Nie tak długo po zmianie ustrojowej zgorszył Mrożek czytelników tygodnika „Polityka”. Zbliżała się połowa lat dziewięćdziesiątych, periodyk rozesłał ankietę, w której zapytał wybranych adresatów, przebywających od dłuższego lub mniej długiego czasu za granicą, o ich ewentualny powrót do kraju. Mrożek wahał się, czy odpowiadać; zdecydowawszy się, napisał istotny i piękny esej, wyjaśniając, dlaczego planuje pozostać w Meksyku. [...] Nie (by tak rzec) krytyczne porzucenie Europy zbulwersowało odbiorców, poczuli się natomiast dotknięci problematyką chama.
Mrożek miałby być mistykiem? A metafizykiem przynajmniej? [...] W 2023 nakładem Noir sur Blanc ukazały się "Zagadki bytu", pięknie wydana antologia Mrożkowskich opowiadań i stosownych rysunków. Z przyjemnością uchyliłbym kaszkietu przed autorem kolekcji (podejrzewam zresztą, że przed autorką), niestety, pod tym względem edycja pozostaje wierna tytułowi: zagadkowa. Na skrzydełku czytamy: „Wybór tekstów Sławomira Mrożka, w którym śmierć (cóż za niepraktyczna forma!), oniryczność i wątki metafizyczne splatają się w jeszcze jeden obraz Mrożkowego absurdu i przenikliwego spojrzenia na ludzką naturę”. Istotny i potrzebny zbiór, można by tylko – książka liczy nieco ponad dwieście stron dużego, przyjemnego druku, do tego sporo ilustracji – dorzucać kolejne teksty.
Można pomyśleć historię literatury polskiej, w której Mrożek stanowiłby przestrzeń wyjścia i odniesień. Parę rozdziałów tej nienapisanej jeszcze historii. Literatura jako kontestujące podjęcie tradycji. Absurd życia, a co jeszcze dolegliwsze, tegoż życia nieunikniona śmieszność. Ja w międzyludzkim – niezbędność kategorycznego dystansu, ale też niezbywalna aporia wewnętrzna. Analityczna krytyka historii i współczesności. Tak przedstawiają się najistotniejsze problemy Mrożka. I proponowałbym teraz z perspektywy jego dzieła czytać Miłosza, Białoszewskiego, Leca, Różewicza, Witkacego, Żeromskiego, Prusa, a także Norwida, Słowackiego, Mickiewicza oraz – dlaczego nie? – Kochanowskiego.
Szlachtyczowy tekst stał się białym krukiem, skoro strona redakcyjna głosi, iż jest to „Wydanie I (i jedyne) / Nakład w 20-tu, numerowanych ręcznie i z osobna, egzemplarzach”. Dalej zaś: „Ku pamięci bliskich i życzliwych osób / Słów kilka o Sławomirze Mrożku // Pomysł, projekt (w tym okładki), koncepcja / artystyczna i wykonanie: / Stefan Szlachtycz // Zrealizowanie myśli Twórcy / za jego łaskawą aprobatą: / Tamara i Jacek Żurakowscy // Z najszczerszymi życzeniami / urodzinowymi // Warszawa 01 lipca 2020 roku”. Jest jeszcze rzeczywiście odręczny numer egzemplarza, jednak nie wypada chyba go podawać. Ze znalezionego w książce listu wynika, że kończący dziewięćdziesiąt lat autor postanowił obdarować przyjaciół, i w ten sposób powstała książka. Cóż, we wdzięcznej pamięci zachowuję "Tylko Beatrycze", ekranizację powieści wyreżyserowaną właśnie przez Szlachtycza, czy też jego film baletowy "Nihil est", niemniej nigdy nie miałem z artystą bezpośredniej okazji. "Hipka. Suplement do portretu artysty czasu młodości" kupiłem za niewygórowaną cenę w tym roku w antykwariacie.
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.