HOME
Przemysław Pawlak

Najparadniejszy fryzjer XIX-wiecznej Warszawy (II)

 

Zdarzało się panu Klemensowi trafiać na karty literatury. W eksperymentalnej Powieści zlepianej, której autorami byli Józef Bogdan Dziekoński i Józef Aleksander Miniszewski, pani Agata pisze w liście: „‎do‎ ‎właścicielki‎ ‎magazynu‎ ‎strojów‎ ‎przy‎ ‎ulicy‎ ‎Miodowej,‎ ‎o‎ ‎suknię‎ ‎żółtą w‎ ‎białe‎ ‎aksamitne‎ ‎kwiaty‎ ‎z[e]‎ ‎złotą‎ ‎blondyną‎ ‎u‎ ‎gorsu, beret‎ ‎z‎ ‎tkanki‎ ‎złotej‎ ‎z‎ woalem‎, ‎jak‎ ‎przyzwoitość‎ ‎każe do‎ ‎ślubu,‎ ‎a‎ ‎Kraciński‎ ‎miał‎ ‎przysłać‎ ‎pachnideł,‎ ‎bielidła i‎ ‎różu” [1]. Czy przysłał? Ciekawych zakończenia tej historii odsyłam do cyfrowych bibliotek.

Józef Symeon Bogucki, skandalizujący portrecista warszawskiej ulicy, wspomniał o słynnym fryzjerze w jednym ze swoich szkiców obyczajowych, Amfiteatrze serc (przy okazji czule zdrabniając partykułę „dopiero”):

 

[…] niejeden z tych paniczów, który z konwulsyjnym oddechem i rozrzuconymi włosami wpadł pod opiekę żelazka Kracińskiego lub innego dekoratora głów warszawskich danych, dopieroteńko dostał gdzieś na schodach bambusową od męża rezolucję i, skończywszy zaledwie toaletę, poszedł jeszcze drugimi schodami apelować do tegoż domu kary i poprawy, aby tam jeszcze bez sesji oberwał kilka mioteł jako stanowczą odpowiedź na miłosne do pani zapytanie [2].

 

Po ćwierćwieczu działania przy ulicy Miodowej, w 1855 roku małżonkowie przeprowadzili swoje przedsiębiorstwa – zarówno Zakład Perukarski, Salon Strzyżenia i Fryzowania, jak i Magazyn Sukien Damskich i Ubiorków Dziecinnych – do pałacu Andrzeja hrabiego Zamoyskiego, na początek Nowego Światu, vis-à-vis pomnika Kopernika i Głównego Kantoru Loterii. W nowej, przestronnej lokalizacji przewidziano więcej miejsca na rozmaitych rozmiarów grzebienie, trwałe szczotki, niezawodne mydła i pachnidła, na wody różane nadające twarzom delikatność i pomady zachowującej czystość skóry, na środki do farbowania i nadawania włosom połysku, wreszcie na zapas modnego płynu Bandolina, używanego do ich prostowania [3].

W latach poprzedzających powstanie styczniowe na pierwszy plan w działalności Kracińskiego wysunęła się sprzedaż kosmetyków, perfum i wyrobów perukarskich. W prasie ukazywały się – prawdopodobnie zamawiane przez samego wynalazcę – peany na cześć safiryny (farby daleko tańszej i lepszej niż wszystkie inne) czy pomady wstrzymującej wypadanie włosów, niezawierającej jakichkolwiek szkodliwych składników. Doświadczony balwierz był mistrzem autopromocji. Kilka razy do roku w „Magazynie Mód” i „Kurierze Warszawskim” drukowano listy rzekomo nadsyłane do redakcji, pisane w dziwnie jednolitym stylu, lecz podpisywane różnymi inicjałami albo np. „obywatel gub. wołyńskiej S. Z…ski”, „obywatel z łęczyckiego” czy „A. Kozłowski, Obywatel z Galicji”. Czytelniczki nabierały przekonania, że klientela zakładu słynnego fryzjera i magazynu ubiorów jego żony jest tak zachwycona poziomem usług, skutecznością specyfików, paryskością loków, krojów i dodatków, że czuje się w obowiązku składać Kracińskim hołdy na łamach gazet. Anonimowi autorzy laurek zarzekali się, że nie chodzi im o zwykłą reklamę, lecz o oddanie sprawiedliwości i złożenie należnych podziękowań. Pragnęli jakoby też przestrzec innych klientów, mniej zorientowanych, przed narażaniem zdrowia i wydawaniem pieniędzy na szkodliwe lub niewydajne preparaty u konkurencji. Wykazywali się jednak nadspodziewanie szczegółową wiedzą o ofercie składu pana Klemensa i arkanach jego prowadzenia:

 

[…] pracowity i o sławę swego od tylu lat istniejącego zakładu dbały właściciel, nie poprzestając (jak się to gdzie indziej dziać zwykło) na prenumeracie dziennika mód, sam częste odbywa za granicę wycieczki i z obfitym powraca plonem.

Owocem ostatniej podróży jego są prześliczne mantille, zwane Florentine, Gabrielle, Chantilly, Longchamps, Fleurette, Séville itd., nowe fasony zarzutek i w ogóle wszystkich części stroju, tak dla dorosłych, jako też i dziatek. Salon fryzjerski wzbogacony został wszelkimi perukarskimi wyrobami, których dlatego nie wymieniamy, że nie chcemy zdradzać tajemnic… głów łysych i posiwiałych.

P. S. Obyw. z Kalisza

 

W okresach hucznych zabaw istotną pozycją w rachunku zysków stawał się wynajem kostiumów, zwłaszcza tzw. tureckich czy krakowskich, w zestawach zawierających także przebrania Starosty i Organisty. W karnawale salon czynny był przez to aż do północy! [4] Powodzeniem na redutach cieszyły się jedwabne, mantynowe, atłasowe i aksamitne domina stylizowane na stroje Mazurów, Greków, Szkotów, Hiszpanów lub muszkieterów [5]. Kraciński dobierał stosowne do lic kaszfole (peruki na sprężynach z zameczkami), dopinał szyniony (sztuczne warkocze i loki), a na wierzch greckie bukle (włosy ufryzowane w pierścienie). Podobna gorączka ogarniała stołeczne towarzystwo przed dożynkami – wtedy też przepatrywano „palisandrowe inferna szaf” – jak w swych warszawskich gawędach pisała sto lat później Janina Siwkowska:

 

Przecie i zabiegów zacnych małżonków JW Państwa Kracińskich zbraknąć nie może w ekspediowaniu powabnych Dam warszawskich na dożynkowe uroczystości do tyle uroczego Wilanowa. Tedy magazyny dwa bliźniacze wpobok siebie egzystujące, w wilią dnia owego świetnego rojem Dam są wypełnione, jako że na kaszfole, szyniony i loki zapieczone przez pana Kracińskiego, dopiero co przez Paryż Warszawie przywróconego… na fryzurowe tedy cuda owe „Lawendową Wodą” na poły z „Bandolino” skropione – trzeba koniecznie przez panią Kracińską nagotowany kapelusz morowy lub atłasowy, kapotką zwany, a zdobny w gałązki rododendrum mięszane z puklami gazowemi – nałożyć [6].

 

Niestety, po długiej i ciężkiej chorobie, w wieku 61 lat, Katarzyna Kracińska zmarła 30 marca 1858 roku. Pogrzeb na Powązkach odbył się dwa dni później [7]. W nekrologach żałowano przedwczesnej śmierci sumiennej i troskliwej ulubienicy dam warszawskich, która „najlepiej umiała pojąć i zrozumieć ich potrzeby i z najwyższą odpowiedziała im gorliwością” [8]. Jej śmierć miała się okazać kresem lat tłustych dla całej rodziny.

14 października 1861 roku na rozkaz cara Aleksandra II wprowadzono stan wojenny na terytorium Królestwa Polskiego. Chodziło przede wszystkim o opanowanie sytuacji w Warszawie, w której od miesięcy powtarzały się wielotysięczne demonstracje, procesje i masakry ludności cywilnej, pogrzeby poległych przeradzały się w kolejne manifestacje, tłumione krwawo przez wojsko rosyjskie, nawet wewnątrz świętojańskiej katedry; trwała żałoba narodowa, tygodniami nieczynne były wszystkie warszawskie kościoły katolickie, ewangelickie i synagogi. Władze zaborcze zakazały w końcu noszenia czarnych strojów i śpiewania pieśni patriotycznych. Ludność Warszawy prześcigała się w wymyślaniu nieoczywistych symboli, oznak trwania w narodowej wspólnocie i w oporze wobec caratu. Kraciński dał wtedy ogłoszenie o obniżce cen usług, „chcąc przyjść w pomoc ogółowi” [9]. Wziął też udział w kwestach na pomoc dla rodzin poległych w czasie zamieszek [10].

Po paru latach żałoby, w wieku 60 lat, młody duchem i pełen wigoru Kraciński zrezygnował z samotności i ruszył w konkury do dużo młodszych panien. W dzień Zielonych Świąt 1862 roku ponownie się ożenił, tym razem z zaledwie 32-letnią Anastazją Luterską [11]. Spytany przez prefekta o wiek, dla kurażu odjął sobie dwa lata. W połowie kwietnia następnego roku doczekał się z tego związku ostatniego dziecka – Jadwigi Teresy Magdaleny.

Od trzech miesięcy na ziemiach polskich trwała już zbrojna, żywiołowa insurekcja przeciw rosyjskiemu uciskowi, która przeszła do historii jako powstanie styczniowe. Na nieszczęście Kracińskich, 19 września 1863 roku, z inspiracji polskiego Rządu Narodowego dokonano zamachu na życie carskiego namiestnika, Fiodora Berga. Bomby na jego powóz rzucono z poddasza pałacu, w którym mieszkał i pracował pan Klemens. Generał przeżył, lecz Rosjanie w odwecie splądrowali i zdemolowali wszystkie mieszkania w kilku przylegających do siebie gmachach, zamieszkanych łącznie przez ponad 1000 osób. Wszystkich mężczyzn znajdujących się akurat w tym czasie w budynkach pojmano i wywieziono do Cytadeli. Meble, dzieła sztuki, archiwa naukowe, prywatne biblioteki, cały dobytek Bogu ducha winnych ludzi żołnierze kradli lub wyrzucali przez okna, by następnie urządzić przy Pomniku Kopernika ogromne ognisko, przez wiele godzin płomieniami sięgające prawie dachów kamienic. Samych fortepianów wyrzucono na plac podobno kilkanaście.

 

Rzeczy te starają się odkupować uczciwi ludzie, aby je zwracać poszkodowanym; ale i łotry korzystają ogromnie. Żona jednego wachmistrza od żandarmerii nakupiła za 30 rs. różnych przedmiotów, wartych niezawodnie ze trzy tysiące złp [12].

 

 

Pod pretekstem rewizji i poszukiwania wspólników zamachowca, Kozacy po sąsiedzku rabowali sejfy Lubomirskich i Potockich, profanowali okoliczne kościoły i wywozili w nieznane polskich zakonników. Aniela z Kurnatowskich Gałczyńska (teściowa Juliusza Kossaka, prababka Jadwigi Witkiewiczowej), która obserwowała dewastację z balkonu po przeciwnej stronie ulicy Świętokrzyskiej, od strony ogrodu, zanotowała w swoim pamiętniku: „W tym czasie dużo osób aresztowano, pałac Andrzeja Zamoyskiego na Nowym Świecie zburzono, ponieważ stamtąd padł strzał, od którego nikt szwanku nie poniósł. Między wyrzuconymi lokatorami była także […] siostra Chopina, zachowująca jako drogą pamiątkę fortepian, na którym brat jej grywał; otóż nawet ten fortepian był wyrzucony na pastwę wandali” [13]. Unieśmiertelnił tę chwilę w poezji Cyprian Kamil Norwid. O ograbieniu innych mieszkań, o jedwabnych sukniach sprzedawanych za rubla na ulicy przez żołdaków, o płonących na wietrze perukach i tłuczonych flakonach perfum nikt nie napisał wierszy. Jedynie krakowski „Czas” przez tydzień relacjonował gwałty spuszczonych z łańcucha Moskali:

 

O Krupeckim, kupcu, któremu zniszczono i zabrano cały znaczny majątek, wiadomo, że padł rażony apopleksją i wątpią o jego ocaleniu, żona jego będąca przy nadziei, ciężko zachorowała. […] Żołnierze i oficerowie sprzedają ciągle salopy, suknie, bieliznę, futra, łyżki srebrne, klejnoty, herbatę.

Świadkowie zamachu, choć najniewinniejsi, jeżeli nie schwycą sprawcy, poczytani będą za współwinnych i karani śmiercią, a nawet mieszkańcy domu, w którym zamach dokonany będzie lub do którego sprawca się schroni, chociażby o tym ani wiedzieli, ani świadkami byli, poczytani będą za współwinnych, oddani pod sąd wojenny, dom będzie konfiskowany i wojsku oddany [14].

 

Starzejący się fryzjer, niegdyś najparadniejszy w stolicy, stracił w tym dniu prawie wszystko [15]. Ponieważ Rosjanie skonfiskowali pałac Zamoyskiego, Kraciński musiał natychmiast znaleźć nowe lokum. Przeniósł się wraz z żoną i niemowlęciem do oficyny domu Hortensji hrabiny Małachowskiej, położonego też przy Nowym Świecie, lecz nieco dalej, za ulicą Warecką. Miał nadzieję, że to tylko tymczasowy adres. Panie z towarzystwa prowadziły tam Zakład Świętej Marty, zapewniający ubogim kobietom zatrudnienie, między innymi przy szyciu bielizny i haftowaniu. Na posesji panował zatem duży ruch, niemal wyłącznie niewieści, co miało sprzyjać uzyskiwaniu dochodów z fryzjerstwa. Gdy tylko miejsce pracy jako tako sobie urządził, Kraciński dał ogłoszenie w „Kurierze Warszawskim”. Ze względu na cenzurę stwierdził jedynie, że po przeprowadzce znalazł się z konieczności „na powtórnym dorobku” [16]. Wszyscy wiedzieli, jaka tragedia kryła się za tym eufemizmem.

Nie był to już ten format usług, co przed laty. Pan Klemens ogłaszał w prasie, że fryzuje i strzyże chętnie nie tylko w zakładzie, ale i w mieszkaniach klienteli – wystarczyło przysłać mu swój adres. Częściej zajmował się przeróbkami ze starych peruk i wyczesków niż lansowaniem nowych fasonów – zabiegał nawet o drobne obstalunki na lepianki, przedziałki, loki i podkładki. Ciągle jednak zapewniał, że posiada wszelkie utensylia odmładzające cerę, konserwujące włosy, a jego proszki i płyny pozwalają uzyskiwać każdy możliwy kolor. W potrzebie przyszedł mu z pomocą branżowy rywal, Teodor Śniechowski, który przyjął pomadę Kracińskiego do sprzedaży w swoim zakładzie [17].

W październiku 1864 roku gruchnęła wiadomość, że Kraciński szczęśliwie powrócił do pałacu hrabiego Zamoyskiego: „Rozrzewniające było to otwarcie, gdyż wobec familii i innych osób odprawioną była Msza Ś[wię]ta przez sługę Bożego ze Zgromadzenia XX. Misjonarzy, z intencją o pomyślność nowo otworzonego zakładu” [18]. Rychło jednak pojawiły się nowe kłopoty; już w styczniu urząd starszych warszawskiego Zgromadzenia Fryzjerów i Perukarzy doniósł władzom municypalnym, że Kraciński wbrew przepisom o opłacie stemplowej sprzedawał wyroby bez stosownego konsensu (licencji). Groziła mu grzywna i postępowanie karnoskarbowe, ale udało się sprawę załagodzić i zakład przetrwał [19]. Oczywiście nie obyło się bez nagłych wydatków, które nadszarpnęły i tak już mocno okrojony budżet rodzinny. Trzeba było więc sprzedać to i owo z uratowanych resztek wyposażenia dawnych salonów. Wśród wartościowych przedmiotów, które teraz zdały się zbytkiem i fanaberią, znalazł się wyjątkowy instrument muzyczny, świetny na prezent gwiazdkowy albo do zabawiania gości restauracji:

 

[…] Kraciński obecnie, mimo wszelkich z swej strony starań w służeniu publiczności, w przykrym znajdując się położeniu, widzi się zmuszonym sprzedać biur[k]o grające 7 sztuk z różnych oper Rossiniego, walce i kadryle, z największą dokładnością. Biur[k]o to, mogące zastąpić orkiestrę na wieczorach i uprzyjemniać chwile znudzenia, może zarazem służyć do zwyczajnego użytku. Są w nim skrytki, szuflady, blat do pisania, słowem wszystko, co do podobnego mebla należy. Pierwotna cena tego biura była 450 rs. dziś p. Kraciński wziąłby nawet trzecią część tej kwoty […][20].

 

 

Pod koniec 1865 roku w „Kurierze Codziennym” ukazała się rymowana szopka satyryczna, a w niej pan Klemens wśród najlepiej rozpoznawalnych kupców i rzemieślników:

 

Gdyś od stopy – już gotowy,

Wiem, że myśl cię zwabi płocha:

Gdzie Śniechowski stroi głowy,

Pohorecki – zakład Kocha –

I Kraciński z dawna wzięty,

I z Trębackiej – pan Wincenty;

A gdy zbraknie ci pachnideł,

Puls dostarczy ich jak mydeł [21].

 

Ukazujące się co jakiś czas w gazetach panegiryki na cześć mistrza jak dawniej przemycały informacje kluczowe dla reklamy zakładu; listy od rzekomo zachwyconych klientek formą i stylem znów brzmiały jak „artykuły sponsorowane”:

 

Przyjechawszy z prowincji dla interesów familijnych i obarczoną będąc różnymi sprawunkami, tak dla siebie, jako też dla moich przyjaciół, dopytywałam się długi czas o firmę pana Kracińskiego, aż na koniec znalazłam ją na Nowym Świecie, wprost ulicy Ś[wię]tokrzyskiej. Powierzyłam temu nestorowi fryzjerów naszych robotę nową, jako też i przeróbkę mozolną, potrzebującą wielkiej znajomości fachowej, aby ją tak dobrze i sumiennie wykończyć. P. Kraciński godnie odpowiedział mojemu zaufaniu, bo przy delikatności w obchodzeniu się z gośćmi i doskonałym materiale, którego posiada znaczny zapas, zakład jego odznacza się jeszcze bardzo umiarkowaną ceną, co w tych czasach chwalebnym jest przymiotem, mogącym służyć za przykład dla drugich. Obywatelka z Radomskiego A. S. [22]

 

Z początkiem lipca 1869 roku zakład przeniesiono z domu sióstr Kuhnke – właścicielek Magazynu Mód – ponownie do domu hrabiny Małachowskiej, gdzie mieścił się Zakład Świętej Marty [23], a w następnym roku na Nowy Świat 58. Coraz gorzej prosperujący Kraciński ratował się pieniędzmi ze sprzedaży obrazów, mahoniowego fortepianu i kostiumów wynajmowanych niegdyś przez pierwszą żonę nieboszczkę [24]. Gdy zbliżał się Śmigus-dyngus, szykował do sprzedaży duże ilości taniej, lekko perfumowanej wody, by zarobić też na tej ludowej tradycji [25].

W kwietniu 1874 roku synowa Teodozja urodziła pierwszą wnuczkę pana Klemensa, Stefanię Marię Kracińską [26]. W szafce wystawowej na Nowym Świecie nie chwalił się on jednak nową pociechą, lecz kolorowanymi rycinami przedstawiającymi fryzjerskie mody podpatrzone na kongresie w Dreźnie – konsekwentnie dbał o swój profesjonalny wizerunek. Gdy latem na czas remontu kamienicy szafkę zdemontowano, natychmiast wyjaśnił okoliczności w prasie, by nikt nie pomyślał, że zlikwidował pracownię [27]. Oprócz swego tradycyjnego asortymentu polecał damom loki kręcone na sposób rzymski, pukle à la frou-frou, blansz (bielidło), puder ryżowy i wodę kolońską [28]. Dojrzałym panom w jednej chwili zmieniał kolor brody i wąsów z siwych bądź rudych na czerń, szatyn lub blond; efekt był zwykle tak naturalny, że nikt nie spostrzegał farbowania!

 W 1876 roku przeniósł się na Nowy Świat 30, wprost Chmielnej [29]; w 1878 znów zmienił adres – przyjmował teraz klientów przy Nowym Świecie 43, w oficynie na dole. Konsekwentnie sprzedawał swą patentową pomadę, wodę solferino do błyskawicznego farbowania – w jednej minucie! – farby w proszku, peruki własnego wyrobu, a z wyczesków także rozmaite przeróbki na loki, koki i warkocze [30]. W maju 1880 roku urodził się wnuk Feliks. Do chrztu trzymała go Romana Popiel, ceniona aktorka Warszawskich Teatrów Rządowych [31].

Przekroczywszy próg 80 lat życia, sędziwy stylista wciąż pracował w zawodzie, wciąż zabiegał o przychylność warszawskich elegantek, skrzętnie gromadząc stare włosy i wyczeski. Z ogłoszeń publikowanych nadal przez pana Klemensa bił jednak żal oszukanego i nieszczęśliwego człowieka. Trzy tygodnie po śmierci córki Cezarii dał następujący anons:

 

Niżej podpisany, pierwszorzędny Fryzjer, od lat 50 Sz[anownej] Publiczności znany, a z niezależnych od niego okoliczności upadły i dziś w Towarzystwie Dobroczynności na Krak[owskim] Przedm[ieściu], sali 12 będą[cy], przypominam się względom Sz[anownej] Publiczności, którymi się niegdyś chlubiłem, z gotowością i dziś usług, gdyby mnie nimi zaszczycić raczyła. Obecnie mam przygotowany płyn do farbowania włosów, który żadnym innym z pewnością nie ustąpi. W końcu przypominam się Osobom, u których mam małe dawne należności, co przy dzisiejszym moim położeniu bardzo by mi było pomocne [32].

 

Dane było mu życie na tyle długie, że niestety w 1883 roku zdążył pochować trzecie z pięciorga swoich dzieci, Marię. Dwa lata później, przy okazji wystawy przemysłowej, prasa wspominała dawne edycje wystaw, wymieniono też starego fryzjera, w tonie żartobliwym – być może żurnalista nie wiedział, że Kraciński wciąż żył [33]: „[…] peruki oraz kapelusze więziły na sobie uwagę przechodniów. Perfumiarze Wasiński i Kraciński sprzeczali się o lepsze, co do wartości wynalezionych przez nich «anodyn z kartofli (?)»…”.

Klemens Kraciński zmarł po ciężkiej słabości 18 marca 1887 roku w domu starców Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności przy Krakowskim Przedmieściu [34]. Trzy dni później odbyła się msza pogrzebowa w Kościele Świętego Krzyża. Kondukt żałobny do grobu familijnego prowadził syn oraz wnuki Stefania i Feliks [35].

PRZEMYSŁAW PAWLAK

 

[1] J. Mac Tretful, J. Z. Sójkowski [J. B. Dziekoński, J. A. Miniszewski], Powieść zlepiana, Warszawa 1846, s. 137–138.

[2] J. S. Bogucki, Wizerunki społeczeństwa warszawskiego, t. 1, Warszawa 1853, s. 114.

[3] „Kurier Warszawski“ 1855 nr 217 (19 VIII), s. 7.

[4] „Kurier Warszawski” 1855 nr 30 (1 II), dod., s. 4.

[5] Por. Z. Benedyktowicz, Karnawał. Życie i literatura, „Polska Sztuka Ludowa – Konteksty” 2002 z. 3–4, s. 3.

[6] J. Siwkowska, Koczobrykiem po Warszawie. Zbiór na dokumencie opartych stylizacji na tematy życia Warszawy pierwszej połowy XIX wieku, Warszawa 1966, s. 294.

[7] „Kurier Warszawski” 1858 nr 86 (31 III), s. 1. Grób znajduje się w 1 rzędzie 7 kwatery.

[8] „Kurier Warszawski” 1859 nr 90 (4 IV), s. 4.

[9] „Kurier Warszawski” 1861 nr 273 (19 XI), s. 2.

[10] Wiadomości z kraju z lat 1861 i 1862, Lipsk 1863, s. 126.

[11] Anastazja Kracińska zmarła 6 sierpnia 1893 r. w Warszawie. „Kurier Warszawski” 1893 nr 217, s. 2.

[12] „Czas” 1863 nr 217 (24 IX), s. 2.

[13] Pamiętnik niepublikowany, rękopis się nie zachował, cyt. wg odpisu w Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich, o którego istnieniu poinformowała mnie i który łaskawie mi udostępniła Joanna Jurgała-Jureczka, za co serdecznie dziękuję.

[14] „Czas” 1863 nr 219 (26 IX), s. 2, nr 220 (27 IX), s. 2.

[15] Więcej o represjach za zamach na Berga w: A. Cedro, Fortepian na bruku. Relacje z epoki, „Studia Norwidiana” 2015 t. 33, s. 171–189.

[16] „Kurier Warszawski” 1863 nr 222 (30 IX), s. 4.

[17] „Kurier Warszawski” 1863 nr 247 (29 X), s. 4 i 267 (21 XI), s. 4.

[18] „Kurier Warszawski” 1864 nr 248 (28 X), s. 2.

[19] „Rozkaz do Zarządu Administracyjnego Miasta Stołecznego Warszawy” 1865 nr 24 (1 II), s. 1.

[20] „Kurier Codzienny” 1865 nr 145 (21 XII), s. 3.

[21] „Kurier Codzienny” 1865 nr 135 (9 XII), s. 4.

[22] „Kurier Warszawski” 1868, nr 126 (10 VI), s. 5. Por. „Kurier Codzienny” 1870, nr 127 (11 VI), s. 9.

[23] „Kurier Codzienny” 1869 nr 163 (28 VII), s. 6.

[24] „Kurier Codzienny” 1871 nr 269 (4 XII), dod., s. 4.

[25] „Kurier Codzienny” 1868 nr 80 (9 IV), s. 5.

[26] W 1898 r. Stefania poślubiła Kazimierza Józefa Pawłowskiego, dziedzica podupadającego i częściowo już rozparcelowanego majątku w Błotnicy. W 1899 r. urodziła córkę Zofię Weronikę, która z kolei w 1921 r. w Szydłowie poślubiła Jana Ciborowskiego.

[27] „Kurier Warszawski” 1874 nr 155 (17 VII), s. 4.

[28] „Gazeta Anonsowa” 1872 nr 82 (13 IV), s. 3; przedruk w: nr 85 (18 IV), s. 2.

[29] „Kurier Codzienny” 1876 nr 265 (29 XI), dod., s. 3.

[30] „Kurier Warszawski” 1878 nr 164 (23 VII), s. 7; nr 174 (5 VIII), dod., s. 3; 1879, nr 10 (15 I), dod., s. 4; nr 15 (21 I), s. 8.

[31] Felek zostanie rolnikiem, będzie też krótko właścicielem Cegielni Czaszki w Kaliszu. Por. Obwieszczenie, „Express Kaliski” 1928 nr 315 (12 XI), s. 4.

[32] „Kurier Warszawski” 1881 nr 200 (7 IX), s. 12.

[33] Wystawy w Warszawie, „Gazeta Polska” 1885 nr 123 (9 VI), s. 1–2.

[34] Akt zgonu nr 120/1887 w aktach parafii katedralnej św. Jana. Świadkami nie byli członkowie rodziny, a posłańcy Franciszek Witkowski i Paweł Magnoski. Dlatego zapewne podali błędnie dane pierwszej żony, Katarzyny z Dobrowolskich, jako matki zmarłego.

[35] „Kurier Warszawski” 1887 nr 79 (20 III), s. 4–5.

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek