HOME
Agnieszka Papieska

Arystokrata i ataman

„Na świecie zdarzają się kataklizmy, upadają ideologie i imperia, zmieniają się prezydenci, rządy, mody, a przy biurku przy avenue de Poissy 91 w podparyskiej miejscowości Maisons-Laffitte siedzi litewsko-polski arystokrata, pan Jerzy Giedroyc, i dzień w dzień stuka na staromodnej maszynie listy do współpracowników, polityków, pisarzy i poetów z zamówieniami, wskazówkami, naganami, rzadziej z pochwałami” – napisał najbliższy ukraiński współpracownik „Kultury” Bohdan Osadczuk po śmierci Redaktora („Tygodnik Powszechny” 2000 nr 39).

Dziewiętnaście lat po śmierci Giedroycia ukazała się cała zachowana korespondencja Redaktora z Bohdanem Osadczukiem, przechowywana w Archiwum Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte, opracowana z niezwykłą starannością przez Bogumiłę Berdychowską (także autorkę wstępu) i Marka Żebrowskiego. Obejmuje ona ponad osiemset pięćdziesiąt listów wymienianych przez dwóch wybitnych przedstawicieli emigracji na przestrzeni pięćdziesięciu lat (1950–2000). Trudno o lepsze źródło wiedzy na temat relacji pomiędzy polską a ukraińską emigracją polityczną w XX wieku, szczególnie że obydwaj korespondenci – silnie zaangażowani w sprawę odzyskania przez ich kraje pełnej suwerenności – traktowali listy jako ekwiwalent politycznych narad, na których wymienia się poufne informacje i podejmuje strategiczne decyzje.

 

 

Osadczuk, urodzony w Kołomyi w 1920 roku, w ukraińskiej rodzinie, od 1941 roku mieszkał w Berlinie. Był historykiem, politologiem, dziennikarzem –współpracował z wieloma pismami ukraińskimi, polskimi i z mediami niemieckiego obszaru językowego, przede wszystkim ze szwajcarskim opiniotwórczym dziennikiem „Neue Zürcher Zeitung”. W 1966 roku został profesorem najnowszej historii Europy Wschodniej na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie Zachodnim – ale wykładać tam zaczął już dziesięć lat wcześniej. Po Październiku 1956 stał się w Berlinie głównym rzeczoznawcą w sprawach polskich, udzielając komentarzy radiowych i pisząc po kilka artykułów na dzień. „«Neue Zürcher Zeitung» wychodziła trzy razy dziennie, do każdego wydania trzeba było aktualizować dany tekst – wspominał w rozmowie z Basilem Kerskim i Andrzejem Stanisławem Kowalczykiem – Robiłem takie sztosy w okresie sprawowania władzy przez Chruszczowa: słuchając Chruszczowa przez radio, dyktowałem sekretarce kwintesencje jego myśli, a ona od razu przenosiła je na papier. Przez te ich trzy wydania dziennie konkurowałem z agencjami prasowymi!” (B. Kerski, A. St. Kowalczyk, Wiek ukraińsko-polski. Rozmowy z Bohdanem Osadczukiem, Wojnowice, KEW, 2019).

Osadczuk poznał Giedroycia w 1950 roku na berlińskim Kongresie Wolności Kultury, gdzie wielkie wrażenie zrobiło na nim zwłaszcza wystąpienie Józefa Czapskiego upominającego się o obecność na Kongresie przedstawicieli wszystkich narodów zniewolonych przez ZSRR. Od razu poprosił Giedroycia i Czapskiego o wywiad dla gazety „Ukrajinśki Wisti”, a dwa lata później zaczął na łamach „Kultury” prowadzić „Kronikę ukraińską”. Szybko stał się konsultantem Redaktora w sprawach ukraińskich i międzynarodowych, a także cennym pomocnikiem w promowaniu „Kultury” i jej autorów w prasie niemieckojęzycznej. Z wieloma polskimi pisarzami pozostawał w bliskich relacjach – z Markiem Hłaską, Wiktorem Woroszylskim, Włodzimierzem Odojewskim. W sprawie tego ostatniego pisał do Redaktora w lipcu 1972 roku: „Piszę ręcznie, bo maszynę pożyczyłem Odojewskiemu. Jego sytuacja jest fatalna. Paszport kończy się we wrześniu – o przedłużeniu nie ma mowy. […] Powrotu nie chce i się boi. Chciałby pozostać tutaj, ale z czego ma żyć? […] Mógłby go Pan przyciągnąć do «Kultury» – to niesłychanie cenny człowiek”.

W politycznej działalności Giedroycia Osadczuk cenił jego dążenie do wytyczenia nowej drogi dla polskiej polityki wschodniej, biorącej za punkt wyjścia uznanie granic na Wschodzie i rezygnację z terytorialnych pretensji wobec Lwowa, Wilna i Grodna – chociaż nastroje wśród Polonii londyńskiej i amerykańskiej oraz pośród polskich wysiedleńców z ziem wschodnich nie sprzyjały tej wizji. Także Osadczuk pozostawał w konflikcie z emigracją ukraińską, co Redaktor zapisywał mu na plus: „Jaki dobry publicysta czy polityk może być w zgodzie ze swą emigracją? – pisał w sierpniu 1972 roku – Coś wiem o tym z własnego doświadczenia. I myślę, że na dłuższą metę to «płynięcie pod prąd» się opłaca”.

 

 

Nie sposób wymienić nawet części przedsięwzięć politycznych i kulturalnych inicjowanych przez Giedroycia i Osadczuka na rzecz zbliżenia polsko-ukraińskiego. Z pewnością wielkim wydarzeniem było wydanie w 1959 roku przez Instytut Literacki jednej z najobszerniejszych antologii literatury ukraińskiej XX wieku Rozstrilane widrodżennia (Rozstrzelane odrodzenie) pod redakcją Jurija Ławrinenki, gromadzącej utwory prozatorskie, poetyckie, dramatyczne i eseistyczne z lat 1917–1933 autorstwa pisarzy ukraińskich poddanych stalinowskim czystkom – cenzurze, zsyłkom i wyrokom śmierci. W owym czasie – oceniał po latach Osadczuk – ani ogół ukraiński, ani polski nie doceniły tego dzieła Giedroycia tak jak na to zasługiwało (choć recenzji i audycji po ukazaniu się książki nie brakowało). Dziś przez intelektualistów ukraińskich i ukrainistów polskich antologia ta jest uważana za fundamentalną.

Współpraca dwóch tak silnych osobowości nie mogła obyć się bez sporów. Najczęściej ich przedmiotem stawała się Rosja – Osadczuk uważał, że Giedroyc za bardzo sprzyja Sołżenicynowi, Redaktor natomiast zarzucał Osadczukowi brak zrozumienia dla rosyjskich reformatorów. Zarzewiem konfliktów był też porywczy temperament publicysty. Któregoś razu zatelefonował do „Kultury”, domagając się, by redakcja nie publikowała listu profesora Petra Goya skierowanego przeciwko niemu. Giedroyc odmówił, przypominając, że trzyma się żelaznej zasady niecenzurowania listów do redakcji, nawet jeśli atakowany jest on sam lub ktoś z jego bliskich współpracowników. „Może ma pan rację – odpisał Osadczuk 31 marca 1993 roku – chociaż zirytowały mnie kłamstwa tego Neandertalczyka, Goya. Jest to banderowiec z krwi i kości, naukowe zero. Wybrany na rektora w Monachium, chociaż nie umie słówka po niemiecku. Gębę ma taką jak z policyjnego albumu. Nie wiem tylko, jak postąpić: zignorować ten głos czy przyłożyć facetowi. Co Pan myśli?”.

Pół wieku współpracy i przyjaźni nie skłoniło Giedroycia i Osadczuka do porzucenia formy „pan”, ale wydało cenniejsze owoce. Jeden z nich objawił się w 1991 roku, kiedy Polska – jako pierwszy kraj na świecie – uznała niepodległość Ukrainy, proklamowaną przez nią 24 sierpnia 1991 roku.

 

Bohdan Osadczuk jest jednym z bohaterów wystawy „«Jestem zwierzęciem politycznym». Jerzy Giedroyc i „Kultura” 1947–2000”, czynnej w Muzeum Literatury w Warszawie do 31 października 2026.

AGNIESZKA PAPIESKA

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek