Biblioteka Zbigniewa Herberta zajmuje całe mieszkanie i liczy ponad 7 tysięcy woluminów książek i czasopism, nie licząc wydań jego twórczości. Największa część została zgromadzona w gabinecie poety na specjalnie zaprojektowanych regałach, zajmujących dwie najdłuższe ściany od podłogi aż po sufit. Drewniane półki zawieszone na metalowej konstrukcji (według pomysłu inżyniera Łady) pozwalającej na regulowanie ich wysokości i zagospodarowanie każdego centymetra kwadratowego powierzchni, a na nich precyzyjnie ustawione tomy i tomiki w układzie tematycznym. Część woluminów została obłożona w papier, a na ich grzbietach znajdują się tytuły zapisane ręką gospodarza. Biblioteka Zbigniewa Herberta charakteryzuje się przemyślanym układem, zwłaszcza jej części znajdujące się w gabinecie i sąsiadującym z nim korytarzu. Kolejne regały i półki układają się w działy, niczym w bibliotece publicznej (obłożenie książek w papier wywołuje podobne skojarzenie). Dzięki temu układ jest przejrzysty również dla potencjalnego czytelnika z zewnątrz: tu historia i poezja starożytna, w innym miejscu albumy z malarstwem, katalogi zbiorów muzeów z całego świata, historia nowożytna, historia sztuki, biologia, dalej słowniki językowe i przewodniki turystyczne, mapy, półka poetów w sypialni, filozofowie w przedpokoju... Korzystanie z biblioteki obfituje w niespodzianki w postaci wypadających z książek archiwaliów: listów, notatek, rysunków, biletów kolejowych, biletów wstępu do muzeów. W wielu książkach znajdują się dedykacje dla Herberta.
Kiedy w 2012 roku po raz pierwszy pojechałam do Villi Ruffo, do domu Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, z zamiarem sporządzenia inwentarza jego biblioteki, nie miałam pojęcia, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Na miejscu zobaczyłam zastawione książkami regały, książki ułożone w stosy, w podwójnych rzędach, piętrzące się w każdym wolnym miejscu, wypełniające prawie cały dom. Główny zbiór znajdował się w dwóch pomieszczeniach na parterze – w studio pisarza. Pozostałe książki w różnych miejscach: w korytarzu na niewielkim regale, w sąsiednim pomieszczeniu w zamkniętej szafie, na piętrze. W pokoju Lidii Croce – spory zbiór wyraźnie wybranych przez nią egzemplarzy, najcenniejszych i najbliższych sercu. To tu spotkały się po latach dwa egzemplarze debiutanckiej książki Gustawa Herlinga-Grudzińskiego "Żywi i umarli", obie z dedykacjami. Jedna ofiarowana Lidii w 1945 roku, druga – „Samemu sobie” – w tym samym czasie. Księgozbiór zamykał wielki regał w holu na piętrze, wypełniony książkami w podwójnych rzędach.
Czytam rozmowy Agnieszki Papieskiej z Marią Iwaszkiewicz i zachwycam się, że mówią moim językiem. [...] Rzadko spotyka się tak głębokie, a jednocześnie prawie niewidoczne porozumienie / zrozumienie, na poziomie głębszym niż słowo, gdzieś w okolicach duszy. Skąd Agnieszka Papieska wiedziała o co i jak zapytać, żeby Maria Iwaszkiewicz tak szczerze odpowiadała? Można powiedzieć, że sprawa jest prosta – Maria Iwaszkiewicz była osobą otwartą, towarzyską (sama o sobie tak mówiła), przywykłą z racji bycia córką uznanego pisarza do bycia w centrum uwagi i każdemu odpowiadałaby tak samo… Nieprawda! Spotkały się tutaj dwie osoby, które zrozumiały się ponad słowami.
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.