HOME
Jacek Hajduk

Nad Owidiuszem (16)

Do Wenecji jechałem z przekonaniem, że ten kilkudniowy pobyt uznać trzeba będzie za fiasko, o ile nie wrócę znad laguny z własnym egzemplarzem łacińsko-włoskich Metamorfoz.

Z Włoch staram się przywozić zawsze jakąś książkę po włosku. Było tak nawet wtedy, gdy jeszcze niewiele, albo prawie nic, w tym języku rozumiałem. Jedne z nich czytałem, inne tylko kartkowałem, jeszcze inne stoją na półce do dziś nietknięte. Wielki bibliofil naszych czasów, Umberto Eco, znany z posiadania wielu tysięcy książek i ciągłego powiększania swego księgozbioru, mawiał, że absurdem jest podejrzewać go o to, iż wszystko, co ma, czytał lub planuje przeczytać.

Książki określają horyzont. Mówią o stronach, z których się przybywa, i tych, w które się zmierza; opowiadają przygody przebyte i niebyłe, prawdziwe i zmyślone; zapoznają nas z postaciami o wiele prawdziwszymi aniżeli ludzie spotykani na ulicy, bo oparły się one – za sprawą kunsztu ich stwórców – niszczącej sile czasu; zdania, passusy, księgi są jak prawidła, jak zasady fizyki. Czytać to żyć. A życie bez literatury to życie bez kodeksu, bez nadziei, bez powietrza.

Książka, którą za tym wyjazdem zamierzałem kupić, nieraz już w którymś z oddziałów Feltrinelli czy Mondadori przechodziła przez moje ręce; tym razem nie mogło skończyć się na oglądaniu. Chodziło o te Metamorfozy, które przełożył Piero Bernardini Marzolla (niedawno zmarły), a przedmową opatrzył Italo Calvino. Rzecz, nakładem Einaudi, ukazała się dwujęzycznie (testo latino a fronte) w 1979 roku, potem w 1994, a wreszcie – i to wydanie upolowałem – dekadę temu, bo w 2015 roku.

 

 

Rynek wydawniczy włoski (jak brytyjski) niezmiennie mnie zachwyca i za każdym razem – zupełnie tak, jak gdyby to była moja pierwsza wizyta w zagranicznej księgarni – wprawia w osłupienie. Niezależnie od tego, czy chodzi o księgarenkę w zaułku rzadko odwiedzanej uliczki, czy o eksponowany punkt którejś z sieci ogólnokrajowych (gdzie siłą rzeczy sprzedaje się także tytuły modne, więc i jak moda przemijające) – wszystkie te miejsca powstały i trwają z myślą o czytelnikach-poszukiwaczach.

Nie pamiętam księgarni włoskiej – od Rzymu po małe miasteczka, w której nie znalazłby się choć regalik z dobrą serią poetycką, ambitną eseistyką humanistyczną czy zachwycającymi starociami, po które w Polsce trzeba pielgrzymować do wyspecjalizowanych antykwariatów. Rzadkością jest też brak we włoskich księgarniach działu z edycjami grecko- czy łacińsko-włoskimi, ale tu w ogóle nie ma o co kruszyć kopii, skoro u nas książek dwujęzycznych (oryginał z przekładem) prawie w ogóle się nie wydaje. Ba, słowo: „bilingwa” (tj. dwujęzyczna edycja książki) nie występuje w ogóle w słowniku polszczyzny.

(Problem, który tu podnoszę zupełnie przecież marginesowo, jest pokłosiem rugowania od dawna edukacji klasycznej – a proces ten jest starszy niż zwariowana transformacja lat 90. minionego stulecia czy nawet PRL, i, uważam, specyficznie nasz – i idącego za tym „upośledzenia humanistycznego”, nawet u osób posiadających dyplomy uczelni wyższych.

Seria dwujęzyczna Austerii – duży format, ascetyczna szata, tłumaczenie odbite w lustrze oryginału – jest ewenementem. Ma też jednak bardzo określony, kolekcjonersko-antykwaryczny charakter, co czyni ją inicjatywą z definicji niszową; publikacje takie zaspokajają nasze potrzeby nade wszystko estetyczne. Kiedy jednak uświadamiam sobie, że wydany tam Homer w tłumaczeniu Wittlina jest jedynym takim, tj. bilingwicznym wydaniem u nas… – czuję wstyd: nie za siebie w tym akurat przypadku, ale za całe pokolenia humanistów. Żadne z wielkich, renomowanych wydawnictw, na czele z Ossolineum, nie miało i nie ma w swojej bogatej ofercie serii klasyki literatury tak prezentowanej.

Ale nawet wielowiekowe istnienie literatury polskiej łacińskojęzycznej – na czele z Kochanowskim i Fryczem – zbywa się przecież w sali lekcyjnej jednym okrągłym komentarzem; o Janickim i Sarbiewskim nie mówi się chyba wcale. Polacy poszli za Rejem, bo przecież – nie gęsi!)

La Toletta (wedle tradycji nazwa pochodzi od słowa toleta, czyli mała deska, służąca za mostek do przejścia nad kanałem) to księgarnia obecna w tym samym miejscu i rękach tej samej rodziny od 1933 roku. Zaczynała jako punkt sprzedaży podręczników, by z czasem stać się schronieniem dla czytelników z prawdziwego zdarzenia. Dziś jest to miejsce niemal legendarne: nie tyle szuka się tu książek, ile pozwala się im odnaleźć siebie. La Toletta – tu Wenecja przemawia nie przez wodę i kamień, lecz przez papier i druk. I pamięć.

 

 

Egzemplarz Metamorfosi, który znalazłem na półce nie był w stanie idealnym: miał zagięcia i zabrudzenia. Być może ktoś odłożył go nieuważnie, a być może ucierpiał podczas transportu. Zabrałem go i spytałem właściciela, czy nie dysponuje egzemplarzem niezniszczonym. Oczywiście, dysponował. Poprosił tylko o kilka minut cierpliwości i rzucił pracownikowi, by przyniósł mu książkę z magazynu znajdującego się kilka ulic dalej. Podobną sytuację miałem przed laty w Salonikach, gdzie w ofercie pewnej maleńkiej oficyny (i tylko tam!) znalazłem rzadkie wydanie utworów prozą Konstandinosa Kawafisa – jako że egzemplarz mieli w magazynie, a magazyn w innej dzielnicy miasta, to podali mi kawę i przekąski. Za to, między innymi, przybysz z Północy kocha świat śródziemnomorski…

Calvino pokazuje Owidiusza jako autora, który dar narracji dziedziczy po opowiadaczach ze Wschodu, i – zarazem – którego świadomość słowa antycypuje tę naszą. Tak. Owidiusz wyrasta jakby z innych czasów niż te, do których go „przypisano”. Rzeczywistość w jego poezji jest płynna – jak u filozofów XX i XXI wieku; in statu nascendi znaczy tu tyle co in statu moriendi.

„Znajdujemy się w wszechświecie, w którym formy szczelnie wypełniają przestrzeń, nieustannie wymieniając się właściwościami i wymiarami, a nurt czasu wypełnia się nieprzerwanym rozrastaniem się opowieści i cykli opowieści. Formy i historie ziemskie powtarzają formy i historie niebiańskie, lecz jedne i drugie oplatają się nawzajem w podwójną spiralę. Bliskość bogów i ludzi – spokrewnionych z bogami i będących przedmiotem ich kompulsywnych namiętności – to jeden z głównych tematów Metamorfoz, ale stanowi on tylko szczególny przypadek bliskości wszystkich figur i form istnienia, antropomorficznych lub nie. Fauna, flora, królestwo minerałów, firmament – wszystko to wchłania w swoją wspólną substancję to, co zwykliśmy uważać za ludzkie: zespół cech cielesnych, psychicznych i moralnych”.

Czytanie Metamorfoz jako poetyckiej encyklopedii mitów jest ledwie muskaniem powierzchni wody, w głębinach której buzuje życie. Owszem, mitologia stanowi temat, ale to mitografia – brawurowa, poetycka zabawa w bogów – jest kluczem do zrozumienia samej istoty rzeczy.

Dla Stendhala literatura to lustro przechadzające się po gościńcu. Dla Owidiusza jest ona raczej – by użyć frazy Calvino – „płynnym lustrem” (liquido specchio), zwierciadłem zaklętym, w którym ukazuje się świat paradoksalnie może prawdziwszy, bo nieuchwytny, niejasny, niepojęty. Jak Wenecja, o której Krzysztof Pomian pisał w pięknym o niej eseju: „miasto zawieszone między niebem a morzem i podwojone niejako grą wodnych odblasków i odbić, które nakładają się na siebie, przepływają jedne w drugie, zmieniają zarysy i odcienie, rozpadają się i skupiają, tworząc łącznie, zwłaszcza w słoneczny dzień, ruchomy splot świetlistych plam barwnych, utrwalony, jak chyba nigdzie indziej, na płótnach Turnera”.

JACEK HAJDUK

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek