HOME
Krzysztof Bielawski

Epistolariusz biblioteczny – listy do Hajduka (IV)

Kraków, 6.12.2025

Drogi Jacku,

Przeczytałem listę 65 nazwisk na pewnej mapie z roku 1930. Wiem, to jeszcze gorzej niż 13 wersów Odysei, ale nie mogę się powstrzymać przed napisaniem do Ciebie krótkiej notki, ponieważ obrazuje ona moją chomikowatość, o której pisaliśmy, a może dzięki temu rozpocznie się we mnie jakiś terapeutyczny proces dechomicyzacji lub choćby redukcji ze stanu superchomika do chomika zwykłego, niewynaturzonego.

Otóż od tygodni rozpaczliwie poszukuję kilku kartek w morzu zachomikowanych teczek i wycinków (nie znalazłem jeszcze) i przy okazji wpadłem na rozpadającą się teczkę z krzywym, podkreślonym napisem kapitalikami „MAPY”. Zupełnie nie pamiętam, skąd ją mam, jak trafiła tutaj na półkę, zupełnie nie pamiętam nawet, żebym ją kiedykolwiek oglądał. Jest to pokaźny zbiór głównie niemieckich map sprzed wojny, najpewniej wyrwanych – co za barbarzyństwo! – z niemieckiego Leksykonu, o czym mówią adnotacje w prawym dolnym rogu części z nich: „Meyers Konv. Lexikon, 5 Aufl.”, co musi odnosić się do piątego wydania największej niemieckiej encyklopedii Meyers Konversations-Lexicon, wydawanego w siedemnastu tomach w latach 1893-1897.

 

Tomy czwartej edycji „Meyers Konversations-Lexicon” (1885-1890), zdjęcie z domeny publicznej © Wikipedia.

 

Nie mam pojęcia, kto mógł te mapy z leksykonu brutalnie powyrywać, ale obawiam się, że jedyne tropy prowadzą do mojego taty… Są tam mapy wielu miast europejskich od Hamburga i Berlina po Ateny i Konstantynopol. Oprócz tego są w tej teczce przedwojenne mapy Bydgoszczy i okolic Bydgoszczy, zwłaszcza Chojnic i Człuchowa aż po Kaszuby – na jednej z nich widać nawet kawałek jeziora Skąpego w okolicy Wiela, jedynego jeziora, w którym niekiedy łowię ryby, ale ponieważ nazwa jeziora zdaje się jakoś zobowiązywać, zwykle sprowadza się to do stania godzinami w wodzie i zdumionego stuporu: czy to naprawdę możliwe, że jest jeszcze miejsce, gdzie nie ma pomostów, domków, plaż i grillowisk?

 

 

Osobną grupę tworzą w tej teczce mapy historyczne związane ze starożytnością i basenem Morza Śródziemnego – cesarstwo rzymskie na mapie z Książnicy-Atlasu z roku 1938, „die Reisen des Apostels Paulus” (bez daty, za to ze zdumiewającym dopiskiem na marginesie, chyba ręką taty, „Krzyżu św. nade wszystko”), czy mapa Palestyny z „der Zeit Luthers” z krzywym dopiskiem powyżej – na pewno nie ręka taty – „za czasów Lutra”.

 

 

No i jest tam również mapa Grecji starożytnej z epoki wojen perskich z roku 1930. Poszarpana, pozaginana i posklejana – w końcu za chwilę będzie już stulatką. No i na tej mapie, na jej szerokich marginesach znajdują się cztery kolumny nazwisk, wpisanych ołówkiem lub długopisem i ponumerowanych – jest tam na lewym marginesie kolumna nr II, a poniżej numer I, na prawym kolumny III i VII, a w środku jedna bez numeru, razem 65 ponumerowanych wersów z nazwiskami, z których część się powtarza. Między kolumną bez numeru, a kolumną VII widnieje pochylony napis „Cheroneja”. Przy części nazwisk w kolumnach na prawym marginesie dopisane są różne znaki: plusy, minusy, pytajniki lub cyfry od 2 do 4, a raz – przy Jankowskim albo „3x”, albo „3+”. Czy są to oceny? Niektóre nazwiska powtarzają się w dwóch kolumnach. W środkowej kolumnie prawego marginesu, tej bez numeru, można znaleźć nazwiska, które pojawiają się także w kolumnach III i VII (Wawrzon, Kuhn, Gierszewski), nazwisko Chałka otwiera kolumny III i VII, Mikołajski jest w I, III i tej bez numeru, Olkiewicz i Błaszak w I i nienumerowanej itd. Wszystkie nazwiska są męskie. No i pierwszą kolumnę na lewym marginesie otwiera nazwisko „Bielawski”. Jako żywo chyba musi chodzić o mojego tatę. I najpewniej cała teczka była skarbem z dzieciństwa strzeżonym przez naszego ojca i zapowiadającym jego historyczne zainteresowania, widoczne do dzisiaj w zachowanej – częściowo i chyba tylko dzięki mojej skłonności do chomikowania – bibliotece. Kim są osoby zgrupowane w pięciu kolumnach na marginesie mapy?

Dziwny ten spis. Czy może to być skład jednej męskiej szkolnej klasy? Może raczej uczestników jakiegoś koła zainteresowań historycznych? Czy ja wiem w ogóle, do jakiej szkoły zaraz po wojnie chodził nasz tata? Nie, nie wiem i nie pamiętam, ale szczęśliwie badał to i zapisał mój brat Maciej, który po śmierci taty porządkował i opisywał jego archiwum. Wynika z niego, że zaraz po wojnie, w maju 1946 roku ojciec znalazł się w Bydgoszczy, wysiadłszy z rodzicami i siostrą z wagonu z transportem wysiedleńców z Wilna przewożonych na zachód; z archiwalnych dokumentów zdaje się wynikać, że docelowo mieli być deportowani do Poznania – nie wiadomo dlaczego wysiedli w Bydgoszczy. Ojciec, urodzony 21 stycznia 1934 roku, wprawdzie rozpoczął naukę jeszcze w wojennym Wilnie w 1941, gdzie uczył się po litewsku jako Stepanos Bielauskas i uczył się marnie. Już w Bydgoszczy, tata chodził do Szkoły Podstawowej numer 5, imienia św. Jana na ulicy nomen omen Świętojańskiej. Nie wiadomo, jak się ta edukacja sumowała, ponieważ już po dwóch latach w polskiej podstawówce tata podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym numer I przy placu Wolności (1948-1952), tym samym, które prawie 30 lat później ukończył mój brat. Kiedy i po co ojciec zaczął zbierać te mapy? W podstawówce? Jeszcze w Wilnie? Czy dopiero w liceum? Gdziekolwiek by to było, pozostaje pytanie, skąd zdołał je pozyskać? Czy rzeczywiście osobiście wydzierał je z niemieckiego leksykonu? Jeśli tak, to gdzie miał do niego dostęp i to taki, który pozwoliłby na takie barbarzyńskie praktyki? W tej chwili musi to pozostać tajemnicą i zagadką, a w przyszłości może stać się kanwą jakiejś opowieści, kto wie.

 

 

Wracając do tej mapy z nazwiskami: na jej drugiej stronie jest jeszcze kilka dopisków: „Półbogowie greccy. Co wiem o każdym z nich” (niechybnie ręką taty), „sobota 5 lekcja zajęcia pratyczne” (bez „k”, ręką inną niż tatowa) oraz szkic trzech stylów kolumn greckich, co wygląda na pospiesznie czynione notatki podczas lekcji czy zaraz po nich.

No i tak właśnie wygląda moje chomikowanie.

Przyszło mi na myśl, że może powinienem poprawić pierwsze, focjuszowe, zdanie tego listu na: „Przeczytałem kilkadziesiąt map z archiwalnej teczki mojego taty oraz niedokończoną i niewydaną książkę mojego brata pt. Rodzinna Bydgoszcz (rozdział pierwszy)”. Może to brzmi lepiej? No i przecież mapy też się „czyta”, prawda?

Ściskam mocno,

K.

 

Drogi Krzysztofie,

Przeczytałem Twój list i listę nazwisk na jednej z dołączonych do niego fotografii – ja niestety swoich krewnych tam nie odnajduję…

Ta miniaturka to absolutnie wspaniała rzecz! I już teraz wyjawiam coś, co skrywam w sercu od lat: jeżeli kiedykolwiek napiszę jakiegoś swojego Stonera – to jest swoją powieść współczesną o intelektualiście-klasyku-akademiku – to pierwowzorem bohatera głównego będziesz Ty; na pewno nie ja sam. Twoje małe śledztwo po raz kolejny uświadamia mi nie tylko marność i nijakość moich kronik rodzinnych, ale też fenomenalną Twoją umiejętność introspekcji (może w ogóle moja książka o Tobie nigdy nie będzie potrzebna, bo z tych listów ułoży się Bielawski jeśli nie „pełny”, bo to nigdy nie jest możliwe, ale „bogaty” na tyle, że inne zbliżenia będą wtórne i niepotrzebne?…). Jakkolwiek nazwiemy ten proces: psychoanalizą, dechomikizacją czy autobiografią na cztery ręce, ryba wzięła! (Co piszę a propos także Twojej wzmianki o „kawałku jeziora Skąpego w okolicy Wiela, jedynego jeziora, w którym niekiedy łowię ryby”. No niech mnie! Nie dość że drwal, pszczelarz i góral… to jeszcze ryby łowi w Borach Tucholskich! Odsłaniaj się dalej, proszę!).

Ale wrócę do Bielawskiego-detektywa. Twoje poszukiwania całkiem na serio są frapujące, a ich efekt zachwyca. W dwojakim rozumieniu: raz, że – zdaje się – istotnie odnajdujesz jakieś wyrwane kartki z życia swego ojca (i brata przy okazji); dwa – bo pokazujesz „recepcję antyku” taką, jakiejś się domagam (a badacze tego zjawiska patrzą na mnie z dezorientacją)! To jest: tę W ŻYCIU, ŻYCIEM, DLA ŻYCIA. (Jak wiesz, moim największym sukcesem naukowym jest przepchnięcie jako książki habilitacyjnej opowieści o PRZEŻYWANIU Homera…). Wczytuj się tak w swoje dzieje i pisz mi o tym! To jest modelowa mikrohistoria, a przy tym świadectwo jakoś poruszające…

Nie tylko ja przeczytałem ten list, ale też… Google Notebook; narzędzie, które postanowiłem przetestować na tekście, nad którym akurat myślałem. Padło na Twój list o mapach. Nie wiem jeszcze, co o efekcie myśleć: jestem zdezorientowany. Notebook po kilku chwilach „generowania odpowiedzi” wypluł niespełna 20-minutowy odcinek podcastu, w którym dwie osoby (?!)… rozmawiają o Twoim liście!

Weszliśmy, oczywiście, w fazę, kiedy AI i to, co potrafi, nie może już dziwić, a jednak czuję się z tym niekomfortowo: rozmówcy brzmią jak żywi i rozmawiają… jak… ludzie. Nie „halucynują”, nie „zmyślają”, nie „dopowiadają”. Po prostu prowadzą sensowną, ciekawą i kompetentną rozmowę o tym, co do mnie napisałeś. I do tego – jak reklamowane jest to narzędzie – „językiem przystępnym”. Czy tak wyglądać będzie np. nauka do egzaminów z literatury? Myślę, że już tak wygląda – o ile tylko studenci mają PDF-y książek, a mają… „Po co czytać, skoro…?”.

Ten czas już nadszedł i walczyć z wiatrakami nie ma co. Zawsze więcej po ziemi chodziło takich, co wybierali skróty niż tych, co pchali się w chaszcze i utrudniali sobie drogę. Nie ma w tym zresztą nic złego: nikt dziś nie podróżuje drezyną, nie wysyła wiadomości telegrafem i ręcznie nie kopiuje książek…

Ale w zestawieniu z Twoim szperactwem, chomikowaniem (wyblakłych pewnie nieraz) notatek i szpargałów (które są świadkami spraw dawno minionych) to, czego świt niewątpliwie obserwujemy – przyznasz – jawi się wyjątkowo jaskrawo! Nie chodzi mi o to, że jesteś (ba, jesteśmy!) z epoki już minionej – to jasne. Jak pisał Schopenhauer: „Na korytarzu za drzwiami już słychać kroki tych, którzy będą nieśli twoją trumnę”. Myślę o tym, jak bardzo musi zmienić się humanistyka, by przetrwać jako humanistyka. Jak bardzo nieakademiccy musimy odtąd być w tym, co robimy! Jak bardzo inaczej musimy teraz myśleć, by nie zniknąć bez śladu w brzuszysku cyfrowego potwora!

Paradoksalnie: będzie to powrót do korzeni myślenia.

Jeszcze dekadę temu moje książki „objeżdżano” za ich „subiektywizm”; nie zdziwię się, jeśli za kolejną dekadę (albo szybciej!) – wszystkich „pracowników naukowych” obowiązywać będą wytyczne, jak subiektywizować pisanie, by zasłużyć na punkty. Jest też scenariusz czarny: akademia będzie brnęła dalej w fikcję „obiektywizmu”, „naukowości” i „akrybii” w humanistyce i tajemnicą poliszynela będzie, że „publikacje naukowe” piszą, tłumaczą, recenzują, czytają i przetwarzają już tylko boty AI.

Ale może ma ten czarny scenariusz swoje zalety także i dla nas – nie tylko nas-humanistów, ale konkretnie nas dwóch? Wyobraź sobie np., że Bielawski-bot i Hajduk-bot korespondować będą ze sobą spokojnie za sto i pięćset, i tysiąc lat… Miłe. Czy nie byłoby to jakimś pocieszeniem?

Pozdrawiam (póki co ja-realny) (póki co Ciebie-realnego)

J.

Do katalogu:

Philip K. Dick, Ubik. Tum. M. Ronikier, Poznań 1975 (i późniejsze).

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek