Sonet dwunasty cyklu drugiego: „pragnij przemiany” (sonet zwrotny) [*]
Walczącym o istotne trwanie
Gdy piszę w tytule próby interpretacyjnej: „pragnij przemiany”, przytaczam w najbardziej adekwatnym (Andrzeja Lama) spolszczeniu inwokację sonetu orfickiego, dwunastego z partii drugiej. Tak, to inwokacja, choć nie wieńczy jej znak wykrzyknienia i można by ją wziąć zaledwie za apostrofę. Jej moc imperatywna przesądza jednak o sile zawołania. W oryginale: „Wolle die Wandlung”, także z wyraźną aliteracją inicjalną, wzmacnianą instrumentacją dźwiękową (głoski „w”, „d” i „l”) całego wezwania. Przekłady inne: „Pragnij metamorfozy” (Jastrun), „Wybieraj przemianę” (Antochewicz), a szczególnie „Zmieniaj, przemieniaj się” (Pomorski) nie oddają poetyckiej mocy tej inwokacji, przepięknie dopełnianej w pośredniówkowej cząstce incipitu ognistą [2] zachętą: „O sei für die Flamme begeistert” (dosłownie: „O bądź zachwycony/a płomieniem”) [3].
Gdy piszę „sonet zwrotny”, chciałabym podkreślić to sprzężenie właśnie, apostroficzno-inwokacyjnego inicjału wiersza z jego przesłaniem o istotności punktu zwrotnego, także jako – paradoksalnie – tego, co utrwala trwanie: Rilke pisze ten sonet o przemianie zarówno tautologiami, jak i przeciwstawieniami, odwołuje się jadnako do Owidiuszowych Metamorfoz (I, 452-567), jak też do kondycji ludzkiej w jej wymiarze uniwersalnym: wszędzie i zawsze podobnej. Sztafaż mitologiczny jest delikatny, czyniony mimochodem; znawcy poezji Rilkego wskazują w komentarzach filologicznych na odniesienia do postaci nimf Dafne i – mniej znanej – Byblis [4]. Arcyciekawą jawi się strofa wygłosowa, gdzie „przestrzeń szczęśliwa” okazuje się „dzieckiem lub wnukiem rozstania”, „idącym przez nią w zdumieniu”, zaś Dafne w trakcie metamorfozy, gdy rozpoznaje siebie już jako laurową, chce by ścigający ją Apollo przemienił się w wiatr [5]: bo głęboka metamorfoza to także symetria przekształceń, ich harmonia, ich konsekwencja. (Wydaje się też owo niespełna dwuwersowe zdanie, wieńczące sonet, jednym z największych wyzwań translatorskich: Dafne, która „czuje laurowość”, „laurowieje”, pochwycona w momencie, „odkąd jest laurem” – jaka formuła najadekwatniej oddaje Rilkeańskie „seit sie lorbeeren fühlt”? [6]).

To jeden z najpiękniejszych i najtrudniejszych sonetów. Już incipit, jak słyszymy, oszałamia. I już incipit pęka – zapowiada kolejną tekstową odsłonę wielkiego Rilkeańskiego tematu metamorfozy, czy też jak to ujęłam w pisanym niegdyś szkicu: „metamorfozy jako metanoi” [7]. Jeśli przemiana, to także ta będąca największą w kulturze europejskiej tajemnicą /Tajemnicą, czyli transmutacja, przemiana chleba w ciało i wina w krew, zapowiedź Chrystusowej śmierci jako pokonania wszelkiej śmierci, przemiany gruntownej, fundamentalnej, przemiany samego ludzkiego myślenia o śmierci. Być może stąd właśnie tautologie i paradoksy w sonecie dwunastym – obecne w widocznym nadmiarze – poeta zbliżył się bowiem do granicy wyrażalnego. Dlatego zapisuje on – w błysku, w epifanii, w olśnieniu – to, co w innych językach można oddać jedynie parafrazą narracyjną. Dlatego domyka wiersz asocjacyjnym wygłosem – nie o renarrację czy reinterpretację mitu z Metamorfoz Owidiusza – tu chodzi. Rzecz dotyczy przemiany większej, być może – największej – tej, która pozwala człowiekowi trwać w przekształceniach, trwać – dzięki metamorfozie. Jednocześnie Rilke, tworząc własne teksty poetyckie jako tkaninę (tak właśnie – kobieco – autor Sonetów do Orfeusza postrzegał domenę poezji: jako fundamentalne żeńskie doświadczenie przyjmowania i rodzenia), czynił coś istotnie nowego, budował własną duchowość autonomiczną [8], inną niż istniejące konfesje, odmienną od chrześcijaństwa (mimo iż twórcze przeżycie chrystianizmu jest tu, oczywiście, punktem wyjścia).
Mam ogromny kłopot ze spolszczeniami tego sonetu i nie widzę w tym szczególnej „winy” tłumaczy (chyba że przekraczają granicę ekwiwalencji ku tak swobodnej parafrazie, że trudno podążać za sensem). Sonet ten to nie tylko crux interpretum, dla tych, którzy próbują go przeczytać, pojąć, dociec jego głębokiego sensu, lecz także ogromne, graniczne wyzwanie dla tłumaczy. Kolejno próbowali przekładać (zresztą – przecież – tłumacze to pierwsi, jacy próbują pojąć i objąć domeną innego języka tekst oryginalny):

Jastrun:
Pragnij metamorfozy. O, zachwyć się płomieniem,
gdzie umyka ci rzecz, co się pyszni z przemiennej natury;
ten kształtujący duch, trudzący się nad istnieniem,
kocha jedynie punkt zwrotny we wzlocie figury.
Już formą zdrętwienia jest to, co się w trwaniu utrwala;
czyż się bezpiecznie czuje w lęku wątłego opiece?
Czekaj, ta moc najtwardsza zdrętwiałość ostrzega z dala.
Biada: zamierza się młot nieobecny!
Kto się jak światło rozlewa, tego poznaje poznanie;
i w zachwycie prowadzi go przez pogodę stworzenia,
co często początkiem kończy i końcem zaczyna swój kształt.
Każde miejsce szczęśliwe jest dzieckiem lub wnukiem rozstania,
idącym przez nie w zdumieniu. I Dafne, co się przemienia,
od chwili, gdy czuje laurowość, chce, abyś zmienił się w wiatr.
Antochewicz:
Wybieraj przemianę. O, zachwycaj się płomieniem,
na którym ci rzecz się uchyla i swą przemianą chce olśnić;
ów szkicujący duch, co włada ziemskim istnieniem,
kocha w rozmachu figury jedynie punkt zwrotny.
Co się zamyka w Trwaniu, jest już niestety martwe;
czyżby się czuło bezpiecznie pod pieczą wątłej szarości?
Czekaj, Najtwardsze ostrzega już z dala to Twarde.
Biada – : młot nieobecny już do zamachu się wznosi!
Kto się jak źródło rozlewa, tego poznaje poznanie;
i zachwycone go wiedzie poprzez pogodnie Stwarzane,
co często początkiem kończy i końcem zaczyna. Zaś
każda szczęśliwa przestrzeń jest dzieckiem lub wnukiem rozstania,
przez którą idziemy zdumieni. A Dafne przeobrażana
chce, odkąd się czuje zwieńczona, abyś przemienił się w wiatr.
Pomorski:
Zmieniaj, przemieniaj się. Płomień naśladuj w zachwycie,
ten, co umyka ci rzeczy, triumfującej w przemianie;
formy szkicując wzlot duch, wyższy nad ziemskie życie,
w zmiennej jak on perspektywie ruchu ma upodobanie.
Jest już zastygłe, cokolwiek kształt swój utrwala;
czyż niepozorna szarzyzna ustrzeże go? Biada – :
hartowanemu hartowne przestrogę śle z dala.
Wnet odistoczy je młot, co nań spada!
Kto jako źródło zaś płynny, ten poznania nie szuka:
ono go wiedzie w olśnieniu skroś radość stworzenia,
co w początku ma kres, a u kresu początek.
W błogim punkcie przestrzeni rozstanie ma syna czy wnuka,
co go stronią zdumieni. Ciebie chce w wiatr dla jej prątek
w swym laurowieniu obrócić Dafne, gdy postać odmienia.
Lam:
Pragnij przemiany. O zachwyć się śmiało płomieniem,
w którym umyka ci rzecz rozbłysła w metamorfozie;
ów duch projektujący, kształtujący co ziemskie,
lubi w ruchu figury punkt, który zmienia ją w zwrocie.
Co się w trwaniu zamyka, to kostnieniu podlega;
czy pod strażą szarzyzny pewniejsze być się sądzi?
Uważaj: to, co twardsze, z dala co twarde ostrzega.
Biada – ; młot nieobecny się wznosi!
Kto się jak źródło rozlewa, tego poznanie poznaje;
wiedzie go w zachwyceniu przez stworzenia pogody,
które się często zamyka w początku, zaczyna się w kresie.
Każda przestrzeń szczęśliwa jest dzieckiem lub wnukiem rozłąki.
Idą przez nią zdumieni. A przemieniona Dafne
Pragnie, odkąd jest laurem, byś ty przemieniał się w wietrze.
Trwanie, które jest przemianą, nie stagnacją, nie stężeniem, pozostaje istotą życia. I istotą pracy poetyckiej Rilkego. Hans Carossa nie bez powodu pisał w Führung und Geleit: „Rilke sprach von der Dichtung immer nur wie von einem Handwerk, als wäre die Bemühung alles, die Eingebung nichts” [9]. Sam poeta już we wczesnej korespondencji (z lat 1902-1906), na długo przed napisaniem obydwu wielkich cykli, Elegii duinejskich i Sonetów do Orfeusza, miał bardzo jasną samoświadomość: „…In einem Gedicht, das mir gelingt, ist viel mehr Wirklichkeit, als in jeder Beziehung oder Zuneigung, die ich fühle“ [10] i jeszcze: „Ich habe Geduld für Jahrhunderte in mir und will leben, als wäre meine Zeit sehr groß” [11].
Rilke, uczeń Cézanne’a i Rodina, zawsze wybierał metamorfozę przeciw stężeniu, stawanie się (zarówno człowieka, jak i boga) jako przemianę przeciw wegetacji i inercji, przeciw śmierci samej – wybierał przemianę w życiu i w pisaniu. Tak pojmował trwanie. Przemożna siła nagłego natchnienia, dar graniczny wobec wolnej woli, spotyka się tu z rzemiosłem najwyższego kunsztu, wieloma latami snycerskiej pracy. Dlatego poeta nie czyni adresatem cyklu z Muzot ani Apollona (choć w czytanym tu sonecie pojawia się on dzięki odwołaniu do mitu), ani Dionizosa, ani Chrystusa nawet – lecz Orfeusza właśnie. Rilke schodzi w głąb trwania, szuka jego istoty, czyli życiodajnej przemiany (Orfeusz schodzi po Eurydykę, do krainy śmierci [12], by przywieść ją z powrotem do życia) – a to jest z ducha orfickie. Poeta orficki pisze Sonety do Orfeusza. List do mistrza najważniejszych misteriów. To więcej niż tautologia. To kwintesencja tego cyklu. To – być może w ogóle – samo sedno Rilkeańskiej poezji.
KATARZYNA KUCZYŃSKA-KOSCHANY
[1] Napisany między 15 a 17 lutego 1922 roku w Muzot; pierwodruk: „Das Inselschiff” (Leipzig) Jg. 3 (1921/1922), H. 6: August 1922, s. 245.
[2] Rilke urodził się 4 grudnia 1875 roku w Pradze, pod znakiem Strzelca, przynależnego zodiakalnie do trygonu ognistego (wraz z Baranem i Lwem).
[3] Co polscy tłumacze przekładają: „O, zachwyć się płomieniem” (Jastrun), „O, zachwycaj się płomieniem” (Antochewicz), „Płomień naśladuj w zachwycie” (Pomorski), „O zachwyć się śmiało płomieniem” (Lam).
[4] To historia niejako odwrotna: brat Kaunos, którego nimfa Byblis pokochała miłością kazirodczą, przerażony jej wyznaniem, ucieka z rodzinnego Miletu i zakłada w Karii miasto, nazwane swym imieniem. O samej nimfie pisze nieoceniony Pierre Grimal (Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, wyd. II, red. naukowy Jerzy Łanowski, Ossolineum, Wrocław 1990, s. 56, s. v. „Byblis”; hasło w przekładzie Marii Bronarskiej): „Zrozpaczona Byblis oszalała i tułała się po całej Azji Mniejszej. W momencie, gdy miała już rzucić się ze skały i tak zakończyć dni swego żywota i męki, nimfy, zdjęte współczuciem, zamieniły ją w źródło niewyczerpane, jak nieustanne łzy dziewczyny”. Podaje też francuski znawca antycznych mitów inną wersję: „Temu mitowi przeciwstawia się inny, w którym to Kaunos zapałał miłością występną do siostry i z tego powodu opuścił dom rodzicielski, a wtedy Byblis powiesiła się”. Na pamiątkę nieszczęsnej nimfy nazwano miasta Byblis w Karii i Byblos w Fenicji.
[5] Przypomnijmy: Kupidyn trafia Apollona strzałą jednego rodzaju, a Dafne – innego. Tak to zapisano w Metamorfozach (przytaczam w przekładzie Anny Kamieńskiej): „Natychmiast wyjął ze swego kołczanu dwie strzały, każda innego dokonuje dzieła: jedna odpędza, druga wznieca miłość. Ta, co wznieca, jak złota, ostrym grotem błyszczy, ta zaś, która odpędza miłość – tępo zakończona, obciążona ołowiem. Strzałą z ołowiu trafia bożek nimfę, córkę Peneja, tą drugą – kość Apollina przeszywa do szpiku. On natychmiast kocha, ona unika miłości” (Owidiusz, Metamorfozy, przeł. Anna Kamieńska i Stanisław Stabryła, oprac. Stanisław Stabryła, wyd. drugie zmienione, Ossolineum, Wrocław 1995, s. 22-23). A tak wyobraził sobie rzymski poeta, którego czytał Rilke, samą przemianę (Dafne stoi nad brzegiem Penejosa, swego rzecznego ojca):
„- Ojcze, ratuj, jeśli jesteś bogiem. Albo rozstąp się, Ziemio, albo zabierz moją piękność, przemień postać.
Zaledwie to wyrzekła, dziwne odrętwienie wiąże jej ciało: miękką pierś obleka cienka kora, włosy przechodzą w liście, ramiona w gałęzie. Stopę, tak lekką dotąd, pętają twarde korzenie. Z czoła wystrzela wierzchołek, ale wdzięk jeszcze pozostał. Jeszcze ją kocha Febus. Kładzie rękę na pniu i czuje, jak pod świeżą korą drży jej serce. Obejmuje gałęzie jak żywe ciało ramionami, całuje drewno, ale drewno jeszcze odpycha pocałunki.
– Jeżeli nie możesz być żoną – rzecze bóg – bądź chociaż moim drzewem. Zawsze będziesz ozdabiać, o drzewo laurowe, moje włosy, lirę, mój łuk. Ciebie otrzymywać będą w darze wodzowie Lacjum, gdy wśród głosów tryumfu wstępować będą na Kapitol. Ty staniesz przed pałacem Augusta – straż najwierniejsza, równie jak dąb czczona” (tamże, s. 25-26).
Jak widać, to Rilke przyjmuje punkt widzenia Dafne, jej potrzebę symetrycznej przemiany: nimfy w laur, boga – w wiatr; Owidiusz bierze stronę boga – to jemu przemiana ma przypominać o miłości, ma pozostać jako swego rodzaju zadośćuczynienie za ucieczkę-metamorfozę.
[6] Każdej osobie studiującej literaturę polską przypominają się natychmiast asocjacyjnie dwie formuły: tytułowa Dafnis w drzewo bobkowe przemieniła się (1702) Samuela ze Skrzypny Twardowskiego oraz słynne słowa skrzydlate z wiersza Klaskaniem mając obrzękłe prawice (1858) Cypriana Norwida „laurowo i ciemno”. Przemiana, jeśli nie jest istotna i radykalna, otwiera jedynie ciemny horyzont skostnienia, drętwoty.
[7] Katarzyna Kuczyńska-Koschany, Metamorfoza jako „metanoja”. „Polonistyka” 2008 nr 7, s. 26-29.
[8] Pisałam o tym obszerniej w szkicu, odnoszącym się do bliźniaczego cyklu Duineser Elegien; por. Katarzyna Kuczyńska-Koschany, Poezja jako duchowość autonomiczna. O „Elegiach duinejskich” Rainera Marii Rilkego, w: Fenomen duchowości, red. naukowa Anna Grzegorczyk, Jacek Sójka, Rafał Koschany, Poznań, WN UAM, 2006, s. 183-192.
[9] W przekładzie: „Rilke zawsze mówił o poezji tylko jako o rzemiośle, jakby wysiłek był wszystkim, a inspiracja – niczym”.
[10] W przekładzie: „W wierszu, który mi się udaje, jest o wiele więcej rzeczywistości, niż w jakiejkolwiek relacji lub skłonności, jakie odczuwam”.
[11] W przekładzie: „Mam w sobie cierpliwość na stulecia i chcę żyć tak, jakby mój czas miał być bardzo długi (dosłownie: duży, wielki)” – Rilke często używał określenia „groß” do czasu w sensie metaforycznym, np. w odniesieniu do lata (jako pory roku). Wszystkie cytaty za: Alfred Schütze, Rainer Maria Rilke. Ein Wissender des Herzens, Verlag Urachhaus, Stuttgart 1938, s. 22-23.
[12] Pisałam o tym osobno. Zob. Katarzyna Kuczyńska-Koschany, Bez Eurydyki. Rilke, Herbert, Miłosz wobec mitu miłosnej żałoby. „Zeszyty Literackie” nr 83, lato 2003, s. 197-202.