HOME

Księga Przyjaciół

poczta redakcyjna Alfred Marek Wierzbicki „Ku sferze apofatycznej”
Przywołując figurę „ukrywcy”, wydobytą z historii polszczyzny, autor wierszy ze zbioru "Ukrywca" nie odrzuca tradycji „odkrywcy”, z której czerpały nurty racjonalistyczne kultury zachodniej. Począwszy od greckiego rozumienia prawdy jako aletheia, nie-skrytość, odkrywczość była cechą wartościowego poznania. Ale przecież nawet dla Greków wartościowe i sensowne było nie tylko to, co jawne. Sokratesowy daimonion, milczy, dopóki pozostaje w zgodzie z samym sobą, natomiast  sprzeciw manifestuje dopiero wtedy, gdy rozpoznaje zło i krzywdę.
Katarzyna Kuczyńska-Koschany Pod tlenem – 55 sonetów (XLII)
Dla Rilkego obraz płynącej wody, czy to wydobywającej się ze źródła, czy tryskającej z fontanny, czy wreszcie ujętej w akwedukty, jawił się jako jeden z najdoskonalszych symboli całości bytu ludzkiego w jego heraklitejskim «panta rhei», okiełznanym rozumną formą. A połączenie wody, płynącej niezmiennie, wciąż tak samo, przez całe stulecia, zabytkami przeszłości, takimi właśnie, jak fontanny i akwedukty oraz grobowce – było dla niego iunctim łączącym bezpośrednio dawne epoki z teraźniejszością. Nie trzeba już, jak w przypadku rzeźb i posągów, odtwarzać przeszłości lub wręcz stwarzać jej przy pomocy aktów mentalnych. Tutaj jej obecność narzuca się sama: stojąc przed akweduktem, widzi się dokładnie to samo, co widzieli ludzie, którzy go zbudowali.
Jan Maria Kłoczowski Z zapisków sycylijskich (2026)
Zatrzymujemy się na dłużej przed Artemidą i Akteonem z metopy selinunckiej. An pokazuje mi detal, na który nie zwróciłem uwagi. Za pochyloną głową Akteona widać pysk jelenia. I fragment poroża za pyskiem psa, którego Akteon chwycił mocno za gardło. Tak mocno, że aż słyszę, jak pies charczy…  To jest ta chwila, w której Akteon zamienia się w jelenia, a psy już nie rozpoznają swego pana, więc rzucają się nań zajadle, z wściekłością. I ta mina pewnej siebie, mściwej Artemidy. Mina – nomen omen – kamienna. Mówi mi wiele… Choćby to, że podglądanie kończy się źle. Tylko kto tu przekracza granice? I jeśli przekracza, to jakie?
Agnieszka Papieska Arystokrata i ataman
Dziewiętnaście lat po śmierci Giedroycia ukazała się cała zachowana korespondencja Redaktora z Bohdanem Osadczukiem, przechowywana w Archiwum Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte, opracowana z niezwykłą starannością przez Bogumiłę Berdychowską (także autorkę wstępu) i Marka Żebrowskiego. [...] Trudno o lepsze źródło wiedzy na temat relacji pomiędzy polską a ukraińską emigracją polityczną w XX wieku. [...]. Pół wieku współpracy i przyjaźni nie skłoniło Giedroycia i Osadczuka do porzucenia formy „pan”, ale wydało cenniejsze owoce. Jeden z nich objawił się w 1991 roku, kiedy Polska – jako pierwszy kraj na świecie – uznała niepodległość Ukrainy, proklamowaną przez nią 24 sierpnia 1991 roku.
Jacek Hajduk Nad Owidiuszem (19)
Myślę nieraz o tym, jak wyglądał. Albo inaczej: jak powinienem wyobrażać sobie, że wyglądał – on konkretnie. Ta twarz… [...] Należy nie do jednego człowieka, ale do wielu: wielu Rzymian, wielu mężczyzn, wielu poetów, wielu wygnańców. Ale nie dlatego, że jest pusta czy banalna, nazbyt typowa, lecz bo nosi ślady tak liczne i różne: cień ironii i grymas bólu, błysk dumy i blask geniuszu. Coś ulotnego i coś z wieczności… Ma to wszystko, lecz – co oczywiste – nie wszystko to widzimy naraz; gdy jeden z tonów zaczyna się wybijać, inne przygasają… I twarz się zmienia…
poczta redakcyjna Teresa Dobrzyńska „Myśli po lekturze tomu Piotra Mitznera «Ukrywca»”
„Ukrywca” z wierszy Mitznera jest dla mnie raczej odkrywcą, bo – uruchamiając implikacje sugerowane przez tekst – wykrywa inne sposoby rozumienia tego, co niby oczywiste; bo próbuje pytać wtedy, gdy większość ludzi nie widzi problemu. Poeta bawi niekiedy zaskakującym obrotem myśli, ale jego wiersze kryją w sobie poważne impulsy poznawcze. „Ukrywca” wie, jak wiele rzeczy ukrywa się przed naiwnym, bezrefleksyjnym oglądem, ale nie działa w sposób ostentacyjny. Po prostu: delikatnie „daje do myślenia”.
Tomasz Kubikowski J. W. Goethe „Lata wędrówki Wilhelma Meistra” (początek)
Między „Latami nauki” a „Latami wędrówki” minęło z górą trzydzieści lat; nawet więcej niż między I a II częścią „Fausta”. Każde z tych swoich dwóch głównych, równoległych dzieł, Goethe szkicował od wczesnej młodości i wydał u szczytu lat męskich [...]. Podróż Wilhelma jest czymś innym, dużo rozleglejszym, niż się w "Latach nauki" zdawało, odyseją wspólną ojca i syna splątanych w nieustannej przemianie pokoleń, teraz nieprowadzącą już do niewiadomej, odraczającej się, nigdy nieuchwytnej Itaki. Odyseją, co Goethe w podtytule podkreślił, stanowiącego o człowieczeństwie wyrzeczenia. Pierwszą wielką odyseją europejskiej nowoczesności (co już Joyce, składając jej w "Ulissesie" hołd, zauważył) i jeszcze ponowoczesności także.
Jan Zieliński Spod powieki (X)
"Choucas. Powieść internacjonalna" (1927) to jedna z mniej znanych – a dla mnie jedna z lepszych, może najlepsza wśród książek Zofii Nałkowskiej. Wyszła teraz dopiero po niemiecku, w tłumaczeniu i z posłowiem Marty Kijowskiej. [...] W przekładzie niemieckim odpadł internacjonalny podtytuł, a specyficzne "choucas" zmieniły się w ogólnikowe „ptaki górskie”, Bergvögel. Pozostała wszakże podwójność znaczenia: słowo w równej mierze odnosi się do alpejskich ptaków, co do krążących wokół siebie międzynarodowych pacjentów płci obojga w górskim sanatorium. [...] W recenzji, zamieszczonej (15 czerwca) w „NZZ” [...] pojawia się sugestia, że ta książka ma być polską odpowiedzią na powieść Manna. Autor, Franz Haas, podkreśla jednak, za posłowiem, że nie ma dowodów, jakoby Nałkowska znała "Czarodziejską górę" pisząc "Choucas". Mniejsza. Dla Haasa ważniejsze od ewentualnych wpływów literackich jest osadzenie powieściowej materii w czasie – w brzęku hotelowych filiżanek słyszy dreszcz wielkiej historii.
Świadectwa Stanisław Barańczak „O pisaniu wierszy”
Niewiele wyjaśnia zaliczanie mnie do kategorii poetów „politycznych”, czy w ogóle samo – tak pospolite ostatnio – rysowanie nieprzekraczalnej linii podziału pomiędzy poezją „polityczną” (czyli złem koniecznym) a poezją „metafizyczną” (czyli tym, co porządny poeta pisać powinien i co pisałby, gdyby mu czasy pozwalały). Mógłbym tłumaczyć, że na przykład moje wiersze o betonie spółdzielczych bloków czy o staniu w kolejce pod sklepem mięsnym są w równej mierze „polityczne” jak „metafizyczne”, wynikają tak z poczucia ludzkiej solidarności jak i z doznania ludzkiej samotności, mówią tyleż o stłamszeniu człowieka przez instytucje i ustroje ile o krzywdach, jakie mu zadaje czas i nicość. To jednak tylko cząstkowe wyjaśnienie. Pełniejszym byłoby zapewne to, że – niezależnie od tematu, adresu, okoliczności powstania – poezja jest zawsze taką czy inną formą protestu. I jest rzeczą naprawdę drugorzędną, czy ból, przeciw któremu protestuje, wziął się z uderzenia bardzo konkretną i „polityczną” pałką, czy z uświadomienia sobie uniwersalnej i „metafizycznej” nieuchronności śmierci.
Andrzej Bart Jutrzenka
"Jest pan oryginalny w tym, tylko na pozór niedbałym stylu. Jeżeli miałabym pana do kogoś porównać, to przychodzi mi do głowy Kaden-Bandrowski. Zupełnie inny pisarsko, ale ta sama zamaszystość przy mocnej precyzji faktu...". Teraz dopiero, kiedy padło to nazwisko, uświadomił sobie, kogo przypomina mu pani Maria. Właśnie Kadena-Bandrowskiego. Jego twarz znał z fotografii. Nie pamiętał tylko czy na zdjęciu pisarzowi wręczano laur czy może on sam wręczał. Oczywiście pani Maria była ładniejsza.
Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
„Księga Przyjaciół” jest czasopismem internetowym. Publikujemy w nim wiersze, szkice, wspomnienia, recenzje książek. Co tydzień „Księga” wzbogaca się o kolejne cztery wpisy zaprzyjaźnionych z nami autorów, którzy zechcieli podzielić się swoimi wrażeniami.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek