Olśniewające są te partie "Raju", które poświęcone zostały Szatanowi, tj. pierwsze i ostatnie księgi, a nie Bogu, Synowi Bożemu, archaniołom czy Adamowi i Ewie – choć oczywiście cały poemat zasługuje na podziw. Jednak, o ile równie malownicze "Piekło" Dantego nie pozostawia złudzeń co do chrześcijańskiego światopoglądu autora, o tyle Milton – ojciec duchowy romantyków, mistyków, metafizyków i egzystencjalistów ma do Szatana stosunek ambiwalentny. [...] Jego Szatan jest figurą głęboko tragiczną (w tym sensie, jaki terminowi „tragizm” nadawali Ajschylos, Sofokles i Eurypides, potem Szekspir) i zapowiada już człowieka zupełnie nowoczesnego. I zupełnie nowoczesne pytanie: „Co, jeśli buntuję się tylko przeciwko nicości?”. Milton idzie dalej niż Dante Alighieri – w sensie tak egzystencjalnym, jak i obcowania z surowcem grecko-rzymskim: nie stara się godzić antyku z chrześcijaństwem; w "Raju" utraconym jakby pęka ono w szwach i antyk wyłazi tam wszędzie na wierzch, i pulsuje, i daje znak, że żyje…
Stary Testament czytał Machiavelli wybiórczo (i traktował utylitarnie), Greków – w przekładach, ekscerptach i wypisach, opowiadacza Owidiusza zaś – z wielkim namaszczeniem. I jako „swojego”. Znał go i cenił nie tylko jako poetę miłości, przemian i wygnania, ale także jako kogoś, kto rozumiał, że świat – jak ciało ludzkie – czasem choruje, a wtedy potrzebna jest mu odpowiednia kuracja. W Rozważaniach słyszymy wyraźnie echo „Biblii pogan”: katastrofa jest koniecznym etapem wielkiego kosmicznego cyklu. A Kosmos i Chaos to jakby to samo Coś w dwu wcieleniach. Ale tam, gdzie Florentczyk szuka mechanizmu, Owidiusz tworzy obraz; tam, gdzie Machiavelli tłumaczy, rzymski poeta uwodzi.
Jaką melodię wygrywa właściwie Owidiusz? Jak należy zaaranżować to dzieło, aby nam – żyjącym w gwałtownych, proteuszowych czasach – trafiło do przekonania? Nie jest to ani poemat o herosach, ani powieść; i nie jest to katalog mitów. "Metamorfozy "są przede wszystkim brawurową próbą opowiedzenia wszystkiego – „od początku świata aż po nasze czasy”: cały antyk grecko-rzymski zamknięty w zaczarowanej szkatułce. Są też przy tym misterną i piekielnie inteligentną grą – z językiem, z formą, z tradycją literacką, a i z polityką. Ale ja myślę o nich także jako o wielkim traktacie moralnym, poetyckim i metafizycznym w jednym – a taka poezja, wiemy dobrze, niestrudzenie poszukuje „formy bardziej pojemnej”. Stąd decyzja, by przekładowi, nad którym wciąż jeszcze pracuję, nadać rytm bardziej regularny – niech zafaluje!... Niech konie puszczą się w galop... Niech nadchodzi POTOP!
Nie wymaga dowodów, a jedynie przypomnienia, przemożny wpływ Lukrecjusza na Michała z Montaigne, który nie tylko studiował pilnie "De rerum natura", ale i myślał w rytmie tego poematu. Od Lukrecjusza przejął twórca nowoczesnego eseju zasadniczy gest: odrzucenie opowieści o świecie jako dziele opatrzności, zbornym i celowym. Zamiast tego – ruch, przypadek, rozpad. U Montaigne’a nie ma już kosmologii, jest codzienność: krucha, zmienna, nie dająca gwarancji. Ale i w tej lukrecjuszowo-owidiańskiej niestabilności odnaleźć można przecież spokój. I naukę: że myśl – o ile ma być wierna rzeczywistości, którą próbuje uchwycić – powinna nauczyć się trwać w rozproszeniu. [...] Świat nie musi mieć sensu, by zasługiwać na uwagę, współczucie, czułość.
Owidiusz do literatury aż gęstej od „cnót”, „powinności” i „obyczajów przodków” wniósł powiew inności. Poezją wolną i frywolną – służącą Człowiekowi, nie Ojczyźnie – tępiejących pod nowym reżimem Rzymian ustrzec próbował od śpiączki, w którą i tak w większości zapadną na długie wieki. Nie mógł, oczywiście, jawnie podnieść pióra na Augusta, ale… poszukiwał. Gdyby skończył karierę wtedy, i tak mógłby umierać spokojnie i w poczuciu, że unieśmiertelnił się swoją poezją. Ale on dopiero się rozkręcał.
To tu i teraz, wraz z przemianą króla Arkadii (!) w wilka, zaczynają się na dobre "Metamorfozy". Ta sugestywna i plastyczna opowieść jest bardzo wdzięczna do rozmaitych interpretacji: filozoficznej, psychologicznej, religioznawczej, mistycznej – i co kto w niej jeszcze znajdzie. Jest to też butna prowokacja: pokażę wam, że świat ludzi i bogów to jedno bagno. Co jednak najbardziej dla mnie ciekawe (choć pewnie dla części owidiologów nie nazbyt jawne, by było prawdziwe), to że daje tu Owidiusz swoje subwersywne credo polityczne.
Ameryka jest i pozostanie mitem. Jestem tu nie po to, by poznać ją taką, jaka jest naprawdę, ale by utwierdzić się w swoich o niej wyobrażeniach. [...] Owidiusz zrozumiał to lepiej i wcześniej niż inni. Jego "Metamorfozy" to nie tylko popis erudycji i językowej maestrii, ale też zwierciadło duszy. Każda przypowieść, każdy mit, z których utkał swoje opus magnum, to w istocie powtórzenie i przetworzenie czegoś, co u samego zarania nie było niczym wyjątkowym; stało się czymś właśnie takim dopiero za sprawą poezji.
Autor "Metamorfoz", jak Wergiliusz, jest przewodnikiem Dantego, ale działa w przebraniu, w dyskrecji, w ukryciu – niczym Atena w "Odysei". [...] Dante spotyka Homera, Horacego, Owidiusza i Lukana („cztery wielkie cienie”). Wraz z Wergiliuszem stanowią oni piątkę podziwianych przez Florentczyka poetów antycznych. [...] Chwilę porozmawiali między sobą – mówi nam Dante-pielgrzym – po czym zwrócili się do niego i zaprosili go do swego grona: „byłem szósty wśród takiej mądrości”. Owidiusz – schrystianizowany; Dante – zaliczony (przez siebie samego) do grona wielkich pogan. Oto jest moc poezji!
Tak, Machiavelli był poetą. To, że dzieła jego trafiły nieodwołalnie na półkę z literaturą polityczną, przyczyniło się do marginalizacji jego twórczości poetyckiej. Owszem, wiersze jego są przeważnie nieporównywane pod względem artystycznym z pismami prozą. Wyłączenie jednak tego aspektu z refleksji nad Machiavellim zaciemnia obraz. Zapominamy, iż "Książę" i "Rozważania nad Liwiuszem" są w istocie tekstami literackimi, wysoce artystycznymi i głęboko zanurzonymi w tradycji literackiej, a ich autor to poeta o określonych aspiracjach i z konkretną wizją świata. Bo kto dziś pamięta, że Machiavelli układał poemat, który wymierzony był przeciwko "Boskiej Komedii" i zdetronizować miał Dantego? [...] Owszem, Machiavelli był poetą – także, kiedy pisał "Księcia". Polityka i historia są tam – jak w "Iliadzie" wojna, w "Odysei" i "Boskiej Komedii" podróż, a w "Metamorfozach" mit – jedynie fasadą. Owidiusz-poeta pełni w "Księciu" rolę suflera: choć niewidoczny, stale podpowiada najważniejsze kwestie.
Nie wiemy niestety, kiedy w głowie młodego Owidiusza zrodził się pomysł, aby porwać się na ten gigantyczny temat. Może gdy był jeszcze uczniem u jednego z rzymskich retorów i dostał jako zadanie domowe sparafrazować omawiany mit. A może dopiero w Grecji, gdy któregoś wieczoru, spoglądając na wyniosły Olimp, słuchał z zachwytem, jak któryś rybak-filozof snuje opowieść o straszliwej walce bogów z gigantami, albo gdy podczas jednego z wykładów oczarowały go poznane wtedy "Metamorfozy" słynnego poety Nikandra, których kopię zdobył potem i nieraz traktował jak cenne źródło dla własnego dzieła. Ja stawiałbym jednak na Sycylię, którą Owidiusz też przecież odwiedził: to tam i w Kampanii – na terenach aktywnych sejsmicznie – popularne były opowieści o ogromnych przedwiecznych kreaturach, uwięzionych pod ziemią i od czasu do czasu próbujących się spod niej wydostać. [..] Czytamy, że "Gigantomachia" miała być jedną z pierwszych Owidiusza wprawek poetyckich. Poematu co prawda nie ukończył, ale – trzeba przyznać – karierę zaczął z wysokiego C.
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.