HOME
Aleksander Fiut

„Ziemia jałowa” czy „Nieużytek”?

Dzięki niestrudzonej pracowitości i godnej uznania inwencji Pawła Bema miłosziana wzbogaciły się o cenny nabytek. Nakładem Instytutu Badań Literackich PAN ukazała się książka Nieużytek. Jałowa ziemia [1944] Czesława Miłosza. Rękopis i biografia przekładu (Warszawa 2026). Podobnie jak edycja Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada, o której miałem tutaj okazję pisać, i ta wyróżnia się wydobyciem z archiwaliów nieznanych tekstów, estetycznym wysmakowaniem i starannością opracowania. Zawiera Kalendarium, obszerny erudycyjny wstęp Bema pt. Nieużytek, faksymile rękopisu zestawione strona po stronie z ostatnią wersją przekładu z roku 2003, Porównanie panoramiczne, Wykaz różnic między czystopisem i drukowanymi wersjami przekładu, a także Bibliografię. Całość wzbogacają: zestaw fotografii przedstawiających T.S. Eliota, fragmenty jego korespondencji z Czesławem Miłoszem oraz dedykacje książek, które mu przesłał, a ponadto archiwalne zdjęcia samego Miłosza oraz Anny i Jerzego Turowiczów z lat 40. i 50., a także brulionów kilku stronic przekładu poematu. Zwracają uwagę podobizny dokumentów poety, które stanowią wymowne świadectwo jego życiowych perypetii: ausweis wydany 1 listopada 1944 przez władze okupacyjne podczas pobytu Miłosza w Goszycach, gdzie w rubryce zawód widnieje: „księgowy”; wydana w Krakowie legitymacja Związku Zawodowego Literatów Polskich z 1945 roku oraz legitymacja I Sekretarza Ambasady RP w Paryżu z 1950 roku.

Paweł Bem starannie rekonstruuje „biografię przekładu”. Oto 1 sierpnia 1944 roku, niczego niepodejrzewający poeta wybrał się z żoną na popołudniową herbatę do Ireny i Tadeusza Krońskich, by przedyskutować z nimi swój przekład Ziemi jałowej, który właśnie ukończył, a nad którym pracował od końca 1943 roku. Trudno w tym miejscu nie przypomnieć łacińskiej maksymy: habent sua fata libelli. Tym bardziej, że losy właśnie tego tłumaczenia splotły się na wiele lat nierozerwalnie z życiowymi przypadkami jego autora. Jak pisał później z sarkazmem w Rodzinnej Europie: „Nie należy nigdy być zbyt pewnym, wychodząc na spacer, że wróci się do domu, nie dlatego tylko, że nam może się coś zdarzyć, również dlatego, że dom może przestać istnieć. Spacer miał trwać bardzo długo”. Trwał do końca życia poety, a nieodmiennie towarzyszył mu słynny poemat Eliota.

 

 

Uciekając ze stolicy, Miłosz miał ze sobą wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego tom T.S. Eliota Collected Poems 1909-1935 wydany przez Faber & Faber w 1936 oraz brudnopis swojego przekładu. I wbrew, jakby na przekór licznym, nieraz śmiertelnym zagrożeniom i niebezpieczeństwom towarzyszącym ucieczce nie tylko troskliwie przechował ten brulion, ale również sporządził jego starannie wykaligrafowany czystopis. Opatrzył go adnotacją Od tłumacza, w której zwięźle informuje: „Przekład poematu T.S. Eliota skończyłem 1 sierpnia 1944 roku i nie zdążyłem już przetłumaczyć przypisów autora, które są integralnie z poematem związane. Miałem zamiar oprócz przypisów, w których sam autor wyjaśnia zawiły bieg utworu, pełnego najrozmaitszych reminiscencji, dodać także krótki własne przypisy – bo poemat, poza trudnością, jaką sprawiać może angielskiemu czytelnikowi, jest podwójnie trudny dla polskiego czytelnika, niemającego «we krwi», jak Anglik, znajomości dawnej poezji angielskiej, która w poemacie jest ciągle cytowana, ani nic zdolnego do skojarzeń, wynikających ze zżycia się z Londynem. Ponieważ egzemplarz Collected poems Eliota spalił się, sprawa i jednych, i drugich przypisów zostaje niezałatwiona”.

Powstaje pytanie: kiedy zatem i w jakich okolicznościach powstał czystopis? Odpowiedź nie okazuje się prosta. Znalazł się on, jak wyjaśnia Bem, w posiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza, który wraz z innymi dokumentami podarował go w 1974 roku Bibliotece Instytut Literackiego PAN. Zatem według pierwszej hipotezy mógł powstać w domu Iwaszkiewiczów w Stawisku, który według Andrzeja Franaszka był jednym z etapów tułaczki Miłoszów. Przemawia za tym to, iż nawet podczas okupacji Miłosz wielokrotnie odwiedzał tę siedzibę i pozostawił Iwaszkiewiczowi na przechowanie część swoich tekstów z tego okresu. Tymczasem, co dziwne, a przynajmniej zastanawiające, w dostępnych źródłach pisemnych brak jakiekolwiek wzmianki o tym pobycie i o tym manuskrypcie! Stąd druga, mniej prawdopodobna hipoteza, którą formułuje Bem, jest taka, że czystopis powstał po dotarciu Miłoszów do ich ostatniego schronienia przed końcem wojny, czyli w domu Anny i Jerzego Turowiczów w Goszycach. Z pewnością poeta miał wówczas czas i warunki, by tego dokonać. Dlaczego zatem ów tekst znalazł się w posiadaniu Iwaszkiewicza a nie Turowicza?

Jakkolwiek było, uderza ogromna waga, jaką nadawał Miłosz swojemu przekładowi, oraz troska, by choć w wersji rękopiśmiennej przetrwał historyczną katastrofę. Nie ustawał przy tym w wysiłkach pracy nad tłumaczeniem i publikowaniem kolejnych jego wersji. Paweł Bem skrupulatnie je wynotował. A zatem fragment poematu pt. Z poematu „Ziemia jałowa” ogłasza krakowski „Dziennik Polski” już 3 września 1945 roku. Po raz pierwszy całość przekładu pt. Jałowa ziemia publikuje „Twórczość” w październikowym numerze z 1946 roku. Drugą wersję pt. Ziemia jałowa podaje do druku paryska „Kultura” w lutowo-marcowym numerze z roku 1952. Trzecia wersja pt. Jałowa ziemia staje się częścią antologii współczesnej poezji brytyjskiej i amerykańskiej pt. Czas niepokoju pod redakcją Pawła Mayewskiego, która ukazuje się w 1958 roku w Nowym Jorku. Ostatnia czwarta wersja pt. Jałowa ziemia znajduje miejsce w tomie Miłosza Mowa wiązana wydanym w 1986 roku. Ponadto w 2004 roku, nakładem Wydawnictwa Literackiego, ukazuje się dwujęzyczne wydanie Ziemia jałowa / The Waste Land w przekładzie i ze wstępem Miłosza, datowanym na maj 2003.

Paweł Bem przypomina, że Miłosz nawiązał bezpośredni kontakt z Eliotem oraz bardzo się starał, by z jego poezją zapoznać polskich czytelników. Sylwetkę i twórczość tego wybitnego twórcy przybliżał m.in. w szkicach List pół-prywatny o poezji, Wprowadzenie w Amerykanów oraz, po śmierci poety, w eseju Myśli o T.S. Eliocie. Poza Ziemią jałową przełożył wiersze Wydrążeni ludzie, Burnt Norton i Gerontion. Po raz pierwszy, co opisał w Rodzinnej Europie, spotkał się z podziwianym autorem w Londynie w 1946 podczas swojej podróży na placówkę dyplomatyczną w Nowym Jorku, aby uzyskać zgodę na druk przekładu Jałowej ziemi w „Twórczości”. Już po przyznaniu Eliotowi literackiej Nagrody Nobla, obydwaj poeci ponownie spotkali się w Waszyngtonie.

W 1951 roku rozdzielony z rodziną Miłosz prosi Eliota o pomoc w uzyskaniu wizy amerykańskiej. Poeta reaguje na tę prośbę bardzo serdecznie. W liście z 15 lutego odpowiada, że dobrze pamięta ich spotkania oraz dodaje: „Rozmawiałem z jednym czy dwoma przyjaciółmi na temat Pańskich trudności, ale nadal nie widzę, jak mógłbym interweniować w tej sprawie. Nie znam żadnych wpływowych osób – ani w Waszyngtonie, ani w Londynie – których uwagę mógłbym przyciągnąć, a w każdym razie obawiam się, że mógłbym powiedzieć im tak niewiele, iż moja interwencja nic by nie zmieniła. Mogę jedynie zasugerować, aby skontaktował się Pan z konsulem Stanów Zjednoczonych w Paryżu. Czyż fakt, iż Pańska żona i dwójka dzieci są w Waszyngtonie i że dzieci urodziły się w Stanach Zjednoczonych, nie powinien dawać Panu pełnego prawa do pobytu w tym kraju?”.

List kończą słowa: „Z głębokim żalem i najlepszymi życzeniami, szczerze oddany T.S. Eliot”.

Wymownym świadectwem przyjaznej więzi obydwu poetów może być to, że w latach 1954-1955 Eliot przesyła Miłoszowi z dedykacjami: dramat The Confidential Clerk oraz poemat The Cultivation of Christmas Trees.

Nie znaczy to przecież, zauważa Bem, że przy wyraźnej admiracji okazywanej autorowi Ziemi jałowej Miłosz odnosił się do całej jego twórczości z niezmiennym i bezkrytycznym uznaniem. We Wstępie do antologii poezji języka angielskiego, którą przygotowywał w 1944 roku, a która z przyczyn politycznych nigdy się nie ukazała, zawarł poniższą charakterystykę: „W Jałowej ziemi Eliot jest moralistą. W późniejszych utworach ta tradycja doprowadza go do poszukiwania podstaw metafizycznych. «Spółkowanie i śmierć, spółkowanie i śmierć» to refren jednego z ironicznych jego poematów o żyjących ludziach wyłącznie fizjologią. Eliot staje się poetą ortodoksji religijnej, bojownikiem prawego skrzydła anglikanizmu, poddając współczesność surowej ocenie w wielkich dziełach poezji dramatycznej Skała i Morderstwo w katedrze.

Ale po ukazaniu się dramatu Cocktail Party w liście z 4 kwietnia 1950 roku do Jerzego Turowicza wpadł w prawdziwą furię: „Trzeba być bydlakiem, żeby coś podobnego i pisać, i coś takiego oklaskiwać […]. Po dwóch ostatnich utworach Eliota stałem się jego zaciekłym wrogiem”. W oficjalnych wypowiedziach wyraźnie mitygował swoje emocje. Zwracał uwagę, że jego stosunek do Eliota jest „o wiele mniej entuzjastyczny”, zaś „identyfikacja artystyczna w chwili przekładu nie oznacza, że tłumacz udziela autorowi pełnej aprobaty”. Cocktail Party dodawał, wprawdzie znalazła swojego odbiorcę w middle-class, ale rozczarowała młodszą generację wielbicieli Eliota, „jest ona rezygnacją z ataku, przeciwnie, jest zadomowieniem w środowisku, które jest traktowane jako normalne i niemal przyrodzone”. Czyli, inaczej mówiąc, zarzucał dramatopisarzowi swego rodzaju konformizm.

Powstaje pytanie: co skłaniało Miłosza do upartego powracania i poprawiania przekładu Ziemi jałowej? Było to przecież zjawisko w całej jego twórczości bez precedensu! Paweł Bem wylicza szereg powodów: „imperatyw doskonalenia tekstu opracowanego w trudnych warunkach i ogłoszonego z błędami oraz niedoskonałościami, wynikającą z tragicznej sytuacji osobistej alienację na emigracji, a po trzecie także odruch solidarności z wybitnym pisarzem, szkalowanym przez propagandę krajów wchodzących po wojnie w orbitę wpływów sowieckich”. Miłosz przypominał w tym kontekście słynną wypowiedź Fadiejewa podczas kongresu we Wrocławiu w 1948 roku: „Gdyby hieny miały wieczne pióra i maszyny do pisania”, pisałyby jak Eliot. Jego twórczość w oczach socrealistów była widomym świadectwem „zgnilizny Zachodu”. Dodatkowy czynnik stanowiła troska Miłosza o „gospodarstwo polskiej literatury”, a zatem uwalnianie jej z socrealistycznego gorsetu oraz rozwijanie artystycznych możliwości poprzez zapoznawanie naszych poetów z najwybitniejszymi osiągnięciami literatury światowej. Osobną rolę odegrał wpływ tłumaczenia poematu na własną twórczość poetycką Miłosza. Już podczas okupacji ten przekład, podobnie, dodam, jak lektura poezji Browninga, mocno inspirowała autora Głosów biednych ludzi. Natomiast w latach 50., w okresie kryzysu twórczego, „praca nad przekładem mogła być formą pielęgnowania poetyckiego warsztatu i próbą odzyskania własnej dykcji”.

Miłosz, wciąż niezadowolony z otrzymanych rezultatów, poprawiał całe fragmenty swojego tłumaczenia, niektóre zdania, ba, nawet zmieniał pojedyncze słowa. Jak dowodzi Bem, posługując się licznymi przykładami, nade wszystko wyrażały się w tych zabiegach starania odpoetycznienia języka i nadania mu charakteru wypowiedzi potocznej oraz skłonność do precyzowania znaczeń i osiągania coraz większej zwięzłości. Przedstawiony materiał porównawczy to prawdziwy skarbiec dla tekstologów i badaczy procesu twórczego!

Dlaczego Miłosz w późniejszych latach powracał do publikowania przekładu słynnego poematu? Jak wolno się domyślać, zdecydował się włączyć go do antologii Mayewskiego chyba po to, by przypomnieć o swoim wkładzie w przyswajanie literatury anglojęzycznej, zaś pod koniec życia w przeświadczeniu, że katastroficzna diagnoza Eliota nic nie straciła na aktualności. Śledził przecież w swojej poezji stopniową erozję wyobraźni chrześcijańskiej oraz rodzącą się na jego oczach epokę postchrześcijaństwa. Przenikliwie analizował zagrożenia, jakie niosą zanikanie dawnych wartości, rosnące wpływy tendencji nacjonalistycznych, odradzanie się totalitaryzmu oraz masowa, stechnicyzowana współczesna cywilizacja. Nawet w jednym z ostatnich wierszy pt. Co mnie – pisanych jakby z perspektywy drugiego brzegu – przewidywał, że „rozpatrywana będzie legalność małżeństw z komputerami” oraz zapowiadał „cybernetyczne cesarstwo planetarne”. Słowem, nie opuszczało go przekonanie, że przyszło mu żyć na „jałowej ziemi”.

Czytając tę niezwykle pouczającą książkę, nie mogłem opędzić się od na pozór banalnego pytania: jak powinien brzmieć po polsku tytuł arcypoematu Eliota? Określenie Ziemia jałowa wydaje się oczywiste i dobrze przyswojone, o czym świadczą również przekłady pióra Krzysztofa Boczkowskiego, Andrzeja Piotrowskiego, a ostatnio Adama Pomorskiego, którzy tak właśnie swoje teksty tytułują. W cytowanej rękopiśmiennej adnotacji Od tłumacza Miłosz wyjaśniał: „Tytuł obecnego poematu brzmi: The Waste Land – co po polsku znaczy: nieużytek, opuszczony grunt na parcelach miejskich. Ponieważ jednak prof. Borowy tłumaczy to jako: Jałowa ziemia, a tytuł ten lepiej brzmi i bliższy jest atmosferze utworu – pozostawiam ten tytuł”.

 

 

Według Bema Miłosz niedokładnie zapamiętał formułę Wacława Borowego, który w swoim szkicu Wędrówka nowego Parsifala. Poezja T.S. Eliota użył określenia „Ziemia jałowa”. Do niej noblista powrócił w wydaniu „Kultury” paryskiej, a po latach w dwujęzycznej edycji Wydawnictwa Literackiego. Że w innych wydaniach posługiwał się wersją Jałowa ziemia, próbował tłumaczyć świadomym zabiegiem, gdy w istocie, czego świadectwem czystopis, była to omyłka.

To wszakże problemu z tytułem nie wyczerpuje. W cytowanym Wstępie do przygotowywanej tuż po wojnie antologii przekładów z języka angielskiego Miłosz tak streszczał ideę przyświecającą poematowi: „Myśl jego (Eliota – A.F.) jest krytyczna i ironiczna. Tropi ona rozpad wierzeń i nadziei, brak jakichkolwiek idei kulturalnych kształtujących się w Europie i zupełne zagubienie się angielskiego społeczeństwa. Wizja, jaka stąd powstaje, jest ponura, jest to wizja katastrofy, zagrażającej cywilizowanemu światu […]. Najsłynniejszy jego poemat, wydany w 1922 roku, The Waste Land, co najsłuszniej może przetłumaczyć, jak to uczynił prof. Borowy przez Ziemia jałowa – ma motto z Petroniusza: gdy Sybille w Kumach zobaczyłem wiszącą w szklanej ampuli i gdy chłopcy pytali: czego pragniesz Sybillo, odpowiedziała: chcę umrzeć. Motto wyraźnie mówi o klimacie poematu, który ma symbolikę zaczerpniętą z badań naukowych nad wierzeniami i obrzędami ludów pierwotnych. Posucha był dla tych ludów klęską najgorszą. Czy nie jest tak z naszą cywilizacją? Czy nie żyjemy wśród zupełnej posuchy moralnej?”.

Już wtedy zatem jeden ciąg skojarzeń prowadził Miłosza ku wyobrażeniu europejskiej cywilizacji w formie ziemi „jałowej”, sprażonej słońcem, nie nadającej się do uprawy, symbolicznej „posuchy moralnej”. Pewnie dlatego w Przedmieściu, gdzie lipcowy żar pali „gorący piasek” pojawia się w formie aluzji do Eliota „jałowe pole”. Podobnie w innych odnotowanych przez Bema wierszach pojawiają się „jałowa ziemia”, „jałowe wzgórza”, „księżycowe jałowizny”.  Ale równocześnie Miłosz wskazywał na zupełnie inny niż agrarny ciąg skojarzeń, twierdząc, że waste po polsku oznacza miejski nieużytek!

Z ciekawości sprawdziłem. Według Nowego Słownika Fundacji Kościuszkowskiej waste pojawia się w konstelacji takich skojarzeń, jak: trwonić, marnować, wyczerpywać, pustoszyć, niszczyć. W formie przymiotnikowej: odpadowy, zbyteczny, nieuprawiany, leżący odłogiem, zniszczony, zdewastowany, przen. jałowy. Ponadto istnieje w angielszczyźnie słowo: wasteland oznaczające, jak podaje ten słownik: „1. nieużytki; ziemia zniszczona (przez cywilizację) 2. lit. ziemia jałowa”. Może Eliot, to mój domysł, miał w pamięci od razu te dwa wyrazy i grał ich znaczeniami? Miłosz zaś, jak wyjaśnia, zrezygnował ostatecznie z wersji Nieużytek tyleż z szacunku dla formuły Borowego, co z przekonania, że dawniej wybrana wersja lepiej brzmi po polsku i „bliższa jest atmosferze utworu”? Albo też zapamiętał znaczenie słowa wasteland?

Problem w tym, że poemat mówi o mieście, a nie o wsi, o Londynie, a nie polach nieuprawnych, leżących odłogiem! O czymś, co zdaje się już nie nadawać do użycia, czyli o spustoszonym po Wielkiej Wojnie, zdałoby się już nieużytecznym dorobku europejskiej tradycji kulturowej, który zostaje aluzyjnie przywołany patchworkiem cytatów m.in. z poezji angielskiej, francuskiej, niemieckiej i włoskiej. Zatem – Ziemia jałowa czy Nieużytek – oto jest pytanie!

ALEKSANDER FIUT

Aby zamówić książkę Pawła Bema – proszę kliknąć tutaj.

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek