HOME
Artur Urban

Crane i rola sztuki

Twórczość Waltera Crane’a (1845-1915) najlepiej znają dzieci i socjaliści. Jego ilustracje do baśni, mocno inspirowane sztuką japońskiego drzeworytu, stanowią część angielskiego kanonu wizualnego. Crane zilustrował kilkadziesiąt książeczek, wznawianych do dzisiaj, a pierwotnie kosztujących ledwie sześć pensów, dzięki czemu masowo trafiały do pokojów dziecięcych epoki wiktoriańskiej. Żywa jest również pamięć o jego politycznych grafikach tworzonych przez lata dla czasopism socjalistycznych, w których łączył moralizatorski patos z ostrą ironią i wyczuleniem na ludzką krzywdę. Jego „A Garland for May Day 1895” przypominana jest co roku w mediach lewicowych z okazji Święta Pracy.

Walter Crane był malarzem, ilustratorem, grafikiem, projektantem, teoretykiem sztuki i działaczem społecznym. Współtworzył ruch Arts and Crafts, był uczniem Johna Ruskina, zakładał i kierował organizacjami dla artystów. Pisał książki i wygłaszał liczne odczyty. Polscy czytelnicy długo czekali na jego książkę. Dopiero w 2018 nakładem wydawnictwa Universitas ukazało się „O zdobnictwie książek dawnych i nowych” – rzecz świadcząca o rozległym znawstwie w dziedzinie teorii i historii sztuki.

Dzieląc się z czytelnikami „Księgi Przyjaciół” tłumaczeniem szkicu pochodzącego z tomu „Ideals in Art”, chciałbym umocnić obecność pism Waltera Crane’a w polskim obiegu czytelniczym, pokazać żywotność jego rozważań. Dla Crane’a, podobnie jak dla całego ruchu Arts and Crafts, ważnymi zagadnieniami były zarówno zanik dobrego smaku, jak i spadek jakości wyrobów wskutek industrializacji i masowej produkcji. Dziś zmagamy się z zalewem tworów „sztucznej inteligencji”. Diagnozy sprzed ponad stu lat pozostają w mocy.

Artur Urban

 

 

 

WALTER CRANE

O SPOŁECZNEJ I ETYCZNEJ ROLI SZTUKI

Sama obecność sztuki w jakiejkolwiek formie stanowi dowód życia społecznego ludzi, a w przypadku prehistorii i starożytności, jest często jedynym świadectwem ich istnienia.

Od prehistorycznych rysunków jaskiniowców do hieroglifów Egipcjan czy rzeźbionych płyt Niniwitów i Persów; od skarbca Aten i trojańskich łupów, po wyrafinowanie i majestatyczne piękno marmurów partenońskich, wszędzie sztuka (początkowo tożsama z językiem lub pismem obrazkowym) staje się wyrazem sposobu życia; idei i ideałów, które tkwią w ludzkim umyśle, zanim się dla nas wytrącą lub skrystalizują w postaci antycznej architektury, rzeźby i malarstwa – w siostrzanych sztukach plastycznych; do czasu kiedy każdy fragment tkaniny, każdy paciorek i klejnot, każdy kawałek stłuczonej ceramiki przemówi do nas z przeszłości swoim „na wpół zatartym językiem” o życiu i myśli, które przeminęły, o pogrzebanych nadziejach i lękach, o miłościach i sporach, o dumie i władzy, po których zostały kruche szczątki, opowiadające ich historię.

Wyczulone, spostrzegawcze oko pierwotnego myśliwego bezbłędnie zapamiętywało sylwetki dzikich zwierząt, które tropił i zabijał. To samo bezbłędne widzenie charakterystycznych form powróciło, usystematyzowane i coraz bliższe abstrakcji, w hieroglifach, które, wykorzystując jako symbole znajome zwierzęta i obiekty z życia Wschodu, zostały w końcu utrwalone, na drodze ewolucji przez użytkowanie i przyzwyczajenie, w sztywnych abstrakcjach alfabetu. Ten zaś, choć w sztuce kaligrafii i typografii wkroczył na osobną ścieżkę rozwoju, oddzielił się od graficznych i przedstawiających właściwości, które wydają się być jego źródłem; ale jest z nimi nieustannie blisko związany w książkach i gazetach, które tworzą tak wielką część naszego życia społecznego i które przeniosły pismo obrazkowe na kolejny, bardziej złożony, poziom.

Wczesne reliefy asyryjskie można również oglądać jako serię wyrazistych przekazów historycznych – niczym pismo wyryte na ścianie. Celem było utrwalenie podbojów królów albo ich sprawności w polowaniu na lwy, ich bitew i oblężeń, pochwyconych przez nich jeńców, ich oręży i fortyfikacji, atrybutów ich bóstw. Wartość reliefów tkwiła prawdopodobnie w równej mierze w ich utrwalającej opisowej mocy, jak i w efekcie dekoracyjnym.

 

 

Grecy okresu archaicznego przeszli przez ten sam etap, stopniowo rozwijając swój wyrafinowany zmysł artystyczny, aż osiągnęli monumentalne piękno i heroiczny ideał w pracach Fidiasza, a te przeminęły wraz z duchem i życiem, które je zrodziły. Fala greckiej cywilizacji osiągnęła szczyt doskonałości, aż rozbiła się o skały, niosąc przy tym swój wpływ i odciskając piętno na wszystkich krainach; nieugaszona przez potęgę i przepych Rzymu, który po niej nastąpił, a nad którym, pod względem artystycznym, triumfuje, budzi się do nowego życia w Italii i można ją jeszcze znaleźć wędrującą wśród ruin codzienności Pompejów, gdzie ostatnie stadium życia antycznego zachowało się niczym zatopione w bursztynie.

Możemy uronić szczerą łzę nad śmiercią pogaństwa, które, mimo wszystkich wypaczeń, pokazało nam w swojej sztuce radość życia oraz zwierzęcość natury człowieka (nie może tego pominąć żadna religia czy filozofia) i połączyło je w formach o nieprzemijającym pięknie. Wielkie zasługi trzeba przypisać obfitości światła słonecznego, ale każdy, kto spogląda na sztukę w różnych formach, która pozostała nam z czasów i krajów antycznych, musi odczuwać, jak znacząco większą rolę odgrywała w tamtym życiu; jak ciągłe i intymne musiało być jej oddziaływanie – od piętrowych frontonów i fryzów świątyni, po złocone posągi i fontanny z brązu na publicznych ulicach i placach – na ścianach, które pozwalały malarzowi puścić wodze wyobraźni – wszędzie kolor, a nad głowami błękitne niebo Italii albo Grecji. W każdym razie nie było miejsca na monopol w odczuwaniu przyjemności takiego uzewnętrznionego życia. Oko niewolnika było równie wolne, jak jego pana, a już samo wspólne posiadanie niezwykłych przyjemności życia jest czymś istotnym. Czujemy także, że starożytna obfitość wspaniałej sztuki była wykwitem życia tamtego czasu. Oczy artystów i rzemieślników musiały być nieustannie pobudzane kształtami mężczyzn i kobiet poruszających się bez ograniczeń formalnie skrojonego stroju, zamiast tego odzianych swobodnie, zgodnie z indywidualnym gustem albo wymaganiami pory roku czy okoliczności. Mogli widzieć atletę na arenie, piękność na tarasie, filozofa w gaju, kolory i odcienie targowiska, utrudzonego niewolnika, wojowników gotujących się do walki, a wszystko to w szerokim i pełnym świetle południowego nieba. Nie dziwne, że ich sztuka przybrała piękne formy. Grecki artysta nawet grób odarł z przygnębienia i uznał śmierć za delikatne i bezbolesne pożegnanie między przyjaciółmi.

Niemożliwym jest wątpić, że oddziaływanie zewnętrznego piękna i harmonii ma łagodzący i uczłowieczający wpływ na umysł. Wierzę, że jesteśmy podświadomie podatni na te wpływy, że stajemy się szczęśliwsi, kiedy na przykład mieszkamy w przyjemnie pomyślanych komnatach z harmonijnie pomalowanymi i ozdobionymi ścianami oraz meblami. Zmysły są kojone przez delikatne pobudzenie oka zatrzymującego się na radosnych i wyrafinowanych formach i kolorach.

Wraz z nastaniem chrześcijaństwa, które skupiło spojrzenie na przyszłym świecie, forma i duch sztuki naturalnie się zmieniły, a chociaż głównym założeniem nowego nauczania było uczynienie człowieka obojętnym na to, co zewnętrzne, to wiemy, że po pierwszych niepewnych krokach w ramach gasnących tradycji klasycznych, sztuka stała się jedną z najpotężniejszych wyrazicielek wiary chrześcijańskiej i przez imponujący wpływ podniosłego i mistycznego splendoru bizantyjskich i wczesnogotyckich kościołów, tak wpłynęła na wyobraźnię ludzkich umysłów, że, obok innych czynników, Kościół stał się wielkim depozytariuszem talentów artystycznych oraz inspiracji i w pełni wykorzystywał swoją moc emocjonalnego oddziaływania za pośrednictwem szlachetnych i okazałych architektonicznych form i proporcji, spotęgowanych później każdym typem zdobienia, znajdującym się na podorędziu gotyckiego rzemieślnika w postaci witrażu, rzeźbienia, mozaiki, malowidła czy pracy w złocie, srebrze i drogich kamieniach.

 

 

Wspaniały kościół był od góry do dołu pokryty historią biblijną, a żywoty świętych zostały utrwalone jako przykład dla wszystkich w żywym języku malarza lub rzeźbiarza.

Grzesznik był nękany przedstawieniami męczarni bardzo realistycznego piekła, podczas gdy człowieka cnotliwego podnosiły na duchu ekstatyczne wizje chórów anielskich i ukwieconych łąk raju. Sztuka w Kościele katolickim była bez wątpienia kaznodziejką i nauczycielką o niedoścignionej elokwencji i moralnej sile. Niepiśmienny mógł czytać jej otwartą księgę, podobnie biedak, kaleka czy chromy – i nawet niewidomy mógł zostać poruszony „pełnią głosu chóru” i „hukiem organów”.

Splendor i piękno średniowiecznej katedry musiały mieć coś, co dzisiaj nazwalibyśmy niemierzalnym efektem kształcącym od strony estetycznej i emocjonalnej.

Poza tym zwykłe elementy miast musiały być pełne fantazji i zaciekawienia: różnorodność i osobliwy przepych mieszczańskich domów; kolor i niezwykła pomysłowość w strojach i heraldyce; nieustanne pokazy i procesje, takie jak te organizowane przez cechy rzemieślnicze, pełne malowniczych alegorii i symbolicznych znaczeń. Ulica mogła tonąć w powadze czerni i bieli mnisich habitów i księży albo w radości jaskrawych sztandarów i połyskujących zbroi rycerzy lub szat królów i królowych. Wspaniałe pozłacane powozy, błyszczące okazałymi herbami, zamiast naszych czarnych, lakierowanych, statecznych dorożek ze skromnym rombem na drzwiczkach – chociaż te zostały ostatnio zepchnięte na bok przez bardziej zuchwały i niebezpieczny samochód z jego tajemniczo zamaskowanymi pasażerami – pojazd określony niedawno żartobliwie jako „skrzyżowanie krytego powozu z okrętem wojennym”.

Cóż, pomiędzy codziennymi cudami różnorodnego i nieustannego ruchu miejskiego, nie zostało już nam w Londynie żadne darmowe publiczne widowisko poza doroczną paradą na cześć lorda burmistrza i wyścigiem wioślarskim między Oxfordem i Cambridge. Oczywiście jest też plakat – ten tani i zwykle paskudny „nauczyciel mas”. Co prawda nie zawsze tak tani, skoro słyszy się o członkach Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych zaangażowanych do napędzania handlu za cenę jakiegoś tysiąca funtów – chociaż rezultatem nie jest zwykle dobry plakat, ale jedynie zmarnowany obraz.

Ludzkie życie, jakkolwiek przetworzone lub oszpecone w nienaturalnym i nieharmonijnym otoczeniu, rzecz jasna zawsze pozostanie niezmiernie interesujące. Jeżeli, chcąc oszczędzić kłopotu, zaczęlibyśmy wszyscy nosić na sobie tablice reklamowe, żeby obwieszczać nasze osobiste gusta i potrzeby, to i tak sądzę, że pewna doza dramaturgii byłaby wciąż możliwa i nie mam wątpliwości, że wkrótce usłyszelibyśmy estetów ogłaszających, iż to tak samo wytworny strój, jak ten średniowiecznego herolda albo wielobarwny płaszcz biblijnego Józefa.

Wygląda na to, że nie umiemy w tym kraju swobodnie podchodzić do sztuki i piękna, odkąd pokrył nas purytański szron. Od tego czasu wciąż cierpimy na sztywność naszych estetycznych kończyn. Pewna pedanteria i afektacja, która podpięła się do niektórych aspektów sztuki, zdaje się rodzić nieufność w przeciętnym umyśle. Przeciętny umysł być może zbyt mocno nawykł do brzydoty – a wszystkim nam trudno jest się pozbyć nawyku. Świadome próby wytworzenia pięknych przedmiotów nie zawsze są przekonujące, a nawet to, co piękne nie wygląda komfortowo bez harmonijnego otoczenia. Jeśli Wenus miałaby nagle wyłonić się z jeziora Serpentine (albo z zatoki w Nowym Jorku) mogłaby zostać niezrozumiana.

Jeżeli mamy kiedykolwiek znowu cieszyć się pięknem w codziennym życiu, musi ono wyrastać naturalnie z jego zwykłych warunków, tak jak i piękna sztuka jest zawsze nierozerwalnie związana ze swoim tworzywem. Mówi się teraz często, że sztuka była zawsze w służbie majętnych i wpływowych, że była w prywatnym posiadaniu bogatych, a jej siedzibą były dwory i wielkie posiadłości. Jeśli jednak wytwory sztuki (o tyle, o ile sztuka, która oddziałuje na oko, może zostać zmonopolizowana) często stawały się prywatną własnością, to działo się to jedynie w ograniczonym stopniu i jest tylko częściowo prawdziwe; dotyczyło to samodzielnych albo malarskich form sztuki, albo antycznych bibelotów.

Sztuka, w swoich szlachetniejszych monumentalnych formach, przez samo swoje istnienie oddziaływała na całą ludność miasta lub kraju od greckiej świątyni do gotyckiej katedry wraz z orszakiem sztuk plastycznych.

Jeśli, w późniejszych czasach, artyści zostali zmuszeni do służby na rzecz królów, arystokratów, magnatów handlowych czy milionerów, a sztuka zaczęła w dużej mierze zasilać ich przepych, działo się to na koszt całego ludu. Stopniowo, z jednej strony wskutek przemian rynkowych i technicznych, z drugiej przez zachętę wynikającą z większego osobistego uznania, pozycji społecznej i sympatii (które, koniec końców, są częścią przemian rynkowych albo raczej, ich rezultatem) twórczość artystyczna coraz mocniej kierowała się w stronę form czysto malarskich, nabierając charakteru przenośnej i prywatnej własności, a jej posiadanie stało się sprawą bogatych. Jednak nawet na tym etapie, możliwe są doskonałe publiczne i państwowe kolekcje – jak na przykład nasza National Gallery, gdzie najstaranniej wybrane prace największych malarzy wszech czasów są w posiadaniu nas wszystkich.

Nastąpiła monopolizacja sztuki i ogromne masy ludzi (robotnicy, którzy tak naprawdę za nią zapłacili) zostały bądź z niej wykluczone, bądź pozbawione płynących z niej przyjemności i korzyści społecznych. Nie powinno nas dziwić, że ograniczenia w świecie sztuki poprzedziła monopolizacja ziemi i środków utrzymania. Albowiem ci, którzy odmawiają uznania, czy poszanowania wspólnych praw do ziemi i wspólnego uczestnictwa w przyjemnościach i luksusach życia, odmawiają także uznania wspólnych praw do sztuki.

Rosnąca świadomość i żądanie sprawiedliwości po stronie robotników oraz ich rosnąca siła i zdolność do organizowania się w ramach demokratycznych instytucji, będą sprzyjały zniesieniu tych ograniczeń; a rozpowszechnianie się poczucia braterstwa i współzależności wszystkich robotników wzmocni głos opinii publicznej w kwestii wykorzystywania bogactwa i społecznej wartości sztuki.

Mam nadzieję, że jako społeczeństwo nie będziemy się zadowalać tak niewielkim wpływem sztuki i piękna na nasze codzienne życie. Zaczynamy odczuwać niepowetowaną stratę i zubożenie, związane z ich brakiem, a tam, gdzie brak ich w ogóle, gdzie ich ciepłe promienie, jak te słoneczne, nigdy nie docierają, pojawia się grubiaństwo, brutalność i degradacja. Wyraźnie widać, że surowość i szorstkość manier oraz brak życzliwości łączą się zwykle u ludzi z brakiem wrażliwości na sztukę. Smak estetyczny jest doprawdy niczym szósty zmysł, dodany do pozostałych pięciu, czy raczej z nich wyrastający. A jednak jeszcze do niedawna mieliśmy zwyczaj zamykania naszych państwowych muzeów i galerii w niedzielę, tak jakby były siedliskami rozpusty, a nie źródłem wyrafinowanych, intelektualnych i moralnych inspiracji oraz bezinteresownej przyjemności. Pozwalamy, aby ściany szkolnych klas były w większości ponure i nagie, niedające wyobraźni dzieci i młodzieży większego impulsu, niż ten jaki płynie z polakierowanych, pozbawionych ilustracji map i banalnych litografii dzikich zwierząt.

 

 

Trudno się dziwić, że umysły i zdolności twórcze głodują, skoro wiemy, że niejednokrotnie dotyczy to również ciała; w ramach naszego obowiązkowego systemu edukacji ubogie dzieci często przychodzą do szkół głodne.

Jednak gdyby uznano, że warto urozmaicić codzienne życie odwołaniami do heroizmu, poezji i fantazji; gdyby edukacja była traktowana bardziej jako sposób na ukształtowanie całej ludzkiej natury, a nie tylko przygotowanie do egzystencji w rzeczywistości rynkowej, czy nie moglibyśmy, korzystając z zasobów historii i folkloru, wyobrazić sobie ścian naszych szkół i college’ów ozdobionych wspaniałymi i wzorcowymi postaciami bohaterów, twórców i bojowników o nasze wolności i wspólnotę, tak, żeby jaśniały blaskiem i siłą odziaływania? Wierzę, że zobaczylibyśmy wtedy efekty w postaci bardziej subtelnych, energicznych, życzliwych, zjednoczonych i szanujących się ludzi.

To czy takie zmiany mogą się pojawić, zanim dokonają się wielkie przemiany ekonomiczne, rozumiane jako socjalizm, jest inną sprawą (nie sądzę, żeby to było w pełni możliwe) i nie mam zamiaru stawiać estetycznego wozu przed ekonomicznym koniem, chociaż przekonanie bierze się czasem z próby zrobienia niemożliwego – albo tego, co właściwe w niewłaściwym momencie.

Społeczny charakter oddziaływania na oko uświadamia nam odruchowy impuls, który, gdy mamy przed sobą dzieło sztuki albo jakiś piękny krajobraz, wywołuje tak powszechne reakcje, jak: „Popatrz na to!”, „Och! Spójrz tu!”, „Czy widzieliście kiedyś coś równie ładnego?” i tym podobne. To pokazuje, że z reguły ludziom nie wystarczy podziwianie widoku w pojedynkę. Nie potrafią patrzeć na piękną pracę bez chęci, aby inni również ją widzieli i uczestniczyli w tym samym emocjonalnym podekscytowaniu i zachwycie.

Docenienie i zrozumienie są oczywiście również niezwykle pobudzające dla artysty. Stanowią probierz dla kruszcu jego myśli, gdy wydaje ją na świat, mówiąc mu, że jego dzieło jest prawdziwym złotem.

Dzieła sztuki są jak pytania albo problemy przedstawione publiczności przez ich twórcę. Gdy zostają natychmiast zrozumiane, artysta wie, że nawiązał kontakt ze swoim rozmówcą i przemawia zrozumiałym językiem, ale nie zawsze się tak dzieje.

Okoliczności praktykowania sztuki przeszły przemiany analogiczne do tych, jakie nastąpiły w społeczeństwie, którego sytuację sztuka zawsze odzwierciedla. Od wczesnych etapów wspólnoty i typowości form, kiedy wszystkie sztuki plastyczne łączyły się w architekturze, dając tak piękne efekty, do bardziej indywidualnego i osobistego charakteru współcześnie, szczególnie w malarstwie, możemy wytropić zmianę ducha. Wyraz artystycznej emocji i ekspresji nie jest już skupiony na ideałach religijnych, tajemnicach czy mitologiach, ale obrócił się w stronę wielobarwnych elementów ludzkiego życia i zmian oblicza natury. Jego metody nie są już tradycyjne, ale eksperymentalne, a jego punkt widzenia osobisty, tak że pozycji współczesnego malarza nie można porównać do muzyka w orkiestrze grającego swoją partię wielkiej i harmonijnej całości, ale raczej do solisty, który rości sobie całą naszą uwagę dla jego występu z konkretnym instrumentem – może nim być czasami miedziany gwizdek, albo kiedy indziej, wiolonczela w rękach mistrza.

Te okoliczności mają swój wpływ na pojedynczych artystów i coraz częściej tworzy się indywidualne reguły artystycznej osobowości, tak żeby każdy mógł być sądzony w odniesieniu do własnych zasad i zgodnie z wytycznymi estetycznego sumienia i świadomości, a te mogą odbiegać od reguł, którymi kierują się współbracia.

W każdym razie praktykowanie sztuki uświadamia wartość pewnych cnót jako środka do wypełnienia wyższych celów i ideałów. I tak dokładność w rzemiośle uczy robienia wszystkiego, co stosowne i niezbędne do uzyskania określonych celów; a rezygnacja z mniejszego piękna i pospolitych prawd pozwala osiągnąć większe piękno i istotniejszą prawdę, bo w sztuce tak samo, jak w życiu nie da się „zjeść ciastka i mieć ciastka”.

Rozsądek i umiar mają istotne role do odegrania w tworzeniu świata sztuki; podobnie jak wierność ideałowi oraz wytrwałość w mierzeniu się z wszelkimi rodzajami trudności i niesprzyjającymi warunkami, popychającymi człowieka naprzód i wymuszającymi na nim samodyscyplinę, tak, aby osiągnął cel, który sobie postawił.

Zatem praktykowanie sztuki nie jest możliwe bez aspektu etycznego, podobnie jak dzieła sztuki nie mogą być pozbawione społecznego uwarunkowania.

WALTER CRANE

tłum. Artur Urban

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek