Jeszcze jeden artykuł ojca z 1937 roku. W redagowanej przez siebie wówczas gazecie PPS, „Dzienniku Ludowym” zamieścił on latem cykl korespondencji „Dwa tygodnie w Paryżu” z Wystawy Światowej Expo 1937. Inne odcinki dotyczą wrażeń z pawilonów: niemieckiego, włoskiego i sowieckiego.
Piotr Mitzner

Zbigniew Mitzner
Czysta wyborowa
Paryż w sierpniu.
– O, pawilon polski jest ładny, bardzo ładny – powiedział do mnie referent prasowy wystawy, wręczając mi kartę wystawową.
Zachwyt ten zbyłem milczeniem. Sądziłem bowiem, iż słowa te dyktowała Francuzowi przesadna grzeczność, nic poza tym. Omyliłem się. Pawilon polski na wystawie paryskiej, o którym tyle złego naczytałem się i nasłuchałem w Warszawie, obcym na ogół podoba się. Wszystkie dosadne określenia, krążące nad Sekwaną i nad Wisłą, o polskim pisuarze, o mankiecie, o ścianie płaczu – mają swe źródło w paryskiej Polonii, która z pawilonu nie jest zadowolona.
Dlaczego?
W najbardziej reprezentacyjnej części wystawy, na lewym skrzydle Trocadéro, w cieniu niemieckiej wieży, w kępie drzew został ukryty polski pawilon. Jego część główna to okrągła wieża – kaplica, w której stoją posągi: Chrobrego, Jagiełły Kopernika, Mickiewicza, Kościuszki, Szopena i Piłsudskiego. Dalej kilka eksponatów, wykresów, pług i restauracja – oto wszystko.
Francuz wchodzący do polskiej wieży, staje się bardzo smutny.
– To widzisz – mówi do swego syna – ta biedna Polska, która przez tyle lat cierpiała w niewoli.
Mały Jean czy Pierre także się bardzo zasępia, ale wnet ciągnie ojca za marynarkę, by wychodzić i iść do lunaparku lub do pobliskiego akwarium. A mimo to pawilon polski Francuzom podoba się. Odpowiada bowiem ich – a częściowo i innych cudzoziemców – wyobrażeniu o Polsce. Polska jest to wieczny pays des martyrs – kraj męczenników. A więcej? Chyba nic więcej Francuz nie wie.
I dlatego samego pawilon nie podoba się Polakom. Boy pisał kiedyś, jak to go we Francji potraktowano tym męczeństwem, tą martyrologią. Nie wytrzymał wówczas i krzyknął:
– Czy ja naprawdę wyglądam na męczennika?!
Ale Polska z pawilonu wystawowego udrapowana jest w to męczeństwo od stóp do głów. Zwiedzającemu nie podsuwa się myśli, że i w Polsce coś się dzieje, że i Polska tworzy rzeczy piękne i praktyczne. Ale Polak nastrojony wystawowo-patriotycznie daremnie w pawilonie swego kraju będzie szukał eksponatu o Gdyni, na próżno będzie się rozglądał za modelem choćby zwycięskiej RWD [1] (nawet Czesi wystawili samolot), a przypominamy sobie, iż wystawa dotyczy techniki w życiu codziennym. Długo będzie szukał śladów naszego budownictwa, mieszkaniowo-żoliborskiego, gdyńskiego czy łódzkiego.
Polski żywej nie znajdzie.
Oczywiście, jeśli nie mówić o wódce. W polskim pawilonie bowiem sprzedaje się wódkę. Nie chcę być źle zrozumiany, nie myślę o restauracji, myślę o oficjalnej części pawilonu, o stoisku monopolu spirytusowego, w którym każdy może nabyć butelkę wódki. Na kontuarze stoi rodzima ćwiartówka wyborowej z wetkniętą ceną – 12 fr. 50.
Jak widać, idea pawilonu, który ma odpowiadać wszystkim pojęciom Francuza o Polsce została do końca przeprowadzona. Chodziło o to zapewne, by codzienne przysłowie tutejsze, tak nas upokarzające soul comme un Polonais – pijany jak Polak albo boire comme toute la Pologne – pić jak w Polsce, w pawilonie naszym znalazły swe usprawiedliwienie.
Nie oceniam architektury polskiego pawilonu, nie znam się na tym. Może naprawdę jest dobry, piękny i oryginalny. A można także wybaczyć, jeśli się nie udał. Ale dlaczego w polskim pawilonie musi się sprzedawać wódkę? Rozumiem, iż trudno dziś zburzyć wieżę i zbudować na tym miejscu piękny, prosty, szklany dom, taki, jaki każdy Polak chciałby widzieć na lewym skrzydle Trocadéro pod biało-czerwoną flagą. Tego już zrobić nie można. Ale wódki można nie sprzedawać. Wiele cierpi Polak, gdy zwiedza swój pawilon i widzi, jak każą mu wkładać na czoło cierniową koronę męczeństwa, podczas gdy on chce być normalnym, żywym człowiekiem. Ale niech chociaż tę wódkę zabiorą, niech nie każą nam reprezentować kraju pijaków.
Bo być męczennikiem, to ciężka rzecz, ale być jednocześnie męczennikiem i pijakiem – to więcej niż zdrowy człowiek może znieść.
„Dziennik Ludowy” 1937 nr 228
Podał do druku PIOTR MITZNER
[1] Polski lekki samolot sportowy.