fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Henryk Urbanek Tadeusz
Tadeuszowi zawdzięczam, że zniosło mnie w stronę literatury. Siedziałem z nim w jednej ławce najpierw przez trzy końcowe lata szkoły podstawowej, potem przez pierwsze trzy liceum. Nudził się w szkole okropnie, więc zawsze przynosił książki odległe od kanonu lektur obowiązkowych. Czytał je pod ławką maskując torbą. A ponieważ ja też się nudziłem, to mu czasami te książki zabierałem. I też czytałem. Więc wkrótce zaczął przynosić dwie książki – jedną dla siebie, drugą dla mnie.
Agnieszka Papieska Czy Gogol istniał naprawdę?
Już pierwszy rozdział książki Nabokova, który zaczyna od tego, na czym zwykle biografie się kończą, czyli od śmierci bohatera, pokazuje, że nie mamy do czynienia ze zwykłą biografią. Istotnie, zdaniem nabokowisty Andrew Fielda [...] "Nikołaj Gogol" to rzadki przykład narracyjnej krytyki literackiej. A przywilejem wielkich krytyków, jest „stwarzanie pisarzy, o których piszą. Co nie znaczy, że główne tezy książki nie są uzasadnione i, by tak rzec, «obiektywnie» prawdziwe”.
ks. Jan Sochoń Czuła tajemnica
Co tam się wówczas stało? W kręgu najbliższych Chrystusa zdołano ustalić tylko dwie sprawy: istnienie pustego grobu i coś, czego nie sposób określić jako ukazanie się Zmartwychwstałego, lecz pojawienie się kogoś, kto stanął przed nimi i w którym nie dostrzegli jeszcze żywego Jezusa. Jeśliby Go natychmiast rozpoznali, natychmiast doszliby do wniosku, że mają do czynienia z przypadkiem ożywienia ciała zmarłego człowieka. [...] Wypada natomiast zasugerować, że stwierdzili oni najpierw czyjąś obecność, dla Magdaleny był to ogrodnik, dla pielgrzymów z Emaus – podróżny… i dopiero potem, w akcie wiary, ujrzeli w tym kimś tego, z którym wspólnie przeżyli trzy lata i którego byli uczniami. I w tym momencie nastąpiła rzecz niesłychanie ważna. On mianowicie zwrócił ich myśli ku przyszłości, powierzył ważne zadanie...
Agnieszka Kania Klejnot
W latach pięćdziesiątych zeszłego stulecia, zaledwie trzydzieści lat po ukończeniu wystroju budowli, kościół zeszpecono. Czerwień wenecką zrobiono na szaro, przemalowano twarze świętych i zapaćkano pozłacane świeczniki. Gzymsy pokryto szlagmetalem, zdarto pozłacane wieńce laurowe, zafarbowano postacie apostołów i proroków. Secesja zniknęła ze świątyni. Dopiero na początku XXI wieku któryś z księży proboszczów się obudził i zatrudnił do remontu miejscową malarkę, Jolantę Golenię. To ona poszukiwała oryginalnych barw, zaglądała pod lampiony, odsuwała ławki, szperała w niszach i wymiatała kąty.
poczta redakcyjna Właściwości rzeczy. Opowieść wielkanocna
Wielkanoc niezależnie od tego, czy przypada w marcu czy w kwietniu, każe nam zaplanować wizyty u krewnych. No więc u ciotki w Milanówku śniadanie, u stryjostwa w Podkowie obiad, u siostry w Brwinowie podwieczorek. Śniadanko trwa do wieczora, obiad do zmroku, a podwieczorek w ogóle nie ma żadnych granic i potrafi przeciągnąć się do następnego dnia.
Jerzy Stempowski Korespondencja z Krystyną Marek (3)
Przez długi czas łudzono się nadzieją, że stare stolice zachowają swą dawną "potestas clavium" w rzeczach spirytualnych, ale to było złudzeniem. Kto przybrał postawę kapitulacyjną, tym samym już wyrzekł się "potestas clavium" nawet w odniesieniu do kapeluszy. Ponieważ mocarstwa zwycięskie też nigdy do właściwej stołeczności nie pretendowały i nie mają do tego zresztą żadnych danych, cała Europa – niegdyś stolica dla globu – stała się małą, odległą prowincją, czymś w rodzaju Buczacza, Kołomyi albo Kiszyniowa najlepszym wypadku. To zdaje się jest już koniec Europy.
Wojciech Kass List do niepoznanego poety (V)
Chciałby Pan ode mnie rozumowych wykładni, gotowych wzorów. Nie dam ich Panu, bo sam ich nie mam. Przeczytałem setki przypisów definiujących poezję, sam takich podałem co niemiara, ale przepis? Wyłożenie przepisu, koń by się uśmiał, a los by wyśmiał. Musi to wybrzmieć w tym liście wyraźnie: jest los człowieczy, ale i język ma swój los. Jego nawigatorem, a nie uzurpatorem jest poeta. Nie ma żadnego przepisu, a źródła poezji są niedocieczone i wciąż przepastne.
Katarzyna Kuczyńska-Koschany Pod tlenem – 55 sonetów (XIII)
Rilke jest poetą wysokiego modernizmu (to wszyscy wiemy), lecz także progu nowoczesności – raz drażniącej i groźnej (tak w cyklu duinejskim), kiedy indziej inspirującej i zadziwiającej. Czasem nowoczesność jednocześnie drażni i inspiruje – poetę.
Janusz Degler Szara eminencja. Wspomnienie o Jerzym Timoszewiczu
Korzystaliśmy z jego niebywałej erudycji, wskazówek, porad i opinii. Przeważnie są to długi wdzięczności trudne do spłacenia. Dobrze byłoby kiedyś sporządzić spis książek, których autorzy dziękują Jerzemu Timoszewiczowi za pomoc. Na pewno byłby to długi wykaz. On zaś skromnie, nieraz z dozą ironii, określał swoją rolę i zasługi  jako „szarej eminencji” , bardziej istotną niż cały dorobek edytorski.
Jan Zieliński Rak Europy
PIW opublikował świetną książkę węgierskiego autora Frigyesa Karinthyego "Podróż wokół mojej czaszki". Rzecz, napisana w roku 1936, jest osnuta wokół traumatycznego doznania, jakim była dla autora diagnoza guza mózgu – na co nakłada się metafora faszyzmu jako raka, zżerającego Europę lat trzydziestych. Dla mnie "Podróż…" Karinthyego jest też modelowym przypadkiem częstej po roku 1910 choroby, którą na własny użytek oznaczam paramedycznym mianem "maltosis". Polega ona na silnym przejęciem się lekturą wydanej w owym roku powieści Rilkego o Maltem.

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...