fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Anna Arno Nowy Jork po piętnastu latach
Czasami śni mi się, że jestem w Nowym Jorku. Co parę lat przyjeżdżam; sprawdzam, co trwa, a gdzie zastanę zamalowaną szybę: „lokal do wynajęcia”. Kiedy opuszczamy miasto, które stało się bliskie, własne i oswojone, egoistycznie chcielibyśmy je zachować, jak w szklanej kuli, którą wystarczy potrząsnąć, żeby spadł śnieg. A z drugiej strony trudno uwierzyć, że to miasto żyje i zmienia się bez naszego nadzoru, pod naszą nieobecność. Ale powrót do Nowego Jorku za każdym razem daje uczucie wolności. Ameryką, do której dziś przyjeżdżam, rządzi cyniczny szaleniec. Przyznaję, że kiedyś lubiłam drzewka, zdobiące Trump Tower. Wtedy nie wiedziałam, że ten dwustumetrowy wieżowiec powstał na miejscu eleganckiego domu towarowego Bonwit Teller z 1895 roku, a do jego burzenia agresywny deweloper zatrudnił nielegalnych imigrantów z Polski. Nie oszczędzili nawet płaskorzeźbionych dekoracji. Ale tak naprawdę wracam do miasta, gdzie doskonale świadoma swojej obcości, zawsze czuję się na miejscu.
Renata Gorczyńska Nobel prawie w garści
Lata temu miałam niezwykle plastyczny sen: przyśniło mi się, że dostałam Nagrodę Nobla. Z dziedziny literatury, rzecz jasna. Przecież nie z fizyki. To jakoś złożyło się w czasie, gdy Miłosz odbierał swojego Nobla, a ja mu wtedy sekretarzowałam. Z pewną żenadą odbierając medal, dyplom (i czek), dziękowałam Komitetowi Noblowskiemu, że mnie uwzględnił, choć dotychczas nic jeszcze nie napisałam. Zduszonym głosem dodałam, że traktuję to jako przyznanie mi nagrody awansem i że się postaram na nią zasłużyć. C.b.d.o.
Beata Bolesławska-Lewandowska Kim była Scarlett Panufnik?
O pierwszej żonie Andrzeja Panufnika wspomina się zwykle jedynie przy okazji rozważań na temat okoliczności jego wyjazdu z Polski w 1954 roku. Wiadomo, że pomogła kompozytorowi wydostać się z Polski, a następnie razem zamieszkali w Londynie. Małżeństwo wkrótce jednak zakończyło się rozwodem, a Panufnik wspominał je na tyle źle, że planował nigdy więcej się nie żenić…
Janusz Majcherek Przygoda z Fredrą
Fredro stoi w otchłannej głębinie starego, chyba jeszcze przedwojennego grzmota, wyjąłem pierwszy rząd tomów, a potem drugi, dziwiąc się przy okazji, że odkrywam książki, o których zapomniałem albo takie, które – przekonany, że ich nie posiadam – kupiłem ponownie w antykwariacie lub na Allegro. W trzecim rzędzie, zgodnie z przewidywaniami, krył się Fredro w charakterystycznym ciemnozielonym płótnie. Wyjąłem, obejrzałem i ze zdumieniem stwierdziłem, że jest niekompletny. „A to szelma” – jak mówi Krapp w Ostatniej taśmie Becketta – byłem przekonany, że mam całość, a tu dziury i braki, i to akurat wyparowały te tomy, na których właśnie mi zależało (wiersze i proza). Gdzie się podziały, psiakrew?
Anna Arno Sztuka nie jest tego warta
On był już uznanym poetą, z nagrodą Pulitzera na koncie. Ona słynęła z bezwzględnych recenzji i cierpkiego poczucia humoru. Hardwick z otwartymi oczami związała się z Lowellem, który od podstawówki nosił ksywkę Cal – „na poły Kaligula, na poły Kaliban”. Prędko zrozumiała, że rozpalone emocje, brutalne zachowania i ryzykowne decyzje powracały u niego cyklicznie i kończyły się załamaniem. Korespondencję Hardwick z okresu rozstania można podsumować cytatem z wiersza Emily Dickinson: „Wielki ból zastępuje rutyna cierpienia”.
Renata Gorczyńska Układ zamknięty
Jesteśmy świadkami ciekawego zjawiska: czytelników ubywa, książek przybywa. W ciągu każdego tygodnia ukazuje się tak wiele nowych tytułów, że nijak ma się to do statystyk czytelnictwa w ojczyźnie. Przeciętny Polak podobno czyta niespełna jedną książkę rocznie. Skoro tak, to muszą być tacy, którzy pożerają kilkadziesiąt dziennie. Inaczej twarde prawa popytu i podaży nie miałaby tu żadnego zastosowania.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne