Z dziennika podróży to zbiór artykułów ogłaszanych przez Andrzeja Bobkowskiego na łamach prasy krajowej („Nowiny Literackie”, „Tygodnik Powszechny”) i emigracyjnej („Kultura”), zawierający zapiski z czasu, gdy mieszkał z żoną w Paryżu, notatki z wojaży po Francji, z podróży do Gwatemali i Stanów Zjednoczonych, a także Fragmenty z notatnika, pisane w latach 1958–1960 w obliczu nadchodzącej śmierci. Książka wydana przez „Więź” doczekała się trzech wydań (2006, 2009, 2013) i warta jest przypomnienia przy okazji sześćdziesiątej piątej rocznicy śmierci pisarza, która mija 26 czerwca 2026 roku.
Odwaga sądów i soczysta narracja cechują wszystko, co wyszło spod pióra Andrzeja Bobkowskiego, jednego z najbardziej oryginalnych pisarzy powojennej emigracji, autora kultowych Szkiców piórkiem (Francja 1940–1944), wydanych w 1957 roku w Instytucie Literackim Jerzego Giedroycia w Paryżu (w Polsce ujrzały światło dzienne dopiero w 1996 roku). Wśród uzdolnień autora na plan pierwszy wysuwa się talent do próżnowania. Nie należy go bagatelizować ani potępiać. Oddawanie się zajęciom, do których nieodzowne jest posiadanie tej predyspozycji, zyskało sobie nazwę: flânerie. Walter Benjamin pisze w Pasażach: „U podstaw flânerie leży między innymi idea, że zysk z próżniactwa ma większą wartość od zysków z pracy. Jak wiadomo, flâneur oddaje się «studiom»”. O tym, jakiego rodzaju są to studia, informuje XIX-wieczny Larousse, gdzie hasło flâneur otrzymało taką oto definicję: „Jego oko szeroko otwarte, jego czujne ucho szuka czegoś zupełnie innego niż tłum. Słowo rzucone mimochodem objawia mu jeden z owych rysów charakteru niemożliwych do wymyślenia, które trzeba rejestrować na gorąco” (tłum. I. Kania).
Odznaczając się konstrukcją włóczęgi, był Bobkowski bystrym obserwatorem przemian kulturowych, jakie zachodziły w Europie po II wojnie światowej. Spostrzeżenia dokonywane na paryskich bulwarach i dworcach, w sklepach i barach, w warsztacie naprawy rowerów, gdzie przez jakiś czas pracował, stanowiły dla niego punkt wyjścia do rozważań na temat stanu kultury europejskiej, którą postrzegał jako znajdującą się w głębokim kryzysie. „Ktoś powiedział, że nie można dyskutować z Francuzem, jeżeli nie podziela się jego przekonań fundamentalnych. Dyskutuję z nimi dużo i dostrzegam, że Francja nie ma już przekonań fundamentalnych; tych, którymi wykarmiała całą Europę przez tyle wieków. Nie ma ich w ulicy, brak ich w tłumie, w teatrach i w książkach, brak w oczach Francuzów i w rozmowach z nimi” – pisał, próbując zrozumieć przyczyny, dla których Francja traci swoją tożsamość. W swoich podróżach po kraju Montaigne’a, od Paryża aż po Kraj Basków, nigdy nie tracił z oczu tej kwestii i szukał dla niej objaśnienia w najbardziej prozaicznych sytuacjach, jak choćby ta z dworca w Biarritz, gdy stary tragarz, ocierający pot z czoła, na pytające stwierdzenie Bobkowskiego „Pan zmęczony” odpowiada ze śmiechem: „Ja jestem zawsze zmęczony… ja się już urodziłem zmęczony”. Przemnożenie tej odpowiedzi przez miliony, co natychmiast czyni Bobkowski, wiedzie do ponurych konstatacji.

„Zawiedziony kochanek Francji”, jak nazywał go Józef Wittlin, uciekł za ocean jednak nie od niej, ale od zatrutej zmurszałymi ideologiami Europy, którą uznał za chorą na brak wolności. W lipcu 1948 roku wraz z żoną Barbarą wyruszył do Gwatemali. Lektura diarystycznych zapisków, jakie prowadził podczas rejsu na statku „Jagiełło”, nie pozostawia wątpliwości, że dla Bobkowskiego podróż nie oznaczała przemieszczenia się z jednego miejsca do drugiego, ale stanowiła samą istotę egzystencji. Jak mało kto, potrafił docenić urok chwili: „Wszystkie dotychczas widziane kolory wydają mi się blade w porównaniu z tym huraganem barw; barw ciętych, ostrych, soczystych. (…) Odczuwam fizyczną rozkosz posługiwania się wzrokiem; piję biel płaszczyzn na pokładzie, wchłaniam niebo, na deser piana za rufą, smakowita, śnieżna, ubijana równo śrubami. (…) Dla takich chwil warto pomęczyć się przez całe lata i potem; warto zapłacić”. Osiedliwszy się w Gwatemali, w wieku trzydziestu pięciu lat zaczynał nowe życie. Uważał to za sprawdzian własnej witalności, inwencji, zdolności radzenia sobie w nowych okolicznościach. Początkowo prowadził warsztat latających modeli samolotowych, następnie zaś sklep Gwatemala Hobby Shop oraz klub modelarski. O doświadczeniach zdobytych w Ameryce Południowej, a także o podjętej stamtąd wyprawie do Stanów Zjednoczonych na zawody modelarskie traktuje tekst Z notatek modelarza.
W ostatnich miesiącach życia, upływających pod znakiem postępującej choroby, towarzyszyło mu uczucie pośpiechu – jak przed podróżą. W powstałych w tym okresie Fragmentach z notatnika uwidacznia się, wyraźniej niż kiedykolwiek, jeden z zasadniczych rysów jego pisarstwa – uparte unikanie wzniosłości i powagi. Na kilku stroniczkach humor spotyka się z mądrością, jak w scenie spowiedzi, o tyle nietypowej, że penitent zupełnie nie wie, z czego ma się spowiadać, zaś pomocnicze pytanie księdza o to, czy się gniewał (Did you get angry? – spowiedź odbywała się po angielsku), wprawia go w szczere zdumienie: „Angry? Niby dlaczego? Nigdy. Po cholerę get angry, gdy życie jest takie piękne?”. Ksiądz musiał być w niemałym kłopocie. Ale byłby w jeszcze większym, gdyby usłyszał wyznanie wiary, jakie ten „chuligan wolności” (sam określił się tym mianem) zawarł na stronicach Szkiców piórkiem: „Wierzę w koty i w rum, i w słońce, i w zielone drzewa, i w wolność. Chcę mieć prawo zdechnąć z głodu, jeżeli sobie nie dam rady. I żyć – na litość boską, żyć trochę tak, jak mnie się podoba, a niekoniecznie tak, jak podoba się jakiejś zas… ideologii. Amen”.
AGNIESZKA PAPIESKA