fbpx
HOME

Księga Przyjaciół

Dariusz Czaja Lekcja muzyki
Obrazy są nieme. Nie komunikują niczego wprost. Znaczenia, które wyrażają (o ile wyrażają) nie przekładają się prosto na słowa. To tylko nam się tak wydaje. Przy pomocy wyrafinowanych strategii metodologicznych zmuszamy obrazy do „mówienia”, do „opowiadania” swoich historii. Ale obrazy niczego nie mówią, to my mówimy za nie. W ciszy obrazów jest ich słabość, ale też i siła. [...] Czasem obraz przełamuje przyrodzoną martwotę i na naszych oczach ożywa. Ale najpierw i przede wszystkim obraz jest ciszą. Skumulowaną w barwach ciszą. Niemą, bezgłośną powierzchnią. Muzyka zjawia się później.
Marian Sworzeń Cienie wracają…
Jesień 1983 roku, święto Rewolucji Październikowej, środek Moskwy – jesteśmy ramię w ramię z Bogdanem Toszą na Placu Czerwonym, blisko Kremla i mauzoleum Lenina. Nie stoimy wcale w kłębiącym się tłumie za barierkami, o nie!, nasze miejsce jest... na trybunie. Nie z przodu, może w piątym rządzie, ale na trybunie! Wokół nas sami starcy, czasami z wnukami. Starsi „wyglądali tak, jakby ubierali się u tego samego krawca”, młodsi w dżinsach kupionych w dolarowych sklepach dla uprzywilejowanych. Co tam w takim razie robił Tosza, bezpartyjny reżyser z Polski, który w swoim kraju przyłączył się do bojkotu telewizji? Tego nie zdradzę, wszystko jest w książce.
Jerzy Stempowski List z wakacji
W archiwum Jerzego Stempowskiego w Muzeum Polskim w Rapperswilu zachowały się dwa, niewysłane listy do Ludwiki Rettingerowej – „Wichuny”. Właściwie nie dwa, a półtora listu. Teraz będzie relacja z ostatnich dni pobytu autora w Rabce. Kto chce lepiej przyjrzeć się adresatce, niech zajrzy do szkicu Jerzego Stempowskiego „Zapiski dla zjawy”.
Aleksander Fiut Stać się Polakiem?
Asymilacja nie polega na pojedynczej deklaracji - jest procesem, który spotyka się z innym procesem - przekształcania się samego rozumienia tożsamości narodowej. Jest w istocie przygodą - trudną do przewidzenia i całkowitego zrozumienia. Autobiografie Morana i Garbowskiego uzmysławiają, jak dalece zachodzące w ostatnich latach przemiany historyczne, procesy społeczne oraz polityczne przekształcenia stają się katalizatorem przeobrażeń polskiej świadomości zbiorowej. [...] Dosyć nieoczekiwanie z jej utajonych sfer wychynęły mesjaniczne i martyrologiczne upiory, mroczne idiosynkrazje, uproszczone lub sfałszowane wersje przeszłości historycznej, przebrzmiałe idee oraz nader groźne w skutkach urazy i kompleksy. Rzekomo „wstając z kolan”, Polacy zobaczyli w lustrze swoje inne, mniej sympatyczne oblicze: wykrzywione grymasem nienawiści dla swoich, niechęci do obcych, braku tolerancji dla innych, pyszałkowatości oraz fałszywego poczucia wielkości.
Dawid Szkoła Czerniowce
Anna Arno napisała wspaniałą biografię Paula Celana, ale ja nie o tym. W trudnym czasie wojny, dzięki rozdziałowi o Czerniowcach, który otwiera jej książkę, mogłem znowu poczuć zapach i klimat stolicy Bukowiny – miasta, które jest moim love story.
Renata Gorczyńska Criminale tango
Malkovich tym razem wcielił się na scenie w człowieka z dołów społecznych, który awansował w hierarchii dzięki morderstwom. Stał się sławny i o to mu chodziło. Dziwaczna jest nasza zbiorowa fascynacja zbrodnią. Wystarczy wymienić niezliczone seriale i filmy, w których krew tryska z ekranu, a giwera stała się nachalnym rekwizytem. Dochodzi nawet do mimowolnego zabójstwa na planie filmowym, gdy aktor zamiast z atrapy mierzy naładowanym rewolwerem i kładzie trupem operatorkę. Któż nie ogląda bezsenną nocą wyspecjalizowanych kanałów z paradokumentami o zbrodniach.
Dariusz Czaja Przed Obliczem
To książka o cudzie uważności, którą Simone Weil nazwała kiedyś formą modlitwy. To rzadka w swojej wiarygodności pochwała postawy kontemplacyjnej. Zwłaszcza, jeśli pamiętać, że jej przedmiotem jest cały świat widzialny, obojętnie pod jaką postacią się pojawia. Z tego powodu nie powinno nas tak już dziwić, że góra z początku książki, w jej zakończeniu upodabnia się do twarzy. Że jej obraz zaskakująco nakłada się na obraz twarzy, niemal bez reszty. Że obydwie stają się Obliczem. Być może tego samego. Początek tajemnie łączy się z końcem. Domyślenie zagadki należy już do nas.
Świadectwa Zbigniew Raszewski „Stempowski”
Jest to pisarz głęboko niewspółczesny. Jest prawie nieznany w Polsce, cenzura zewsząd skreśla jego nazwisko, ale to nie jest jedyna przyczyna. Jest on w polemice z własnym czasem. Obcy Polakom. Także jego stosunek do sztuki jest głęboko niewspółczesny. Ale śledzi z zainteresowaniem jej rozwój. [...] Analizuje nieznużenie. Jest do końca otwarty, pełen dobrej woli, ale w zasadniczej polemice. Stempowski nie usuwa ze swego słownika pojęcia piękna. Jest to coś żywego, tajemniczego – to podwyższa jego wartość.
Ireneusz Kania Adam: kos, kawka i filozofia
Adam Zagajewski był, jak wiadomo, wytrwałym i konsekwentnym obrońcą „stylu wysokiego”. Szedł tutaj przeciw - teraz już ogólnoświatowemu - prądowi, którego naczelną ambicją jest jak najwierniejsze odbijanie rzeczywistości tudzież schlebianie najpospolitszym gustom. On zaś głosił potrzebę hierarchii w sztuce, bo ta bez niej niezawodnie obumiera.
Wojciech Karpiński Cmentarz w Rzymie
Cisza i zieleń. Pusto. Czasem tylko na ławce przy mogile Keatsa siedział ktoś pogrążony w książce. Pomnik-legenda, który w wyobraźni romantyków urósł do symbolu, nadal przyciąga ciekawych. Zgodnie z ostatnią wolą głęboko zranionego przez krytykę pisarza, umieszczono na kamieniu zamiast nazwiska wyznanie-oskarżenie: „Ten grób zawiera to, co było śmiertelne w młodym angielskim poecie, który na łożu śmierci zapragnął sercem rozgoryczonym przez złośliwość wrogów, aby te słowa wyryto na jego nagrobku: «Tu leży ten, którego imię pisane było na wodzie»”. Co za wiara w siłę opinii publicznej — i jeszcze głębsza, choć skrywana, wiara w moc literatury, w opinię przyszłych pokoleń, dla których przecież ten napis był przeznaczony!

To, co zazwyczaj nazywamy przyjaźnią i przyjaciółmi, to są jeno znajomości i zażyłości zawiązane dla jakiejś okazji lub dogodności. W przyjaźni, o której mówię, zlewają się one i stapiają jedna z drugą w aliażu tak doskonałym, że zacierają i gubią bez śladu szew, który je połączył […]. „Bo to był on; bo to byłem ja”.
Michel de Montaigne

Warto również przeczytać...