fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Andrzej Franaszek Dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż
"Proszę Państwa, Wyspiański umiera" Agaty Dudy-Gracz w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego [...] to spektakl utrzymany w gwałtownym, naprzemiennym rytmie, nieco podobnym do tego, który budował dawną, arcydzielną ekranizację "Wesela" autorstwa Andrzeja Wajdy. Wiele w nim fragmentów satyrycznych, kwitujących krakowskie kołtuństwo, prowincjonalizm, klerykalizm, zgodnie zresztą z duchem "Wyzwolenia", także przecież rozliczającego współczesnych. Wiele scen gorzkich, wymierzonych w „ludzi zza biurek”, w miernotę czy w każdym razie przeciętność, której ręce w różnych epokach krzepko trzymają władzę.
Jakub Dolatowski Ten dereń, ta czereśnia
Cieszę się zawsze, gdy napotykam w botanicznych lekturach ślady dawnego spojrzenia na rośliny, tego odmiennego od współczesnego klasyfikowania ich różnorodności, zwłaszcza „męskości” i „kobiecości”, ślady tego, jak widzieli naturę alchemicy, szamani, zielarki. Wszystkim im przychodziło zresztą stosować zgoła inne rośliny, gdy tę samą przypadłość zwalczali u mężczyzny, inną – gdy leczyli kobietę. Kilka takich roślinnych historii stale do mnie wraca, bo to rośliny z najbliższego sąsiedztwa, z przydomowych kątów.
Mikołaj Nowak-Rogoziński Trzy fotografie. Józef Czapski i Claire Chancerelle
Dlaczego Claire tak mnie ciekawi? Czapski opowiada Kłoczowskiemu, że poznał Claire Chancerelle po przyjeździe z kapistami do Paryża. Nawiązali romans, zamieszkali razem. Claire była jednak mężatką. Yves Marie Chancerelle wyzwał nawet Czapskiego na pojedynek. Czapski wyznaczył swoich sekundantów – Aleksandra Saszę Rzewuskiego (późniejszego dominikanina) i Loche Radziwiłła (przyjaciela Prousta, sportretowanego w "W poszukiwaniu straconego czasu"). Potrafię sobie wyobrazić Czapskiego w wielu sytuacjach, w tym z bronią w ręku, ale pojedynek o kobietę jest zbyt XIX-wieczny nawet jak na Czapskiego. I to jeszcze z takimi sekundantami, jakby nagle wskoczył do powieści Prousta. Do pojedynku zresztą nie doszło, a Czapski rozstał się Claire dla Sergieja Nabokova.
Jerzy Stempowski Z listów do Krystyny Marek (2)
W Paryżu obchodzi się dziś 40-lecie pierwszych eksponatów Malewicza [...]. Głębokie dociekania i pochwały malarstwa abstrakcyjnego czyta się dziś w najbardziej konserwatywnych i akademickich czasopismach. [...] Ja sam znałem Malewicza i wydawało mi się, że go rozumiem. Malewicz przyjechał był właśnie z rewolucyjnego Petersburga i miał w sobie niepokój, jak gdyby widział zbliżającą się „erę atomową”. Nie przychodziło mi jednak na myśl, że wzory Malewicza będą kiedyś konserwatywną sztuką akademicką, obowiązującym standardem dla trzech następnych pokoleń. Nigdy bodaj w historii sztuki nie widziano tak rozpowszechnionego i długotrwałego konformizmu.
Anna Piwkowska Fotografia
Leiter to postać nieco tajemnicza. Urodzony w polsko-austriackiej żydowskiej rodzinie w roku 1923 mógł zostać rabinem jak jego ojciec. Wybrał jednak malarstwo i fotografię, aby w ten sposób próbować uchwycić nitkę ludzkiego losu, chociaż trochę ją rozplątać. Ulice Nowego Jorku i Paryża stały się jego talmudycznymi uniwersytetami. Dopiero pod koniec życia doczekał sławy, choć bardzo pragnął pozostawać w cieniu. Rzadko obracał obiektyw w swoją stronę, a jeżeli to robił to tylko po to, aby sfotografować swój cień, niewyraźny fragment postaci.
Robert Papieski Pierwszy stopień do piekła
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mogą człowieka wprawić w popłoch przymiotniki, zwłaszcza jeden z nich. Zaczął mnie przerażać dawno temu, tuż po skończeniu liceum. Poznałem wówczas dziewczynę, która trenowała koszykówkę, toteż nazywaliśmy ją koszykarką. Była miła i ładna, ale miała skazę, która po paru latach znajomości położyła kres spotkaniom. Otóż, ilekroć do niej przyszedłem, po kilku minutach słyszałem pytanie: – I co ciekawego powiesz?
Wojciech Kass Do niepoznanego poety (III)
Widzę, że Twoją inspiracją przede wszystkim pozostaje lektura (to dobrze) i przemyślenia, które ona wywołuje, a także pewne nastroje. Musisz jednak wiedzieć, że niekoniecznie myśl buduje wiersz, a raczej budują go obrazy (myśl jest ich konsekwencją, czyli czymś wtórnym). Myśl, zwłaszcza nieudolnie wyrażona, prowadzi język na manowce ogólności. Jakie to ogólności? [...] W Twoich wierszach, co prawda, pojawiają się drzewo, kamień, ulica, schody, ale nie jest to jeszcze Twoje drzewo, kamień, schody, ulica, gdyż nie są przez Ciebie zgłębione, czyli zobaczone w sposób niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju, nie ustalony dotąd w języku!
Marcin Sabiniewicz Nazywanie świata
W Zaułku Literackim nie ma już nabijanej ćwiekami bramy, którą student Miłosz mijał, idąc do wynajmowanego przez siebie pokoju – gdzie w niepojęty dla nas sposób w jakąś wyższą całość splotły się młodzieńcze miłości, drewno na opał przynoszone przez starą litewską służącą i dźwięk zimowych dzwonów nad Wilnem. Nie ma już bramy, ale to nic nie szkodzi, pomyślałem, dopóki słowa Miłosza tkwią w nas, w naszej skórze, pamięci, ustach jak ćwieki – te słowa, które znosiły pilnie strzeżone granice dawnych demoludów, pozwalały w jednej sekundzie przebyć przestrzeń z Wrocławia do Wilna i dalej, do Litwy etnicznej, z urodzenia w której Miłosz był tak dumny.
poczta redakcyjna Fantazjano „Komoda albo życie”
Wizyta moja była służbowa (mam na myśli, rzecz jasna, służbę sztuce). Otóż zostałem posłany przez redakcję magazynu kulturalnego „Paletą i piórem”, by przeprowadzić wywiad z Maurycym Paletą. Trzeba Panu wiedzieć, Panie Redaktorze, że jestem wielkim miłośnikiem malarstwa, toteż perspektywa pogłębionej rozmowy o arkanach sztuk plastycznych sprawiła, że skrzydła wyrosły mi u stóp niczym Hermesowi i pokonując przestrzeń chyżym lotem, rychło znalazłem się przed domem, a raczej szlacheckim dworkiem, mistrza Palety.
Renata Gorczyńska Biada!
W lustrze, którego staram się unikać jak ognia, widzę swoją nabzdyczoną minę; takim epitetem rzucała we mnie matka, gdy chciała mi dopiec. Ten odrażający zestrój spółgłosek „bzd” prześladował mnie za każdym razem, gdy on dawał sygnały, że zbiera się do odejścia. Na szczęście prędzej czy później był łaskaw wracać. Teraz więc znowu czekam we łzach i trwodze: a nuż się odezwie. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... Podaję personalia: Nazywa się Zmysł Humoru, czasami też zwą go Poczuciem Humoru, ale wolę to pierwsze, bo bardziej męskie.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...