Warto rozumieć to, co się mówi, a także to, co się śpiewa. Szczególnie to drugie, bo zręczna melodia potrafi zasłonić sens słów. Zwłaszcza, gdy wykonawcy mają kłopot z dykcją. Tak też jest z „nieoficjalnym”, jak się powiada, hymnem prawobrzeżnej Warszawy. To fokstrot, napisany około 1931 roku Chodź na Pragę Artura Golda do słów Tadeusza Stacha. W naszych czasach miały ją w repertuarze różne kapele: Praska, Z Targówka, Warszawska Staśka Wielanka i inne. Jej melodię wygrywa w południe zegar umieszczony na Liceum Władysława IV, a także rozbrzmiewa niekiedy podczas Święta Pragi.
Sens słów piosenki odkryła Aleksandra Stefaniak w najnowszym numerze varsavianistycznego czasopisma „Skarpa” (2026 nr 2) w ciekawym artykule Historia pewnego parku. Chodzi o Park Praski.
Na początku artykułu cytat z owego „nieoficjalnego” hymnu dzielnicy, stylizowanego na piosenkę z miejskiego folkloru:
Rzuć, bracie blagę i chodź na Pragie,
weź grubą lagę, melonik tyż!
zobaczysz w trawie dziewczynki nagie,
każda na wagę ma to, co wisz!
byle łamagie i babe Jagie
u nas się bierze pod żeberko i za kark.
więc podnieś flagie, weź na odwagie
i chodź na Pragie pod Luna Park.

Ilustracja z czasopisma „Le Tour du Monde”, 1865
Kiedy się lepiej wczytać w słowa, okazuje się, że zachwala się tu nie tylko tradycyjne męskie zaloty: „pod żeberko i za kark”. Jest coś jeszcze. „W trawie dziewczynki nagie” to, jak pisze autorka artykułu, „ludzkie ZOO”, w tym przypadku „senegalska wioska” urządzona w pobliżu Parku Praskiego. No i siłą rzeczy obok „zwierzęcego ZOO”. Była to wędrowna trupa Senegalczyków, pod władzą białego antreprenera, która przedstawiała swoje życie codzienne, tańce i rytuały. Szerzej pisał o tym Wojciech Szot (Afryka patrzy na was czarną facjatą, „Ale Historia” – dodatek do „Gazety Wyborczej” 17 X 2025). Kobiety nie były całkiem nagie, ale skąpo przysłonięte.
Kiedy powstawał fokstrot Chodź na Pragę w świecie białych ludzi na szczęście zamierała już moda na publiczne eksponowanie dzikich dla uciechy albo nauki. Podejście zoologiczne do człowieka miało się niebawem przejawić gdzie indziej i w straszliwszej postaci.
Zarazki potrafią jednak przetrwać, jak choćby w tej piosence. Jeśli nawet nie śpiewa się jej, a tylko nuci, warto pamiętać, jakie słowa czają się w tej melodii miłej dla ucha.
Mnie one nie dają spokoju, zwłaszcza kiedy mijam na ulicy przelotnych czarnoskórych mieszkańców Pragi Północ.
PIOTR MITZNER