fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Beata Bolesławska-Lewandowska Zygmunt Mycielski i muzyka w Izraelu
Mycielski jechał do Izraela z niekłamanym zaciekawieniem, trochę jak do „niepisanej, polskiej w znacznej mierze kolonii nad Morzem Śródziemnym”. Mieszkało tam przecież wielu polskich muzyków, których znał sprzed wojny, a którzy wyjechali wówczas jeszcze do Palestyny, aby zasilić szeregi utworzonej tam w 1936 roku przez wybitnego polskiego skrzypka Bronisława Hubermana orkiestry symfonicznej. Orkiestry, która wkrótce miała stać się jedną z najlepszych orkiestr świata. Dziś na stronie internetowej Izraelskiej Orkiestry Filharmonicznej można przeczytać nie tylko o tym, że utworzył ją Huberman, ale i że w pierwszej dekadzie jej istnienia dominującymi wśród muzyków językami były niemiecki, polski, węgierski i rosyjski, a tylko muzycy młodszego pokolenia umieli posługiwać się hebrajskim.
Renata Gorczyńska Pięć gwiazdek
Palę (dużo), piję (mało) i klnę. Jak jakiś żul. Sama się sobie dziwię, że się tak z latami rozklęłam. Powodów niby dużo, natury ogólnej i szczególnej, każdy niech sobie dopisze, co mu leży na wątrobie. Wprawdzie nakładam sobie namordnik w eleganckim towarzystwie i hamuję się przy jednej z moich przyjaciółek, która słowa na pięć gwiazdek używa jedynie w sytuacjach ekstremalnych, to jednak nie da się ukryć, że aż bulgoce we mnie na co dzień i od święta. Jakby tego było mi mało, klnę nie tylko w języku Reja i Kochanowskiego, ale Chaucera i Szekspira. Chętnie zaglądam do specjalistycznego słowniczka pod wdzięczną nazwą "The F-Word", nieodzownego przy tłumaczeniu współczesnej prozy anglosaskiej. Jakże istotne są towarzyszące mu przyimki!
Paweł Bem „Ale”. Miłość w drodze 
Francis Dodd urodził się w 1874 roku w Walii jako syn pastora. Był malarzem, rysownikiem, akwaforcistą, zapamiętano go głównie jako portrecistę. Fachu uczył się w Glasgow. Jeszcze przed końcem wieku zdążył odbyć podróże po Francji, Włoszech i Hiszpanii. W 1904 osiadł w londyńskim Blackheath. Podczas I wojny światowej został mianowany „oficjalnym artystą wojennym”. Służąc na froncie zachodnim, stworzył wiele portretów upamiętniających ważnych wojskowych. Kultura armii. W 1917 roku wyszła nawet zgrabna książeczka: Generals of the British Navy. Portraits in Colours by Francis Dodd. A rok później analogiczna pozycja poświęcona admirałom. Nie wiem, co artysta przeżył podczas służby. Myślę, że wojna doświadczyła go okrutnie. Pozornie beznamiętne portrety kryły dławioną traumę. Mundury, odznaczenia, lampasy. Atrybuty czasu śmierci.
Andrzej Bart Z ostatniej chwili (Notatki do powieści „Dybuk mniemany”) I
Nie dalej jak wczoraj odwiedził mnie człowiek, który jak myślę, jest mi życzliwy, i to nie tylko dlatego, że pragnie abym go sportretował. – Chcę, abyś mnie dobrze zrozumiał. Przyleciałem do ciebie ze świata z nadzieją, że pozwolisz mi przetrwać, że ktoś, kiedy mnie już nie będzie, przeczyta o mnie i może pokocha. – Czyli tylko słucham? – I budujesz mnie sobie w myślach. O takim Cheopsie wiemy cokolwiek tylko dlatego, że w porę pomyślał o wyrazistym nagrobku. Nie wymagam od ciebie tysięcy lat, ale będę wdzięczny, jeśli chociaż na chwilę przedłużysz moje istnienie. Czy dobrze widzę, boisz się straty czasu? Myślałem akurat, gdzie go wziąć na obiad, lecz pokiwałem głową, że tak, może jest w tym trochę racji. – Rozumiem, że podświadomie martwi cię możliwość rozsławienia mnie. – Niby dlaczego? – Teraz dopiero mnie zaciekawił.
Anna Arno Tajemnica nestorki
Jeanne Calment chętnie opowiadała tę historię: była dziewczynką, kiedy do sklepiku prowadzonego przez jej rodzinę przyszedł Vincent van Gogh. Zaopatrywał się tutaj w płótna, dotykał je i wybierał. Na dziewczynce zrobił jak najgorsze wrażenie: brzydki, grubiański, cuchnął alkoholem. „Mówiliśmy o nim: świrus”. W 1990 roku Calment powtórzyła swoje wspomnienie w kanadyjskim filmie dla dzieci Vincent i ja. Miała wówczas sto czternaście lat, a rozmówczyni wykrzykiwała pytania prosto do ucha. W jej wspomnieniach pojawiały się wariacje i nieścisłości. Twierdziła, że malarza obsługiwał jej tata. Tymczasem ojciec Calment nie był sklepikarzem, lecz budowniczym statków. Innym razem opowiadała, że to mąż wywołał ją z zaplecza, by jej przedstawić artystę. To niemożliwe, gdyż w 1890, roku śmierci van Gogha, Calment była jeszcze dzieckiem. Ale przecież nie takie pomyłki zdarzają się ludziom w pewnym wieku. 
Marek Zagańczyk „Żegnaj Chips” Jamesa Hiltona
Trafiłem na tę książkę przypadkiem, a więc najlepiej jak można, czytając Młodego Philby’ego. Robert Littell pisał, że Kim Philby przesyłał Rosjanom wiadomości, szyfrując je za pomocą głośnej książki Hiltona Zaginiony horyzont. „Wykorzystywał tę powieść, zarówno w wydaniu broszurowym, jak i w twardej oprawie, (numer strony, numer wiersza, numer litery), gdy komunikował się ze swoim radzieckim prowadzącym, londyńskim rezydentem, którego znał jako Ottona. Planował, że kiedy już dotrze do Moskwy, w taki sam sposób będzie się kontaktował z przyjaciółmi ojca z Londynu”. Bo, i to jest główna teza powieści Littella, Philby był tak naprawdę nie podwójnym, ale potrójnym agentem i przynajmniej od pewnego czasu znów działał na rzecz Anglików.
Marek Zagańczyk „Portrety” Marii Iwaszkiewicz
Maria Iwaszkiewicz była wyjątkowym świadkiem polskiej kultury. Miała długie życie. Zmarła w wieku 95 lat. Niemal zawsze pozostawała w centrum wydarzeń. Widziała i zapamiętała więcej niż inni. Bo dar pamięci miała wyjątkowy. Była depozytariuszem wiedzy niedostępnej później urodzonym. W naturalny sposób łączyła świat sprzed II wojny, postrzegany oczami córki Jarosława Iwaszkiewicza, wojenną rzeczywistość oglądaną na Stawisku, i długie lata po 1945 roku, z których wydobywała to, co najważniejsze, zawsze związane z ludźmi, których znała. A znała niemal wszystkich, których warto było poznać.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne