fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Beata Bolesławska-Lewandowska Mycielski o Krzysztofie Pendereckim
Wysłuchanie "Diabłów z Loudun" sprowokowało Mycielskiego do bezpośredniej reakcji, napisał wówczas wprost do Krzysztofa Pendereckiego: „Sądzę, że nie możesz nic innego robić, niż pisać dalej Pendereckiego. Nie masz innego wyjścia, i jesteś… wystarczająco artystą, żeby to robić nadal, mieć w dupie kretynów, grymaśników też, artysta bowiem polega na tym, że posiada w sobie busolę swojej prawdy – zależy to tylko od stopnia wiary w to, co robi, wiary autentycznej, i tylko to jest jego siłą, a więc i prawdą [...] Ty mnożysz te «bloki», którymi operujesz z pewnością ręki i imaginacji, przy której inni wyglądają jak cienkie siusianie przy prawdziwej Niagarze. Przelewasz ogromne jezioro położone wyżej do innego ogromnego, położonego niżej [...] i kretyn może się tylko zastanawiać nad: «po co taki żywioł?», skoro on płynie, spada i daje rzeczywiście niezwykły szum, huk i ton”.
Beata Bolesławska-Lewandowska Pianino matki
W domu kompozytora, najpierw w Katowicach, potem zaś w podhalańskim Zębie, stanęło upragnione i tak długo zakazane pianino matki. Stoi tam do dziś. Nad nim wiszą rodzinne portrety: ukochanego dziadka kompozytora, Emanuela Buchalika oraz rodziców, Otylii i Romana Góreckich. A także zdjęcie matki, siedzącej w fotelu i z delikatnym uśmiechem spoglądającej w obiektyw. „I w oczach widać, że patrzy na syna”…
Beata Bolesławska-Lewandowska Muzyka w Laficie
Szukam nici łączących z Giedroyciem polskich kompozytorów. I tych emigracyjnych – jak Roman Palester, Andrzej Panufnik czy Konstanty Regamey; i tych z kraju – jak Zygmunt Mycielski, który od końca lat pięćdziesiątych regularnie odwiedzał w Laficie Józefa Czapskiego, Zofię i Zygmunta Hertzów, a także samego Giedroycia.
Beata Bolesławska-Lewandowska Roman Palester i jego „Pisma”
Przygotowywane dla Radia Wolna Europa audycje Palester skrupulatnie zapisywał. Takie zresztą były zasady wprowadzone przez Jana Nowaka. Dziś grube tomy zachowanych maszynopisów stanowią sporą część Archiwum Romana Palestra w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie. A ostatnio, dzięki staraniom Violetty Wejs-Milewskiej i Lecha Dzierżanowskiego, audycje te, starannie ułożone tematycznie, trafiają do czytelników.
Beata Bolesławska-Lewandowska Grecki bóg na motorze
Moją uwagę wkrótce zwraca niemłody już mężczyzna. Z rozwianą siwą czupryną, wciąż smukły i smagły, chodzi w samych spodenkach, jedynie wieczorem zarzucając na ramiona rozpiętą koszulę. Kiedy przejeżdża przez wioskę na motorze, z miejsca zwraca uwagę przechodniów. Nie wiem, kim jest. Nie ma w nim właściwie nic szczególnego. Nie jest nawet jakoś specjalnie przystojny. A jednak ma w sobie ten rodzaj trochę nonszalanckiej pewności siebie, który sprawia, że z ciekawością wodzę za nim oczami. Po prostu grecki bóg.
Beata Bolesławska-Lewandowska Pamięci Jánosa Esterházy’ego
W ostatnią niedzielę marca w Archikatedrze Świętego Jana Chrzciciela w Warszawie zgromadzili się zarówno Węgrzy jak i Polacy, ci którym bliska jest postać Jánosa Esterházy’ego. Ten arystokrata w czasie II wojny światowej ratował Polaków i Żydów na Węgrzech. Po wkroczeniu armii radzieckiej aresztowano go w Bratysławie i przekazano Rosjanom. Sądzony w Moskwie i zaocznie skazany przez Słowaków na śmierć, został odesłany do Czechosłowacji. Osadzony tam w więzieniu, János Esterházy, nigdy nie wyszedł na wolność. Skrajnie chory i wycieńczony, zmarł w 1957 roku.
Beata Bolesławska-Lewandowska Twickenham Andrzeja Panufnika
Kiedy przyjeżdżam do Twickenham, lubię zagłębić się w dokumenty zgromadzone w Archiwum Panufnika. Wyciągam kolejne pudła i przeglądam listy, zdjęcia, programy. Zawsze znajduję tu jakieś nowe tropy, które wcześniej nie zwróciły mojej uwagi. Uwielbiam siedzieć z Camillą Panufnik przy stole w kuchni lub w którymś z wypełnionych wspaniałymi instrumentami pokoi, gdzie pijąc kieliszeczek czegoś mocniejszego słucham po raz kolejny opowieści o jej życiu spędzonym u boku ukochanego męża. Wciąż czuję jej miłość do niego. Te rozmowy zostaną zawsze w mojej pamięci. Podobnie, jak widoki Twickenham. Mając je przed oczami, wyraźniej słyszę w muzyce Panufnika spokój otaczający dom kompozytora, kojący wpływ płynącej obok rzeki, z jej niespiesznym, ale stałym nurtem.
Beata Bolesławska-Lewandowska Fortepianowe dzieła ostatnie Romana Palestra
Kiedy w 1972 roku Roman Palester zakończył pracę w Radiu Wolna Europa i wrócił na stałe do Paryża, skupił się na komponowaniu. Cyzelował wcześniejsze utwory i tworzył zupełnie nowe. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych powstały dwa duże cykle fortepianowe – "Etiudy" (1979–81) i "II Sonata" (1980). Oba doskonale wpisują się w widoczne od lat zainteresowania kompozytorskie twórcy: łączenie myślenia klasycznego (neoklasycznego) w stosunku do tradycyjnych modeli formalnych z jednej strony, a z drugiej – wypełnianie ich oryginalną treścią o nowoczesnym charakterze, dalekim od prostych nawiązań do muzycznej przeszłości.
Beata Bolesławska-Lewandowska Wśród opozycjonistów
Jesienią 1968 Mycielski opublikował w paryskiej „Kulturze” słynny list do muzyków czeskich i słowackich. I choć nie jest prawdą, że to list do kompozytorów czechosłowackich pozbawił go stanowiska redaktora naczelnego „Ruchu Muzycznego” – decyzję w tej sprawie otrzymał już 10 kwietnia 1968 – wszystkie te działania spowodowały, że znalazł się w wyjątkowo trudnej sytuacji. [...] Pozbawiono go możliwość publikacji w prasie. Jego nazwisko znikło z „Ruchu Muzycznego”, a przygotowany do ogłoszenia w „Tygodniku Powszechnym” artykuł o Warszawskiej Jesieni nie został dopuszczony do druku. Wycofano też zaplanowane na luty 1969 wykonania "III Symfonii" w Filharmonii Narodowej. Nazwisko kompozytora wykreślono z opublikowanej w 1968 roku przez Polskie Wydawnictwo Naukowe "Małej encyklopedii muzyki", a nawet z katalogu Polskiego Wydawnictwa Muzycznego.
Beata Bolesławska-Lewandowska Gałczyński i Mycielski: gry z socrealizmem
Premierę "Portretu Muzy" Zygmunta Mycielskiego zaplanowano na antenie radiowej 1 stycznia 1948 roku. W archiwum Polskiego Radia zachowało się nagranie. Słucham go i nie przestaje mnie dziwić to połączenie wyraźnie religijnej muzyki z pobrzmiewającym ideologicznie tekstem. Nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy utwór ten autorzy pisali serio, czy też raczej był świadomą grą lub żartem poety i kompozytora.