fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Renata Gorczyńska Córka Kocurka
Dawno temu w Nowym Jorku wżeniłam się w dachówkarza, pardon w "European Tabby". Mój mąż, wtedy jeszcze niemąż, był świeżo rozwiedzionym mężczyzną z kotem. A raczej z KOTEM, bo był to zawodnik wagi ciężkiej. Był strasznie żarty, więc z pierwszym brzaskiem zbliżał się do łóżka i wbijał kły w okładkę książki czy pisma. Ten ohydny zgrzyt budził mnie z najgłębszego snu. Jeśli to nie skutkowało, siadał przy twarzy Andrzeja, ale nigdy przy mojej, i pazurem podciągał mu górną powiekę. Obnażone oko ludzkie napotykało świdrujące je żółte ślepia. Kotek, bo tak miał na imię, był bardzo zręcznym okulistą i nigdy nie uszkodził gałki ocznej. Gdy zmusił człowieka do wstania, pędził do kuchni po swoją porcję tuńczyka w sosie.
Renata Gorczyńska Psiość
Temat psów, kotów i innych domowników jest śliski, bo grozi popadnięciem w sentymentalizm. Sypanie anegdotkami też niewiele pomaga, bo głównie są one przedmiotem zachwytu opowiadającego. Wychowałam się na powiastkach o psach, więc wiem, o czym mówię. W kolejności lektur była to "Daszeńka" Karela Čapka, "Puc, Bursztyn i goście", "Powrót Lassie" w wersji filmowej, "W pustyni i w puszczy" z bohaterską Sabą. Odstępstwem od ckliwej literatury kynologicznej był "Biały kieł" Jacka Londona i oczywiście "Pies Baskerville’ów".
Renata Gorczyńska Nobel prawie w garści
Lata temu miałam niezwykle plastyczny sen: przyśniło mi się, że dostałam Nagrodę Nobla. Z dziedziny literatury, rzecz jasna. Przecież nie z fizyki. To jakoś złożyło się w czasie, gdy Miłosz odbierał swojego Nobla, a ja mu wtedy sekretarzowałam. Z pewną żenadą odbierając medal, dyplom (i czek), dziękowałam Komitetowi Noblowskiemu, że mnie uwzględnił, choć dotychczas nic jeszcze nie napisałam. Zduszonym głosem dodałam, że traktuję to jako przyznanie mi nagrody awansem i że się postaram na nią zasłużyć. C.b.d.o.
Renata Gorczyńska Układ zamknięty
Jesteśmy świadkami ciekawego zjawiska: czytelników ubywa, książek przybywa. W ciągu każdego tygodnia ukazuje się tak wiele nowych tytułów, że nijak ma się to do statystyk czytelnictwa w ojczyźnie. Przeciętny Polak podobno czyta niespełna jedną książkę rocznie. Skoro tak, to muszą być tacy, którzy pożerają kilkadziesiąt dziennie. Inaczej twarde prawa popytu i podaży nie miałaby tu żadnego zastosowania.
Renata Gorczyńska Pięć gwiazdek
Palę (dużo), piję (mało) i klnę. Jak jakiś żul. Sama się sobie dziwię, że się tak z latami rozklęłam. Powodów niby dużo, natury ogólnej i szczególnej, każdy niech sobie dopisze, co mu leży na wątrobie. Wprawdzie nakładam sobie namordnik w eleganckim towarzystwie i hamuję się przy jednej z moich przyjaciółek, która słowa na pięć gwiazdek używa jedynie w sytuacjach ekstremalnych, to jednak nie da się ukryć, że aż bulgoce we mnie na co dzień i od święta. Jakby tego było mi mało, klnę nie tylko w języku Reja i Kochanowskiego, ale Chaucera i Szekspira. Chętnie zaglądam do specjalistycznego słowniczka pod wdzięczną nazwą "The F-Word", nieodzownego przy tłumaczeniu współczesnej prozy anglosaskiej. Jakże istotne są towarzyszące mu przyimki!