Z tej opowieści, ciekawszej niż niejedna powieść o tamtych czasach, wyłaniają się sylwetki, wyraziste i wymowne, chociaż zawsze chroniące w sobie jakąś zagadkę. Znajomi, przyjaciele, mistrzowie Czapskiego, ludzie idei, wysokiego ideału. Na ich tle, Józio, nawet przeszło czterdziestoletni, wydaje się nieśmiały i niepewny siebie, ciągle poszukujący, między pisaniem i malarstwem, życiem kontemplatywnym i aktywnym, z wdzięcznością odbierający lekcje starszych i bardziej doświadczonych.
Twarz pianisty ubranego w czarną bluzę, podwójnie osamotnionego na wielkiej scenie, ruchliwa i napięta, przyłapana przez kamerę pozostała mi w oczach i cały czas towarzyszyła dźwiękom. O ile na początku wyczuwalny jest niepokój wykonawcy – i opanowuje słuchaczkę niemal na równi z muzyką, o tyle, w miarę jak wchodzi on w strumień muzyki, nabieram zaufania, odprężam się. Podczas gdy, patrząc w ekran, mam wrażenie, że jego twarzy nie opuszcza wyraz czujności, wręcz nieufności wobec siebie.
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.