HOME
Bohdan Paczowski

„Portret Czapskiego” przez Wojciecha Karpińskiego

W rocznicę śmierci Bohdana Paczowskiego przypominamy jego szkic o „Portrecie Czapskiego” Wojciecha Karpińskiego.

W księgarni Zachęty zobaczyłem książkę Wojciecha Karpińskiego Portret Czapskiego, pięknie wznowioną przez Fundację „Zeszytów Literackich”. Na jej okładce Chłopak przed de Staëlem – „obraz w obrazie i obraz o patrzeniu, o malarstwie”. Ofiarował go Karpińskiemu Konstanty Jeleński i dzięki niemu „ciemne mieszkanie na ulicy Claude Lorrain 13 rozjaśniło się od słonecznych żółci”. Karpiński, młodszy od Czapskiego o pół wieku, ma w nim przewodnika, przyjaciela i towarzysza w odbieraniu sztuki, myśli i świata. Pisze, że „kto zaciągnął u niego dług, czuje potrzebę wyrażenia wdzięczności”. Portret Czapskiego wyraża tę wdzięczność nie w celebracjach i pochwałach, tylko w cierpliwym dociekaniu, kim był, jest i będzie Józef Czapski. Jego malarstwo, jak i malarstwo w ogóle, jest wielkim tematem ich wspólnych rozmów i własnych rozważań Karpińskiego, świadomego, jak dalece pisarz Czapski przesłania nieraz malarza i o ile bardziej podziwiano jego osobowość niż jego malarstwo. Wobec wszechstronności talentów przyjaciela zastanawia się, czy nie jest to swoista klątwa ciążąca na ludziach utalentowanych. Wierzy jednak nieugięcie w wyjątkowość jego sztuki. Ze wzruszeniem opisuje Dwie białe miseczki, które „wyrywają się ku istnieniu z chaosu, z ciemności, z niewidzenia”, obraz, którym Czapski, zapraszając „do patrzenia, do wejścia w jego świat”, składa najprostszy hołd malarstwu. To jego Du Holde Kunst. Do tych słów hołdu, jaki złożyli muzyce dwudziestoletni Schubert z o rok starszym przyjacielem i poetą Franzem von Schoberem, Czapski wciąż powracał i wypowiedział je cicho na dzień przed śmiercią, po wysłuchaniu taśmy z Chopinem, jaką puściła mu Jula Juryś, mówiąc: „Widzisz, Józiu, gdy już nic nie zostaje, zostaje jeszcze muzyka”.

 

Józef Czapski, „Chłopak przed de Staëlem” (Jeune homme devant de Staël) 1981, olej na płótnie, Paryż, kolekcja prywatna

 

Świadomy, że malarstwo Czapskiego jest wciąż niedoceniane i że trudno je obejrzeć, Karpiński dzieli z nim entuzjastycznie jourd’extase – otwarcie jego wielkiej wystawy blisko stu obrazów, grafik i rysunków, zorganizowanej przez Richarda Aeschlimanna w szwajcarskim Vevey z końcem czerwca 1990 roku. Porównując go do zajmującego kilka sąsiednich sal „hałaśliwego” Kokoschki, znajduje u niego „spokojną śmiałość, indywidualną dyscyplinę i swobodne skupienie” – sprzeczności na granicy oksymoronu. Dlatego tak trafnie oddają naturę nie tylko malarstwa, ale samego charakteru Czapskiego „wielości płaszczyzn, na jakich potrafi się poruszać”, i mistrzów, do których się odwołuje, tak różnych, jak Cézanne i Goya, Bonnard i de Staël, Soutine i Morandi.

Każde z tych dzieł „odsyła ku innym momentom, ku innym obrazom i rysunkom, ku dziełom literackim, ku rozmowie, ku innym twórcom widzianym przez niego, ku światu”. Każdą myśl o Czapskim, o chwilach z nim spędzonych, z jego obrazami czy ze słowem, prowadził Karpiński tak, by płynęła w górę rzeki, do jej źródeł. Tam odnajdywał ich wspólne uwielbienia i wspólne przyjaźnie, również z tymi, którzy dawno już odeszli. Jak w opowiadaniu Hofmannsthala o Raulu Richterze, „każdy wyczuwał w drugim tego, kto obdarza, i tego, kto dar przyjmuje”. Tak Karpiński dociera do korzeni siły duchowej Czapskiego – jego gwiazdy przewodniej – która w długoletniej życiowej żegludze pozwoliła mu zachować w sobie „płomień, co oświetla, powoduje, że widzimy, potrafimy rozróżnić i nazywać rzeczy, że rzucamy cień, że żyjemy”. Cytując jego Sen o poezji, pisze, że pojawiają się tam ,,słowa cudze […] budzą umysł, pamięć, wrażliwość”. Wyspiański, Traktat poetycki Miłosza, Herbert, strzępy Słowackiego, słowa Norwida, że „pozostanie tylko poezja i dobroć”, urywek Pierwszej elegii Rilkego o „pięknie jako przerażenia początku”, Lord Chandos Hofmannsthala, skrawek żółtego muru Prousta, starzec z Becketta i znów Wyspiański. To dla niego synteza prozy Czapskiego. Widzenie i lektury, teraźniejszość i przeszłość, fascynacja i przerażenie, to, co własne, i to, co cudze, tworzą tu uzupełniający się nawzajem i silnie zrośnięty, nośny splot, dzięki czemu z „cudzych skrzydeł” opada groźba „Ikarowego losu”, jaka zawisła nad bohaterem Wyspiańskiego. Stały się skrzydłami własnymi. Karpiński przypomina, że Czapski, któremu lektury były potrzebne „jak powietrze, jak jedzenie”, nie czytał „dla delektacji”. Przez czytane dzieło chciał spojrzeć na siebie, a na nie – przez pryzmat własnych doświadczeń. „W tym sensie był krytykiem. I to znakomitym. Przede wszystkim krytykiem siebie. A jednocześnie krytykiem sztuki i literatury”. Przed patosem i „antykwaryczną martwicą” strzegła go ironia i ostre spojrzenie skierowane ku sobie. Pisząc to, Karpiński cytuje jego zapis z dnia imienin w 1963 roku: „Po co żyć? Trzeba by mieć wtedy wyraźne poczucie celu życia: Służę. Ale ta świadomość i wysiłki zaraz się rozsypują i bierze górę uczucie, że wszystko jest kiwaniem palcem w bucie, pozór, żeby się samemu czuć na fali”.

 

Józef Czapski, „Dwie białe miseczki”(Deux bols blancs), 1987, olej na płótnie, Paryż, kolekcja prywatna

 

Szczególne miejsce w książce zajmuje jego spotkanie z Simone Weil, do której przekonywał innych. Poszerzając tę konfrontację o zmagania, jakie toczyli z nią Miłosz i Gombrowicz, Wojciech Karpiński ukazuje nieodpartą moc i wieloznaczność wyzwania rzuconego przez tę niezwykłą kobietę i do opisu tych zmagań dodaje równocześnie własny, piękny i celny jej obraz: ,,Była jak płomień, wspaniały, fascynujący, niebezpieczny, rzucający na nich światło dla nich samych odkrywcze, ale trzeba było umieć się nad tym płomieniem pochylić, by się w jego blasku ogrzać, zobaczyć w nim ją i siebie – i nie spłonąć od niezwykłej temperatury duchowej jej tekstów”.

Płomień to także jeden z rozdziałów książki, gdzie mowa o wierszu Hofmannsthala, którego tytuł Manche freilich wciąż powraca w myślach, rozmowach i notatkach Czapskiego. Młody, zaledwie dwudziestodwuletni Hofmannsthal w tym wierszu, podobnie jak w powstałym mniej więcej w tym samym czasie opowiadaniu Raul Richter, ma poczucie rozdarcia między przeciwstawnymi biegunami, które wyznaczają obszar ludzkiego istnienia. (Oba teksty olśniewają dziś polszczyzną dzięki przekładom Pawła Hertza). W Manche freilich istnienie to zamyka się między losem utrudzonych ciężarem życia a tymi, co „u steru, wysoko, widzą lot ptaków i gwiezdne kraje”. Ten znój i przywilej w bytowaniu, jego ciężar i lekkość, przykucie do ziemi Kalibana i lotność Ariela są ze sobą zrośnięte, jak z ziemią i powietrzem, ale życie tych, co na dole, rzuca cień „na żywoty siedzących wysoko”. Świadomość „utrudzenia zapomnianych ludów” i „milczenia spadających gwiazd” zajmuje większą część w losie poety niż ,,smukły płomień” własnego życia i jego „wąska lira”. Czapski, u którego ta świadomość przenika cale jego istnienie, zapisał, że „w tym wierszu jest drżenie i przerażenie wobec grozy istnienia, ani śladu ześlizgu w pusty estetyzm zarozumiałego kapłaństwa wybrańców”. Inne dwie skrajności to fromme Zufriedenheit i schweifende Sehnsucht – „spokojna radość” i „nieokreślona tęsknota” – ze wspomnienia Hofmannsthala o Raulu Richterze. Czapski wskazuje je jako „dwa bieguny, między którymi oscyluje jego życie wewnętrzne”. Dwudziestopięcioletni Richter na wieczornym spacerze z młodszym od siebie o zaledwie trzy lata Hofmannsthalem, wyczuwając, że jego wyobraźnia „szamoce się między nadmiarem i niedosytem”, mówi mu o tym, jak dojrzewając, „człowiek uczy się wyżej cenić pełnię niż zbytnią obfitość, spokojną radość niż nieokreśloną tęsknotę”. Dla Czapskiego nie była to kwestia wyboru między dwiema skrajnościami. Znał oba te uczucia i potrafił rozwijać w sobie jedno i drugie. Kiedy zobaczyłem go po raz ostatni, przeszło dziewięćdziesięcioletniego, siedzącego na ławce i ogarniającego pogodnym spojrzeniem domowy ogród w Maisons-Laffitte, zapytałem, jak się miewa. Odpowiedział: „Jestem szczęśliwy”. Karpiński opisuje w swojej książce także Czapskiego, który „miał ten rzadki dar, że do końca potrafił się uczyć, to znaczy próbował zobaczyć, zrozumieć, zapamiętać. Zrozumieć siebie, zrozumieć innych, otworzyć się na świat i nie zagubić własnej odrębności […]. Dochował wierności dziecku patrzącemu w świat, zachował przez lat ponad dziewięćdziesiąt jego ciekawość i otwartość, jego lęki i nadzieje, uczył się, dojrzewał, przemieniał, ale na zawsze pozostał trochę chłopcem znad książki o błyszczących marzeniem oczach”.

 

Wojciech Karpiński, początek lat 70.

 

Długie życie w burzliwym czasie, wśród wybitnych ludzi, pacyfizm, Virtuti Militari w wojnie bolszewickiej 1920 roku i czynny udział w kampanii wrześniowej, później obozy jenieckie w Starobielsku i Griazowcu, szukanie zaginionych towarzyszy broni, wejście na trop zbrodni katyńskiej i szlak wojenny z II Korpusem generała Andersa, po wojnie uczestnictwo w organizowaniu „Kultury” paryskiej, czynne zaangażowanie w sprawę Polski, ale nie nacjonalistycznej, zwalczanie antysemityzmu, wielojęzyczność i głębokie związki z kulturą francuską, rosyjską i niemiecką, wszystko to uczyniło z Czapskiego – pisze Jacek Woźniakowski – osobę złożoną z tak różnorodnych wątków, że prawie nierealną, a równocześnie tak jednolitą i tak intensywnie żywą, że „doprawdy mit, ale mit chodzący po tym świecie”. Z rozproszonych śladów tej wielowarstwowej osobowości – obrazów, tekstów i rozmów – śladów, które tworzą na pewno szkołę widzenia, ale są także wielką szkołą życia, Wojciech Karpiński umiał wyłonić całość postaci na kształt żywego drzewa, nie podcinając korzeni jałowym słowem idei ogólnych i nie tnąc gałęzi, tylko pozwalając rozrosnąć się szeroko ich gęstej koronie.

BOHDAN PACZOWSKI

Z tomu: „Ścieżki”. Biblioteka Mnemosyne pod red. Piotra Kłoczowskiego. Gdańsk, słowo / obraz terytoria, 2012.

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek