HOME
Adam Poprawa

Mniejsze listy (8)

 

W 1955 na łamach krakowskiego „Dziennika Polskiego” zaczęło się ukazywać Maleńkie lato, powieść w odcinkach Mrożka. W roku następnym rzecz wyszła w postaci książkowej, już bez rysunków autora (a szkoda), zgrabnych przerywników graficznych gazetowego pierwodruku. Do tej urokliwej powieści planuję wrócić przy osobnej okazji, tutaj pojawia się dla krótkiej charakterystyki jednej z postaci, mianowicie Jana Pytla. Był to zatem „chłop osobliwy, bo z każdym wędrowcem, czy to pieszym czy konnym, musiał uciąć krótką pogawędkę”. Zauważmy, narrator Mrożka użył oceniającego epitetu: osobliwy. I nic w tym dziwnego, aczkolwiek antropologia życia codziennego podpowiada, że ludzie raczej lubią pogadać. Tamten zaś powieściowy narrator przypomina nie tyle Mrożka samego, ile legendę biograficzną czy stereotyp. Ile razy słyszeli państwo opowieści o zdecydowanej predylekcji pisarza do milczenia? W przygotowanym przez Magdalenę Miecznicką tomie wspomnień Mrożek w odsłonach (2014) nierozmowność tej postaci staje się jednym z częściej powracających motywów. Ale też – i między innymi dlatego jest to tak ważny i fascynujący zbiór – niektórzy, spośród opowiadających o swoich spotkaniach z Mrożkiem, zapamiętali go jako wspaniałego interlokutora. Co więcej, nieodzywanie się, jako stała dyspozycja pisarza, bywa przez tych pamiętających kwestionowane wprost.

Może dwa skrajne przykłady, wprawdzie nie z książki Miecznickiej, lecz ze źródeł ogłoszonych później. Tak tedy Herling-Grudziński, w liście do Józefa Opalskiego z 17 października 1995, relacjonował pokrótce berliński tydzień: „Widzieliśmy Mrożka. Jego poza milczka i samotnika doszła do absurdu. Zamieniliśmy może trzy słowa. Nie zdaje sobie, biedaczek, sprawy, że szybkimi krokami zbliża się do granicy śmieszności”. Jednakże na końcu, pod sygnaturą własnego imienia, umieścił Herling jeszcze dopisek: „Mrożek zachwycony pobytem w Neapolu”. O! Skąd nadawca listu o tym wiedział? Owszem, nieraz o czyimś zachwycie wystarczająco świadczy twarz, niemniej, niemniej… Herbert zaś, notabene z Berlina, pisał 21 marca 1979 do Najdera: „Był Mrożek i gadał jak najęty. Powiedział, że to ja tak na niego wpływam”. Pewnikiem bywało różnie w czasach i miejscach, z różnymi rozmówcami i interlokutorami niedoszłymi. A milczenie nie jest bez reszty, którą są tomy pism Mrożka i jego rysunków. No i zajmował się dramatami, czyli sztuką dialogu, a nie pantomimą.

 

 

Trzy lata z kawałkiem przed drukiem pierwszego odcinka powieści opublikował Mrożek Rozmowę mimo woli: „Po załatwieniu wszystkich spraw, które miałem załatwić w Brzesku, kupiłem piętnaście deko szynki i zacząłem szukać miejsca, gdzie można by ją spokojnie zjeść. Wśród coraz to mniejszych domków oddalając się ulicami od rynku, trafiłem w końcu na obszerny plac, sąsiadujący z polami, gdzieniegdzie tylko ograniczony zagrodą. Dzień był już słoneczny i niebieski, choć chłodny wietrzyk kwietniowy zakręcał na placu stożkami kurzu i słomy pozostałej po targowym przedpołudniu. Ostatnie furmanki marudziły jeszcze w uliczkach po skończonym jarmarku. Usiadłem na stosie belek nagrzanych i mocno pachnących żywicą i terem. Takie przyprawy jak świeży wiatr i czyste słońce doskonale zaostrzają apetyt.

– Obiad? – ktoś mnie zagadnął. Brzesko jest niedużym miasteczkiem, a w takich miejscowościach i na wsi uświęcony jest zwyczaj rozmowy. Spróbujcie przez pół godziny siedzieć z jakimś nieznajomym na jednej miedzy i nie zamienić ani słowa, a uznają was za dziwaka.

Tym razem był to stary chłop w doniczkowatym kapeluszu, spod którego wyglądały wąsy i oczy jednakowego, siwego koloru. Chyba ten człowiek przeszedł przez wszystkie upały i deszcze, wykonywał wszystkie, żmudne i ciężkie prace, był tak wyblakły, oszczędny w ruchach, spokojny w mowie, zwarty, barczysty i pokręcony, jak wykopany z ziemi pniak.

– Ano – odparłem – obiad. Przecież już południe. – Tak zaczęła się rozmowa. Wymieniliśmy najpierw uwagi na temat pogody i wiosny, potem mówiliśmy o jarmarkach, zagadnąłem go o paszę dla bydła i opowiedziałem mu dykteryjkę jarmarczną, którą zasłyszałem w Czarnym Dunajcu, koło Nowego Targu.

– Nowy Targ? – zastanowił się mój rozmówca. – Znam, ja stamtąd pieszo przeszedłem aż do Krakowa za robotą. Ja, panie, ceglorz jestem, ale robiło się wszystko, co gdzie było do roboty.

Okazało się, że chodził jeszcze przed pierwszą wojną światową. Urodził się wprawdzie w brzeskim powiecie, ale za chlebem gonił przez dziesiątki innych powiatów, wynajmując się do każdej pracy. Śledząc tok jego wspomnień trafiłem również do austriackiej «marszkompanii».

– Wzieni mnie Austrioki w szesnastym roku, w piechociem służył.

Potem długo opowiadał o powrocie z wojny do domu, jak już w rodzinnej wsi jego koledzy jeden po drugim umierali na dezynterię i inne choroby nabyte w okopach i pozostawili go samego.

Świeciło słońce. Pomyślałem o ostatnim kongresie Światowej Rady Pokoju w Berlinie. Małe miasteczko w województwie krakowskim i Berlin. A jednak było w tym coś wspólnego. Myślę, że historyczne wypowiedzi to nie tylko przemówienia w salach wielkich miast. Czy te słowa człowieka o nieznanym mi nazwisku, nie były także wypowiedzią historyczną?

– Teraz posługuję w browarze. Tu nie ma cegielni.

– Pod Krakowem buduje się cegielnia. Wiecie, dla tych nowych fabryk.

Starzec podniósł głowę – przypominał sobie wciąż uciążliwie.

– Wiem, w tej… nowej… nowej…

– Hucie.

– O, w Nowej Hucie. Ja wiem. Duża?

– Duża. Wszystko maszynowo. Ale ludzi potrzeba.

Pokiwał głową.

– Pewnie, ludzie do maszyn są potrzebni. Ja panie swoją robotę znam. Przy cegłach to ja robić umiem.

Odległy browar zagwizdał syreną. Weteran pierwszej wojny imperialistycznej, ceglarz, podniósł się ciężko i pożegnał mnie. Idąc wyglądał jak ruchoma bryła ziemi. Po kilku krokach przystanął, wolno odwrócił głowę.

– To w tej cegielni robota będzie, nie?”.

Tekst pochodzi z tygodnika „Budujemy Socjalizm”, numer 15 z 1951, datowany na 10 kwietnia. Periodyk ukazywał się w Nowej Hucie, firmowany był przez Komitet Powiatowy PZPR, Powiatową Radę Związków Zawodowych i Powiatowy Zarząd ZMP. Starczy. Socrealistyczne okoliczności aż biją po oczach, kwestia nie jest przecież do końca oczywista. Nie zawadzi zacząć od genologii. Tak więc w stosownym tomie Polskiej Bibliografii Literackiej dziełko Mrożka odnotowane zostało w dziale jego prozy. Granice gatunkowe trzymały się wtedy mocno, sporo więc znaczy uznanie tekstu za opowiadanie, a nie za reportaż czy publicystykę. Literackość z kolei zakłada i pociąga za sobą złożoność znaczeń. Jasne, stary chłop spełni się jako robotnik powstającej Nowej Huty, pierwsza światówka określona została „pierwszą wojną imperialistyczną”, narrator odnosi rozmowę do Światowej Rady Pokoju… Jednakże aktualna propaganda wcale nie wygląda na główny cel napisania tekstu.

Trafnie analizuje Błoński sytuację Mrożka jako dziennikarza i pisarza zarazem. Przedstawiając szczególny charakter „Dziennika Polskiego”, konkluduje: „W tej staroświeckiej powadze, zmieszanej z gwałtownością indoktrynacji, tkwiła – groteskowa? – sprzeczność, której Mrożek nie mógł chyba nie odczuwać”. I kilka stron dalej: „Zapewne, Mrożek patrzył na świat przenikliwie i trzeźwo. Ale jeszcze celniej, jeszcze okrutniej obserwował mówienie o świecie”. Tak! Mrożek nie tylko odczuwał sprzeczności, ale i je kształtował, współtworzył, był wnikliwym analitykiem języka. Przyglądam się dokładnie jego publikacjom dziennikarskim z wczesnych lat pięćdziesiątych, niemniej patrzę z perspektywy Słonia i Postępowca. Zgoda, trochę może i synchronicznie, choć nie jest to tylko intentio lectoris.

Już początek Rozmowy mimo woli jawi się konceptem literackim. Narrator-bohater nie wyjaśnia powodów, dla których zjawił się w Brzesku. Ówczesny czytelnik prasy mógł rozpoznać tę postać jako reportera w terenie – pod warunkiem, że pamiętał nazwiska dziennikarzy i umiał rozszyfrować kryptonimy. (Lub jest mrożkologiem piszącym z perspektywy historycznej.) A nowohucki tygodnik docierać miał także do budowniczych socjalistycznego miasta, wśród których nie brakowało półanalfabetów, i jest to ułamek raczej zawyżony.

Pierwszą konkretną czynnością w opowiadaniu okazuje się zakup szynki, dokonany jak gdyby nigdy nic. No cóż, była to mityczna wędlina Polski Ludowej, towar wyjątkowy i trudny do nabycia – czyżby zaopatrzenie prowincji na początku lat pięćdziesiątych przedstawiało się lepiej? Zapewne redaktorzy tygodnika „Budujemy Socjalizm” uznali wstępny epizod za rzeczywistość pożądaną, Mrożek tymczasem zaczął od szyderczej mimesis.

Posiłek przerwany zostaje przez nieznajomego, tyle że bohater od razu godzi się na rozmowę, ba! raczej aprobatywnie tłumaczy obyczaj konwersacji à la manière rustique. Rzecz jasna, ten fragment gra wręcz symfonicznie ze stereotypem milczącego Mrożka. A interlokutor przywędrował tyleż z Nowego Targu, co z prozy polskiej XIX wieku. Poezji zresztą też, to jakiś późniejszy krewny wolnego najmity Konopnickiej. (Dociekliwy czytelnik mógłby zapytać, co taka postać robi w kraju budującym socjalizm, tym bardziej, że człek ów nie pracuje w browarze, lecz tam posługuje.) Pisarz wykreował chłopa nieledwie archetypalnego, który „wyglądał jak ruchoma bryła ziemi”, „jak wykopany z ziemi pniak”, tak więc organicznie z matką ziemią związany, telluryczny. I jeszcze go narysował. Jeśli zaś uwzględnić, że Mrożek za włościanami nie przepadał… Do tego wszystkiego bohater opowiadania zniekształca polszczyznę gwarą; formy „ceglorz” i „Austrioki” były chyba dla pisarza praktykowaniem samoudręczenia. Pierwszym odezwaniem się narratora-bohatera staje się zresztą „Ano”, brzmiące przecież nie z miejska.

Socrealizm powoływał się na tradycje pozytywistyczne, podjął wzorzec powieści tendencyjnej, niektóre dokonania prozy polskiej tamtych czasów uznano za realizm krytyczny. Żeby jednak potraktować socrealizm ironiczną stylizacją dziewiętnastowieczną, do tego już trzeba było Mrożka.

ADAM POPRAWA

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek