Ozdobą naszego muzeum jest bogata, bo licząca aż 39 sztuk, kolekcja skrzyń i kufrów (w tej liczbie są 24 skrzynie, w tym jedna „pseudokomoda”, o której pisałem wcześniej, 13 kufrów i 2 niewielkie skrzyneczki). Warto poświęcić im nieco miejsca i wyjaśnić, czym różnią się skrzynie od kufrów, bo, jak zauważyliśmy, większość gości odwiedzających nasze muzeum używa obu nazw zamiennie.
Położenie z dala od cywilizacji, a co za tym idzie, ograniczona podaż (ale też ilość gotówki) sprawiały, że dawniej, jeszcze pod koniec XIX i na początku XX wieku, mieszkańcy mazurskich wsi (ale także innych regionów Polski) musieli być samowystarczalni. Dotyczyło to nie tylko produkcji żywności, ale również wyrobu odzieży oraz podstawowego sprzętu i narzędzi. W „ciemnej erze” bez prądu, w gospodarstwach domowych na Mazurach używano wielu „sprzętów AGD” , które z czasem stały się przestarzałe, wyszły z użycia, a obecnie zostały zapomniane, czyli trafiły do lamusa. Niekiedy w przenośni, a w naszym wypadku dosłownie - wiele z nich pokazujemy w muzeum, na strychu chaty warnowskiej i spichlerzyku.
Trudno nam dzisiaj wyobrazić sobie życie w dawnych czasach, na przykład sto lat temu, a tym bardziej jeszcze wcześniej, w „ciemnej epoce” przed epokowymi wynalazkami Edisona czy Łukasiewicza. W muzeum, na obszernym strychu, podzielonym drewnianymi przepierzeniami na trzy części, urządziliśmy ekspozycję związaną z życiem codziennym pod koniec XIX i na początku XX wieku. Tu najczęściej słyszymy westchnienia „jak dobrze, że nie żyjemy w tamtych czasach” czy „jak ciężko było kiedyś”. Wśród eksponatów jest wiele sprzętów lub urządzeń używanych w gospodarstwach domowych, ułatwiających życie codzienne, które… znamy i którymi posługujemy się nadal, choć już w wersji elektrycznej i automatycznej.
Przejeżdżałem obok szkoły podstawowej w Ukcie [...]. Jadąc powoli zauważyłem na placu za szkołą stos starych ławek szkolnych i dym z płonącego ogniska. Zatrzymałem się i ruszyłem w stronę ognia. Od krzątających się pracowników dowiedziałem się, że opróżniają dużą drewnianą szopę, magazyn, w którym trzymano stare, „poniemieckie” ławki, a znajdujące się tam „nikomu niepotrzebne rupiecie” mają spalić, potem rozbiorą szopę, bo w jej miejscu powstanie nowa sala gimnastyczna. Na szczęście oprócz robotników był jeszcze w szkole ktoś z kierownictwa, kto pozwolił mi zabrać część „rupieci” („będzie mniej do palenia”), a nawet zaoferował kilka innych zbędnych sprzętów, które od lat leżały na strychu. [...] Nie bardzo wiedzieliśmy, co z nimi dalej zrobić. Nie śniło nam się jeszcze przeniesienie chałupy z Warnowa. Ba, nie mieliśmy nawet miejsca na zmagazynowanie tych wszystkich „rupieci”, bo trwała przebudowa dawnej obórki. Ale była piękna pogoda, zbliżało się lato, więc póki co ustawiliśmy ławki… przed Oberżą, na łące! I w ten sposób powstała, traktując rzecz dosłownie, „zielona szkoła”, która okazała się atrakcją nie tylko dla dzieci…
O obecności Żydów na tym terenie świadczą w naszym muzeum jedynie trzy niepozorne przedmioty, ale wokół nich można snuć „małą” opowieść. Tymi eksponatami są wiszące w alkierzu… drewniane wieszaki do ubrań, pochodzące z tego samego sklepu w pobliskiej Ukcie. [...] Sklep rodziny Schlochauer przejęli w 1938 (wcześniej odkupili?) dwaj miejscowi kupcy Natkowski i Gorontzi. Niewiele o nich wiadomo, poza tym, że zamówili nowe, firmowane ich nazwiskami wieszaki do ubrań. Być może w przejęciu sklepu istotne było to, że członkowie rodzin Gorontzi (zniemczona i „poprawna politycznie” forma mazurskiego nazwiska Gorący) byli zagorzałymi zwolennikami i aktywnymi członkami partii narodowosocjalistycznej, a niektórzy z nich mieli wysoką rangę w Waffen-SS i Wehrmachcie.
W części mieszkalnej chałupy zgromadziliśmy wiele rozmaitych drobnych przedmiotów, a na ścianach powiesiliśmy obrazy, obrazki i makatki. Na wielu z nich są sentencje lub napisy zarówno w języku niemieckim, jak i polskim. Ten galimatias językowy nie jest rzecz jasna przypadkowy, lecz stanowi osnowę opowieści o kwestii językowej…
Na ścianie dużej izby muzeum wisi obraz, a raczej drewniana tablica, na której namalowane są jeleń i koziołek na leśnej polanie, a między nimi znajduje się czterowiersz (częściowo wydłubany w drewnie). Jego autorem był Karl Heinrich August Weichsel, mistrz górniczy z Helmstedt w górach Harzu [...]. Pewnego jesiennego dnia 1829 roku grupa biesiadników spotkała się w restauracji nad rzeką Oker. Każdy miał wygłosić toast, a autor najlepszego z nich miał zostać nagrodzony. Ponieważ rzecz działa się w gospodzie, nagrodzony oczywiście wyskokowym napojem pitym za jego zdrowie. Weichsel, pochodzący z gór lesistych i bogatych w rozmaite rudy, rozejrzał się podobno po okolicy, popatrzył na lasy i góry, po czym wygłosił zwycięski toast. W tym samym roku został on opublikowany, a wkrótce stał się wyjątkowo popularny. Był drukowany, haftowany na makatach, malowany i nawet trafił na Mazury, do gospody w małej wiosce Krzywe (Krummendorf) niedaleko Mrągowa, a po wielu latach do naszego muzeum w Kadzidłowie.
Wiele eksponatów zgromadzonych przez nas w muzeum ma ciekawe pochodzenie, jak choćby opisywane wcześniej meble-imitacje, a niekiedy również barwną historię, wartą opowiedzenia. Na ścianie największej izby, nad niebieską skrzynią posagową, wisi oprawiony w czarną ramę bukiet białych kwiatów, misternie naszytych na czarny aksamit. A co to jest i jak te kwiaty do nas trafiły? To dłuższa historia sięgająca czasów PRL-u, związana z lekturą powieści Siegfrieda Lenza…
W chałupie urządziliśmy mieszkanie bogatego gospodarza (leśniczego, karczmarza, gbura?) i pokazujemy jak dawniej żyło się na Mazurach. Ta część składa się z dużej izby, trzech alkierzy - dwóch sypialni i komory (spiżarni) oraz czarnej kuchni i sieni. Wszystkie pomieszczenia, zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem, zostały wyposażone w oryginalne meble i sprzęt. Tym samym „opowiadamy”, że w jednym domu żyła trzypokoleniowa famélijá: dziadkowie, rodzice i dziecziuki, „wyjaśniamy” do czego służyły paleniska wnękowe - „kominki”, tłumaczymy dlaczego okna były małe a drzwi między izbami niskie.
W klasycznym muzeum „głównym bohaterem” jest zabytek, który w muzeum narracyjnym odgrywa określoną rolę w tworzeniu opowieści. Nasze muzeum łączy obie te grupy - na parterze „opowiadamy” jak dawniej, to jest pod koniec XIX i w pierwszych dekadach XX wieku, żyli Mazurzy, jak mieszkali, gdzie i jak się uczyli (zwiedzanie naszego muzeum odbywa się z przewodnikiem). Na poddaszu i w spichlerzyku pokazujemy w „klasyczny sposób” rozmaite sprzęty domowe i gospodarcze używane w tamtych czasach. Taki scenariusz wystaw ponownie „napisał” nam przypadek: narzuciły go wielkość i charakter naszego „niechcianego dziecka”, jakim jest translokowana chałupa oraz eksponaty (zabytki) znalezione często w dość przypadkowych okolicznościach, jak choćby wyposażenie wiejskiej szkoły…
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.