Piotr odpowiada, że teraz to już naprawdę nie wie, co się mówi. Alicji przychodzi do głowy, że to jest może jego stała zagrywka. Że już wtedy, kiedy do niej zadzwonił po tamtym odprowadzeniu, po tamtej randce zerowej… Musiał jakoś zdobyć jej numer zresztą. Wtedy też powiedział coś w stylu: nie wiem, co się mówi, więc powiem to, co się mówiło dwadzieścia lat temu, licząc na to, że to nadal działa. A potem zaproponował, żeby się może spotkali kiedyś. Wyskoczyli gdzieś. Kiedyś tam, bez ciśnienia. Kiedyś. Jutro, powiedzmy.
Albo dzisiaj. Co ona robi dzisiaj? Zgodziła się na to jutro. Alicja myśli, że on zaraz znowu powie, że nie wie, co powiedzieć. Albo że nie wie, co się teraz robi. Po czym to właśnie zrobi. To, co się robi. I że może to ona powinna. Może ona powinna zainicjować. Pocałować go powinna. No po prostu, no. Tutaj, teraz. Na tym balkonie. W trakcie tej zamierającej rozmowy. Bo to jednak było błędne założenie, że się tu nic nie wydarzy. Musi się coś wydarzyć. Dzisiaj. Nie że zaraz nie wiadomo co. Ale coś, jednak coś. Bo jak dzisiaj nie, to później będzie już bardzo trudno. Jak dzisiaj nic, to on jednak odpuści. Albo ona odpuści. Na co ma oczywiście teraz wielką ochotę. Odpuścić. Uciec po prostu. Ale trochę by było oczywiście szkoda. Bo to jest naprawdę bardzo fajny facet. W naszym wieku taki facet. No ludzie. Ale jest też przecież i tamto wszystko. I jeszcze u niego jakieś coś, może nawet i symetryczne. Adam mówił, że symetria nie jest zasadą świata fizycznego i że dopóki ludzki umysł jest do niej przywiązany, dopóki jej na siłę poszukuje, to nie będzie mógł świata fizycznego zrozumieć.

Alicja myśli, że musi go teraz pocałować. No i też zwyczajnie chce oczywiście. Ale przede wszystkim – musi. Właśnie ona. A wtedy on… jakoś tak ją przytula. I koniec. Domem starców to trąci trochę. Więc ona jednak go całuje. I nawet nie wychodzi to tak strasznie niezręcznie. To znaczy jasne, że niezręcznie, ale nie jakoś bardziej niż zawsze. Może trochę. Czterdzieści cztery lata na głowę. Butelka wina prawie na głowę. Balkon w deszczu. No to jak ma być zręcznie.
Piotr myśli, że to jest jednak właściwa kolejność. No bo przecież jest wszystko tamto, o czym trzeba będzie pewnie opowiedzieć. O co też trzeba będzie spytać. Ale najpierw musi być to tutaj, na balkonie. Musi być wiadomo, że oni tego oboje na jakimś podstawowym poziomie zasadniczo chcą. A potem można analizować przeszkody. I je, powiedzmy, przeskakiwać. Ale gdyby je najpierw wszystkie tu wyliczyć, to by był dla drugiej strony komunikat, że jednak nie. W obu kierunkach by to tak zadziałało. I wtedy by powstała sytuacja klasyczna: ja chcę, ona chce, nic z tego nie będzie. Która to sytuacja zresztą pewnie tak czy inaczej powstanie.
– Słuchaj… – mówi Alicja, odsuwając się, ale potem jednak z powrotem przysuwając. –Naprawdę świetny z ciebie facet…
– Ale… – podpowiada Piotr.
– Nie… Nie że ale. No ale…
– Czyli jednak ale.
– Chodzi o to, że ja… Że ja nie wiem…
– No ja też nie wiem – mówi Piotr. – Ja też nie wiem.
Alicja myśli, że to w sumie dobrze, jeśli on też nie wie. Piotr myśli, że dużo łatwiej będzie przezwyciężyć jej wątpliwości niż swoje własne. Ale niekoniecznie ma rację.
– Nie wiesz – powtarza Alicja. – To powiedz mi, co wiesz.
– W sensie?
– Co wiesz. Co słyszałeś. Mamy przecież wspólnych znajomych. Ja pytałam, ty pytałeś. Powiedz, co słyszałeś. Co wiesz.
– Słyszałem, że twój mąż zmarł – mówi Piotr.
– To nie był mój mąż. To znaczy wtedy. Już nie. Ale tak. No tak.
– A ty co słyszałaś? – pyta Piotr.
– Słyszałam, że twoja żona…
– To nie była moja żona. Jeszcze… Może tak powinienem powiedzieć. No ale tak…
– Ale to jeszcze nie jest wszystko – mówi Alicja.
– Pytasz teraz? Czy to jest stwierdzenie?
– Pasuje w obie strony. Bo pewnie pasuje i do mnie, i do ciebie. No bo ty na przykład mówisz… A o tym nic wcześniej nie słyszałam… Ty mi mówisz, że tu był pokój jakiegoś dziecka kiedyś.
– A ty kiedyś – mówi Piotr – wykonywałaś zawód, który był chyba dość sensowny. I którego nie potrafisz przestać wykonywać. Ale równocześnie na co dzień robisz coś sztandarowo wręcz bezsensownego.
– No to widzisz.
– No to właśnie.
Alicja myśli, że to już tyle czasu. Że to nie było jednak wczoraj. Nie wiadomo, jak u niego. Ale u niej już jednak trochę czasu. Nigdy nikomu o tym nie opowiadała. Ciekawe, jak on. Postanawia po prostu zapytać. Piotr mówi, że są osoby, które po części śledziły wtedy tamto wszystko na żywo. Niektóre kawałki. Ale w całości to też nie. Nikomu nigdy nie opowiadał.
– Ja myślę, że są dwa wyjścia – mówi Alicja. – To znaczy, że my mamy teraz dwa wyjścia.
– Jakie? – pyta Piotr.
– Pierwsze jest takie, że przeskakujemy ten temat. Oba te tematy. Ani słowa o tym. Całujemy się na balkonie. Pijemy wino. Potrwa to kilka tygodni, może nawet kilka miesięcy. Ale ty tak dobrze gotujesz, że dla mnie to będzie kilka wspaniałych miesięcy. Więc ja to biorę w ciemno. Jakby co, to nie będę narzekać, że można było więcej.

– A druga opcja?
– Druga opcja jest taka, że ty mi to jednak wszystko opowiesz.
– A ty mnie?
– No tak. Chyba wtedy tak.
– Chyba…
– Nie no… Na pewno. Ja też. Tak.
– No to ja myślę…
– Czekaj – przerywa mu Alicja. – Chodzi o to, że ta druga opcja nie jest jakaś wznioślejsza, lepsza i szlachetniejsza. Nie musimy jej wybierać. Rozumiesz?
– Rozumiem – mówi Piotr. – I kusi mnie kilka miesięcy dobrego gotowania. No ale właśnie… A scenariusz numer dwa jak długo mógłby potrwać?
– Nie wiadomo.
– Aha.
– Wtedy to jest już normalna, zwyczajna historia. Może pięć minut, może pięćdziesiąt lat. Nie wiadomo. Wtedy to już zwyczajnie. Albo chcemy, albo nie chcemy. Ty chcesz, ja chcę. Albo nie. Ale nie że to jest na dłuższą metę po prostu niemożliwe. Że się nie może udać. Że musi się zwyczajnie rozlecieć.
– Po kilku miesiącach dobrego…
– No tak. To nie jest mało. A w drugim scenariuszu to już jest loteria. Ale z pełną gamą możliwości. Zwyczajna, przeciętna, normalna ludzka historia.
– Okej – mówi Piotr. – To ja wiem.
– Wiesz, która opcja?
– Wiem. A ty?
– Ja chyba też.
– To kto ma powiedzieć pierwszy?
– Ty – mówi Alicja.
– Więc ja bym ci chciał to wszystko opowiedzieć jednak.
– No to ja też.
– To się tak umówmy. Umówmy się, że ja ci tamto wszystko kiedyś opowiem. I ty mnie kiedyś opowiesz.
– Dobrze. Boję się tylko trochę tego twojego kiedyś.
– Dlaczego?
– Bo jak ty mówisz, że kiedyś, to zaraz potem dodajesz, że może jutro. Albo może dziś.
– Dzisiaj nie – mówi Piotr.
– Na jutro nie mam żadnych planów – odpowiada Alicja.
MACIEJ MIŁKOWSKI
Fragment powieści, która ukazała się nakładem W. A. B.
Aby zamówić, proszę kliknąć – tutaj