HOME
Paula Sawicka

Zapiski ze stanu wojennego w szarym stukartkowym zeszycie (IV)

Zapiski w szarym 100-kartkowym zeszycie zaczęłam prowadzić, żeby rozładować kipiące we mnie emocje wywołane warunkami życia pierwszych dni stanu wojennego, zaradzić przymusowej bezczynności, zapanować nad niszczącym poczuciem bezsilności, zwalczyć bezradność. W ciągu jednej nocy została zamrożona wszelka działalność, urwane kontakty, zablokowany dostęp do informacji. Tym, których nie internowano, nie aresztowano, grożono represjami. Zapiski miały charakter osobisty, intymny i nie miałam zamiaru ich publikować. Dziś zdecydowałam się je ogłosić, bo tamte emocje zblakły, a dziennik czytany po czterdziestu latach nabiera wyrazistości, obserwacje i komentarze w nim zawarte, aktualności. Do oryginalnego tekstu włączyłam uzupełnienia, wyjaśnienia, rozwinięcia, które, jak sądzę, są potrzebne tym, którzy nie mogą pamiętać tamtego czasu.

P. S.

 

20 lutego (70) – sobota

We czwartek wiadomość w DTV, że w tramwaju linii 24, na ulicy Obozowej, w tłoku, nieznany sprawca strzelił do starszego sierżanta Zdzisława K. Starszy sierżant jechał na służbę. Sprawców nie złapano, milicjant jest ciężko ranny, walczy o życie po operacji. Rozmowy, które się wokół tego wydarzenia rozwijają są dość przerażające. Często pojawia się pytanie czy ofiara była przypadkowa, czy też st. sierżant zasłużył sobie czymś na swój los. Opinie, że rzecz wykonali fachowcy: „w czasie wojny tą metodą wykonywało się wyroki”. Dyskusje kwalifikujące zamach: wolno takie rzeczy robić czy nie wolno? Przecież chodzi o ludzkie życie. Ale gdyby to miało być życie żołnierza Wermachtu w czasie wojny, to zamach nie budziłby takich zastrzeżeń jak teraz gdy chodzi o życie podoficera MO. A więc zamach na Niemca lub Polaka czy zamach na okupanta? Wolałabym, żeby st. sierżant przeżył, jestem przeciwna odbieraniu ludziom życia, ale jednocześnie nie czuję nic przeciwko zamachowcom (nie wiem, dlaczego, ale jestem przekonana, że to musiało być kilka osób). Nie jestem w stanie zaakceptować dla siebie tej formy walki, ale czuję, że oni są po tej samej stronie co ja. Przeraża mnie perspektywa zamachów, podkładanych bomb i nawet partyzantki. Chociaż, do czego może doprowadzić filozofia, w której dziś jest jedyna nadzieja: im gorzej, tym lepiej. Sądzę, że wielu ludzi jest już tak naładowanych nienawiścią, że teraz może ona znaleźć ujście tylko w strzałach i wybuchach. I we mnie ona tkwi i zapewne dyktuje mi brak zdecydowanego sprzeciwu wobec sprawców zamachu. A generał ładuje nienawiścią coraz to nowe zastępy ludzi. Wygląda to tak, jakby mu zależało na rozlewie krwi, na wojnie domowej. Może też uważają, że „im gorzej, tym lepiej”. Tyle, że ich gorzej i lepiej są dokładnie przeciwne od naszych. Wczoraj w TV Urban już mówił na ten temat. Opór zbrojny nie ma szans. Mogą nas zgnieść. Może właśnie na tym zależy WRONie. Doprowadzić do zbrojnego oporu i zgnieść wszystko za jednym uderzeniem. W rozmowach o zamachu na st. sierżanta trafiają się też takie głosy, że to była jeszcze jedna WRONia prowokacja. Wczoraj na Nowym Świecie żołnierze znów pojawili się z długą bronią noszoną przed sobą z wystawionymi na przechodniów bagnetami. Na Bonifraterskiej patrol konny milicji. Ale wojska na ulicach mniej, przeważa ZOMO, znikają transportery ze skrzyżowań ulic.

Wiadomość od Małg. M. z jednego ze szpitali Poznania. Przywieziono tam dwie ofiary zajść. Jedna zmarła po przywiezieniu do szpitala (mężczyzna, lat 40, postrzał w głowę), druga – następnego dnia (ciężkie pobicie, stłuczenie pnia mózgu). Akcja ZOMO w Poznaniu polegała na tym, że otoczono szczelnie tłum zebrany pod pomnikiem na pl. Mickiewicza. Ogłaszano przez megafony, żeby ludzie się rozeszli, co uniemożliwiał kordon ZOMOwców, którzy następnie przystąpili do akcji.

 

 

22 lutego (72) – poniedziałek

Nie mam czasu na pisanie, bo kończę przepisywać Mirkową pracę. Siedzę dziś od rana. Wczoraj za to widzieliśmy się z Witkiem. Dostał urlop (20-27 lutego) na odwiedzenie Janki w szpitalu.

 

25 marca (103)! – czwartek

Nie pisałam przez miesiąc. Do niczego nie mogę się zmobilizować. Ogarnęła mnie jakaś straszliwa niemoc i niechęć. Wszystko wydaje mi się beznadziejne. Prawie wszyscy skarżą się na to.

Ale wczoraj nareszcie miły dzień. Mirek został magistrem. Mamy to w końcu za sobą. Zdał bardzo dobrze egzamin. Pracę też oceniona na piątkę. Poszłyśmy z Natalią [Woroszylską] na dworzec, żeby go odpowiednio przywitać. Pociąg opustoszał, a Mirka ani śladu. Dopiero zobaczyłyśmy, że drzwi wagonów na drugą stronę torów są pootwierane. Umknął nam i naszemu powitaniu wybierając się na skróty. Pognałyśmy na wiadukt na przystanek (to był Dworzec Gdański) i zdążyłyśmy zobaczyć jak wsiada do autobusu 122. My wsiadłyśmy w 116, biegłyśmy od przystanku przy Komedii, tak, że udało się nam złapać Mirka zanim wszedł na podwórko.

Zaczęła się wiosna. Jest ładnie, słonecznie. Chciałoby się gdzieś wyjechać. Michał wyjechał we wtorek do Zakopanego. Dostał wczasy (ponad 5 tys. za dwa tygodnie). Sąsiedzi byli na Bukowinie, prywatnie. Płacili po 130 za łóżko i żywili się sami, głównie weckami przywiezionymi z Warszawy. Zorganizowałabym sobie jakiś wyjazd z Julką, ale muszę pilnować interesów…

Tu kończą się zapiski. Miałam coraz mniej na nie czasu i zajęta byłam sprawami nienadającymi się do opisywania. Zeszyt został mi przez Mirka skonfiskowany i wraz z innym dokumentami ukryty w piwnicy sąsiadów, która służyła także kolportażowi podziemnych publikacji. Od tego czasu zeszyt przetrwał dwie przeprowadzki, orzeł odzyskał koronę, o którą upominał się w sejmie PRL poseł płk. Janusz Przymanowski, nastąpiła przemiana Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w Rzeczpospolitą Polską, Ludowego Wojska Polskiego w Wojsko Polskie, Milicji Obywatelskiej w Policję. Minęło 40 lat, a mnie, gdy czytam te zapiski, zdumiewa i przygnębia aktualność wielu spostrzeżeń o dzisiejszym działaniu organów państwa, wojska i policji, o wzbudzanej w społeczeństwie nienawiści, o naszych dylematach, o tym jak krok po kroku zawęża się pole z trudem, przez lata odzyskiwanej wolności. Jeszcze nie całkiem wolność nam odebrano. Musimy jej bronić.

 

Co było dalej? 1982-1989

Niektórzy Czytelnicy moich zapisków mogą być zainteresowani tym, co było dalej. Postaram się krótko opisać to, czego już nie zapisałam po trzech kropkach sugerujących, że ciąg dalszy nastąpi.

Zeszyt został porzucony dlatego, że pochłonięta innymi zajęciami miałam na pisanie dziennika coraz mniej czasu. Przepisywałam na wysłużonej maszynie teksty dla podziemnej prasy. Daty zapisów są coraz rzadsze również dlatego, że coraz więcej treści musiało podlegać autocenzurze. Należało przewidywać, że treść zapisków mogłaby niezdrowo zainteresować niechcianych gości.

Bo któregoś dnia zjawili się z nakazem przeszukania. Zastanawialiśmy się czego szukali, bo bardzo skrupulatnie sprawdzali nasze mieszkanie, łącznie z papierami, dokumentami, książkami. Czteroletnia wtedy Julia, urażona, że omijają jej twórczość, chodziła za nimi ze swoim zeszytem i podtykała do sprawdzenia.

Nie było mnie w domu, bo pewnie wzorem Gajki nie byłabym dla panów z SB uprzejma. Przekonaliśmy się, że musiała im dopiec, kiedy Ewa Dobrowolska, siostra Gai, zabiegała u Kiszczaka o zwolnienie z internatu chorej już Gai. Generał argumentów wysłuchał uprzejmie i rzekomo ze zrozumieniem, i obiecał coś zrobić. Przy Ewie gdzieś zatelefonował i po krótkiej rozmowie z zafrasowaną miną powiedział do Ewy: „Mówią, że nie ma mowy, to wściekła wilczyca. Sama pani widzi, że nie mogę nic zrobić”. Jacek zaś był dla nich zawsze miły i proponował herbatę. Z tej „szkoły” był Mirek. Nie wiem o herbacie, ale moja złość nie miała granic, kiedy okazało się, że mój mąż dodał do zarekwirowanych rzeczy naszą walizkę, bo biedacy nie mieli ich w czym zabrać. To było już… [sprawdzić datę na protokole przeszukania].

PAULA SAWICKA

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek