HOME
Dawid Szkoła

Na początku jest oko i ucho

Pracownicy naukowi zatrudnieni na uczelni, jakkolwiek niedorzecznie to brzmi, muszą w okresie parametrycznym wypełnić cztery sloty (sic!) publikacjami naukowymi. W dużym uproszczeniu, nie mogą napisać mniej, ponieważ wygenerują zero punktów, co przekłada się na ich ocenę. Każdy artykuł, książka czy rozdział w monografii ponad wyznaczoną liczbę slotów też im się nie opłaca, bo liczy się tylko to, co znajdzie się w slocie. Kończy się to znaną wielu punktozą, tabelami i wynikami, bo każdy tekst, w zależności od tego, w jakim czasopiśmie się znajdzie, ma przypisaną liczbę punktów (zwanych również czarnkami bądź gowinami od reformatorów systemu). Im mniej, tym gorzej, nie tylko dla pracowników, ale również dla instytutów i dyscyplin.

Nauka przyjęła model sportowy albo korporacyjny, prowadzący do rywalizacji, wytworzenia rekordów, osiągnięć i zwycięzców. Uczestniczący w tej rywalizacji, z której wypisać się nie sposób, mogą jedynie sprowadzić ją do całkowitego absurdu i żartu, ale muszą w niej brać udział. Naukowcy powinni zatem zwiększać swoje szanse na publikację, aby nie przegrać. Tworzą podobne do siebie teksty, spełniające do granic wymogi formalne. Przykład: jeśli ktoś pisze o felietonach danego pisarza, powinien na pierwszych stronach przedstawić genologię danego gatunku, najważniejszych twórców oraz badaczy, którzy podejmowali przed nim ten temat. Kończy się to kopią kopii, kolejnymi artykułami, w których powtarzane są te same stwierdzenia pod płaszczykiem naukowości i znajomości tematu. Jeśli tego się nie zrobi, recenzent może (a nawet powinien) zarzucić autorowi brak odpowiedniego zaznajomienia się z zagadnieniem. Często więc połowa, a nawet więcej tekstu jest – że tak powiem – rekapitulacją wiedzy, co prowadzi do tworzenia wyspecjalizowanych rozprawek.

Dlatego z wielką przyjemnością przeczytałem najnowszą książkę Dariusza Czaji. Iluminacje. Sztuka jako forma poznania (Łódź 2025) to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którym brakuje powiewu świeżości i głębszego spojrzenia na tematykę szeroko pojętej humanistyki, bez jałowego tłumaczenia zjawisk i obiektywizowania dzieł sztuki. Autor nie gra bowiem o stawki połowiczne, letnie odczytania tekstu i pozorne przedstawianie zjawisk. Czaja wierzy nie tylko w inteligencję swoich czytelników, ale ponadto ma świadomość, że potrafią oni zmierzyć się z tym, co trudne do opisania, nieznane i ciemne. Tworzy więc hybrydę eseju i tekstu naukowego (nie po raz pierwszy, nawet nie trzeci czy czwarty), w której rozum i wyobraźnia, wiedza i kunszt łączą się w jedno. Innej drogi bowiem nie ma; sztuka nie potrzebuje prostackiego wyjaśniania; ona wymaga zmierzenia się z nią (a nigdy nie jest to prosta sprawa). Podobnie humanistyka zresztą.

„Nauka naprawdę nie ma tu nic do rzeczy” – twierdzi Czaja. I ma rację, ale nie uprawia on swobodnej impresji; wystarczy spojrzeć na dzieła, które cytuje, badaczy, do których się odnosi, oraz sztukę, którą opisuje. Nikt nie wspomina tu o całkowitym subiektywizmie, mówieniu tylko o własnym doświadczeniu i patrzeniu, unikaniu odkryć innych czy po prostu gadulstwie na temat tego, co w danym momencie się przeczytało czy obejrzało. Wręcz przeciwnie: erudycji Czaji nie brakuje, ale sztuka (cała humanistyka) nie powinna polegać na prostych wytrychach i definicjach. Kryje się w niej tajemnica i zjawiskowość, zmusza więc do myślenia i przeżywania, podobnie jak teksty z Iluminacji.

 

 

Wybrzmiewa to świetnie w wierszu Czesława Miłosza Strukturalista. Przyszły noblista, przypomnijmy, jest na wykładzie i wsłuchuje się w nadzwyczaj inteligentną mowę naukową, ale w pewnym momencie pisze: „Chciałem wstać i powiedzieć: ty, na tej ziemi wycia i rzygowin, na tej ziemi dręczonego wszelkiego żywego stworzenia i mojej ludzkiej rozpaczy, ty, naukowcu, świnio”. Nie wszystko bowiem można prosto wytłumaczyć i zamknąć w opisie; sztuka, którą opisuje Czaja, objawia się często przez zmysły, jest olśnieniem i nie zatrzymuje się na granicy języka. Przejawia się mocą mówienia tego, co trudne do usłyszenia, zrozumienia i zaakceptowania.

„Jedna z misji wielkiej literatury: budzić ze snu człowieka jadącego na szafot” – twierdził Ernesto Sábato. Nie może być inaczej, twórczość nie służy jedynie estetycznemu podziwowi czy rozrywce, ale spojrzeniu w tajemnicę istnienia. „Twory wyobraźni”, pisze Czaja, wcale nie służą ucieczce od rzeczywistości, wręcz przeciwnie: one nas ku niej kierują. Ta sztuka ma „moc odsłaniania rzeczywistości skrytej na co dzień pod werniksem rutynowego spojrzenia”. Problemem bowiem nie jest jej mroczny charakter, ale proste tłumaczenie dzieł sztuki. Taki przekład zawsze odbywa się ze stratami.

Chorobą, na którą cierpimy – pisał Roberto Calasso – jest chorobą Pełni. Przejawia się ona powtarzalnością „zbędnych i niepotrzebnych pewników”. W obcowaniu ze sztuką jest odwrotnie, służy ona poznaniu, ale to nigdy nie przychodzi łatwo. W ten sposób łączy się ona z wiedzą. „W obydwu – czytamy w Iluminacjach – chodzi w gruncie rzeczy o to samo: o dochodzenie «do sensu świata», a zatem do odkrywania prawdy, istoty rzeczy, tego, jak rzeczywistość (w najszerszym rozumieniu) jawi się w naszym poznaniu”. Odkrywanie prawdy o świecie i nas samych nie może się jednak opierać na wyświechtanych stwierdzeniach. Ta wykracza poza nasze poznanie i kryje się w ciemności. Dlatego obcowanie ze sztuką powinno mieć w sobie coś z fascynacji i przerażenia zarazem.

Żyjemy w świecie, w którym słowa znaczą coraz mniej, a emocje związane z przeżywaniem zostają sprowadzone do doświadczania. Wszystko musi poddać się transparentności i zostać opisane i oświetlone. W ten sposób ludzie próbują skryć pustkę i mrok istnienia, co w rzeczywistości prowadzi do nieistotności. Życie jednak powstaje z nicości i jego sens wcale nie jest oczywisty, samotny człowiek, stojący wobec świata nie może tego ignorować, ale powinien zadawać pytania związane z egzystencją. „Naturalnym środowiskiem pytania jest ciemność, bo pytanie to wszak szukanie w ciemności tego jedynego skrawka miejsca, w którym po omacku musimy postawić stopę, aby iść dalej” – pisał Ireneusz Kania. Również sztuka powstaje z ciemności i tam powinniśmy kierować nasz wzrok. Wszystko bowiem, jak twierdzi Czaja, bierze się z patrzenia.

Sztuka domaga się interpretacji i tworzenia tekstów na jej temat, tego nieskończonego trudu zadania pytania o jej sens. Nie poznamy jej przyczyny, ale właśnie to zmusza nas do pracy i pisania. Jednak, aby interpretować, wpierw trzeba dzieło zobaczyć, czyli poczuć emocje i poświęcić mu czas. Porzucić potoczne doświadczenie i doznać swoistego objawienia, które pragnie się wyrazić w ubogim języku. „Równie sprawnie jak bombami możemy zostać zniszczeni cynizmem i rozczarowaniem” – twierdził Kenneth Clark. Dodałbym do tego zdania jeszcze rutynę i powtarzalność, bo te są konsekwencją cynizmu i rozczarowania. To inna nazwa widzialności wszystkiego i braku ryzyka. Bez negatywności pozostaje tylko banalność jednoznaczności.

Kalki, ksera, zachowawczość, czyli wręcz niebywała nuda, wpierw wyjaławiają życie, a każde doświadczenie zmieniają w krótkotrwałą przyjemność i ostateczne rozczarowanie. Dlatego trzeba oddać się poznawaniu tego, co trudne do opisania, spojrzeć w mrok i pozwolić sobie na wolność. Dlatego Czaja pisze: „Wielka poezja to rozległy kraj o wielu tożsamościach i językach”. Łatwo się tam zgubić, pomylić ścieżki i trafić w ślepą uliczkę. Lepsze to jednak niż poddać się powtarzalności i żyć w piekle tego samego.

DAWID SZKOŁA

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek