HOME
Andrzej Stanisław Kowalczyk

Pół wieku pisania, pół wieku czytania

W domu, ubogim i próchniejącym, znajdowała się na prawo od wejścia biblioteka: i widok tych książek, pieczołowicie zebranych, ponumerowanych, pokatalogowanych, starannie odkurzonych, poukładanych na długich półkach aż po powałę – w tym domu, w którym nie było mebli, nie było opału, nie było nic – jeszcze zwiększał poczucie wyzwania światu, epoce, życiu, jeszcze pogłębiał wrażenie bezsensowności, jeszcze wyostrzał wrażenie zaczarowanego domostwa. Mieszkańcy domu „Kultury” odpowiadali ramom, w których się znaleźli. Żaden z nich nie był człowiekiem normalnym: wszyscy nigdy nie powinni byli znaleźć się pod jednym dachem, a znalazłszy się, nie powinni byli nigdy pod nim ze sobą wytrzymać. Jednych znałem dawno, innych wcale, sądziłem, że niektórych znałem dobrze, innych mniej. Złudzenia, złudzenia.

Wacław A. Zbyszewski, Zagubieni romantycy. Panegiryk – pamflet – próba nekrologu?

 

Drugi tom antologii* obejmuje eseistykę z lat 1959–2000. W pierwszej dekadzie tego okresu publikują wciąż autorzy, którzy drukowali w „Kulturze” od pierwszych jej numerów: Stempowski, Czapski, Mieroszewski, Bobkowski, Zbyszewski. Zasilają łamy pisma pisarze, którzy dołączyli do grona autorów miesięcznika Giedroycia w latach pięćdziesiątych: Miłosz, Jeleński, Osadczuk, Herling-Grudziński, Haupt. W latach sześćdziesiątych zamieszczają swoje teksty: Lednicki i Langnas. W kolejnej dekadziedołączają do grona autorów „Kultury” nowi emigranci: Kołakowski, Pomian, Karpiński, Skalmowski (Broński), Dobosz. Ukazują się teksty autorów krajowych: Michnika (Bartłomiej), Pomianowskiego. Po upadku komunizmu w Europie Giedroyc może liczyć na pióra polskich eseistów: Gorczyńskiej, Micińskiej, Mencwela, Kerskiego, Czyżewskiego, Wilka.

Są gleby, na których udaje się tylko owies, są gleby, na jakich rodzi się pszenica. Już przegląd autorów pierwszego i drugiego tomu Lafickiej szkoły eseju przekonuje nas, jak żyzne dla eseistyki polskiej stały się łamy paryskiego miesięcznika. Złożyło się na to wiele przyczyn. Jedna wydaje mi się szczególnie charakterystyczna: chociaż eseista manifestuje swoją autonomię, osobność, a nawet pewne osamotnienie (zob. np. Monsieur Chlewaski Stempowskiego czy Prywatna historia wolnościKarpińskiego) dąży on do nawiązania kontaktu, poznania cudzego punktu widzenia. Jego żywiołem jest rozmowa. O tradycji i współczesności nie potrafi wypowiadać się apodyktycznie, ton kaznodziei jest mu obcy. W przeciwieństwie do polityków i propagandystów nie wkłada ideologicznych okularów. Nawet w państwie totalitarnym nie traci wiary w dialogiczność kondycji człowieka, o czym świadczy twórczość Béli Hamvasa, węgierskiego eseisty, którego dwa tomy w przekładzie Teresy Worowskiej ukazały się ostatnio nakładem wydawnictwa Próby. Zresztą czy cała literatura nie jest domeną rozmowy? Różne są tylko języki, jakimi posługują się twórcy. Powieściopisarz nawiązuje kontakt z odbiorcą za pośrednictwem fabuły; czytelnik wiersza jest przekonany, że poeta zwraca się właśnie do niego; lektura eseju zakłada respektowanie wielogłosowości utworu. Jego autor żywi bowiem pokorę wobec bogactwa i głębi ludzkiego świata. Jesteśmy tu na antypodach postawy ideologicznej, której rzecznicy nigdy nie tracą wiary w moc zdawkowych formułek. Tak jakby zadaniem języka było upraszczanie rzeczywistości, a nie uświadamianie jej skomplikowania.

 

 

Ważnym wątkiem postawy eseistycznej jest hojność czy wręcz rozrzutność. Często cechy te ujawniają się również w sposobie, w jaki pisarz rozmawia. Odnotował to Wacław A. Zbyszewski w swoim eseju Zagubieni romantycy, charakteryzując styl Józefa Czapskiego: „można przyjechać do Lafitu, wyciągnąć Józia do kafejki na butelkę traminera, na jajeczniczkę fines herbes i słuchać jego improwizacji à bâtons rompus, tej perlącej się konwersacji bezinteresownej, wolnej od wszelkiej pozy, od wszelkiej kokieterii, od wszelkich względów osobistych, karierowych, interesownych. Taki wieczór z Czapskim orzeźwia, rozpogadza, każe znowu wierzyć w szlachetność duszy ludzkiej”. Ostatnie zdanie brzmi jak cytat ze szkolnej czytanki. Eseiści, mający w pamięci sceptyczny klimat Prób Montaigne’a, takich entuzjastycznych sformułowań jak „wiara w szlachetność duszy ludzkiej” na ogół unikają. Nie wykluczam, że Zbyszewski napisał to ironicznie.

Na epigraf niniejszego wstępu wybrałem fragment tekstu Zbyszewskiego z roku 1959. Tematem eseju jest „Kultura”, a przede wszystkim krąg ludzi, którym zawdzięcza ona swoje istnienie. Dziennikarzowi materia ta posłużyłaby do napisania artykułu czy reportażu, ale pod piórem Zbyszewskiego przemienia się w wielowątkowy esej o klimacie intelektualnym Europy w połowie XX wieku. Wybór, którego dokonali mieszkańcy domu przy avenue Corneille, podkreślony został przez kontrast między warunkami, w jakich żyją, a aspiracjami intelektualnymi. Materialnie powodzi im się bardzo skromnie, co jest ceną za wybór wzajemnie się dopełniających wartości: społecznych (wydawanie pisma będącego agorą polskiej emigracji) i duchowych, uniwersalnych, które symbolizuje zarówno biblioteka, jak i troska o nią, której nie szczędzą czytelnicy.

Zbyszewski wcześnie dostrzegł, że paryska „Kultura” już w latach pięćdziesiątych staje się wielkim mitem polskiej inteligencji drugiej połowy XX wieku. Oto kilka osób kierujących się rozmaitymi motywami, ale przekonanych co do wyboru kilku wspólnych wartości, zakłada w Rzymie wydawnictwo i pismo. Jałtańskie decyzje zwycięzców uczyniły ich przegranymi, od Polski odgradza ich żelazna kurtyna. Rzucają wyzwanie systemowi totalitarnemu, cenzurze, ideologii i propagandzie. Dysproporcja sił i środków nie pozostawia wątpliwości, kto wygra. A jednak pismo i wydawnictwo nie umierają śmiercią głodową z powodu braku tekstów, czytelników, pieniędzy na papier i druk. „Kultura” i Instytut Literacki uporczywie trwają, co więcej numery pisma i książki przenikają do Polski przez strzeżone kordony. Pierwszym czytelnikiem polskiego publicysty, polskiego poety i powieściopisarza nie musi być komunistyczny cenzor, ideologiczny nadzorca. Pierwszym czytelnikiem może być polski nauczyciel, student, literat. Jeżeli słowo polskie nie jest dożywotnio skazane na ideologiczną kuratelę, jeżeli potrafi uniknąć cenzorskiego przymusu, to i Polak może aspirować do wolności nie tylko w roli czytelnika zakazanych przez reżym książek. Z takim przesłaniem do kraju wystąpili mieszkańcy domu przy avenue Corneille: odważcie się być wolni na mocy własnej decyzji, nie oglądając się na mocarstwa zachodnie, na wyzwolicieli. Nawet jeżeli będzie was tylko garstka, nie bójcie się wystąpić. Dawid nie pokonałby Goliata, gdyby nie stanął z nim do pojedynku. Rzućcie wyzwanie Goliatowi! W powojennym Rzymie i na avenue Corneille w Maisons-Laffitte narodziła się strategia Dawida, którą w kraju podjęli młodzi rewizjoniści: Jacek Kuroń i Karol Modzelewski, a następnie ich wychowankowie – komandosi, bohaterowie roku 1968. Kontynuowali tę strategię założyciele KOR-u w 1976 oraz inne grupy opozycji demokratycznej.

 

*

Czytelnik drugiego tomu antologii esejów z „Kultury” spostrzeże od razu obecność utworów, które mówią o innych eseistach: o Vincenzie, Stempowskim, Miłoszu, Czapskim, Kołakowskim, Gombrowiczu, Jeleńskim, Jeanne Hersch, Orwellu. Nie są to konwencjonalne nekrologi czy wspomnienia. Określiłbym je raczej jako ostatnie spotkania z przyjaciółmi, którzy przed chwilą odeszli. Bliski człowiek, niezależnie od tego, czy żyje, czy zmarł, pozostaje dla eseisty darem i zagadką. Kim naprawdę był, nie dowiemy się nigdy, ale nie należy zaniedbać świadectwa przyjaźni czy choćby znajomości. (Tu znów można by się odwołać do Montaigne’a i jego eseju poświęconego zmarłemu przyjacielowi Étienne de La Boétie).

Tak się złożyło, że niniejszy tom zamyka esej Czesława Miłosza poświęcony Jeanne Hersch, szwajcarskiej filozofce, z którą poeta przyjaźnił się niemal przez pięćdziesiąt lat. Jej postawę życiową nazwał pobożną. Nie utożsamiając się z żadną religijną ortodoksją, nihilizmowi swojej epoki przeciwstawiała „sacrum zawarte w samym istnieniu” [1]. Kilkanaście lat wcześniej Miłosz pisał o pobożności Konstantego Jeleńskiego: „Pobożność określiłbym jako szacunek dla istnienia i radość, że rzeczy nas otaczające są, bo przecież mogłoby ich nie być” (Konstanty: polskie tło, „Kultura” 1987 nr 7/478–8/479). Talent do zawierania przyjaźni z żywymi i zmarłymi wydaje się być trwałą cechą postawy eseistycznej.

Nagrodą antologisty jest czytanie wielu tekstów, jakie wcześniej uszły jego uwagi. Ich lektura bywa przeżyciem. Jednym z esejów, które przeczytałem dopiero teraz, był tekst Anny Micińskiej o Janie Ulatowskim i jego żonie Neli Micińskiej pt. …z wielką walizką rozpaczy. O Janie Ulatowskim. Należy go czytać po lekturze utworów Ulatowskiego zamieszczonych w tomie pierwszym Lafickiej szkoły eseju. Ukazują go one jako eseistę, krytyka, znawcę sztuki, czytelnika. Anna Micińska z właściwą sobie dyskrecją i empatią opowiada o życiu codziennym swoich wujostwa na emigracji we Francji i w Belgii, a zwłaszcza o ostatnich latach, które niezależnie od miejsca są zawsze trudne i samotne. Jak afirmować istnienie, które nieuchronnie zmierza ku cierpieniu, samotności, śmierci? Nie ma na to pytanie uniwersalnej odpowiedzi. Nie znajdziecie jej w żadnym eseju, w żadnym opowiadaniu, a nawet w wierszu. Ale bez tych świadectw egzystencji, bez opowieści o podróżach do miejsc bliskich, do miejsc najodleglejszych, bez zapisów rozmów we wszystkich językach świata, nawet zadanie pytania byłoby niemożliwe.

ANDRZEJ STANISŁAW KOWALCZYK

Wstęp do tomu: „Laficka szkoła eseju. Tom drugi 1947-1959”. Wybrał i wstępem opatrzył Andrzej Stanisław Kowalczyk. Lublin– Paryż, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, 2025. Aby kupić proszę kliknąć tutaj

Laficka szkoła eseju. Tom pierwszy 1959-2000. Wybrał i wstępem opatrzył Andrzej Stanisław Kowalczyk. Lublin– Paryż, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, 2024.

[1] Trudno nie zacytować fragmentu wiersza Miłosza Czego nauczyłem się od Jeanne Hersch? korespondującego z esejem: „4. Że prawdomówność jest dowodem miłości, a po kłamstwie poznaje się niewolę. / 5. Że właściwą postawą wobec istnienia jest szacunek, należy więc unikać towarzystwa osób, które poniżają istnienie swoim sarkazmem i pochwalają nicość. / 6. Że choćby nas oskarżano o arogancję, w życiu umysłowym obowiązuje zasada ścisłej hierarchii. […] / 8. Że w hierarchii ludzkich czynności sztuka stoi wyżej niż filozofia, ale zła filozofia może zepsuć sztukę”.

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek