Eucharystia to wydarzenie o wyjątkowym nasyceniu tajemnicą. Należy ono do porządku revelata, jak mógłby powiedzieć Tomasz z Akwinu, to znaczy dotyczy prawdy, którą objawia sam Bóg (i tylko On), i która wymyka się wszelkim kategoriom logicznym, co naturalnie nie oznacza, że ma wymiar absurdalny albo irracjonalny. Może dlatego Przeistoczenie, centralny moment Mszy Świętej, wzbudzający nieustające kontrowersje, stał się jednym z wyznaczników doktryny reformacyjnej, ale też powodował i nadal powoduje silny ferment w kręgach pisarskich i literackich. Literatura polska, niemal od swych, jeszcze nieporadnych początków, integralnie zjednana była z religią i katolickim obyczajem, który zabarwiał całość ówczesnego życia społecznego.
Nigdy jednak wiersze tematycznie powiązane z Eucharystią nie zagościły w dorobku pisarzy na tyle znacząco, żeby można było mówić o ich wyróżniającej się obecności w obszarze narodowej poezji. Wciąż dominują w niej pierwiastki maryjne, bożonarodzeniowe i pasyjne, mimo że jednym z najbardziej popularnych tematów pozostaje ewangeliczny motyw drogi do Emaus. Bywały też epoki niemal zupełnie pozbawione kolorytów liturgicznych, a romantycy (poza Norwidem) traktowali motywy i symbole przynależne doświadczeniu eucharystycznemu zaledwie marginalnie, oczyma obserwatora, nie zaś bezpośredniego uczestnika.
U Mickiewicza, Sienkiewicza, Konopnickiej, w niektórych dziełach Reymonta i Kasprowicza służą one sprawom narodowym i społecznym, mimo że sama Eucharystia przedstawiana była w aurze czci i głębokiego kultu. Z biegiem wieków sytuacja ulegała tylko nieznacznym korektom, wynikającym z dominujących w danym czasie nurtów estetycznych i światopoglądowych. Nie powstawały jednak wybitne edycje całościowo traktujące o tajemnicy Eucharystii. W ubiegłym wieku kilka wierszy między innymi Jerzego Lieberta, cykl Stanisława Sebyły, teksty Wojciecha Bąka, Leopolda Staffa, Beaty Obertyńskiej, Czesława Miłosza, Mirona Białoszewskiego i przede wszystkim Jana Twardowskiego, Janusza St. Pasierba, Karola Wojtyły czy Marka Skwarnickiego Msza o Bożym Ciele i Msza „Misterium Krzyża Świętego wyłamywały się z ram powyższej tendencji, choć nie budowały całościowego świata eucharystycznego.
Bożena Chrząstowska poświęciła przedstawianej problematyce osobne studium [1]. W jego konkluzji stwierdziła, że wiara naszych przodków w Chrystusa Eucharystycznego – w świetle dzieł literackich – była bardzo powierzchowna, ograniczona do zewnętrznego kontaktu, ale z pewnością – stabilna i niewzruszona. Współczesne dokonania (bardzo zróżnicowane) są głębsze, przechodzą od zewnętrznej obserwacji do przeżycia wewnętrznego, do uczestnictwa w modlitwie i spotkania z Bogiem i z innymi ludźmi, od indywidualnego kontaktu z Chrystusem do pełnego przeżywania wspólnoty eucharystycznej. Jednakże obok tych postaw odnotować trzeba wiele wahań, nieufności i niewiary. Ale jedno jest oczywiste: w poezji ostatnich dekad treści eucharystyczne są przetwarzane poetycko i kreują nowe jakości. Na naszych oczach, stwierdziła poznańska uczona, rodzi się poezja eucharystyczna. To zapewne zbyt optymistyczne przekonanie, choć niepozbawione racji, o czym może świadczyć także i mój tom Chleb i wino [2], który ukazał się w początkach tego roku.
Przygotowując wspomniany zbiór do druku niewiele jeszcze wiedziałem o twórczości jednego z wczesnobarokowych poetów, który, jak dzisiaj to widzę, pozostaje autorem bliskim moim poszukiwaniom literackim. Mam na myśli Sebastiana Grabowieckiego. W przedmowie do krakowskiego wydania Rymów duchownych z 1893 roku podkreślono, że jego nazwisko i dzieło poetyckie właściwie nie jest szerzej znane. Co prawda, wspominano wówczas o nim jako o autorze łacińsko-polskiej, antyreformacyjnej broszury polemicznej Martinvs Lavter eiusque levitas (Niestałości Marcina Lutra), natomiast o utworach lirycznych nie mówiono zbyt wiele. Tymczasem zasłużył on na inny los, należy mu bowiem przyznać wysokie miejsce na Parnasie polskim XVI wieku.

Naturalnie, dzieli nas od przełomu XVI i XVII wieku znaczna odległość dziejowa, często utrudniająca porozumienie i zrozumienie dzieła Grabowieckiego, mimo to łatwo, jak się zdaje, nawiązujemy czytelniczą więź z jego dokonaniami, bo w literaturze nie mamy do czynienia z kategorią postępu, która charakteryzuje nauki techniczne. Dzieje poezji trwają synchronicznie, jakby poza czasem, w duchowej teraźniejszości. Zmieniają się okoliczności i wydarzenia epokowe, lecz sam rdzeń życia pozostaje niezmienny, gdyż człowiek będąc osobą charakteryzuje się specyficznie ludzką naturą i stale kształtującą się (wraz z podejmowanymi decyzjami) osobowością. W związku z tym jest w stanie stawiać rzeczywistości i samemu sobie zasadnicze pytania dotyczące sensu i celu życia, możliwości osiągnięcia szczęścia, istnienia bądź nieistnienia Boga, znaczenia uczuć, a zwłaszcza miłości, śmierci i trwania w sferze nadprzyrodzonej. Pytania te, wymuszane niejako przez świat i ludzkie „ja” czynią zeń byt rozumiejący, chcący (na ile to możliwe) poznawać różne aspekty ziemskiego istnienia. I co ważne, proces ten nie ma końca, ponieważ każdy człowiek musi ponawiać owe pytania i osobiście poszukiwać na nie odpowiedzi, korzystając z osiągnięć dalszej i bliższej tradycji. Z tej właśnie racji poezja Grabowieckiego może nas poruszać, pobudzać wrażliwość na uniwersalne doświadczenia i aporie życia, dotykać tego, co nas najbardziej zajmuje, budzi zachwyt i niepokój.
Grabowiecki był doprawdy znamienitym lirykiem, tłumaczem autorów włoskich, dyplomatą. Dzięki drobiazgowym ustaleniom Andrzeja Litworni, który zrekonstruował biografię poety w rozprawie Sebastian Grabowiecki. Zarys monograficzny [3], Krzysztofa Mrowcewicza, autora opracowania i wydawcy Rymów duchownych [4] znakomitej monografii Mirosławy Hanusiewicz [5] i nie mniej istotnego studium Piotra Urbańskiego Natura i łaska w poezji polskiego baroku. Okres potrydencki. Studia o tekstach [6], nie licząc całej plejady innych tekstów wartych szczególniejszej uwagi, jesteśmy gotowi przyznać, że stan badań nad twórczością poety wydaje się zadowalający, choć domagający się dalszych interpretacji. Poezja ma przecież to do siebie, że nigdy nie daje się zamykać w obowiązujących wszech i wobec wglądach czytelniczych, ale wciąż od nowa angażuje ich umysł i wyobraźnię, bez względu na zmieniający się puls kultury.
Grabowiecki urodził się ok. 1543 w Mszczyczynie, wsi położonej nad Obrą niedaleko Dolska na terenie południowej Wielkopolski. Zapewne uczył się w parafialnej szkole i w poznańskim gimnazjum diecezjalnym. Zdobył więc podstawy ogólnej wiedzy i znajomość łaciny, dzięki czemu mógł udać się na studia zagraniczne, najpierw do protestanckiego uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą, a później przypuszczalnie do Włoch, zdobywając gruntowne wykształcenie oraz obycie naukowe. Po powrocie do kraju jako protegowany stryja pozostawał w kręgach dworskich, choć nie pełnił żadnych ważnych stanowisk. W tym czasie ożenił się z panną Krystyną Czermińską herbu Jelita, starając się pracować zarówno na polu polityki (odbył legację do Francji), jak i twórczości literackiej, obeznany z prawidłami ówczesnej teologii oraz szeroko pojętą literaturą religijną, opowiadając się po stronie zwolenników tak zwanego nowego katolicyzmu. Zetknął się z potrydencką liryką konfesyjną północnych Włoch, dzięki czemu ugruntował się jego katolicki światopogląd. Wtedy też rozpoczął prace w kancelarii królewskiej jako sekretarz zarówno za czasów Zygmunta Augusta, jak i Stefana Batorego.
W tym środowisku, tuż po śmierci żony (1684), z którą miał córkę i syna, nadal pozostał na dworze Stefana Batorego, rozpoznając wówczas, że jego duchowość kieruje go w stronę służby kościelnej. Przyjął najprawdopodobniej około 1585 roku święcenia kapłańskie i wstąpił do zakonu cystersów, po pewnym czasie obdarzony godnością prałata i opata klasztoru w Bledzewie. Administrował konwentem raz z mniejszym, raz z większym powodzeniem, odbudował po pożarze kościół i budynek mieszkalny, ale też często popadał w konflikty z mieszkańcami wiosek opackich i szlachtą kujawską, natomiast o braci zakonnych dbał z niezwykłą rzetelnością. Zmarł 19 października 1607 roku.
Czas nie był zbyt łaskawy dla poety. Jego grób został rozebrany, bogata biblioteka uległa rozproszeniu, na szczęście ocalały jego wiersze, czyli Setnik rymów duchownych opublikowany w Krakowie w 1590 roku i przechowywany w krakowskiej Bibliotece Czartoryskich, będący wydaniem całkowicie unikatowym. Autor podzielił ten zbiór na dwie części, stanowiące jednorodną, formalnie bardzo różnorodną całość, w wielu przypadkach wzorowaną na sonetach Gabriele Fiammy (1533-1585), włoskiego biskupa, kaznodziei i poety, autora popularnego zbioru wierszy Rime Spirituali (Rymy duchowne), wydanych w Wenecji w 1570 roku. Niektóre z nich, we własnych parafrazach, włączył Grabowiecki do swoich Rymów duchownych, zacierając ich stylową oryginalność, niwelując różnice między różnymi dykcjami poetyckimi. To całość lirycznie podporządkowana własnemu doświadczeniu, będąca zbiorem różnolitych głosów, które Grabowiecki starał się czynić własnymi [7]. Odnosił się też do opowieści biblijnych, Psałterza, psalmów Bernarda Tassa, modlitw brewiarzowych i dzieł Petrarki, wypracowując niepowtarzalny dukt artystyczny o wyrafinowanej wersyfikacji i zamyśle kompozycyjnym, odsłaniający treści wypływające z praktyk przede wszystkim życiowo-religijnych.
Zapytajmy wszakże: dlaczego Grabowiecki podjął się wieloletniej pracy pisarskiej i to pracy poetyckiej? Czy tylko dlatego, że doświadczył tajemniczych stanów umysłu, które wprawiają w ruch poetyckie widzenie świata i sugerują możliwość ujęcia tego, co w języku dyskursywnym nie da się w ogóle wyrazić? A może dostrzegł, że doświadczenie religijne i doświadczenie poetyckie są sobie bliskie? Rozważmy więc czym jest doświadczenie religijne i doświadczenie poetyckie. To pierwsze byłoby dwuetapowym przeżyciem wewnętrznym, stanem duchowym, swoistym poznaniem, w którym ludzkie „ja” uświadamia sobie istnienie i obecność Boga, w aktach wiary i miłości afirmuje ten stan rzeczy, odczuwa w głębi własnej świadomości pewność, że tak właśnie jest, że to Bóg pozostaje sprawcą tych doznań. Jeżeli zaś chodzi o przeżywane treści poznawcze, są one wynikiem przynależności do danej kultury, grupy religijnej, tradycji kościelnej, gdzie pielęgnuje się określoną wiedzę o Bogu. Sam Bóg, w swej naturze, pozostaje poza zasięgiem poznawczych możliwości człowieka. Bezpośrednio dane są nam znaki, np. sakramenty, zdarzenia historyczne i osoby w sposób szczególny reprezentujące Boga. W każdym razie poznanie religijne wykracza poza poziom czysto intelektualny, wymaga osobistego zaangażowania, połączonego z miłością i ufnością; zawiera też w sobie odcień aksjologiczny i – co podkreślam – bywa trudno przekazywalne.
A czym byłoby doświadczenie poetyckie? Zauważmy najpierw, że poetyckiego widzenia świata nie sposób się nauczyć, jak nowego obcego słówka czy ważnych historycznych dat. Można co najwyżej nieustannie wzbogacać własną świadomość egzystencjalną, nasycać się treściami płynącymi z dookolnej rzeczywistości, stawać się coraz intensywnej człowiekiem, poprzez rozwijanie swych ludzkich możliwości. To życiowe bogactwo jest niezbędne do tego, by mogło się ukonstytuować doświadczenie poetyckie, bo poeta nie tworzy jedynie z wyobraźni, kiedy ma na to ochotę, lecz wówczas, gdy pojawi się w nim wewnętrzny impuls, odpowiedni stan umysłu, sprzęgnięty z umiejętnością wykorzystywania mocy tkwiących w języku i treści dochodzących z rzeczywistości.

Każde dzieło jest tajemniczym, natchnionym, w pewnym sensie irracjonalnym splotem owego stanu umysłu i sztuki języka. Dlatego połączenie w jednym akcie umiejętności poetyckiego wyboru z przebogatych możliwości języka oraz stanu umysłu, jakiegoś szału, natchnienia, tajemnego skupienia, prowadzi do ukonstytuowania się poezji, która sugeruje co rusz treści trudno wyrażalne. O ile język, którym posługujemy się potocznie informuje o czymś, coś wyraża, o tyle język poetycki idzie znacznie dalej. Poeta budując pewną strukturę znaczeniową, posługuje się nią, aby tę „chmurę semantyczną” na podobieństwo tej komputerowej, uczynić rozpoznawalnym zjawiskiem. Chodzi tu po prostu o doświadczone przez twórcę bogactwo sensów spięte strukturalnym porządkiem.
Lecz poezja, powiedzmy wyraźnie, to nie są ani słowa, ani zdania układane, „zrobione”, ale to coś, co je spaja i łączy, i co nadaje im rytm, intonację, melodię, które są echem tchnienia Ducha Świętego. Tym spoiwem bywa głęboka duchowość pisarza, jego niezbywalna wolność. A co wypływa z takiego źródła, staje się modlitwą, zawierzeniem, uwielbieniem, czymś od strony formy bliskim najczystszej poezji i pięknemu mówieniu. Oczywiście, wiara nie pokrywa się z poezją. Jest wszak ufną odpowiedzią na Boże zaproszenie, ale i wciąż na nowo podejmowaną próbą życia w świetle chrześcijańskiej tradycji i porządku sakramentalnego ustanowionego przez Chrystusa. Pociąga za sobą konieczność realizacji przyjmowanych zasad doktrynalnych w zwykłej codzienności. Nie możemy uznawać wiary, jak czynimy to w odniesieniu do poezji, jedynie za pewną możliwość, jakąś propozycję metaforyczną, ponieważ wiara nakłania do zaangażowania głębiej przeżywanego, gdyż zakorzenia się w Słowie, które definiuje sens oraz prawdę życia i śmierci, dopełnienie i brak, doświadczenie i wyraz. Język człowieka wierzącego jest przeto językiem sprawczym: wierzący chce, aby przez to, co mówi, w jego życiu coś się dokonało.
Spróbujmy te sprawy skonfrontować z twórczością poetycką Grabowieckiego, mając w świadomości to, że wiek XVI został przefiltrowany przez dwie wielkie reformy chrześcijaństwa — protestancką i katolicką. Wówczas większą uwagę zaczęto zwracać na problemy teologiczne, rozpoznano, że teologia jest procesem dochodzenia do prawdy zamkniętej tak w porządku dogmatycznym, jak i należącym do sfery egzystencjalnej, w której wzrasta i rozwija się wiara. Protestantyzm wyczulił zwłaszcza świadomość jezuicką na istotę doktryny katolickiej, w której ważną osią prowadzonych dyskusji pozostawała kwestia charakteru obecności Chrystusa w Eucharystii oraz kondycji natury ludzkiej i działania na nią łaski Bożej. Grabowiecki z żarliwością uczestniczył we wspomnianych sporach, czynił to jednak bez zbędnych emocji, łagodnie i z życzliwością dla „odmiennie myślących”. Swój tom wierszy zaczął pisać najprawdopodobniej w 1574 albo 1575 roku aż do chwili ich wydania w ostatniej dekadzie XVI wieku. Ciekawe, że w drugiej części setnika umieścił cykl tekstów o wyraźnie eucharystycznej wymowie. Gdybym znajdował się na jego miejscu, wskazane wiersze jakoś bym specjalnie wyróżnił, a najchętniej wydałbym je w osobnym tomiku. Grabowiecki jednak tego nie uczynił. Z jakich powodów?
Przychylam się do przypuszczenia Piotra Urbańskiego [8], że intencją Grabowieckiego było zatarcie granicy cyklu eucharystycznego, uniemożliwienie wyodrębnienia go. Eucharystia bowiem ma być wtopiona w całość życia duchowego człowieka, będąc jego źródłem i celem. Jako że poeta skupiał poetycką uwagę na relacji człowieka do Boga i Boga do człowieka, nie pomijając pojmowania roli łaski w tej relacji. Bez tej ostatniej człowiek, osamotniony w kosmosie – „trzcina myśląca” – bez wsparcia Bożego nie jest w stanie osiągnąć świętości. Nie oznacza to, że z założenia staje się zwolennikiem kwietyzmu, kontrowersyjnego nurt w teologii, którego zwolennicy podkreślają potrzebę całkowitej bierności wierzącego wobec działania Stwórcy, porzucenie życia religijnego, sakramentów świętych czy modlitwy, co w końcu prowadzi do demontażu woli na rzecz całkowitej ufności w decydującą o wszystkim nadprzyrodzoną łaskawość.
Tymczasem Grabowiecki podkreślał, że w blasku Bożego miłosierdzia należy być osobą czynną, zaangażowaną, miłującą. Dlatego trwałe wychylenie ku Bogu może być lekarstwem na przelotność i marność świata doczesnego. Jeśli więc – sugerował Grabowiecki – uznajemy się za osoby religijne, oznacza to, że każdy aspekt naszej codzienności wiąże ją z Bogiem, którego wtargnięcie w ziemską rzeczywistość i uczynienie z niej historii zbawienia, stało się wiodącym motywem narracji biblijnej. Oto powód do przekonania, że mamy poniekąd obowiązek własne wybory egzystencjalne wiązać ze słowem Boga, z wydarzeniami Starego i Nowego Testamentu, które razem tworzą ramę antropologiczną świata, w którym dzieje się nasz los.
W związku z powyższym należy postawić zasadnicze pytanie: czy Rymy duchowne są formą modlitewnika przeznaczonego dla szerokiego kręgu odbiorców? Być może, lecz będzie najszczęśliwiej stwierdzić (znowu za Piotrem Urbańskim) [9], że mamy do czynienia z literackim owocem niezwykle ważnego etapu w życiu duchownym, tak zwanej ciemnej nocy miłości, jak to nazywał św. Jan od Krzyża, przytłaczającej tęsknoty za Bogiem. Owa ciemna noc zmysłów i ducha, będąca oczyszczeniem miłości wiążącej człowieka z Bogiem prowadzi do całkowitego upodobnienia duszy do Boga, poznania samego siebie i swojej nędzy, jak również swego rodzaju poznania Boga. Owo przeżycie daje się przedstawić jako odczucie wielkiej odległości dzielącej człowieka od łaski, stan udręki w wielu przypadkach prowadzącej do rozpaczy. Jako przykład osoby, która w doskonały sposób przeżyła ten ciemny okres życia mistycznego, Karmelita przywoływał Hioba. Podobnie uczynił Grabowiecki, odwołując się w Rymach duchownych do Księgi Hioba aż dziewięć razy. Czyżby był przekonany, że przed lamentem i desperacją duchową chronią sztuka oraz przeżycie piękna? Najpewniej tak, jak to czyni również wiedza teologiczna. Dlatego czas trwania ciemnej nocy nie ma określonych granic, może obejmować owe piętnaście lat, w czasie których Grabowiecki tworzył Rymy duchowne, w tym cykl eucharystyczny odgrywający w integracji z łaską najważniejszą rolę. W tym niezwykłym związku między Bogiem a człowiekiem pośrednikami są Maryja, anioł stróż i święci. Nastąpiło zniesienie opozycji doczesności i wieczności, natury i łaski w dogmatycznym wymiarze świętych obcowania:
Wtenczas, o święci, o wojsko wybrane,
Żałości wasze niechaj będą znane;
Bronić mnie trudno, lecz prośbą ratować
Możecie, gniewu wiecznego hamować.
(Setnik 2… C, w. 17-20) [10]
Toteż kiedy ciemna noc dobiegła kresu, poeta mógł przystąpić do „aktywnego” życia. Nie napisał już jednak ani jednej strofy. Nie dlatego, żeby był zbyt pochłonięty swymi obowiązkami. W klasztorze miał zapewne znacznie więcej czasu na pisanie niż na dworze królewskim. Mimo to piękno, poezja, okazały się już zbyteczne. Na szczytach kontemplacji Karmel zupełnie przesłonił Parnas [11].
Chciałbym, żeby i w moim przypadku tak się stało. Poezja wszak podprowadza zaledwie pod sam prób doświadczenia, poza którym rozciąga się misterium bycia z Trójjedynym Bogiem. Spełnia swoje zadania za naszego przygodnego istnienia, jeżeli jest sztuką autentyczną, niemal arcydzielną, ale twórcy muszą znak granice jej możliwości. Onegdaj Jan Twardowski zastanawiał się, czy w niebie będziemy słuchali muzyki Chopina? Nie wiem, być może jednak wszystko to, co jest istniejącym dobrem pozostanie zachowane w religijnie pojętej wieczności, zatem i cudowność przeżyć poetyckich. Nie traćmy, proszę, takiej nadziei.
ks. JAN SOCHOŃ
[1] B. Chrząstowska, Otwarte niebo. Literackie świadectwa przeżywania Eucharystii, „W drodze”, Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów, Poznań 1992.
[2] ks. Jan Sochoń, Chleb i wino, Galeria Autorska, Bydgoszcz 2026.
[3] A. Litwornia, Sebastian Grabowiecki. Zarys monograficzny. Zarys monograficzny, Wrocław-Warszawa-Kraków, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, 1975, s. 14-79.
[4] S. Grabowiecki, Rymy duchowne. Wydał Krzysztof Mrowcewicz. Warszawa, Instytut Badań Literackich, „Pro Cultura Litteraria”, 1996.
[5] M. Hanusiewicz, Świat podzielony. O poezji Sebastiana Grabowieckiego. Lublin, Fundacja Jana Pawła II–Wydawnictwo Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 1994.
[6] P. Urbański, Natura i łaska w poezji polskiego baroku. Okres potrydencki. Studia o tekstach. Kielce, Wydawnictwo Szumacher, 1996, s. 49-68.
[7] Tamże, s. 63.
[8] Tamże, s. 64-68.
[9] Tamże, s. 66- 67.
[10] Według wydania: S. Grabowiecki, Rymy duchowne, dz. cyt., s. 192.
[11] P. Urbański, Natura i łaska w poezji polskiego baroku. Okres potrydencki. Studia o tekstach. Dz. cyt., s. 68.