HOME

Księga Przyjaciół

Jan Maria Kłoczowski „Pecunia non olet” czyli kłopot nad zatoką Palma
W muzeum Fundacji Marcha, a przede wszystkim w Palau March, mogliśmy wspólnie z An obejrzeć kilka naprawdę dobrych obrazów i grafik, a także rzeźb, które zdobią dziedziniec pałacu. Henry’ego Moore’a czy Rodina nikomu rekomendować nie trzeba. [...] Z czym więc miałem kłopot? Otóż obejrzawszy to wszystko i dowiedziawszy się co nieco o Marchu zastanawiałem się, czy wykorzystywanie dzieła sztuki do oczyszczania publicznego wizerunku jest po prostu uczciwe. Zarówno wobec twórców tych dzieł, jak i tych, którzy je oglądają. [...] Ale historię Juana Marcha opowiadam tu także – a może przede wszystkim – dlatego, że gdyby jego przemytniczą działalność opisać jeszcze bardziej szczegółowo, z dużo większą maestrią, mógłby to być przyczynek do kolejnego rozdziału "Brewiarza śródziemnomorskiego", podarowanego nam przez Predraga Matvejevicia.
Łukasz Garbal Wańkowicz o patriotyzmie krytycznym
Esej Wańkowicza z lat walk o niepodległość mógłby być lekturą podstawową na lekcjach patriotyzmu krytycznego [...]. Tradycję trzeba przyjąć nie wybiórczo, lecz w całości – i na niej się uczyć, bo „wszyscyśmy potomkami przodków naszych: ich grzechy w dziedzictwie i na nas spadają, a ich cnoty i w naszych piersiach drzemią”. Krytyczne spojrzenie na historię własnego narodu było dla młodego Wańkowicza koniecznością, którą porównywał do troski o obumierające drzewo. Młode pokolenie Polaków przypominało zaszczepkę „na zmurszałym pniu starego dębu”. Młode ziele – jeszcze nie na kraterze.
Przemysław Pawlak Wielkanoc Henryka Jasieńskiego
W 1958 r. w Krakowie Henryk Jasieński zredagował ostateczną wersję pierwszej części swoich "Wspomnień”, ponownie sięgając pamięcią do lat 1894–1895. W rozdziałach 10. i 12. opisał przedświąteczną podróż z Warszawy do dziadków Łabęckich, którzy mieszkali w Lublinie. Była to dla niego wyprawa do zapachów, smaków, wielkanocnych zwyczajów i wzruszeń dawno już minionej epoki.
ks. Jan Sochoń Bóg Paschy z twarzą umarłego
Oczywiście, wszyscy tworzący Kościół są słabi, lecz właśnie czas Zmartwychwstania jest najstosowniejszy, by ujrzeć siebie we właściwym świetle. Kamień wszakże został odsunięty. W grobie nie ma Chrystusa. To zarazem fakt historyczny i przedmiot wiary. Dziejowe jest świadectwo apostołów, którzy stwierdzili, że widzieli Chrystusa żywego już po śmierci krzyżowej. Zapewne zdołali ustalić zaledwie dwie sprawy: pusty grób i coś, czego nie można określić jako ukazanie się Chrystusa zmartwychwstałego, lecz pojawienie się kogoś, kto stanął przed nimi i w którym nie dostrzegli jeszcze żywego Jezusa. Gdyby Go natychmiast rozeznali, mielibyśmy do czynienia z przypadkiem ożywienia ciała zmarłego człowieka. Tymczasem Apostołowie stwierdzili najpierw czyjąś obecność, dla Magdaleny był to ogrodnik, dla pielgrzymów z Emaus – podróżny… i dopiero potem, przez akt wiary, ujrzeli w tym kimś tego, z którym wspólnie przeżyli trzy lata i którego byli uczniami.
Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (72)
Na ostatnim piętrze naszej kamienicy przy Dobrej, pod wieczór 22 czerwca, wybuchł pożar. Zawyły syreny. Nadjechały wozy strażackie. Z okna narożnego pokoju mam dwa ujęcia – ruch na skrzyżowaniu Dobrej/Jaracza. I - Ola w wykuszu tuli Filemona, obserwuje akcję na dole. Dwa następne są już z okna na półpiętrze klatki schodowej: drzewo na - wypełniającym się błyskawicznie, ciemnym i gęstym dymem - podwórku-studni. Zrobiłam je zbiegając z trzeciego piętra. Po ogłoszeniu ewakuacji ja złapałam torbę fotograficzną, Ola - Filemona, Albrecht - marynarkę i nasze dokumenty.
Janusz Górski Kilka zdań o pamięci i zapominaniu
Pobyt w łagrze był dla Jaworowskiego torturą rozciągniętą na miesiące i lata. [...] Twórczość rysunkową w latach 70. zdominowały zdeformowane ludzkie korpusy i katastroficzne pejzaże rodem z mrocznych snów. [...] Trudno jest wśród nich znaleźć choćby jeden przykład projektu tchnącego radością i optymizmem, które cechowały prace artysty z lat 50. i pierwszej połowy lat 60. Kiedy tematem jest sterylny świat szpitalnej sali zabiegowej (Gabrielle Wohmann, "Poważna decyzja"), brudna monochromatyczna technika monotypii nadaje jej odpychający wygląd izby łagrowego szpitala, w którym setkom "dochodiagów" (więźniów dogorywających) odmawiano hospitalizacji i wysyłano z powrotem do katorżniczej pracy. Kilka plam koloru to czerwień krwi w laboratoryjnych naczyniach i niebieskie światło żarówek. [...] Projekt Jaworowskiego tchnie bezbrzeżnym smutkiem i całkowitym brakiem nadziei.
Katarzyna Kuczyńska-Koschany Pod tlenem – 55 sonetów (XXXVII)
Sonet [dziesiąty cyklu drugiego] powstał między 15 a 17 lutego 1922 roku w Muzot. I jest świetnym sonetem na czasy sztucznej inteligencji (czy – jak mówi się po ukraińsku – „sztucznego intelektu”, i chyba to formuła bardziej precyzyjna, gdyż inteligencja zakłada jednak komponent wrażliwości kogoś, kto żyje i umiera). W pierwszych dekadach XX stulecia zmagano się w Europie z mechanizacją życia. [...] „Miasto – masa – maszyna”: świetnie rozpoznajemy to hasło awangardy konstruktywistycznej. Rilke nie był awangardzistą, choć bywał, jako symbolista i prekursor wielu przemian nadchodzącego wieku [...], wyjątkowo mocno świadom wielu zjawisk. Poeta upomina się o meta-fizykę, to, co w porządku języka i myślenia idzie „za fizyką”; to, co w porządku bytu jednak ją wyprzedza: dlatego w trzeciej strofie mówi o zaczarowaniu istnienia, (a nie odczarowaniu, o którym już wtedy mówili inni), dlatego w strofie czwartej przywołuje muzykę, w domyśle: muzykę sfer – zasadę kosmosu. Nie demonizuje przy tym maszyny, jej bez-duszność, brak duszy – opisuje rzeczowo.
Wojciech Karpiński Yellowstone
Dlaczego natura czasem przynosi to dziwne uspokojenie i skoncentrowanie energii? Gdzie biją wówczas źródła jej mocy? Dobrze, przyjmijmy śmieszne wyzwanie: dlaczego i do czego rodzić się tu ma inspiracja? Gdzie? Na skałach pokrytych jakąś substancją? W moich reakcjach? W nastawieniu przygotowanym przez mody epoki? Jeżeli podróże są dla mnie ważne, to dlatego zapewne, że potrzebuję świata zewnętrznego jako odnowienia i umocnienia. Powinien zaskakiwać, ale nie za bardzo, przypominać, lecz nie natrętnie. Powinien odnawiać widzenie.
Adam Poprawa Mniejsze listy (4)
Nie tak długo po zmianie ustrojowej zgorszył Mrożek czytelników tygodnika „Polityka”. Zbliżała się połowa lat dziewięćdziesiątych, periodyk rozesłał ankietę, w której zapytał wybranych adresatów, przebywających od dłuższego lub mniej długiego czasu za granicą, o ich ewentualny powrót do kraju. Mrożek wahał się, czy odpowiadać; zdecydowawszy się, napisał istotny i piękny esej, wyjaśniając, dlaczego planuje pozostać w Meksyku. [...] Nie (by tak rzec) krytyczne porzucenie Europy zbulwersowało odbiorców, poczuli się natomiast dotknięci problematyką chama.
poczta redakcyjna Andrzej Stanisław Kowalczyk „Inna literatura polska”
Jan Zieliński w swoim dzienniku "Spod powieki (S): w zapisie z 20 lutego odnotowuje wydanie w ossolińskiej Bibliotece Narodowej tomu "Opowieści chasydzkich" i uwydatnia szczegół, na który być może nie każdy czytelnik zwróci uwagę: „Antologia nosi numer BN I 347. Oznacza to, że antologia opowiadań, tłumaczonych w znakomitej większości z hebrajskiego, ukazała się w serii pierwszej, obejmującej z założenia «wzorowe wydania najcelniejszych utworów literatury polskiej», a nie w serii drugiej, przeznaczonej dla takichż utworów literatury obcej. Jest to decyzja odważna, nieoczywista, tym bardziej godna podkreślenia”. Przyszło mi na myśl, że mamy w naszej literaturze opowieści chasydzkie nie tylko po hebrajsku, ale i po polsku. Kilka napisał Stanisław Vincenz.
Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
„Księga Przyjaciół” jest czasopismem internetowym. Publikujemy w nim wiersze, szkice, wspomnienia, recenzje książek. Co tydzień „Księga” wzbogaca się o kolejne cztery wpisy zaprzyjaźnionych z nami autorów, którzy zechcieli podzielić się swoimi wrażeniami.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek