Wracając do "Metafizycznego pejzażu" Tadeusza Bartosia [...] Na każdej stronie tej książki znajduję jakiś powód do radości i namysłu czy radości przez namysł. W epilogu Tadeusz popada nieco w niewłaściwy sobie patos, nadal jednak zachowując umiarkowanie i swoisty dystans. Jest to epilog o znaczeniu pamięci, pamięci w ogóle i w szczególe, o autorytetach i o tym, że łatwo i szybko stają się one czy oni swoimi największymi wrogami i z tego powodu trzeba uczyć się odczytywać przesłanie u źródła ciągle od nowa i że jest to zadanie konieczne dlatego, że ta właśnie pamięć i ta właśnie przeszłość stanowią część istotną naszej tożsamości. To epilog o początkach Europy, jaką znamy, Europy uniwersytetów, cechów, stowarzyszeń i demokracji – także w zakonach, co Tadeusz uważnie odnotowuje. Wspomina o prawdzie, która „wyzwala i inspiruje, a nie knebluje usta i serce”. I te zdania przyciągają uwagę. Z jednej strony wyjaśniają cierpliwemu czytelnikowi, o ile dotarł z lekturą do epilogu, skąd w refleksji nad ikoną tradycjonalizmu i konserwatyzmu teologicznego tyle świeżości i tyle komentarza do najbardziej nowoczesnych dylematów filozoficznych i religijnych. Jak już zamkniesz książkę, by obejrzeć raz jeszcze okładkę ze wszystkich stron, zwraca też uwagę, że autor nie ma przy nazwisku zakonnego akronimu dominikanów, Tomasz z Akwinu nie jest „święty”, a zdjęcie na okładce nie pozwala dostrzec habitu lub jego braku.
Przeczytałem … trzynaście wersów "Odysei" Homera. [...] To nie byle jakie wersy i nie byle gdzie czytane. Są one bowiem zachowane na glinianej tablicy odkopanej ledwo co – w 2018 roku – niedaleko świątyni Zeusa w Olimpii. [...] Ta gliniana tablica jest tak naprawdę cegłą i została znaleziona w towarzystwie – by nie rzec na kupie – innych takich samych cegieł. Miały one wszystkie boki długości dwudziestu dwóch centymetrów i grubość około czterech. Datowana jest z dużą pewnością na przełom II i III wieku naszej ery. Tekst został wydrapany rylcem na glinie już podeschniętej, ale jeszcze niewypalonej. Mamy starsze papirusy i jednowersowe cytaty, ale cegła z taką ilością Homera na raz spadła nam prosto na głowę pierwszy raz. Jest to sam początek pieśni czternastej o spotkaniu z Eumajosem.
Ciągle zadziwia mnie Focjusz i jego "Biblioteka" z tą żelazną konsekwencją ciągłej lektury i pracowitych wypisów i z tym przejmującym wstępem, w którym czytanie jest jedynym możliwym i osiągalnym substytutem realizacji tej najważniejszej wspólnoty, jaką tworzy rytuał wspólnego czytania. To uporczywe, powtarzane do znudzenia na początku każdego rozdziału ἀνεγνώσθη – „zostało przeczytane” czyli „przeczytaliśmy…”. Focjusz był czytelnikiem uważnym. Jego technika czytania jest przedmiotem uporczywych badań naszych kolegów filologów i historyków [...]. Zdaje się ich niepokoić nieco to, że ewidentnie Focjusz jedne dzieła dokładnie streszczał, analizował i oceniał, a inne ledwie co wspominał, jakby niewarte były dokładniejszego studiowania [...]. Ta właśnie cecha "Biblioteki" jest dla mnie osobiście dowodem życia i wrażliwości, oddechem prawdziwości lektur, których nie da się mierzyć od sztancy, tak jak nie da się oceniać i hierarchizować ich „ważności”, ponieważ wszystkie razem tworzą uniwersum wrażliwości, w jakiej toczy się nasze życie i nasze dorastanie.
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.