fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Teresa Worowska Imre Oravecz „Dzień zmarłych”
Urodzony w 1943 roku wybitny poeta i tłumacz Imre Oravecz w minionym dziesięcioleciu stał się na Węgrzech popularny dzięki prozie – znakomitej trylogii powieściowej o historii trzech pokoleń własnej rodziny. Ale do mnie obecnie bardziej przemawiają wiersze, które opowiadają o samotnej starości.
Adam Zagajewski Dobrze nastrojony fortepian
Zdarzało się (albo: zdarza się, ale epidemia zmienia czas teraźniejszy w czas przeszły), że podczas wieczoru autorskiego pytano mnie: jakie znaczenie ma dla pana muzyka? Za każdym razem wymyślałem inną teorię, ale przecież nie potrzebujemy tu teorii. Wystarczy wiersz albo utwór muzyczny, razem albo osobno.
Beata Bolesławska-Lewandowska Pamiętniki Mycielskiego
Pamiętniki Mycielskiego stanowią znakomite wprowadzenie do jego dzienników powojennych, kreśląc arcyciekawy obraz „formacji” rodzinnej, która go ukształtowała. Są pod każdym względem fascynujące. Nie tracę nadziei, że uda się je kiedyś opublikować. Uzupełnione o inne, dotąd nieznane zapisy dziennikowe i autobiograficzne, powinny złożyć się na całkiem spory, nowy tom wspomnień i dzienników Zygmunta Mycielskiego. Pomału już go sobie układam…
Paweł Bem Żydki i Żydówy. Filologia rodzinna
Pradziadem mojego dziada – po kądzieli, z linii sefardyjczyków – był Aron Heumann, rabin miasta Tarnowa. Pradziadem dziada po mieczu był Żyd aszkenazyjski, księgarz Teodor Silberstein z Grazu. Nie znam języków, które pomogłyby mi dowiedzieć się o nich więcej. Nie wiem, gdzie i kiedy zmarli. Szczęśliwie rodzinne drzewo genealogiczne rozrysowane przez mojego dziadka odnotowuje nazwiska ich żon i wszystkich potomków. Przy niektórych nazwiskach dziadek narysował czerwone swastyki i czerwone gwiazdy. Legenda oczywista, ale na dole zapisał kolejno: ofiary hitleryzmu i stalinizmu. To bardzo czerwone drzewo.
Piotr Mitzner Niańki Litwinki. Za wsią
Nieraz trafiałem do domów na skraju wsi lub jeszcze dalej odrzuconych, gdzieś pod las. W tych chatach mieszkali wiejscy inteligenci, uważani za dziwaków, prenumeratorzy pism naukowych, na podstawie których budowali swoje obrazy wszechświata, bezinteresowni politycy, kabalarki i najzwyklejsze czarownice.
Joanna Błachnio Mur i cień
Wybitny uczony, matematyk i kryptolog, prekursor prac nad „myślącą maszyną”, którego wojenne zasługi, objęte klauzulą tajności, znane są jednak władzom państwowym, zostaje skazany za czyny nieobyczajne z mężczyzną. Ma do wyboru: karę więzienia albo kurację hormonalną, która pozbawi go popędu seksualnego i części męskich cech płciowych. Powieść zaczyna się w momencie, gdy kuracja jest już w toku - a jednak nazwisko Alana Turinga pojawia się u Eavesa jedynie w mottach kolejnych rozdziałów.
Ewa Górniak Morgan Wenecja, miasto przyszłości
Wenecja to najczęściej fotografowane, malowane i opisywane miasto na świecie. Dlaczego Wenecja? Bo: Wenecja. Wenecja to nie tylko wizerunek miasta o tej nazwie, Wenecja to fenomen. Wenecja ucieleśnia uniwersalne dążenie do piękna. Napędza ją niestrudzona siła twórcza wynikająca z ciągłego napięcia i nieustannej wymiany pomiędzy tym, co widzialne, a tym, co widzimy, mając oczy otwarte albo - zamknięte.
Renata Gorczyńska Córka Kocurka
Dawno temu w Nowym Jorku wżeniłam się w dachówkarza, pardon w "European Tabby". Mój mąż, wtedy jeszcze niemąż, był świeżo rozwiedzionym mężczyzną z kotem. A raczej z KOTEM, bo był to zawodnik wagi ciężkiej. Był strasznie żarty, więc z pierwszym brzaskiem zbliżał się do łóżka i wbijał kły w okładkę książki czy pisma. Ten ohydny zgrzyt budził mnie z najgłębszego snu. Jeśli to nie skutkowało, siadał przy twarzy Andrzeja, ale nigdy przy mojej, i pazurem podciągał mu górną powiekę. Obnażone oko ludzkie napotykało świdrujące je żółte ślepia. Kotek, bo tak miał na imię, był bardzo zręcznym okulistą i nigdy nie uszkodził gałki ocznej. Gdy zmusił człowieka do wstania, pędził do kuchni po swoją porcję tuńczyka w sosie.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne