HOME
Krzysztof A. Worobiec

Muzeum cz. 9 – O mazurskim szkolnictwie i kwestii językowej raz jeszcze

Na parterze w lewej (tej mniejszej) części chałupy odtworzyliśmy wiejską klasę szkolną, a w przylegającym do niej małym alkierzu skromne mieszkanko wiejskiego nauczyciela. Skąd pomysł na urządzenie jednoizbowej szkoły w wiejskiej chacie? Nie jest to nasza fantazja czy wydumana inscenizacja, lecz opowieść oparta na realiach i dokumentach sprzed ponad stu lat. Ale od początku…

Historia szkolnictwa na Mazurach sięga czasów państwa krzyżackiego, gdy w tzw. wsiach kościelnych funkcjonowały szkoły przykościelne, w których chłopców uczono elementów łaciny, śpiewu gregoriańskiego, podstaw czytania, pisania i rachowania. Były to jednak szkoły dla wybranych, dopiero na początku XVIII wieku wprowadzono powszechny obowiązek szkolny oraz zasady organizacyjne szkół powszechnych (Allgemeine Volksschulen). Król Fryderyk Wilhelm I powiadomiony, że w wielu miejscach, zwłaszcza we wsiach, dzieci i młodzież dorastają bez umiejętności czytania, pisania, liczenia i znajomości katechizmu, wydał 28 września 1717 roku edykt (Generaledikt No. XCVII: Verordnung, daß die Eltern ihre Kinder zur Schule, und die Prediger die Catechisationes, halten sollen; vom 28. Sept. 1717), w którym – pod groźbą kary, zobowiązywano rodziców do posyłania dzieci tam „gdzie szkoły są [wo die Schulen seien], codziennie zimą i co najmniej raz lub dwa razy w tygodniu latem, gdy rodzice potrzebują dzieci do gospodarstwa domowego”.

Obowiązek dotyczył wszystkich dzieci w wieku od pięciu do dwunastu lat, także dziewczynek, a tam gdzie szkół nie było – czyli w małych wioskach, należało nauczać w izbach lekcyjnych urządzanych w wiejskich chatach (in einer Bauerstube) wynajmowanych z reguły u bogatszych gospodarzy (bo mieli większe chałupy niż zwykli zagrodnicy). W szkołach tych czytano Biblię i katechizm oraz uczono podstaw pisania, a nauczaniem dziatwy zajmowała się nierzadko wioskowa „elita” – kościelni, rzemieślnicy (krawcy, szewcy, cieśle), wysłużeni żołnierze lub co bardziej rozwinięci umysłowo mieszkańcy wsi – wystarczyło, że posiadali jako takie umiejętności czytania, pisania i rachowania (do końca XIX wieku na Mazurach wykwalifikowanych nauczycieli było bardzo mało, zwłaszcza w małych wsiach). Poza tym zobowiązano księży do nauczania katechizmu w każdą niedzielę. Kolejnym ważnym dokumentem było królewskie rozporządzenie Principia regulativa z 30 lipca 1736 roku, zobowiązujące każdą parafię i społeczność wiejską do zakładani szkół. Z rozporządzenia wynikało jednak, że droga dziecka do szkoły nie powinna być dłuższa niż pół mili (nicht weiter als eine halbe Meile) czyli około 3,5 km. Wiele wiosek nie stać było na budowanie szkół, mimo że król zapewniał bezpłatne drewno na ich budowę, drewno opałowe na ogrzewanie, a nawet morgę ziemi sąsiadującej ze szkołą, którą mógł użytkować nauczyciel. Nadal istniały więc klasy szkolne urządzane w izbach wiejskich. Tak było choćby w starostwie piskim, o czym jeszcze ponad wiek później pisał specjalny wysłannik Friedrich Salomo Oldenberg: „Szkoły znajdują się tam tylko w większych wsiach. W wielu mniejszych zatrudnia się na zimę nauczyciela, bo inaczej dzieci mogłyby pobłądzić i zginąć na odległych drogach przez lasy i pustkowia. Takim nauczycielem angażowanym na zimę bywa jakiś gospodarz na dożywociu, który prowadzi szkołę w izbie chłopskiej i przez okres tej nauki chodzi stołować się od domu do domu”.

W tych małych wiejskich szkołach nauka odbywała się w systemie klas łączonych – dzieci w różnym wieku uczyły się w jednej izbie lekcyjnej. Dopiero pod koniec XIX wieku powstawały szkoły wieloklasowe, najczęściej dwu- i trzyklasowe, ale w nich także nie było rozdziału na poszczególne roczniki. W wioskach, gdzie były szkoły jednoklasowe, a liczba dzieci przekraczała liczbę miejsc w ławkach, funkcjonowały tzw. szkoły półdniowe: część dzieci miała lekcje do południa, druga część po południu. Taka szkoła jednoklasowa była choćby w Pieckach (pow. Mrągowski) jeszcze w 1884 roku, a naukę w niej pobierało 122 dzieci! W powiecie piskim w 1939 roku na 114 szkół wiejskich było jeszcze 58 szkół jednoklasowych, w których nauka odbywała się w systemie klas łączonych. No i właśnie taką jednoklasową szkołę wiejską odtworzyliśmy w izbie przeniesionej przez nas chałupy z Warnowa.

Jak wiele razy w naszej mazurskiej historii ważną rolę odegrał przypadek… Pewnego słonecznego majowego dnia 2001 roku, przejeżdżałem obok szkoły podstawowej w Ukcie (szkoła ta istnieje od około 1800 roku, od 1884 roku mieści się w murowanym budynku z czerwonej cegły). Jadąc powoli zauważyłem na placu za szkołą stos starych ławek szkolnych i dym z płonącego ogniska. Zatrzymałem się i ruszyłem w stronę ognia. Od krzątających się pracowników dowiedziałem się, że opróżniają dużą drewnianą szopę, magazyn, w którym trzymano stare, „poniemieckie” ławki, a znajdujące się tam „nikomu niepotrzebne rupiecie” mają spalić, potem rozbiorą szopę, bo w jej miejscu powstanie nowa sala gimnastyczna. Na szczęście oprócz robotników był jeszcze w szkole ktoś z kierownictwa, kto pozwolił mi zabrać część „rupieci” („będzie mniej do palenia”), a nawet zaoferował kilka innych zbędnych sprzętów, które od lat leżały na strychu. W ten sposób uratowałem od ognia czternaście ławek (po mazursku banki), drewniany trójnóg z dużą zieloną tablicą szkolną oraz oszkloną gablotkę. Od razu tego samego dnia wszystkie meble zostały przewiezione do Kadzidłowa, ale nie bardzo wiedzieliśmy, co z nimi dalej zrobić. Nie śniło nam się jeszcze przeniesienie chałupy z Warnowa. Ba, nie mieliśmy nawet miejsca na zmagazynowanie tych wszystkich „rupieci”, bo trwała przebudowa dawnej obórki. Ale była piękna pogoda, zbliżało się lato, więc póki co ustawiliśmy ławki… przed Oberżą, na łące! I w ten sposób powstała, traktując rzecz dosłownie, „zielona szkoła”, która okazała się atrakcją nie tylko dla dzieci…

 

Ławki szkolne prowizorycznie ustawione przed Oberżą stały się ulubionym miejsce także dla „dużych dzieci”. Na zdjęciu – w pierwszej ławce „prymuska” Zosia Góralczyk-Markuszewska, za nią Danusia i Kamila Drecka, a na końcu, w „oślej ławce” siedzą Jurek Markuszewski i Maciej Domański. Dwoje z nich odrobiło lekcję wpisując się do „Księgi Gości”: „W takim miejscu hedoniści i łasuch karmią swe wydelikacone żądze, a zarazem zaczynają rozumieć piękno prostoty w kuchni, w przyrodzie, ale przede wszystkim w serdeczności przyjęcia przez Gospodarzy, którzy już po chwili stają się nie tylko duchową Rodziną. Wielkie Dzięki…” – Kamila Drecka, Maciej Domański, 2 VI 2001.

 

Jesienią ławki przenieśliśmy z łąki do „galerii” – największego pomieszczenia w przebudowanej już obórce, ustawiliśmy też trójnóg z tablicą, na ścianie powiesiliśmy plansze szkolne i mapę Europy z 1917 roku – pomoce szkolne, które kilka lat wcześniej kupiłem na giełdzie staroci w Zielonej Górze. I tak powstała niemal kompletnie urządzona (choć początkowo skromnie) wiejska izba szkolna. Po kilku latach przenieśliśmy je do naszego muzeum, gdzie została wzbogacona o liczne szkolne pomoce i eksponaty, które udało nam się dokupić. Teraz nasza szkoła jest niczym przysłowiowa „wisienka na torcie” i wywołuje największe emocje zarówno wśród starszych, jak i u dzieci, dlatego zwykle tam kończymy oprowadzanie po muzeum. Starszym przypomina się w niej młodość, niektórym kojarzy się z Umarłą klasą Kantora, dzieciom kojarzy się z bajkami czy filmami, ale też próbują pisać piórem ze stalówką maczaną w kałamarzu z atramentem lub kredą na łupkowych tabliczkach. Niekiedy odwiedzają nas też byli uczniowie szkoły w Ukcie, którzy uczęszczali do niej przed 1945 rokiem i ze wzruszeniem robią sobie pamiątkowe zdjęcia w „swoich” ławach szkolnych, w których teraz z trudnością się już mieszczą. Wśród gości był dziennikarz Klaus Bednarz, jedna z najbardziej znanych osobowości niemieckiej telewizji, pierwszy korespondent ARD w Warszawie (w latach 1971–1977, potem korespondent w Moskwie), wieloletni szef działu reportażu, autor ciekawych i obiektywnych (a nie tendencyjnych – jak to w tamtych czasach bardzo często bywało!) filmów, reportaży i książek o Polsce, Mazurach i Prusach Wschodnich. Bardzo się ucieszył na widok klasy, a do naszej „Księgi Gości” wpisał: „Wspaniale, że tutaj jest odtworzony kawałek oryginalnych Mazur. Tutaj odkryłem szkolną ławkę mojego taty z Ukty […] Klaus Bednarz, 7 I 2003”. Jego dziadek i ojciec pochodzili bowiem z Ukty, uznał więc, że „z pewnością w tych ławkach siedział mój tata”.

 

Odtworzona w muzeum jednoizbowa szkoła wiejska: Dwanaście ławek ze szkoły w Ukcie, duża mapa szkolna Kreis Sensburg (dawnego powiatu mrągowskiego, w granicach którego znajdowało się wcześniej Kadzidłowo) oraz wiele rozmaitych przedmiotów i pomocy szkolnych.

 

Oczywiście dwanaście ławek szkolnych (dwie oddaliśmy w prezencie do zaprzyjaźnionych szkół: społecznej i eksternistycznej domowej), tablica, witryna i kilka pomocy szkolnych to za mało na wyposażenie całej klasy muzealnej. Latami trwało więc wyszukiwanie rozmaitych przedmiotów tematycznie związanych ze szkołą. Udało się dokupić tabliczki łupkowe, liczydła, tornistry – drewniane (znalezienie ich trwało najdłużej, ale mamy aż dwa, w tym jeden podarowany przez jednego z gości), tekturowe i skórzane, jest kolekcja drewnianych piórników, obsadek, kałamarzy, etc. Mamy też dawne pomoce szkolne: globus, rozmaite atlasy geograficzne i historyczne z XIX/XX wieku (najstarszy z 1875 roku), duże plansze przedstawiające m.in. słonia, niedźwiedzia czy mamuta, a także plansze o tematyce religijnej. Na ścianie wisi duża szkolna mapa Kreis Sensburg (Powiat Mrągowo; do tego powiatu należało wcześniej Kadzidłowo) opracowana ok. 1930 roku przez mrągowskiego radcę szkolnego (Schulrat) Georga von Hassela, który był także autorem Masursen FibelElementarz Mazurskiego z 1929 roku – w muzeum mamy podarowaną przez jego córkę kopię autorskiego egzemplarza (z pieczątką autora) oraz wydany niedawno reprint.

 

Globus z lat 1920/30, świadectwa szkolne z lat 1867-1900, „Elementarz Mazurski”, „Elementarz dla szkół w Prusach Wschodnich”, plan lekcji, pomoce dydaktyczne, etc.

 

Jak na szkołę elementarną przystało są też rozmaite elementarze niemieckie (Fiebel) z I połowy XX wieku, m.in.: Lernfreude. Deutsche Schreiblese-Fibel von Maximilian Schlegl z 1936 roku, Geschichten für kleine Leute. Fibel für das Ganzheitlesen mit Bilder… z 1941, Ostpreußenfibel z 1942 roku, a także kilkanaście podręczników szkolnych, które z reguły w tytule miały dopisek: für Ostpreußens Schulen – czyli były przeznaczone specjalnie dla szkół w Prusach Wschodnich (czy poza nazwą różniły się treścią od podręczników z innych prowincji?) jak np.: Arbeitsbuch zur deutschen Sprachlehre und Rechtschreibung für Ostpruessen z 1935 roku (do nauki pisania), Rechenfibeln für Ostpruessen z 1938 (do nauki liczenia), Musikbuch für Ostpreußens Schulen i Liederbuch für Volksschulen Ostpruessen (do nauki muzyki i zbiór piosenek), a nawet Religion für Ostpreußens Schulen z 1931 roku.

 

Świadectwo ukończenia w 1900 roku szkoły w Dąbrówce (Dombrowken – w pow. piskim lub węgorzewskim – są dwie wsie o tej samej nazwie) przez Amalię Ligmanowski, która „od 13 maja 1893 do 24 listopada 1900 roku regularnie do niej uczęszczała, a od 2 maja 1899 przeszła do wyższego stopnia, a dzięki pilności uzyskała następują wiedzę i umiejętności…”. Na świadectwie jest dziesięć przedmiotów i ocen oraz życzenie na przyszłość: „Niech Bóg Ciebie chroni i błogosławi na dalszej drodze życia” i fragment Psalmu 37 („Los złych i dobrych” wers 37): „Strzeż uczciwości, przypatruj się prawości, bo w końcu osiągnie [ten] człowiek pomyślność”.

Interesującymi eksponatami są ozdobne świadectwa ukończenia szkoły elementarnej (Schul-Entlasungs-Zeugnis) z 1889 i 1900 roku, a także trzy świadectwa z 1867/8 roku (1-3 trymestr) z królewskiego katolickiego gimnazjum dla ucznia (den Schüler) Władysław von Sikorski (zbieżność przypadkowa). Mamy też napisany dziecięcym, koślawym pismem po niemiecku, z błędami ortograficznymi, plan lekcji w mazurskiej szkole wiejskiej (prawdopodobnie w pobliskich Pieckach), w której nauka odbywała się sześć dni w tygodniu: (w poniedziałki i czwartki po cztery godziny lekcyjne od godziny 8 do 12, w pozostałe dni po trzy lekcje od 8 do 11), łącznie dwadzieścia godzin tygodniowo. Dzieci miały codziennie język niemiecki – Deutsch, pięć razy w tygodniu rachunki – Rechnen, po dwa razy tygodniowo: pisanie – Schreiben, naukę o ojczyźnie – Heimatkunde, gimnastkę Turnen, a po jednej godzinie: muzykę – Musik, rysunki – Zeichnen oraz religię – Religion.

Jak widać nauka języka niemieckiego była wówczas już najważniejsza, dlatego raz jeszcze wrócę do kwestii języka. Do 1873 roku lekcje w mazurskich szkołach odbywały się głównie w języku polskim, mimo, że już w 1831 władze prowincjonalne w Królewcu domagały się, by w każdej szkole przeznaczyć jedną godzinę, a gdzie to było możliwe dwie lub więcej, na zaznajamianie uczniów z językiem niemieckim. Problemem okazał się jednak brak nauczycieli języka niemieckiego w polskojęzycznych środowiskach mazurskich. Utworzenie w 1871 roku Rzeszy Niemieckiej, rozwój gospodarczy i modernizacja państwa sprawiły, że nasiliła się walka o język niemiecki, a raczej walka z językiem polskim. 24 lipca 1873 roku na polecenie Karla Wilhelma Georga von Horna, nadprezydenta Prus (1878-1882 r. Prus Wschodnich) ogłoszono dekret, w którym oznajmiono, że „we wszystkich przedmiotach nauczania językiem wykładowym jest niemiecki”. Wyjątkiem była religia, której do 1888 roku uczono jeszcze po polsku, choć w niektórych szkoła zaniechano tego już wcześniej, uznając, że „kto nie uczy po niemiecku także religii, ten nie jest przyjacielem ludu i ojczyzny, nie jest chrześcijaninem”.

Pomimo nacisków, rozporządzeń i zakazów język polski dominował jednak nadal w tzw. starostwach polskich na południu Mazur, m.in. w szczycieńskim, piskim i ełckim. Jak wykazał spis uczniów przeprowadzony w 1905 roku aż 83,4% uczniów powiatu piskiego podawało język polski jako rodzinny, bo w ich domach nadal tak mówiono. Nie tylko mówiono, ale dbano o jego nauczanie, czego świadectwem są znajdujące się w naszych zbiorach dwa polskie elementarze do użytku domowego, cenne, bo rzadkie eksponaty.

 

„Toruński elementarz Polski z obrazkami, zastósowany do potrzeb dzieci, uczących się w szkole tylko po niemiecku”, wydany przez Sylwestra Buszczyńskiego w Toruniu: jeden (widoczny także na dolnym zdjęciu) w 1901 roku, drugi ok. 1910. Obok podstawowe przybory szkolne.

 

Do klasy szkolnej przylega niewielka izba, w której urządziliśmy skromne mieszkanko wiejskiego nauczyciela – po mazursku rechtóra, rektóra. W filmowej adaptacji powieści Konopielka Redlińskiego w podobnej izdebce mieszkała „uczycielka”, jednak to nie powieść, czy późniejszy film, były dla nas inspiracją, ale archiwalne dokumenty i plany oraz opisy historyczne [1].

Wspierana przez państwo pruskie budowa szkół i organizowanie klas w chatach wiejskich nie rozwiązywały problemu edukacji na wsiach, zwłaszcza tych małych i biednych w Puszczy Piskiej. Wyzwaniem było ich utrzymanie. Koszty utrzymania szkół oraz nauczycieli w głównej mierze ponosiły gminy wiejskie, każda rodzina musiała płacić czesne, co często nie starczało na pokrycie wszystkich potrzeb. Poprawieniem stanu rzeczy miała być założona w 1736 roku przez Fryderyka Wilhelma fundacja „Mons pietatis” z kapitałem wynoszącym 50 tysięcy talarów przeznaczonych wprawdzie głównie na wspieranie budowy szkół w ubogich rejonach, ale odsetki z kapitału miały być przeznaczone na uposażenie nauczycieli. Aby ulżyć w niedostatkach posada nauczyciela wiejskiego związana była z różnego rodzaju przywilejami. Rechtór miał prawo do jednej chełmińskiej morgi ziemi ornej (ca. 0,56 ha), ogrodu warzywnego, drewna opałowego, a także zwyczajowo do świadczeń w naturze: otrzymywał m.in. zboże, sól, słoninę, a często obiad od gospodarza, u którego znajdowała się izba lekcyjna lub jego sąsiadów. Władze pruskie liczyły nie tylko po cichu, że znajdą sobie oni jakieś dodatkowe dochody: „Jeśli nauczyciel jest rzemieślnikiem, już może on się wyżywić, jeśli nie, zezwala się mu podczas żniw pracować przez sześć tygodni za dniówkę”.

Sytuacja materialna wiejskich szkół i nauczycieli często była jednak tragiczna, co poświadcza relacja, wizytującego Mazury pod koniec XVIII w. radcy konsystorza królewieckiego, G. E. S. Henniga: „w Szczytnie cała szkoła składała się z jednego pokoju […], gdzie musiało pomieścić się sto czterdzieścioro dzieci, a nauczyciele w Orzyszu i Białej Piskiej za swoje pensje ledwo mogli się wyżywić”.

Z archiwalnych dokumentów wiadomo, że w 1814 roku nauczyciel w mazurskiej Karpie oprócz niezbyt wysokiego wynagrodzenia pieniężnego za swoją pracę, mógł bezpłatnie mieszkać w budynku szkoły utrzymywanym przez miejscową społeczność (Schulhause, welche die Societät in Dach und Fach erhält), miał prawo użytkować morgę ziemi ornej oraz morgę ogrodu, otrzymywał bezpłatnie drewno na opał, zboże, furę siana i słomę. Miał prawo hodowania i wolnego wypasu dwóch krów, cielaka, czterech owiec i trzech świń – co wszystko zostało skrzętnie zapisane w kontrakcie. Kontrakt kontraktem, ale społeczność lokalna nie zawsze dbała o to, co było w nich zapisane, dlatego inny nauczyciel tej samej szkoły w 1835 roku notował [pisownia oryginalna]: „Skarge donosze iuż podrugi raz do Mości Pana Landtrata iako ża będący nauczyciel w Karpie natych upornych gospodarzow którzy nie chcą zboza iaki tez szkolnego kwartału [wynagrodzenia] wypłacic za rok 1834”.

 

Odtworzona skromna izdebka wiejskiego nauczyciela.

 

Urządzone przez nas mieszkanko wiejskiego nauczyciela „opowiada” o takiej właśnie historii: mała izba z małym oknem, a w niej łóżko, niewielki kredens, walizka i kufer podróżny, stolik z emaliowaną miską i dzbanem do mycia oraz liczne drobiazgi osobiste: ubrania, buty z cholewami, okulary, książki (z XIX i XX w.), flet, pakiet papierosów (Zigareten II Sorte), drewniana klatka na ptaszka, a na ścianie mapa Europy z 1917 roku oraz „luksus”: zegar szwarcwaldzki.

KRZYSZTOF A. WOROBIEC

[1] Więcej: Antoni Worobiec, Krzysztof A. Worobiec, Z dziejów szkolnictwa na ziemi piskiej, „Znad Pisy” 2004-2005 nr 13-14.

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek