Świadectwa
„O prawdzie w sztuce”. Z Krystianem Lupą rozmawia Adam Dudek
W pewnym momencie poczułem, że na powrót znalazłem się na drodze, na której byłem jako dziecko. Wcześniej, kiedy zdałem do liceum, wszedłem w życie nie moje, w życie, do którego się musiałem dostosować, a później, zdając na Akademię Sztuk Pięknych, powiedziano mi, że to wszystko, z czym przyszedłem, jest domorosłe, naiwne i prowincjonalne, i że tzw. wysoka sztuka to jest coś innego. I wtedy zostało mi pokazane: „O tutaj, to jest to w tej chwili”. Byliśmy na tej Akademii Sztuk Pięknych – nie wiem, dlaczego ci profesorowie nam na to pozwolili – hienami podpatrującymi te cudze wielkości światowej sztuki i stawaliśmy się totalnymi oszustami. Ja poczułem całkowite bankructwo, kończąc Akademię Sztuk Pięknych i właściwie musiałem się całkowicie wysypać, zostać wykopany ze szkoły filmowej, żeby stać się jakimś zwierzęciem skulonym w jakimś kącie, w poczuciu bezdomności, nieegzystencjalnej, ale duchowej, żeby w pewnej chwili zacząć jeszcze raz tę drogę i mieć świadomość, że muszę w sobie odrodzić coś, co straciłem. Zawsze jest to coś w poszukiwaniu czegoś straconego.