Stanisław Kołodziejczyk, którego Mycielski poznał krótko po powrocie z niemieckiej niewoli […], szybko stał się bliskim przyjacielem. Niemal od razu jego osoba pojawia się na kartach korespondencji Mycielskiego z Jarosławem Iwaszkiewiczem, który najprawdopodobniej poznał młodzieńca wcześniej niż Mycielski. W zachowanych przez Kołodziejczyka teczkach z listami od Zygmunta Mycielskiego znajduje się niedatowana kartka: „p. Stanisław Kołodziejczyk. Jarosław Iwaszkiewicz pisze mi, by się z Panem widzieć w sprawach, o których Pan do niego pisał. Wpadnę jutro, czwartek o 18-tej – w razie nieobecności proszę o wiadomość, kiedy mogę Pana zastać. Zygmunt Mycielski” [1]. Musiało to być długo przed 6 marca 1946 roku, kiedy to Mycielski pisał do Jarosława: „Staszek doniósł mi, że wróciłeś” [2]. A 25 marca zwierzał się: „Miło mi ze Staszkiem Kołodz[iejczykiem], on jest prawie za mądry, ale to dobrze właśnie obcować nie z artystą, ale z naukową «konstytucją mózgową» (znowu to, do czego tak tęsknił Karol!), jest coś ścisłego w nim, co daje uczucie gruntu pod nogami. Gdy to ma artysta, to jest dużym kalibrem. Nie tylko Balzac i Chopin, ale i inni duzi musieli to mieć. Staszek natomiast nie jest artystą. Gdyby nim był, to by od razu – etc. – Jego garnięcie się do sztuki jest równie beznadziejne, jak moje do «ścisłości». Spotykamy się na platformie ciągle pustej, i tak się lubimy, znajdując twardy grunt pod nogami w tej samej, takiej samej miłości, tego samego… [3]
Ich związek na początku miał charakter przyjacielski, nie erotyczny. Tak przynajmniej wynika z listu Mycielskiego do Kołodziejczyka, datowanego na 24 kwietnia 1946 roku, w którym czytamy: „Pamiętaj, że już Gide (czy Wilde? Ale zdaje się Gide) pisał, że jest bardzo trudno mieć w jednej osobie przyjaciela i kochanka. Ja wiem doskonale, że w tobie mam, że w tobie mam tylko przyjaciela. Rozumiem świetnie, że inaczej być nie może, z tej bardzo prostej przyczyny, że na nic innego nie masz ochoty” [4]. Od tego czasu wiele do siebie pisali, dużo też na pewno rozmawiali, towarzysząc sobie w życiowych sprawach, rozważając zawiłości własnych charakterów, ale i prowadząc bogate życie towarzyskie skoncentrowane wokół kontaktów homoerotycznych. Kręciło się wokół nich wielu chłopców, przedstawiali ich sobie nawzajem i często spędzali czas wspólnie, choć zazwyczaj było wiadomo, który „Janeczek” czyim jest kochankiem. Niekiedy prowadziło to zresztą do nieporozumień. Po wizycie jednego z chłopców Mycielski zostawił Kołodziejczykowi kartkę: „Gdyby nie było czasu omówić – to, po prostu – uważam za dziś nieładne i brzydkie dla mnie – z łóżka do łóżka (jego). I zanadto Cię on lubi. Nie byłem w stanie po południu go gościć. Bez kuszowania trudno, z kuszowaniem też – ostatecznie: zrozum ty, co masz – jego nie mieszajmy do tego – a ja cóż mam w tym wszystkim do roboty?! Podbierałem coś całe życie – dalej to robić, trudno. Tyle ci powiem – że mnie nigdy nikt tak nie kochał! Więc cóż” [5]. Wtedy jeszcze nie mieszkali razem, znali się jednak coraz lepiej i coraz wyraźniej rozpoznawali swoje potrzeby.

[…] Kiedy Mycielski przeniósł się do Warszawy, namówił Kołodziejczyka na przeprowadzkę. Już w 1947 roku zarekomendował go do pracy w biurze Związku Kompozytorów Polskich. W rezultacie Kołodziejczyk pracował tam jako dyrektor biura od 2 stycznia 1948 do 1 lipca 1951 roku. Mycielski miał w nim duże wsparcie, kiedy był najpierw wiceprezesem, a następnie prezesem Związku. Kołodziejczyk mieszkał wtedy osobno, najpierw w pokoiku w domu YMCA przy Konopnickiej, a później na Krakowskim Przedmieściu. Widywali się nie tylko w biurze. Odwiedzali się po pracy i pożyczali sobie nawzajem pieniądze. Odwiedzali też razem chłopców mieszkających w YMCA, najczęściej w celach towarzysko-erotycznych. W 1951 roku Mycielski dostał jednopokojowe mieszkanie na Żoliborzu. A w 1958 udało im się zamienić oba pokoje na wspólne dwupokojowe lokum przy ul. Rutkowskiego (Chmielna) 10 m 31. 23 marca 1958 roku Mycielski pisał do Andrzeja Panufnika: „Wkrótce mam zmienić mieszkanie, na mały pokój, ale z kuchenką. W drugim pokoju ma mieszkać Staś. Chcemy prowadzić wreszcie gospodarstwo z gosposią, może mi to trochę poprawi sytuację z czasem i energią. Jestem bowiem bardzo zdechły” [6]. Już 6 kwietnia, w Niedzielę Wielkanocną, donosił: „pisałem niedawno list do Ciebie, dziękując Ci między innymi za cudowną paczkę, która zasiliła nowe mieszkanie – teraz posyłam Ci adres tego nowego locum, to jest dawna Chmielna, która na odcinku między Nowym Światem, a Marszałkowską tak się nazywa. Mamy ze Stasiem dwa małe pokoiki z kuchenką i łazienką. Zapisz sobie ten nowy adres” [7]. Tam spędzili kolejne lata swojego życia.
Mycielski był pewien, że związanie własnego losu z Kołodziejczykiem to dobra decyzja. Pasowali do siebie. Kołodziejczyk był poważny i w podejściu do życia racjonalny, co podobało się mniej z natury poukładanemu Mycielskiemu. Był też wybitnie inteligentny. Od 1951 roku do emerytury pracował w wydawnictwie Czytelnik, w redakcji humanistycznej, której z czasem został kierownikiem. To dzięki niemu w oficynie tej opublikowano wiele przekładów dzieł literatury greckiej i rzymskiej: Plutarcha, Herodota, Ksenofonta czy Tacyta, a także monografie i studia dotyczące dziejów starożytnych, w tym cieszące się popularnością książki Aleksandra Krawczuka [8]. Sam był doskonałym tłumaczem z greki i łaciny, a także cenionym redaktorem. Mycielski znajdował w nim zatem pełnoprawnego partnera w rozmowie, a nieraz radził się co do brzmienia łacińskich bądź włoskich tytułów planowanych kompozycji. Wiedział też, że w każdej sprawie może mu w zaufać. Miał pewność, że obaj będą w stanie razem żyć, nie roszcząc wobec siebie pretensji, co do spraw cielesnych, erotycznych. Obaj oddzielali uczuciowe fascynacje od przyjaźni i lojalności względem siebie. Ich relacja była silna i wyjątkowa, na poziomie dużo głębszym niż czysto erotyczna fascynacja.
Już w 1952 roku w kreślonej wówczas wersji testamentu kompozytor powierzał swe papiery właśnie Kołodziejczykowi, z prośbą, by on przejrzał je i zdecydował, co wyrzucić. I choć ostatecznie, po wielu latach obdarzył tym zadaniem profesora Jana Stęszewskiego, kierując się zapewne jego muzykologicznym doświadczeniem, nie znaczy to, by stracił zaufanie do Kołodziejczyka. Ich przyjaźń pozostała niezachwiana. Obaj wiedzieli o sobie wszystko i niczego przed sobą nie ukrywali. Nawzajem też bardzo się o siebie troszczyli. Dobrze wyczuwali, co jest potrzebne drugiemu. Już w 1949 roku Mycielski zapisywał w dzienniku: „Bardzo mi dziwnie lecieć pojutrze do Paryża. […] Tak chętnie oddałbym tę jazdę komuś, co bardziej jej potrzebuje, na przykład Stasiowi K. – Niewyraźnie mu – że lecę, tak to się głupio rozkłada” [9]. A w sierpniu 1958 roku pisał do przyjaciela: „Powinieneś dążyć do podróży włoskiej – wybrać się na miesiąc do Włoch, w 1959 czy 1960 roku. To nie jest niemożliwe” [10]. Cieszył się, kiedy Staś wyjeżdżał na Zachód, bo widział, jak bardzo go to „odtyka”. Sam zresztą od 1957 roku podróżował regularnie. Nie wyjeżdżali jednak razem. Szanowali odmienność własnych spraw i zainteresowań zawodowych. I jeśli nawet spotkali się w Paryżu, jak w 1957 roku, Kołodziejczyk był tam na oddzielnym stypendium.

Staś dbał też o to, by organizować sprawy związane z pracą Mycielskiego: pomagał organizować mu wyjazdy do domów ZAiKSu, przekazywał mu najpilniejszą pocztę, prasę i pieniądze, dopytywał o postępy w komponowaniu i zapewniał, że ma się nie martwić tym, co w domu. W jakiejś mierze przejął w tym względzie rolę wcześniej pełnioną przez matkę Mycielskiego, jak ona nakłaniając go do pracy i niezachwianie wierząc w jego twórczość. Był pod tym względem wyjątkowo oddany. Miewał nawet niekiedy poczucie, że nie wypełnia dobrze swojej misji. W styczniu 1973 roku pisał do przebywającego w domu pracy twórczej przyjaciela: „Jeśli tylko tak możesz pisać względnie wydajnie, to oczywiście nie ma innego wyjścia, ale właśnie to, że nie umiałem – przy Twoim współdziałaniu – zapewnić Ci mn[iej] w[ięcej] zaiksowych warunków, takiej domowej organizacji, żebyś i w domu poza pisaniem listów mógł coś zrobić, gdybyś chciał – jest dla mnie jakąś, jeszcze jedną przegraną” [11]. Po śmierci przyjaciela, pisząc z podziękowaniem do opiekującej się nim w ostatniej chorobie doktor Haliny Szpilmanowej, notował: „[…] wolałbym już teraz nie żyć, byleby On mógł jeszcze parę lat pisać swoją muzykę […]” [12].
[…] Ich związek pozostał silny do końca. Sprawiał, że tym bardziej niemożliwe było ewentualne osiedlenie się Mycielskiego za granicą, na co przecież długo jeszcze liczyła choćby Marcelle de Manziarly. W 1963 roku Mycielski pisał: „Marcelle wynajęła domek gdzieś pod Paryżem. Pisze mi, że ma tam dla mnie pokój, fortepian. Tak, ale nie czuję się na siłach do zostawienia tu Stasia na pastwę wszystkiego, co go otacza czy nie otacza! Na pastwę, w gruncie rzeczy, jego izolacji, którą nazwałbym bezbronnością czy bezradnością, ale to ja nie potrafię przejść z sytuacji, w której mam wrażenie «opiekowania się» kimś, do sytuacji, w której ktoś się mną opiekuje. Chyba, że to jest sytuacja istotnie réciproque, wzajemna, taka właśnie, jaka się ustaliła pomiędzy Stasiem a mną” [13]. Owo poczucie wzajemności było podstawą ich egzystencji. Niezależni w sprawach erotycznych, emocjonalnie żyli razem i pozostawali dla siebie najbliższymi ludźmi.
Mycielski dobrze znał charakter swego przyjaciela. Nieraz – jeszcze w pierwszych latach znajomości – wytykał mu, że nie lubi ludzi i że odsuwając się od nich, niczego nie zyska. Wielokrotnie napominał go także, by czerpał radość z dawania, a także z pracy, dla której warto wiele poświęcić, o ile jest taką pasją, jak dla niego komponowanie. Z czasem cieszyła go pozycja Stasia w wydawnictwie, widział, że jego przyjaciel jest doceniany i – co ważniejsze – nie trwoni życia na marne. Widział w nim też wiele cech podobnych sobie. Już w 1958 roku pisał: „Mamy podobny brak energii, u Ciebie podbudowany racjonalistycznie, u mnie pochodzący z wrażeń i uczuć. Nie trzeba jednak ślęczeć nad zagadnieniem, czy się życie przegrało czy wygrało, straciło czy nie. Życie się przeżywa, takie jakie jest, jakie się ma, jakim się jest” [14]. Ich zażyłość z czasem była bliższa niż w niejednym małżeństwie. O panującej w ich małym domostwie atmosferze obrazowo pisał Iwaszkiewicz: „Parę dni temu złożyłem wizytę u Zygmunta M[ycielskiego] na Chmielnej. Jakże to wygląda! Zupełnie Karol w Bristolu czy nawet w Atmie, w szlafroku (podartym) o jedenastej w dzień, pracujący nad artykułem czy kompozycją, w zupełnej zresztą ascezie. Pokoik jakby był sto mil od Warszawy i piękny pies, grubas, i bardzo miły chłopczyk Stasia Kołodziejczyka, który mi dał herbaty, i rozmowa o starych i nowych sprawach, ale o ważnych sprawach, nie o bułkach i maśle i cenach na jajka, i nawet nie o Gierku i Fordzie. Bo są rzeczy ważniejsze. Chwilka w takiej atmosferze i już inaczej się żyje” [15].
BEATA BOLESŁAWSKA-LEWANDOWSKA
Fragmenty rozdziału „Staś” z książki Beaty Bolesławskiej-Lewandowskiej „Zygmunt Mycielski. Między muzyką a polityką”, opublikowanej nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w 2025 roku.
[1] Zygmunt Mycielski do Stanisława Kołodziejczyka, brak daty. Listy w posiadaniu autorki.
[2] Zygmunt Mycielski do Jarosława Iwaszkiewicza, Kraków 6 III 1946, w: Zygmunt Mycielski, Listy do Jarosława Iwaszkiewicza, oprac. Radosław Romaniuk, „Kamerton” 2014, s. 16.
[3] Zygmunt Mycielski do Jarosława Iwaszkiewicza, Kraków 25 III 1946, w: tamże, s. 21.
[4] Zygmunt Mycielski do Stanisława Kołodziejczyka, 24 IV 1946.
[5] Zygmunt Mycielski do Stanisława Kołodziejczyka, brak daty.
[6] Zygmunt Mycielski do Andrzeja Panufnika, Warszawa, 23 III 1958, w: Zygmunt Mycielski i Andrzej Panufnik. Korespondencja, cz. 1: Lata 1949–1969, oprac. Beata Bolesławska-Lewandowska. Warszawa, Instytut Sztuki PAN, 2016, s. 49.
[7] Zygmunt Mycielski do Andrzeja Panufnika, Warszawa, 6 IV 1958, w: tamże, s. 52.
[8] Zob. Alicja Podzielna, Stanisław Kołodziejczyk (1923–2001), „Zeszyty Literackie” 2001 nr 4 (76), s. 191–192.
[9] Zygmunt Mycielski, Zapiski diarystyczne. 1948–1949, rękopis. Archiwum Zygmunta Mycielskiego – część II, Biblioteka Narodowa, sygn. II 15089, zapis z 1 II 1949 [Warszawa], s. 29–31.
[10] Zygmunt Mycielski do Stanisława Kołodziejczyka, Sobieszów, 11 VIII 1958.
[11] Stanisław Kołodziejczyk do Zygmunta Mycielskiego, 20 I 1973. Archiwum Zygmunta Mycielskiego – część II, Biblioteka Narodowa, sygn. III 15109.
[12] Stanisław Kołodziejczyk do dr. Haliny Szpilmanowej, Warszawa, 24 VIII 1987. Archiwum Zygmunta Mycielskiego – część II, Biblioteka Narodowa, sygn. III 15095.
[13] Zygmunt Mycielski, Dziennik 1960–1969, Warszawa, Iskry, 2001, zapis z 6 I 1963 [Warszawa], s. 110.
[14] Zygmunt Mycielski do Stanisława Kołodziejczyka, Sobieszów, 11 VIII 1958.
[15] Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964–1980. Warszawa, Czytelnik, 2001, s. 414.