w końcu żoną najbardziej cenionego kompozytora, którego ostatecznie wydobywa z „miasta grozy” na Zachód. A to jeszcze nie koniec historii.

Ostatnio wzmiankę o Scarlett znalazłam w najnowszej książce Tomasza Jastruna, poświęconej domu pisarzy przy Iwickiej (Dom pisarzy w czasach zarazy, Warszawa 2020). Mieszkała tam będąc żoną Adolfa Rudnickiego (którego porzuciła następnie dla Panufnika), sąsiadującego z Jastrunami. Przypomniałam sobie, że lata temu, kiedy pracowałam nad monografią życia i twórczości Panufnika, Tomasz Jastrun zaprowadził mnie do swojej mamy, która z sympatią wspominała Scarlett jako miłą sąsiadkę z zainteresowaniem asystującą m.in. przy zabiegach pielęgnacyjnych jej malutkiego wówczas syna. Scarlett sama miała za jakiś czas urodzić Panufnikowi córkę, utraconą następnie w dramatycznych okolicznościach. Ale po kolei…

Scarlett, czyli Marie O’Mahoney urodziła się w 1927 roku w Londynie jako córka pracującego tam Irlandczyka. W 1945 roku poznała, a następnie poślubiła polskiego oficera, Jana Zakrzewskiego. Przebywając z nim w obozie wojskowym w Szkocji, nauczyła się polskiego, a rok później wraz z mężem przyjechała do Polski (Zakrzewski otrzymał posadę w kierowanym przez Stanisława Mikołajczyka Ministerstwie Rolnictwa). W tym miejscu rozpoczyna się polski etap życia pięknej Irlandki, udokumentowany nienajgorzej w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej – jako obywatelka Wielkiej Brytanii rychło została bowiem poddana gruntownej obserwacji tajnych służb, podejrzewających ją o szpiegostwo. I właśnie z zachowanych w IPN materiałów możemy dowiedzieć się o jej losach najwięcej.

Scarlett – bo tego imienia używała, ze względu na iście hollywodzką urodę oraz podobieństwo do głównej bohaterki filmu Przeminęło z wiatrem – początkowo podejmuje pracę w British Council, a następnie w redakcji zagranicznej Polskiego Radia, gdzie pracuje jako spikerka nadawanych w języku angielskim audycji. Wkrótce porzuca pierwszego męża, by po serii romansów w 1948 roku poślubić Kazimierza Piotrowskiego, tłumacza i pracownika ówczesnego Ministerstwa Oświaty. Piotrowski wprowadza Scarlett w środowisko literackie ówczesnej Warszawy. Dzięki niemu poznaje pisarza, Adolfa Rudnickiego, który w 1950 zostaje jej mężem nr 3. Niedługo jednak cieszy się względami świeżo poślubionej żony, bo już podczas miesiąca miodowego, który młoda para spędza w podwarszawskich Oborach, Scarlett poznaje odpoczywającego tam kompozytora i dyrygenta, Andrzeja Panufnika. Nowa miłość spada na oboje jak grom z jasnego nieba: „Nie mogłem od niej oderwać oczu – wspomina Panufnik po latach – ani myśleć o czymkolwiek innym. Nie mogłem też nie zauważyć, że i ona zwraca swoje hipnotyzujące oczy w moim kierunku, jak gdyby pomimo obecności swego nowego męża, odwzajemniała moje uczucie”.

Rozwód z Rudnickim był kwestią czasu. Scarlett otrzymuje go 1 lutego 1951, a 13 lipca tego samego roku staje na ślubnym kobiercu z Panufnikiem. Rudnicki – jak pisze Jastrun – od tej pory znielubił Obory i nigdy już tam nie jeździł, choć z byłą żoną zachował raczej przyjacielskie relacje. Wygląda zresztą na to, że i z poprzednimi mężami Scarlett miała dobre stosunki, agenci UB donosili bowiem a to, że Zakrzewski interesuje się losem byłej żony, lub też, że – już po ślubie z Rudnickim – „trójkąt figurantka – Rudnicki – Piotrowski żyje nadal w jak najlepszej zgodzie”.

Panufnik został zatem czwartym w kolejności, ale i ostatnim polskim mężem Scarlett. Nie ulega wątpliwości, że kolejni mężczyźni pozwalali jej piąć się po drabinie ówczesnego warszawskiego świata kultury. Poza pierwszym mężem, żołnierzem „andersowcem”, pozostali to osoby związane ze środowiskiem literackim. A sławny już wówczas Panufnik, otoczony zarówno uznaniem kolegów po fachu, ceniących jego twórczość kompozytorską i sukcesy dyrygenckie, jak i adorowany przez ówczesnego wiceministra kultury Włodzimierza Sokorskiego (co miało zresztą rychło dopiec mu na tyle, że postanowił z Polski uciec) – był dla ambitnej Irlandki spełnieniem marzeń o zapewnieniu sobie odpowiedniej pozycji towarzyskiej. We wspomnieniach osób ze środowiska muzycznego, pamiętających tamte czasy, pojawiają się relacje, że oboje wyglądali znakomicie, zawsze świetnie ubrani i bardzo przystojni – tworzyli piękną parę.

Czy Scarlett była brytyjskim szpiegiem? W tajnych doniesieniach służb, które inwigilowały ją przez kilka lat, nie znajdujemy potwierdzenia. Wręcz przeciwnie, agenci zgodnie podkreślają, że jest „najpiękniejszą kobietą w Warszawie” i wzbudza zainteresowanie mężczyzn (chętnie zresztą odwzajemniane), jednakże „jest za głupia na to, [że]by ktokolwiek mógł ryzykować obarczenie jej jakąkolwiek tajemnicą o charakterze konspiracyjnym, gdyż zaraz by się wygadała”. W 1950 roku, jeszcze przed ślubem z Rudnickim znaleźć można doniesienia, że Scarlett myśli o powrocie do Anglii, najwyraźniej jednak małżeństwo najpierw z poczytnym literatem, a następnie uznanym kompozytorem sprawiły, że zapomniała o wyjeździe.

Po ślubie z Panufnikiem Scarlett najwyraźniej „unormowała stosunkowo swe życie prywatne, więcej zajmując się domem”. Wkrótce potem służby MBP przestały się nią interesować. Być może rzeczywiście się tym razem zakochała, a w każdym razie to z Panufnikiem zdecydowała się założyć rodzinę. We wrześniu 1952 roku przyszła na świat ich córka, której nadali irlandzkie imię Oonagh. Scarlett cieszyła się zatem już nie tylko statusem żony „pierwszego w Polsce kompozytora”, zapraszanego na rauty i przyjęcia w polityczno-kulturalnych kręgach stolicy, ale i macierzyństwem.

Mało kto wiedział, że cierpiała na epilepsję (chorobę tę potwierdzają akta IPN), dlatego też, kiedy w maju 1953 roku maleńka Oonagh utonęła podczas kąpieli – Scarlett niespodziewanie dostała ataku i kiedy się ocknęła, dziecko nie żyło – w Warszawie zahuczały plotki, że to matka, słynąca z upodobania do towarzyskiego życia, pozbyła się dziecka pod nieobecność męża, który akurat przebywał z delegacją kulturalną w Chinach. Panufnik nigdy w te plotki nie uwierzył, a strata córki stała się dla niego olbrzymią traumą. Jego druga żona, Camilla, wspomina, że bardzo długo w ogóle nie chciał mieć dzieci, a kiedy w końcu urodziła im się córka, Roxanna (1968), zdarzało się, że budził ją ze snu tylko dlatego, żeby mieć pewność, że żyje i nic jej nie jest…

Śmierć kilkumiesięcznej córeczki pogłębiła kryzys, w którym Panufnik pogrążał się co najmniej od czasu wprowadzenia w Polsce socrealizmu. Pozornie hołubiony przez władze, był jednocześnie coraz częściej krytykowany za formalizm swych kompozycji. Ponadto – i to odczuwał chyba jeszcze boleśniej – oczekiwano od niego nie tylko komponowania utworów o wyraźnie ideologicznych założeniach (jak choćby Symfonia Pokoju do słów Jarosława Iwaszkiewicza, czy Pieśń Zjednoczonych Partii, którą napisał na konkurs zorganizowany w grudniu 1948), ale i coraz częstszego udziału w delegacjach, posiedzeniach i różnego rodzaju naradach. A także rautach i bankietach, na których uwielbiała bywać jego spragniona adoracji mężczyzn piękna żona, a których on szczerze nie znosił. Czuł się coraz bardziej jak w matni i nie wiedział, jak się uwolnić. Od 1952 roku praktycznie przestał komponować. W końcu postanowił na zawsze opuścić Polskę, uznając to za jedyne wyjście.

Decyzję podjął z pełną świadomością konsekwencji – wiedział już doskonale, co w zamian spotkało w kraju i Romana Palestra, i Czesława Miłosza. Nie miał złudzeń. Ale nie widział też innego rozwiązania. Nie potrafił dalej komponować. I nie miało znaczenia, że – jak zanotował gdzieś Mycielski – Sokorski prywatnie mówił mu przecież, co naprawdę myśli, niezależnie od publicznie wygłaszanych deklaracji.

Do opuszczenia Polski znacząco przyczyniła się Scarlett, która w marcu 1954 roku wyjechała do Londynu pod pretekstem odwiedzenia chorego ojca. Tam skontaktowała się z Witoldem Małcużyńskim i Konstantym Regameyem, którzy pomogli wydostać Panufnika z kraju. Zorganizowali mu sesję nagraniową w radiu szwajcarskim w Zurychu, dokąd Panufnik poleciał 9 lipca – niecałe dwa tygodnie przed hucznie zaplanowanymi obchodami X-lecia PRL, podczas których miał otrzymać państwową nagrodę. Ze Szwajcarii, dzięki pomocy m.in. Jerzego Giedroycia (na portalu paryskiej „Kultury” można znaleźć podziękowanie Panufnika, przesłane na ręce Giedroycia niedługo później), znalazł się w Londynie i tam poprosił o azyl.

Scarlett powitała męża z otwartymi ramionami, ciesząc się z zainteresowania brytyjskiej i międzynarodowej prasy ucieczką męża z komunistycznej Polski. Sam Panufnik zaszył się w wynajętym pokoju i po kilku starannie przygotowanych oświadczeniach, zrezygnował z jakichkolwiek działań politycznych wokół swojej osoby. Pragnął przede wszystkim spokoju, by odzyskać siły twórcze. To z kolei nie bardzo odpowiadało jego żonie, która wolała bawić się w londyńskim towarzystwie. Wkrótce małżeństwo zaczęło się rozpadać. Listy Panufnika i Mycielskiego przynoszą wiadomości o kryzysie już w 1956 roku, para jednak najwyraźniej jeszcze się zeszła. Scarlett, wykorzystując zainteresowanie ucieczką męża, opublikowała wspomnieniową książkę zatytułowaną Out of the City of Fear (Holder & Stoughton, 1956), w której barwnie, acz niezbyt dokładnie opisuje swe życie w Warszawie, a także wydobycie z niej męża. On sam z perspektywy czasu żałował, że nie przeczytał zapisków żony przed publikacją, nie mógł już bowiem poprawić obecnych w nich błędów. W grudniu 1956 roku Scarlett towarzyszyła jeszcze mężowi podczas specjalnego koncertu w Birmingham, dzięki któremu Panufnik dostał angaż jako dyrektor artystyczny i naczelny City of Birmingham Symphony Orchestra. Kiedy jednak rozpoczynał tam pracę we wrześniu 1957 roku, żona już z nim nie pojechała – prowincjonalne przemysłowe miasto nie mogło jej zaoferować żadnych atrakcji towarzyskich, a uczucie do polskiego kompozytora, pozbawionego pieniędzy i pozycji, najwyraźniej wygasło… W kwietniu 1959 roku Panufnik informował Zygmunta Mycielskiego o trwającym procesie rozwodowym, na co ten w odpowiedzi napisał: „Twoje osobiste sprawy bardzo mnie obeszły – dziękuję, że mi o nich donosisz. Jestem przekonany, że Scarlett, choć Ci w wielu chwilach zapewne pomogła znacznie, jednak nie jest typem osoby na żonę dla artysty tego pokroju, co Ty. Nie chciałem nigdy tego Ci mówić, ale jednak przed samym Twoim ślubem, a potem jeszcze raz, gdyśmy byli sami w Warszawie, mówiłem Ci o tym, nie chcąc jednak mieszać się nigdy w cudze sprawy, nawet najbliższych przyjaciół. Decydującym momentem tych moich wrażeń było, gdy kiedyś Scarlett u mnie, będąc z Tobą, powiedziała, że „Andrzej ciągle gra na fortepianie”. Był to rodzaj wymówki, czy czegoś w tym sensie, zapewne, że nie chodzisz z nią dosyć po lokalach – choć, jakie tu niby są lokale? Ona wymagałaby jakiegoś powierzchownego w gruncie rzeczy Twojego sukcesu, po finansowe włącznie, ale z możliwie małą ilością pracy i zajętego czasu z Twej strony, i to uważałem za najgorszą stronę tego pożycia – nie wglądając, rzecz jasna, w inne”.

Ostatecznie sąd w Birmingham orzekł rozwód pary 17 lipca 1958. Panufnik, mocno zniechęcony do małżeństwa, długo nie myślał o ponownym ożenku. Zdanie zmienił dopiero w 1963 roku, poślubiając niezwykle oddaną mu Camillę Jessel, która miała odmienić jego życie na lepsze.

A co stało się ze Scarlett? Rozwód orzeczono z jej winy, nie tylko bowiem nie mieszkała z mężem w Birmingham, ale i otwarcie go zdradzała. Długo nie było wiadomo, jakie były jej dalsze losy. Dopiero niedawno, dzięki kwerendzie przeprowadzonej przez jednego z jej kuzynów w bocznej linii, któremu zawdzięczam te informacje, udało się ustalić, że 2 listopada 1959 roku Marie E. Panufnik (najwyraźniej wróciła do swego oficjalnego imienia) opuściła Wielką Brytanię i wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie jeszcze w tym samym miesiącu po raz kolejny wyszła za mąż. Tam chyba spędziła kolejne lata życia, być może z przerwami na pobyt we Włoszech, jej piąty mąż był bowiem Włochem. Zmarła nagle w Paryżu w 1983 roku, pozostawiając – jak podano w opublikowanym w „The Times” nekrologu – pogrążonego w żalu męża (tego samego, za którego wyszła za mąż w 1959 roku) i córkę. Nic nie wskazuje na to, aby kiedykolwiek nawiązała kontakt z Andrzejem Panufnikiem, który w 1983 roku był już rozpoznawalnym na świecie twórcą i autorem wielu cenionych dzieł.

BEATA BOLESŁAWSKA-LEWANDOWSKA