HOME

Księga Przyjaciół

Bogdan Tosza Marzenie o pustej przestrzeni
Wśród podobieństw między Brookiem a Gurdżijewem jest i to, że obaj do swoich działań używali muzyki. Obaj komponowali. Brook przygotował warstwę dźwiękową do kilku swoich przedstawień. Gurdżijew tworzył rodzaj religijnej muzyki, którą opracowywał związany z nim profesjonalny muzyk, Thomas de Hartmann. W ten sposób powstało około 180 kompozycji. Są wykonywane do dzisiaj. Dla mnie najpiękniejszą realizacją – i może w ogóle najbardziej przekonującą spuścizną po Gurdżijewie – jest płyta "Sacred Hymns", którą dla wytwórni ECM w 1980 roku nagrał genialny pianista Keith Jarrett. Pełen melancholii, podobny bardziej do medytacji niż koncertu krążek Jarretta jest od prawie pół wieku jednym z moich ulubionych i pozostaję przekonany, że był inspiracją dla wielu wspaniałych improwizacji, które artysta stworzył w różnych miejscach Europy i świata.
Agnieszka Papieska Czy John Donne spotkał Daniela Naborowskiego?
Historia w ujęciu Krzysztofa Mrowcewicza jawi się jako tekst, na który składają się nie tylko litery. [...] Jednym z najciekawszych fragmentów książki, w którym splata się kilka istotnych dla kształtu epoki wątków, jest opis i interpretacja (bo tak trzeba powiedzieć) pewnego niezwykłego ogrodu, który nieomal na oczach Naborowskiego, przebywającego wówczas na dworze w Heidelbergu, wyłonił się na zamkowym wzgórzu. Mowa o ogrodzie Salomona de Causa – oddziałującym na wszystkie zmysły wielkim gabinecie osobliwości, który przeszedł do historii pod nazwą Hortus Palatinus, a do legendy – jako magiczny ogród różokrzyżowców. Ogród, niedokończony przez architekta, odtworzyli i opisali historycy sztuki. Mrowcewicz na dzieło de Causa spogląda inaczej – czyta je jak tajemną księgę, a jest to lektura brawurowa.
Maciej Miłkowski Ostatnia szansa (fragment powieści)
Przecież jest wszystko tamto, o czym trzeba będzie pewnie opowiedzieć. O co też trzeba będzie spytać. Ale najpierw musi być to tutaj, na balkonie. Musi być wiadomo, że oni tego oboje na jakimś podstawowym poziomie zasadniczo chcą. A potem można analizować przeszkody. I je, powiedzmy, przeskakiwać. Ale gdyby je najpierw wszystkie tu wyliczyć, to by był dla drugiej strony komunikat, że jednak nie. W obu kierunkach by to tak zadziałało. I wtedy by powstała sytuacja klasyczna: ja chcę, ona chce, nic z tego nie będzie. Która to sytuacja zresztą pewnie tak czy inaczej powstanie.
Andrzej Franaszek Trwoga u bram wieczności
Jeśli w zbiorze "Król Popiel…" odnajdziemy zapis „szczęścia”, to w wierszu o tym właśnie tytule, który jednak powstał w roku 1948 i który jest nie dokumentem chwili, lecz opisem obrazu, być może Claude’a Lorraina, oglądanego przez Miłosza w którymś z nowojorskich czy waszyngtońskich muzeów. I dodam jeszcze, że do tych poetyckich śladów pasuje fragment listu pisarza, wysłanego latem roku 1960. Adresatowi, był nim zaś nie kto inny jak Aleksander Wat, zwierzał się wtedy autor "Poematu o czasie zastygłym", że robiąc życiowy bilans, musi stwierdzić, iż nie znajduje „oparcia w tym, co się zrobiło”, a więc w swym dotychczasowym dziele, że jest „przerażony”, jak już „długo żyje”, że gdy budzi się nad ranem, czeka nań „trwoga u bram wieczności”.
Beata Bolesławska-Lewandowska Zygmunt Gross – kompozytor
W Bibliotece Naukowej Związku Kompozytorów Polskich zachowały się nuty "Preludiów" na fortepian Zygmunta Grossa. [...] Do tomu dołączona jest także "Sonata". Osobny zachowany zbiór to "Preludia" op. 23. Te ostatnie Gross musiał ukończyć już w 1968. [...] Słuchając jego utworów, zachowanych na starych taśmach, myślę o tym, jak bardzo zniknął on ze świadomości środowiska muzycznego. A może raczej nigdy w nim szerzej nie zaistniał?
Katarzyna Kuczyńska-Koschany Pod tlenem – 55 sonetów (XXXIX)
Rilke, uczeń Cézanne’a i Rodina, zawsze wybierał metamorfozę przeciw stężeniu, stawanie się (zarówno człowieka, jak i boga) jako przemianę przeciw wegetacji i inercji, przeciw śmierci samej – wybierał przemianę w życiu i w pisaniu. Tak pojmował trwanie. Przemożna siła nagłego natchnienia, dar graniczny wobec wolnej woli, spotyka się tu z rzemiosłem najwyższego kunsztu, wieloma latami snycerskiej pracy. Dlatego poeta nie czyni adresatem cyklu z Muzot ani Apollona (choć w czytanym tu sonecie pojawia się on dzięki odwołaniu do mitu), ani Dionizosa, ani Chrystusa nawet – lecz Orfeusza właśnie. Rilke schodzi w głąb trwania, szuka jego istoty, czyli życiodajnej przemiany [...], a to jest z ducha orfickie.
Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (74)
Równania typu A + B = ♥, w wymiarze dążącym do ∞, które każde matematyczne 0 jest w stanie rozwiązać, przeprowadziły, naszą trójkę, 18 kwietnia 2011, przez bramę i doprowadziły na dziedziniec Casa di Giulietta. Pod balkon Julii.
Świadectwa „Koniec pewnego świata”. Z Teresą Worowską rozmawia Magdalena Garbacik-Balakowicz
Na początku "Znieważonych" Máraiego [...] czuje się jeszcze wiarę w samouzdrawiającą moc kultury europejskiej, ale ta wiara na dalszych stronicach powieści powoli zanika [...] Márai bardzo lubił chodzić do łaźni, przed wojną regularnie tam bywał. Pod koniec 1945 roku poszedł do niezburzonego kąpieliska Cesarskie Łaźnie. W krótkim opisie czytamy, jak tam wszystko jest po staremu, nic się nie zmieniło, łaziebni niczym celebransi doglądają odpowiednich ceremonii, a on przygotowuje sobie okulary, gazetę, papierosa. I pisze tak: „Zanurzam się w siarczanym wrzątku, palę, moczę się i czytam. I jakbym stracił osobowość: czuję się starszy o tysiąc lat i kilka wieków. Dokładnie tak samo kąpał się w parującej wodzie cieplicowych łaźni jakiś pisarz w epoce Marka Aureliusza czy raczej w czasach Karakalli, z tą samą świadomością, że podczas gdy on kąpie się i czyta, wokół niego zanika kultura”.
Marek Artur Abramowicz Przypowieści o trudnościach paszportowych
Na Morzu Północnym złapał nas sztorm. Potworny, jeden z najgorszych w XX wieku. Niezbyt daleko od „Podhalanina” zatonęło wtedy kilka statków. Wysiadło nam radio, które Zygmunt Turło, radioastronom z Torunia, naprawiał bez odpowiednich narzędzi, widelcem i nożem. Mając tylko chwilami działające radio, potrafiliśmy, jednak, mimo sztormu zawinąć do najbliższego portu. To był holenderski Ijmuiden, gdzie przeczekaliśmy nawałnicę, przez dwa dni zwiedzając muzea Amsterdamu. [...] Angielska prasa pisała o tym, jak to dzielni polscy astronomowie przypłynęli na Kongres Unii Astronomicznej do Brighton w wielkim stylu, walcząc z groźnym sztormem. [...] W porcie w Brighton odwiedził nas książę Walii Karol, dzisiejszy król Anglii. Młody książę przyprowadził kilku kolegów, swych rówieśników. Pierwszy raz w życiu paliłem marihuanę, ukradkiem poczęstowany jointem przez jednego z tych złotych chłopców.
Świadectwa Piotr Jaworowski „Tak to pamiętam. O moim ojcu”
Graficy w Czytelniku się przyjaźnili, spotkania odbywały się w pracowni graficznej lub słynnej czytelnikowskiej kawiarni oraz oczywiście w mieszkaniach. Szef pracowni, Samuel Miklaszewski przychodził ze złowionymi szczupakami albo polędwicą z bazaru na Polnej; przyrządzał je u nas w domu. Wpadali znajomi na wódeczkę. Wszyscy w jakimś stopniu zostawiali za sobą trudną przeszłość. Nie pamiętam, żeby o niej rozmawiano. Nie twierdzę, że ojciec nie miał w sobie traumy, ale jej nie okazywał. Nie wspominał zesłania, nie uskarżał się, nie był zmęczony, ani rozdrażniony czy zły. Nie podnosił głosu. Nikomu niczego nie narzucał. Jerzy Jaworowski brał udział w wielu komisjach artystycznych. Miał autorytet, czekano „co Jawor powie”, pytano, co sądzi. Podkreślano, że był sprawiedliwy. Nie nosił w sobie zawiści, potrzeby pouczania. Bardzo spokojny, zawsze trochę nieobecny. Nie miał wrogów.
Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
„Księga Przyjaciół” jest czasopismem internetowym. Publikujemy w nim wiersze, szkice, wspomnienia, recenzje książek. Co tydzień „Księga” wzbogaca się o kolejne cztery wpisy zaprzyjaźnionych z nami autorów, którzy zechcieli podzielić się swoimi wrażeniami.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek