Antoni Libera w pierwszym rozdziale książki Godot i jego cień, będącej opowieścią o jego fascynacji twórczością Samuela Becketta, oświadcza: „Jeżeli w moim życiu było coś, co można by nazwać ziarnem – jakiś wybór czy akt naprawdę wartościowy – to było nim właśnie to: że spośród wielu głosów, jakie mnie dochodziły, wyróżniłem ten właśnie i na nim się skupiłem; że właśnie tego pisarza sobie upodobałem i zacząłem go zgłębiać, stając się z biegiem czasu jego wyznawcą i uczniem”. Przypadająca w kwietniu 2026 roku sto dwudziesta rocznica urodzin Becketta jest dobrą okazją do przypomnienia tej książki.
Żeby mieć stały dostęp do oryginału Bez, Libera przepisuje go w bibliotece z dwutygodnika „Quinzaine Littéraire”. Mechaniczna i nużąca praca budzi niespodziewane pytania dotyczące budowy utworu i prowadzi do odkrycia, że Bez, dzieło próbujące opisać byt, w którym nie ma hierarchii, następstwa czasu i zdarzeń, samo – poprzez swoją formę – jest tym, o czym mówi. Pieczołowite przeliczanie akapitów, zdań, a nawet liter, wyglądające początkowo na zabawę niespełnionego rachmistrza, nie tylko odsłania przed badaczem nową perspektywę interpretacyjną, ale także rodzi, determinującą dalszy bieg życia, decyzję o oddaniu się w służbę twórczości irlandzkiego pisarza.

Godot i jego cień jest szczegółowym, z pietyzmem sporządzonym zapisem procesu, jak z wielbiciela i czytelnika Libera staje się tłumaczem, komentatorem i promotorem dzieła Becketta w Polsce. O poczuciu misji, jakie towarzyszy mu w tej pracy, pisze z dozą ironii, mającej chronić przed śmiesznością, która grozi każdemu, kto zbyt otwarcie mówi o najważniejszych dla siebie sprawach.
Wędrując śladami autora Ostatniej taśmy Krappa, odwiedza Paryż i Londyn, dociera także do Stanów Zjednoczonych, gdzie Alan Schneider nakręcił Film według scenariusza Becketta. Rozdział Widma przy Brooklyn Bridge pozwala wejrzeć w tajniki warsztatu Libery, który profesję badacza literatury uprawia, używając erudycji, wyobraźni i empatii. Dowiedziawszy się, gdzie kręcono jedną ze scen Filmu, z mapą i podarowaną przez reżysera książką z pełnym scenariuszem filmu i dokumentacją zdjęciową, próbuje odnaleźć to miejsce. W didaskaliach Beckett zanotował, że scenerią ma być „dzielnica małych fabryczek z okresu około roku 1929”. Dlaczego rok 1929, a nie na przykład „lata dwudzieste”? Libera szuka odpowiedzi na to pytanie w biografii pisarza. W 1929 roku Beckett miał 23 lata, mieszkał w Paryżu i właśnie zerwał z Peggy Sinclair, swoją pierwszą miłością. Idąc wzdłuż ściany z cegieł, tej samej, pod którą Buster Keaton przemyka w pierwszej scenie Filmu, Libera – przywołując fragmenty Pierwszej miłości Becketta – próbuje odtworzyć atmosferę dawno minionych wypadków. „Gdyby ktoś, obserwując moje peregrynacje w rejonie Dover Street – pisze – zaczepił mnie i zapytał, co tu właściwie robię, mógłbym mu odpowiedzieć, że w wielce złożony sposób replikuję zdarzenia sprzed pięćdziesięciu lat. Jestem przedziwnym echem czegoś, co rozegrało się dawno bardzo daleko stąd, nie wiem, gdzie ani kiedy, a nawet czy realnie, czy tylko w czyimś umyśle”. Scena ta, jedna z najbardziej zapadających w pamięć, jest wielką pochwałą sztuki. Libera godzi się być echem dzieła Becketta (bądź cieniem, by posłużyć się metaforą z tytułu), ponieważ wie, że w ten sposób włącza się w najważniejszy nurt kultury zachodnioeuropejskiej, wyznaczany nazwiskami Dantego, Szekspira, Racine’a, Schopenhauera, Joyce’a.
Kulminacyjnym punktem przygody z twórczością Becketta jest spotkanie z pisarzem. Zetknięcie ucznia z mistrzem, wyznawcy z guru, zawsze ma swoją aurę i dramaturgię. W przypadku Libery poprzedziła je rozmowa z poznanym w Paryżu Sławomirem Mrożkiem, do którego badacz Becketta zwrócił się z pytaniem – właściwie zdumiewającym – czy warto spotkać się z Beckettem, czy też nie? Mrożek, który kilka lat wcześniej widział się z autorem Końcówki, bynajmniej nie z własnej inicjatywy, tylko wskutek pośrednictwa Adama Tarna, powiedział: „Uważał [Tarn], że między nami jest jakieś podobieństwo i że z tego powodu będziemy mieli sobie wiele do powiedzenia. Przyprowadził mnie wtedy do jakiejś restauracji, zapoznał nas ze sobą i zostawił tam samych. Siedzieliśmy z dwie godziny, sącząc irlandzką whisky i prawie nic nie mówiąc. No bo właściwie o czym mielibyśmy rozmawiać?”. Beckett o spotkaniu z Mrożkiem powie później: „Nadzwyczaj miły człowiek. Milczący, wycofany. Mieliśmy świetny kontakt”. Ostatecznie autor Madame zdecydował się spotkać z noblistą. Sumiennie się do tego przygotował i nie przytrafiło mu się to, co się niekiedy wrażliwym admiratorom zdarza, a o czym świadczy przykład Andrzeja Drawicza, który złożywszy wizytę uwielbianej przez siebie Achmatowej, nie wydusił z siebie ani słowa. Dla Antoniego Libery rozmowa z Beckettem (szczegółów nie zdradzę, by nie psuć lektury) stała się nie tylko zwieńczeniem wcześniejszych trudów, ale także początkiem nowego etapu.
Libera miał odwagę udowodnić, że życie czerpie ze sztuki nie mniej niż sztuka z życia, i znalazł dla tego doświadczenia własny wyraz: „Od rana do wieczora siedziałem przy maszynie i spisywałem, jak w transie, tę różnobarwną historię, nie mogąc się od tego choćby na chwilę oderwać. Niby nie był to tekst w intencji literacki ani tym bardziej do druku, był to jedynie zapis – faktów, przeżyć i myśli – świadectwo w formie listu do przyjaciela w Warszawie, a jednak pracując nad nim, miałem, pierwszy raz w życiu, poczucie, że coś tworzę. Był to szczególny wysiłek, nieznany mi do tej pory. Skrajnie wyczerpujący, a jednak – oczyszczający. Wyzwalający z czegoś. Z niewoli urodzenia”.
Godot i jego cień nie jest książką o Becketcie. Ani nawet o Antonim Liberze. To książka o tryumfie literatury.
AGNIESZKA PAPIESKA