HOME

Księga Przyjaciół

Tomasz Kubikowski J. W. Goethe „Lata wędrówki Wilhelma Meistra” (początek)
Między „Latami nauki” a „Latami wędrówki” minęło z górą trzydzieści lat; nawet więcej niż między I a II częścią „Fausta”. Każde z tych swoich dwóch głównych, równoległych dzieł, Goethe szkicował od wczesnej młodości i wydał u szczytu lat męskich [...]. Podróż Wilhelma jest czymś innym, dużo rozleglejszym, niż się w "Latach nauki" zdawało, odyseją wspólną ojca i syna splątanych w nieustannej przemianie pokoleń, teraz nieprowadzącą już do niewiadomej, odraczającej się, nigdy nieuchwytnej Itaki. Odyseją, co Goethe w podtytule podkreślił, stanowiącego o człowieczeństwie wyrzeczenia. Pierwszą wielką odyseją europejskiej nowoczesności (co już Joyce, składając jej w "Ulissesie" hołd, zauważył) i jeszcze ponowoczesności także.
Jan Zieliński Spod powieki (X)
"Choucas. Powieść internacjonalna" (1927) to jedna z mniej znanych – a dla mnie jedna z lepszych, może najlepsza wśród książek Zofii Nałkowskiej. Wyszła teraz dopiero po niemiecku, w tłumaczeniu i z posłowiem Marty Kijowskiej. [...] W przekładzie niemieckim odpadł internacjonalny podtytuł, a specyficzne "choucas" zmieniły się w ogólnikowe „ptaki górskie”, Bergvögel. Pozostała wszakże podwójność znaczenia: słowo w równej mierze odnosi się do alpejskich ptaków, co do krążących wokół siebie międzynarodowych pacjentów płci obojga w górskim sanatorium. [...] W recenzji, zamieszczonej (15 czerwca) w „NZZ” [...] pojawia się sugestia, że ta książka ma być polską odpowiedzią na powieść Manna. Autor, Franz Haas, podkreśla jednak, za posłowiem, że nie ma dowodów, jakoby Nałkowska znała "Czarodziejską górę" pisząc "Choucas". Mniejsza. Dla Haasa ważniejsze od ewentualnych wpływów literackich jest osadzenie powieściowej materii w czasie – w brzęku hotelowych filiżanek słyszy dreszcz wielkiej historii.
Świadectwa Stanisław Barańczak „O pisaniu wierszy”
Niewiele wyjaśnia zaliczanie mnie do kategorii poetów „politycznych”, czy w ogóle samo – tak pospolite ostatnio – rysowanie nieprzekraczalnej linii podziału pomiędzy poezją „polityczną” (czyli złem koniecznym) a poezją „metafizyczną” (czyli tym, co porządny poeta pisać powinien i co pisałby, gdyby mu czasy pozwalały). Mógłbym tłumaczyć, że na przykład moje wiersze o betonie spółdzielczych bloków czy o staniu w kolejce pod sklepem mięsnym są w równej mierze „polityczne” jak „metafizyczne”, wynikają tak z poczucia ludzkiej solidarności jak i z doznania ludzkiej samotności, mówią tyleż o stłamszeniu człowieka przez instytucje i ustroje ile o krzywdach, jakie mu zadaje czas i nicość. To jednak tylko cząstkowe wyjaśnienie. Pełniejszym byłoby zapewne to, że – niezależnie od tematu, adresu, okoliczności powstania – poezja jest zawsze taką czy inną formą protestu. I jest rzeczą naprawdę drugorzędną, czy ból, przeciw któremu protestuje, wziął się z uderzenia bardzo konkretną i „polityczną” pałką, czy z uświadomienia sobie uniwersalnej i „metafizycznej” nieuchronności śmierci.
Andrzej Bart Jutrzenka
"Jest pan oryginalny w tym, tylko na pozór niedbałym stylu. Jeżeli miałabym pana do kogoś porównać, to przychodzi mi do głowy Kaden-Bandrowski. Zupełnie inny pisarsko, ale ta sama zamaszystość przy mocnej precyzji faktu...". Teraz dopiero, kiedy padło to nazwisko, uświadomił sobie, kogo przypomina mu pani Maria. Właśnie Kadena-Bandrowskiego. Jego twarz znał z fotografii. Nie pamiętał tylko czy na zdjęciu pisarzowi wręczano laur czy może on sam wręczał. Oczywiście pani Maria była ładniejsza.
Jacek Hajduk Nad Owidiuszem (18)
Kiedy czytam "Metamorfozy" w uniesieniu – to wierzę, że napisał je w uniesieniu wielki poeta; ale gdy studiuję je na chłodno – zachodzę w głowę: jak stworzyć je mógł jeden, rozumiany biologicznie, człowiek… I z tą niedającą spokoju niewiedzą już zapewne zostanę. Wszystko bowiem, co napisano o "Metamorfozach" (a napisano sporo!) – jest, bardziej lub mniej przekonującą, zawsze tylko fantazją autora danego (włącznie z tym) komentarza. [...] Jak dzieła naprawdę wielkie, "Metamorfozy” domagają się lektury samotnej, nieuprzedzonej, wolnej od zewnętrznych podpórek. Nie dają się sprowadzić do jednej wykładni, nie poddają się systematyzacji, nie chcą być „zrozumiane” raz na zawsze – a może nawet: w ogóle. Wymykają się.
Elżbieta Lempp Galeria jednej fotografii (75)
Kilka lat temu przeszłam „czas Saramago”. Z jego książek wypisywałam ważne, dla mnie, zdania. Dotyczyły, głównie, języka. Np.: z "Podwojenia" (przekład Wojciecha Charchalisa): „Słowa to diabelska pułapka, nam się zdaje, że pozwoliliśmy opuścić naszym ustom tylko to, co nam odpowiada, aż tu nagle pojawia się pomiędzy nimi jakieś niechciane słowo, nie mamy pojęcia, skąd się wzięło, nie wzywano go i to z jego powodu, nierzadko mamy później problemy z przypomnieniem go sobie, kierunek rozmowy raptownie zmienia kurs, zaczynamy potwierdzać to, czemu wcześniej zaprzeczaliśmy, albo vice versa […]”. José Saramago ma muzeum w Domu Kolców (Diamentowym Pałacu). Tę - rzucającą się w oczy - budowlę, wybraliśmy, 16 września, na miejsce spotkania po zajęciach w podgrupach. Grupa pierwsza - Ola i Wouter, grupa druga - ja i mój aparat.
Świadectwa Anna Maciejewska „Słowo od tłumaczki «Odysei» i fragment Pieśni 24″
Przekład "Odysei" wykonałam z wewnętrznej potrzeby i chęci, nie jako zadanie w ramach projektu badawczego ani z chęci zaistnienia na rynku wydawniczym, a już na pewno nie – jak mogłoby się komuś wydawać – z chęci konkurowania z innymi niedawno wydanymi polskimi opracowaniami "Odysei". Mój przekład (pomijając zmiany redakcyjne) był gotowy latem roku 2015 i od tej pory leżał w rękopisie na półce i przepisany na twardym dysku.
Adam Poprawa Mniejsze listy (7)
State College. Tam przez kilka miesięcy Mrożek wykładał. 7 grudnia 1973 na Uniwersytecie Pensylwańskim skonstatował: „Całe życie goniłem za nieskończonym. Człowiek tak czy inaczej żyje w czymś skończonym”. Przy takiej duchowości socjologia uczelni nie mogła nie odsłonić swojej mizerii. I rzeczywiście. 4 lutego 1974 najpewniej patrzył Mrożek na campus przez okno z bardziej niż mniej wysokiego piętra: „Uniwersytet polega (z pewnego punktu widzenia) na ogromnej ilości małych figurek, szybko poruszających się między budynkami. Każda niesie jakieś książki i zeszyty”. Ktokolwiek miał do czynienia z uniwersytetem – ale, warunek konieczny, nie zatracił się w figurkowatości – ten nie przestanie podziwiać Mrożkowskiej metafory.
Przemysław Pawlak Adaś z cynamonowego sklepu
Prapradziadek, pradziadek i dziadek Colette prowadzili świetnie prosperujące sklepy kolonialne, handlowali tytoniem, kakao i czekoladą. Stendhal pracował w składzie kolonialnym w Marsylii. Lubelski handel korzenny Jana Mincla wdarł się na karty "Lalki" Bolesława Prusa. [...] Takie wielce osobliwe sklepy – i przez to nęcące małych rojbrów – w polszczyźnie Bruno Schulz przezwał na wieki cynamonowymi [...] W takim właśnie „Peweksie” we Lwowie wychował się Adaś Hanuszkiewicz. Jego matka prowadziła w Rynku najstarszy sklep w tym mieście. Istniał pod różnymi adresami nieprzerwanie od 1789 roku. Reżyser twierdził, że dzięki temu znał datę wybuchu francuskiej rewolucji.
Świadectwa Witek Tracz „Dalia Tracz (1941-2026)”
Któregoś dnia zobaczyłem na przystanku autobusowym przepiękną dziewczynę. [...] Nigdy z nią nie rozmawiałem, nie mieliśmy żadnego kontaktu, nawet nie próbowałem do niej podejść. Po prostu widziałem ją z daleka. [...] To była Dalia. [...] Rzuciłem pracę, pojechałem do Tel Awiwu, chyba mieszkałem u rodziców. Codziennie przychodziłem pod dom jej mamy. To były wakacje, więc Dalia mieszkała wtedy u matki w Tel Awiwie. Wychodziła z domu, zauważała mnie, przechodziła przez ulicę i szła w przeciwnym kierunku. [...] Kupiłem nowe dżinsy, zacząłem się myć, golić, wyglądać trochę bardziej jak człowiek. Spotkaliśmy się. Usiedliśmy na ławce, a po głowie krążyły mi różne zdania, które chciałem powiedzieć, ale żadne nie wydawało mi się wystarczająco dobre, więc milczałem. Siedzieliśmy tak jakieś dziesięć minut, może kwadrans, nie powiedziałem ani słowa, ona też nic nie mówiła. W końcu pierwsze, co do niej wypaliłem, to pytanie: „Wyjdziesz za mnie?”. Od tego zacząłem rozmowę, a ona odpowiedziała natychmiast: „Nigdy”.
Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
„Księga Przyjaciół” jest czasopismem internetowym. Publikujemy w nim wiersze, szkice, wspomnienia, recenzje książek. Co tydzień „Księga” wzbogaca się o kolejne cztery wpisy zaprzyjaźnionych z nami autorów, którzy zechcieli podzielić się swoimi wrażeniami.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek