HOME
Dariusz Czaja

Powrót bogów greckich

Esej Tomasza Falkowskiego o myśli Waltera Friedricha Otto to jeden z najciekawszych i najbardziej oryginalnych tekstów z szeroko rozumianej humanistyki, jaki udało mi się przeczytać w ostatnich latach. Polska humanistyka cierpi od długiego czasu na różne schorzenia, a pośród nich jednym z najbardziej zauważalnych jest wtórność myśli, a przede wszystkim trzymanie ręki na pulsie intelektualnych mód, połączone z realizowanym kompulsywnie pragnieniem, by cały czas być na bieżąco, by przypadkiem nie odstawać zanadto od tego, co się aktualnie nosi (ma się rozumieć: na mitycznym Zachodzie…). Stąd taka obfitość dzieł „postnych” (komentujących najostatniejsze dzieła zachodniego posthumanizmu, poststrukturalizmu etc.) i ostentacyjna niechęć do zajmowania się autorami, tytułami, ideami sprzed lat kilkudziesięciu (by nie sięgać już dalej!). Dowodzi to nie tylko infantylizacji naszego życia intelektualnego i akademickiego, ale także odsłania boleśnie niezrozumienie elementarnej duchowej przestrzeni, w jakiej funkcjonuje humanistyka (zwłaszcza odchodząca na naszych oczach w niebyt: Wielka Humanistyka). W dziełach humanistycznych, odwrotnie niż to się dzieje w przyrodoznawstwie, niekoniecznie to, co zgłoszone przed laty musi być z definicji gorsze niż myśl najnowsza. Zdarza się, że myśli uchodzące za dawno „przezwyciężone”, wracają po latach do intelektualnego obiegu. Bywa, że to, co nie zasłużyło kiedyś na naukową sakrę powraca po dziesięcioleciach i staje się przedmiotem intensywnego i wielostronnego akademickiego namysłu.

Do tego rodzaju przedsięwzięć intelektualnych należy myśl Waltera Friedricha Otto, znakomitego niemieckiego badacza (autora pomnikowych dzieł, m. in. Die Götter Griechenlands. Das Bild des Göttlichen im Spiegel des griechischen Geistes, Dionysos. Mythos und Kultus, Die Gestalt und das Sein. Gesammelte Abhandlungen über den Mythos und seine Bedeutung für die Menschheit), którego śmiałe tezy na temat ontologii świata starożytnych bogów greckich uznano kiedyś (lata 20. i 30. ubiegłego wieku) za nienaukowe, subiektywne, religianckie, irracjonalne – a więc z definicji niezasługujące na poważną i odpowiedzialną refleksję badawczą. Wydawać by się mogło, że jego dzieło to skansen tytułów zalatujących naftaliną, wspominanych jedynie rutynowo w nobliwych bibliografiach. Tymczasem, po kilkudziesięciu latach akademickiego czyśćca (w klasyce helleńskiej wspominany bywał rzadko i najczęściej na marginesie) dzieła Otta wracają do łask; jego myśl zostaje na nowo odkrywana przez badaczy myśli greckiej religijności, organizuje się konferencje mu poświęcone, wydaje tomy zbiorowe odsłaniające nowatorstwo jego myślenia. Włodzimierz Lengauer, wybitny historyk greckiej starożytności, pisze o jego Dionizosie, że to „bez wątpienia jedna z najważniejszych książek w humanistyce XX wieku”. Oto miara przełomu! A mówimy o autorze, który przez wiele dziesięcioleci był w zasadzie poza obiegiem akademickim; autorze traktowanym w branży starożytniczej nieco protekcjonalnie, uchodzącym zwyczajowo za dziwaka, o ile nie za regularnego wariata…

Z tych właśnie powodów pojawienie się krótkiego, ale wielce treściwego studium Tomasza Falkowskiego o niektórych aspektach myśli niemieckiego badacza, wydaje mi się w obecnej sytuacji intelektualnej (ze szczególnym uwzględnieniem uniwersyteckiej zapaści humanistyki) tak istotne. Mówiąc najkrócej: w swoim studium Falkowski przywołuje szokujące (przed laty) tezy Otta i stara się wpuścić je w nowe i nieoczywiste intelektualnie konteksty. Stara się nie tylko przywrócić do intelektualnego obiegu myśl Otta (to wcześniej zrobili już inni, u nas przede wszystkim prof. Wiesław Juszczak w swojej znakomitej książce Realność bogów), ale próbuje może nawet czegoś donioślejszego poznawczo: zależy mu na tym, by ustanowić ramy intelektualne, w jakich aberracyjna kiedyś teza Otta o realności greckich bogów dałaby się dziś z sensem pomyśleć. A nie jest to zadanie łatwe, zważywszy na to, że pozytywizm (w jego niezliczonych odmianach i wcieleniach) wciąż trzyma się mocno na uniwersyteckich katedrach i to mimo odtrąbionego wiele razy „przełomu antypozytywistycznego”! Dodam na marginesie, że już samo to godne jest poważnego namysłu, którym powinna się zająć socjologia i antropologia  wiedzy; w ramach tego podejścia można pokazać jak silnie współczesna humanistyka wsparta jest na ukrytych i milcząco przyjmowanych założeniach, których korzenie – wciąż! – tkwią w mitologii pozytywistycznej, w marzeniach o wiedzy twardej, pewnej, obiektywnej i intersubiektywnie sprawdzalnej.

Na początek Falkowski wprowadza czytelnika w podstawowe tezy myślenia Otta, szczególnie eksponując „realność greckich bogów”. Pokazuje jak niewspółmierna z obowiązującą w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia rutyną naukową (miejmy świadomość, że Otto wygłaszał swoje tezy nie na prywatnych spotkaniach, ale w dziełach opatrzonych stemplem akademii!) była tego rodzaju supozycja (przekonanie? deklaracja? wyznanie wiary?). Odsłania fakt dziś w zasadzie oczywisty, że zbójeckie tezy Otta dotyczyły nie tylko rzeczywistości antycznych bogów (ich realności i nierealności, cokolwiek to miałoby znaczyć…), ale w równym stopniu odnosiły się do kształtu ówczesnej wiedzy filologicznej, szerzej: do panującego wówczas na uniwersytetach niemieckich pozytywistycznego paradygmatu. Jasne było, że Otto nie tylko formułował nowe tezy filologiczne (o których, co oczywiste, można dyskutować na akademickich seminariach), ale przede wszystkim rozsadzał wąskie – w jego mniemaniu – ramy paradygmatu, uznanego przez większość za oczywisty, racjonalny, samo-przez-się-zrozumiały, w gruncie rzeczy: jedynie możliwy. Jego teza o „realności greckich bogów” rozbijała w puch pozytywistyczne dogmaty ówczesnej wiedzy akademickiej: poszerzała, naturalny dla nastawienia pozytywistycznego, wymiar horyzontalny (ludzki), o wymiar jawnie wertykalny (duchowy, metafizyczny). Tu już nie chodziło o dające się zaakceptować (bądź nie) tezy poznawcze odnoszące się do „starożytnej Grecji”; rzecz była poważniejszej natury: „grecka myśl” Otta dotyczyła kwestii fundamentalnej: kształtu wiedzy humanistycznej i narzędzi poznawczych, które można by nazwać je „naukowymi”. Otto miał pełną świadomość, że wchodził w zasadniczy spór z tym, co w Niemczech uchodziło wówczas za „naukową humanistykę”.

Falkowski rekonstruuje historyczne tło rewolty Otta, przypomina fakty, ale do niech się nie ogranicza. Przeciwnie: historia jest mu potrzebna przede wszystkim do tego, by odbić się w swoich rozważaniach w stronę współczesności. Formułuje więc zasadnicze dla jego studium pytanie: jak dzisiaj odnieść się do tez Otta, jak można je pomyśleć, o ile chcemy zobaczyć w nich coś więcej niż tylko anachroniczną ramotę intelektualną. Innymi słowy: jak trzeba pomyśleć podmiot naukowy i wiedzę humanistyczną, by eksklamacje niemieckiego badacza nie uchodziły po prostu za trywialny przejaw subiektywności (albo traktowane były jako przejaw umysłowego wariactwa)?

W swojej argumentacji powołuje się na różnorodne źródła, współczesne i historyczne: sięga do intuicji poetyckich (John Keats), ale także przekonań filozoficznych (Martin Heidegger).

 

 

Zdolność negatywna (negative capability) Keatsa to – w dopuszczalnym skrócie – postawa intelektualna, która podchodzi do wiedzy w sposób przeciwstawny do modelu kartezjańskiego. Chodzi o to, by otworzyć się na nowe doświadczenia, nieograniczone okowami wąsko pojętego ratio, a myślenie rozumieć nieco szerzej od tego, które zdawało się obiecywać wiedzę jasną, obiektywną i pewną, a w konsekwencji rozluźnić – zdawać by się mogło jedynie dopuszczalny w domenie nauki – dyskurs systemowy i analityczny. Zdolność negatywna odrzuca twarde racjonalno-naukowe rygory, jest otwarta na inny typ wiedzy, będąc przekonana, że „prawda niejedno ma imię”, i że odpowiedzi na naukowe pytania mogą dopuszczać twierdzenia niekoniecznie koherentne. W sukurs zdolności negatywnej zdaje się iść także – według Falkowskiego – myśl Heideggera, zwłaszcza kilka jego spostrzeżeń pomieszczonych w ważnym epistemologicznie eseju Czas światoobrazu. To jeden z najmocniejszych tekstów współczesnej filozofii, w którym dochodzi do głosu wyraźny i stanowczy sprzeciw wobec „twardej” nauki, i zasad ją fundujących. Heidegger zarzuca współczesnej postawie naukowej, że ta z góry wie, co podlega (i powinno podlegać) badaniu. Pokazuje metodę naukową nie jako wielokierunkową, trudną drogę (a to w istocie oznacza greckie methodos), ale jako swoisty – sformułowany w punktach – przepis, który po zrealizowaniu ma nam dostarczyć (jakoby) wiedzy pewnej. Zarzuca naukom (w domyśle: humanistyce i filozofii), że zostały bezwiednie (bezmyślnie?) zbudowane na fundamentach właściwych przyrodoznawstwu, a przecież z definicji są one inną postacią wiedzy, nie mogą mechanicznie powielać przyrodoznawczego wzorca. To stąd wzięło się ponure Heideggerowskie rozpoznanie: nauka nie myśli, nauka rachuje.

Jak nietrudno się domyślić, w swojej postawie badawczej Otto pozostaje na antypodach tak pojętej nauki. Jeszcze bardziej wyraziście kontestował on, to co jest może istotą tak rozumianej nauki: uznanie za realne, prawdziwe, oczywiste tylko tego, co można zweryfikować w ramach obiektywności przedstawienia. W tej perspektywie to podmiot apriorycznie decyduje o tym, co realne i co można poznać, rzeczywistość wychodząca poza ten schemat jest ontologicznie niczym, jest nierzeczywistością, fantazmatem, urojeniem. W związku z tym, w ramach tak skonstruowanego historycznie, co warto wciąż przypominać (bo to oznacza, że nie była to żadna nieuchronna konieczność!) „światoobrazu” bogowie greccy są ułudą, stają się co najwyżej projekcją poznającego rozumu.

Wniosek z tej rekapitulacji krytyki paradygmatu naukowego, którą znajdujemy w dziele Heideggera jest oczywisty: w ramach tak myślanej nauki bogowie greccy nie mogą się pojawić, bo zwyczajnie nie ma tu na nich miejsca. Nie jest to rzecz jasna (bo nie może być!) żaden dowód na to, że bogowie greccy nie istnieją. Odwrotnie: to raczej przekonujący dowód na arbitralnie przyjętą w europejskiej nauce koncepcję racjonalności i naukowości. Tylko tyle, albo aż tyle – w zależności od tego, z której strony patrzeć. Tak czy inaczej: w ramach tak rozumianej nauki bogowie greccy muszą być traktowani jako chimera poznającego rozumu, a w konsekwencji Walter F. Otto musi uchodzić za osobę nie tylko nietrzymającą naukowych standardów, ale może nawet za osobę umysłowo niestabilną…

Ale jeśli zmienić reguły gry, jeśli potraktować podmiot poznający szerzej niż to ma miejsce w dyskursie kartezjańskim, a naukę rozumieć szerzej (i inaczej) niż to przyjmowano w pozytywistycznym schemacie, to droga do rozumienia Greków, i ich pojęcia boskości, świętości, a w konsekwencji realnej obecności bogów – wydaje się otwarta. A na pewno możliwa. W tym kierunku zmierza zasadnicza myśl Falkowskiego. To dopiero w ramach inaczej pomyślanego paradygmatu poznawczego możemy rozważać greckie objawienie, grecką wiarę w bogów i dopiero wtedy staje się zasadne pytanie: co to w istocie znaczy? Dopiero wtedy zrozumiemy, co miał na myśli Otto, kiedy mówił o psychologizacji boskiej sfery w naszej, współczesnej, rzeczywistości, i dopiero wtedy możemy wmyśleć się w głębszy sens tezy o tym, że w świecie starogreckim bogowie doświadczani byli jako realność. Dopiero zmieniając zasadniczo nastawienie poznawcze i przekierowując nasze myślenie na inne (niż nowoczesne doświadczenie przyrodoznawcze) tory, mamy szansę wniknąć w osobność, w oryginalność greckiego świata duchowego. Nie jest to łatwe, bo Otto (a za nim Falkowski) nieustannie podkreśla osobność, oryginalność, idiomatyczność greckiego doświadczenia. Dodając przy tym, że wniknięcie w tę inność jest wielkim intelektualnym i duchowym wyzwaniem. Wyzwaniem, które wymaga w pierwszym rzędzie poszerzenia i przeobrażenia naszego aparatu poznawczego.

Chcąc bliżej wejść w sposób myślenia autora Bogów greckich Falkowski dłuższą chwilę poświęca też analizie osobliwego języka (stylu) jego dzieła. Tu również czekają na nas niespodzianki. Okazuje się, że ów dobrze rozpoznawalny, niedzisiejszy, intrygujący (a może też irytujący) styl niemieckiego autora (określany jako podniosły, uroczysty, poetycki, niejasny) nie jest jakąś subiektywną fiksacją, ale konsekwentnym efektem przyjętej postawy poznawczej. To nie podmiot narzuca tu swoje sensy poznawanemu światu (jak to miało miejsce w kartezjańskim i szerzej: nowożytnym schemacie poznania), ale przeciwnie: często milknie wobec doświadczenia. Bo tylko podmiot otwarty na impulsy przychodzące z greckiego świata ma szanse cokolwiek z niego zrozumieć. Podmiot staje się wówczas (musi się stać) co najwyżej rezonatorem tego, co płynie do niego z zewnątrz. Wynikiem takiej, próżno dodawać: czysto duchowej dyspozycji, jest właśnie styl rozpraw Otta. Nie jest to więc językowa czy stylistyczna ekstrawagancja, ale – powtórzmy – logiczna konsekwencja uprzedniego, biernego, nastawionego raczej na odbiór, nastawienia. To gotowość do poddania się innemu światu, gotowość do fascynacji, odurzenia, zaczarowania. Na tym polega tytułowa „myśl oddana”. To myśl, która nie tylko oddaje się swojemu „przedmiotowi”, „to także myśl, która zostaje oddana przez jej przedmiot dzięki swemu pierwotnemu oddaniu” (s. 32). W finale pracy, idąc za pewnymi rozpoznaniami Michela Foucault dotyczącymi pism starożytnych myślicieli, Falkowski zalicza trudny, osobliwy i ryzykowny dyskurs Otta do wiedzy duchowej (savoir spirituel). Jej zasadniczą cechę widząc w takiej postawie, która nie tyle zagłębia się w sobie, ile odnajduje się w szczególnym nastawieniu wobec świata: oto, by zyskać dostęp do szczególnej wiedzy podmiot musi dokonać w swojej strukturze radykalnej przemiany. Żywą i przejmującą realizacją takiego rozumienia wiedzy duchowej jest właśnie dzieło Waltera Friedricha Otto.

Studium Tomasza Falkowskiego jest wybitnym osiągnięciem intelektualnym. Autor nie tylko przywraca pamięć o zapoznanym przez lata oryginalnym i wyprzedzającym swój czas uczonym (co już byłoby niemało), ale przede wszystkim próbuje umieścić jego propozycje intelektualne na mapie wiedzy współczesnej. Tym samym wychodzimy poza zaklęty krąg filologii klasycznej (czasem religioznawstwa), w ramach której myśl Otta jest najczęściej omawiana. Dzięki tej strategii mamy szansę spojrzeć na jego dzieło nie tylko od greckiej, filologicznej strony. Z pracy Falkowskiego dowiadujemy się nie tylko, co pisał autor Theophanii, ale także zaczynamy lepiej rozumieć dlaczego pisał  to, co pisał i dlaczego pisał tak, jak pisał.

Oryginalność rozprawki Falkowskiego widać szczególnie wyraziście na tle standardowej produkcji humanistycznej: tych wszystkich prac pisanych na stopień, dla punktów, najczęściej bez wiary w sens i znaczenie pisarskiego gestu. Czytając Myśl oddaną obcuję z autorem z innej półki. Z kimś, kto nie tylko kieruje swój wzrok w stronę anachronicznej jakoby persony sprzed stu lat, który z rozmysłem sięga po „stare” lektury, ale który – co ważniejsze – ma  swoje pytania i swoje pomysły interpretacyjne. A nade wszystko z kimś, kogo – nie mam żadnych wątpliwości – obchodzi głęboki sens tego, o czym pisze.

DARIUSZ CZAJA

Książkę Tomasza Falkowskiego można kupić na stronie wydawnictwa. Aby zamówić, proszę kliknąć – tutaj

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek