Świadectwa
Michał Paweł Markowski „Kto jest fanatykiem?”
Istnieje wiele różnych sposobów mówienia o sztuce, z których wynikają poważne konsekwencje egzystencjalne, społeczne i polityczne. Sposób mówienia, jaki wybiera Dariusz Czaja, wbrew temu, co myśli, jest odpowiedzialny za to, że sztuka dramatycznie traci na znaczeniu w życiu ludzi, którzy coraz częściej od niej odwracają się, zniechęceni mydleniem oczu domniemaną tajemnicą, do której dostęp mają tylko wtajemniczeni. Obrona sztuki za pomocą języka, który doprowadził do osłabienia jej roli, jest z góry skazana na niepowodzenie, powinna być więc zarzucona, a nie ochraniana z nabożną czcią. To, że Czaja nie chce zrozumieć tego argumentu, wcale mnie nie dziwi, podobnie jak nie dziwi mnie to, że sam żadnego nie konstruuje, zadowalając się oznajmieniami. Broniąc sakralnego charakteru sztuki, broni siebie samego, przebierając się za męczennika, którego śmie swoim zeświecczonym paluchem dotknąć prostak, głuchy i ślepy na szyfry tajemnicy. Powtarzając swoje niejasne uwagi o transcendencji przemawiającej przez dzieła sztuki, Czaja powiada: „Trudno, żeby Markowski cokolwiek z tego rozumiał”. Rzecz polega na tym, że świetnie rozumiem, co on pisze, ale fundamentalnie się z tym nie zgadzam. On zaś rozumie tylko to, z czym się zgadza, wobec czego nie rozumie tego, co piszę.