Nieporozumienie, ze stycznia 1992, dobrze wyszło fotografii. Sąsiadce z góry, w kamienicy przy Szerokiej, zwierzyłam się, że chciałabym zrobić portret Jerzego Panka. Mój ulubiony grafik mieszkał na ostatnim piętrze w jednopokojowym mieszkaniu-pracowni. O terminie nie rozmawiałyśmy. Potem dowiedziałam się, że czekał na mnie następnego dnia. Dobrą stroną „zakłóceń na łączach” był malarz z nieprzyciętą brodą i w wysłużonym swetrze, kiedy już do spotkania doszło. Pierwszy portret zrobiłam jeszcze w styczniu. Od tamtego czasu często bywałam u niego w pracowni. I zawsze był po domowemu. Jak na tym zdjęciu z czajnikiem, z 7 listopada 1998. Pan Jerzy od paru lat nie wychodził z domu. Dbali o niego przyjaciele i starzy znajomi. Ktoś wyprowadzał Pimpka. Ktoś inny robił zakupy. Bardzo lubiłam te nasze spotkania. Myślę – z wzajemnością. Odwiedziłam go z córką, kiedy, po przeprowadzce, mieszkaliśmy już przy placu Inwalidów. Ola, wtedy pięcio- sześcioletnia, doskonale pamięta to spotkanie. Jerzy Panek – stały model dla swoich prac – widział we mnie sąsiadkę z dołu. Nie fotografkę.

„Panek i czajnik”, Kraków 1998, z cyklu: „Portrety” © Elżbieta Lempp
4 czerwca 2025
ELŻBIETA LEMPP