HOME
Anna Piwkowska

Mój Nieborów (IV)

Niobe nieborowska

Ciężkie, brązowe drzwi do pałacu w Nieborowie, z okrągłą klamką, na której widniały wygrawerowane trzy trąby, herb Radziwiłłów… Otwieraliśmy je w dzieciństwie kilkanaście razy dziennie. Nie wiedzieliśmy, że otwieramy jednocześnie zamknięte wrota czasu, chociaż przeczuciu, że oto przekraczamy linię między dwiema rzeczywistościami, towarzyszył ogarniający nas dreszcz tajemnicy. Bo przecież za każdym razem, gdy wchodziliśmy czy też wbiegaliśmy do ciemnej, pałacowej sieni, tajemnica już na nas czekała. A stała tam od zawsze, na czarnym dębowym stole i jaśniała. Świeciła jak Morze Azowskie. Niobe. Córa Tantala i żona Amfiona.

Wolałam ją jako córę Tantala, wspaniałą, wolną, jeszcze niezakochaną w Amfionie, z którym związek miał jej przynieść taki ból. Siedem córek i siedmiu synów, których utraci w okrutny sposób. Ta wizja Niobe patrzącej na dzieci zabijane strzałami z łuku przez Apolla i Artemidę, Niobe w gniewie, niedowierzaniu, rozpaczy, a potem zamienionej z litości w skałę, którą wicher zaniósł do Azji Mniejszej, do jej rodzinnego miasta Sipylos, powracała do mnie falami. Nie za każdym razem, bo przecież mijałam ją kilka razy dziennie, wchodząc do Palarni i Sali Weneckiej na obiad i kolację. A przynajmniej nie w formie refleksji, lecz właśnie w błysku, w tej energii, jaką roztaczała. Świeciła. Głowa Niobe. Głowa bez ciała, która w dziecku powinna była budzić grozę… A jednak głowa Niobe była w tak oczywisty sposób całością, rozpaczającą, ale patrzącą po przebytych cierpieniach na dylematy śmiertelników tak spokojnie, że stawały się śmiesznie nieważne wobec jej trwania w mroku nieborowskiej sieni. Wiele razy moje życiowe rozterki zamieniały się w spokój płynący z tego, że spoglądając na Niobe, uświadamiałam sobie „miarę rzeczy”. I zawsze towarzyszyły temu strofy poematu Gałczyńskiego, jednego z najwspanialszych w poezji polskiej XX wieku. Ojciec przeczytał mi go na głos, gdy miałam dziesięć lat. Wracałam potem do niego tak wiele razy, że nauczyłam się tego wiersza na pamięć.

 

 

*

tak świeciła twarz Niobe. Jak ziemia ogromna.

Brzask już łamał się. Nucił. Promień strzelał w okna.

 

A jeśli to było wieczorem, wówczas na białą, marmurową twarz Niobe padał blask reflektora lustrzanego z XVIII wieku, który stał w sieni. Wystarczyło postawić zapaloną świecę w odpowiednim miejscu, a lustrzane kwadraciki reflektora rozjarzały się jak świetliki w parku. Mrok drgał niewyraźnie, a twarz Niobe zaczynała jaśnieć. Jak Azowskie Morze, albo jak Morze Śródziemne, które nawet w ciemności paruje ciepłem i światłem świata. Morze Azowskie, czarnomorskie stepy, głowa Niobe znaleziona wśród trzcin – to wszystko brzmiało niesamowicie baśniowo. A jednocześnie nie było baśnią, tylko poezją, czyli tajemnicą. I jak to? – dziwiłam się. Głowa stoi teraz tu, w Nieborowie, na czarnym dębowym stole i patrzy na ogród spod kamiennych, migdałowych powiek?

Wykuł ją w marmurze rzymski rzeźbiarz w II wieku naszej ery, wzorując się na wcześniejszym o cztery stulecia greckim oryginale. Z Rzymu, a nie – jak pisze Gałczyński – z czarnomorskich stepów, powędrowała przez Anglię do Petersburga, gdzie trafiła w ręce carycy Katarzyny II, a ta podarowała ją kolekcjonerce i przyjaciółce, Helenie z Przeździeckich Radziwiłłowej. Głowa Niobe przypłynęła statkiem z Petersburga do Gdańska, przemierzyła Newę i Bałtyk, aby przybyć do Nieborowa. Do Rosji trafiła wcześniej wraz z innymi dziełami sztuki starożytnej, kupionymi przez carycę u słynnego kolekcjonera Lyde’a Browne’a z Wimbledonu. Browne, znalazłszy się na skraju bankructwa, sprzedał swoją wspaniałą kolekcję, a potem dostał zawału serca, bo caryca zapłaciła mu tylko połowę sumy, na którą się umawiali. Jakoś mnie to nie dziwiło. Nie była w końcu kobietą, która dotrzymywała słowa.

Gałczyński zapisał w poemacie słowa Kustosza, Jana Wegnera, który mówi: „Odnaleziona nad brzegiem Morza Azowskiego przez ekspedycję uczonych Katarzyny II, w drodze zamiany z carycą dostała się w XVIII wieku w ręce magnackiej rodziny Radziwiłłów. Dzisiaj urodą swoją służy pracy”.

Wtedy jeszcze nie było do końca wiadomo, skąd pochodzi głowa Niobe. Prawda mieszała się z mitem. Ale dla mnie Niobe już zawsze będzie świeciła jak Azowskie Morze, które pojawiło się w wizji poety.

 

*

Wielka głowo wielkiego posągu,

jaką wiosnę miałaś? Jaką jesień?

W jakich kręgach musiałaś się błąkać

w Europie jak w dantejskim lesie?

 

Jaki kurz na ciebie spadał? Jakie wiatry?

Jaka burza? Majowa? Śniegowa?

by, przez Morza Czarnego szmaragdy

płynąć, gwiazdą spaść na brzeg Azowa

 

Gałczyński stworzył poemat Niobe, gdy już zaczynała się pruć jego błękitna bluzka poezji z niebieskich pereł. Poemat o Niobe, która może być symbolem Europy po II wojnie, pełnej świeżych jeszcze grobów, Europy opłakującej swoje dzieci. Albo inaczej: Niobe w poemacie Gałczyńskiego jest symbolem sztuki, która ocala i głęboką starożytną tradycję pełną tragicznych mitów wiąże ze współczesnością. Niobe jest Matką i Córką, i Pieśnią.

O błękitnej bluzce z niebieskich pereł pięknie opowiedział Kot Jeleński w swoim eseju opublikowanym po śmierci Gałczyńskiego w paryskiej „Kulturze” w 1954 roku. Przypomniał w nim smutny wiersz, który Gałczyński napisał jeszcze na emigracji, a konkretnie we Francji, gdy zastanawiał się, czy wracać do kraju. Miłość do Neli Pawlikowskiej, inne romanse i ogólne zagubienie… To był jednak tylko chwilowy kryzys, bo sam poeta, mimo składanych przysiąg i obietnic, wiedział, że wróci do „Srebrnej Natalii” i czarnowłosej Kiry, a także do Polski. A napisany wtedy wiersz Le Sappey okazał się w jakimś sensie proroczy.

 

…a ostatnie godziny są jak most nad przepaścią,

a tyle zerwanych przęseł,

a miłość jest na moście, a przepaść pod miłością,

a księżyc jak lustro wklęsłe…

Ale niech tam! Przez chwilę niech będzie winograd

i ten most, bo muzyczny i ta noc bo tak modra

jak bluzka z błękitnych pereł.

W Sykstynie Michał Anioł rzucił się nad otchłanią,

bluzkę rozdarł. I ujrzał śmierć!

 

Kot Jeleński pisał, że powojenna twórczość Gałczyńskiego to było „powolne, stopniowe rozdarcie «bluzki z błękitnych pereł»”. I dodaje, że Niobe z roku „1951 jest może najpiękniejszym, a na pewno jednym z najgłębszych poematów w języku polskim. […] Wydaje mi się, że Niobe jest w naszym pokoleniu odpowiednikiem norwidowego Fortepianu Szopena„. Zaryzykował, i myślę, że niezwykła intuicja go nie zawiodła. Dla mnie Niobe to wspaniały płaszcz z owczej wełny i kaszmiru, jaki pod koniec życia poeta utkał ze swojej poezji. I obszył go złotogłowiem.

 

*

Głowa Niobe była dla mnie tak bardzo całością, samoistną i integralną, że gdy po latach dowiedziałam się o niezwykłym odkryciu Elżbiety Jastrzębowskiej, wybitnej profesor archeologii, która odnalazła zaginiony posąg Niobe, byłam zdumiona, a nawet nieco rozczarowana. Dwumetrowy posąg bez głowy odkopano w kwietniu 2005 roku, na terenie Willi Kwintyliuszy obejmującej obszar pomiędzy dwiema słynnymi drogami wychodzącymi z Rzymu na południe – via Appia Antica i via Appia Nuova. W 2006 roku przewieziono z Nieborowa do Rzymu gipsowy odlew głowy nieborowskiej Niobe, wykonany przez wybitną konserwatorkę Ewę Parandowską, która często gościła w pałacu wraz z mężem Piotrem Parandowskim, synem Jana. Okazało się, że proporcje obu części rzeźby, ruch głowy i ciała Niobe pasują do siebie, jakby ciało i głowę wykuła ta sama ręka genialnego artysty. To odkrycie posągu Niobe w Rzymie, do którego nieborowska głowa zdaje się pasować, przypomina jak niezwykłe musiały być jej losy, które Gałczyński „zobaczył” i opisał w swoim wizyjnym poemacie.

 

*

Konstanty Ildefons Gałczyński odwiedził Nieborów po raz pierwszy wiosną 1949 roku. Konkretnie 8 marca. O tej porze roku park jest jeszcze ogołocony z liści, ale pnie drzew zielenią się od mchu, który nabiera intensywnego koloru. Wyczuwa się jakiś ruch, a jeśli zima była śnieżna, to gdzieniegdzie spływają wodą małe pozostałości po lodzie, jak na obrazach Ferdynanda Ruszczyca. Poeta nie zamieszkał jeszcze wtedy w pokoju wieżowym, który zostanie później nazwany Wieżą Gałczyńskiego. Kurator Jan Wegner przeznaczył dla niego Duży Herbowy, pokój mieszczący się na drugim piętrze pałacu nieopodal wieży. Gałczyński wieczorami siedział na dole w Palarni, słuchając muzyki z radia. No i brodził po nieborowskich pokojach, czyli zwiedzał pałac. I wtedy właśnie doszło do spotkania poety z Niobe.  Popatrzył, pochodził i napisał jeden ze swoich najsłynniejszych poematów. Ale nie od razu, bo dopiero w Leśniczówce Pranie, w czerwcu 1950 roku. Nieborów zaistniał w poemacie już na zawsze jako miejsce poetyckiego natchnienia i zachwytu. Drugi raz Gałczyński przyjechał do Nieborowa 21 marca 1949 roku razem z Witoldem Lutosławskim, dla którego napisał libretto do opery komicznej Jarmark w Łowiczu. Zrodził się od razu pomysł, aby całość wyreżyserowała Lidia Zamkow, która tego dnia przyjechała do Nieborowa z Łodzi z Natalią Gałczyńską oraz Maciejem Słomczyńskim. Bo Nieborów to zawsze była kuźnia pomysłów, które rodziły się w czasie rozmów przy stole w Sali Weneckiej, w Bibliotece, w Palarni, albo na samotnych spacerach po parku. Jak pisała Agnieszka Morawińska we wstępie do Księgi Pamiątkowej Muzeum w Nieborowie i Arkadii wydanej w 2015 roku na 70-lecie istnienia muzeum: „Niezwykłość Nieborowa polegała na tym, że profesor Lorentz potrafił tu urzeczywistnić ideał starożytnej akademii, republikę twórców i uczonych. Zapewnił pałacowi i ogrodom nie tylko pieczę, ale wręcz miłość kilku pokoleń kustoszy, konserwatorów, opiekunów i gości, łącznie z najznakomitszymi postaciami polskiej kultury. Najpiękniejszym literackim hołdem dla Nieborowa pozostaje oczywiście poemat Niobe Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, ale trudno zliczyć powstałe tu prace, dyskutowane idee […].  Stali bywalcy wprowadzali nowych w tę szczególną nieborowską etykietę, która nakazuje respektować indywidualne kody zachowań i specjalne potrzeby, przy czym ekscentryczność była tu zawsze w cenie i budowała legendę miejsca i gości”.

Agnieszka Morawińska pisała te słowa sześćdziesiąt sześć lat po tym, jak po nieborowskich pokojach błądził niezwykły poeta o ogorzałej twarzy, bujnej czuprynie i zbyt dużych ustach „spalonych przez koniak i przez miłości słotne a fenomenalne”. A pięć lat przed dramatycznie niespodziewanym zamknięciem nieborowskich pokoi dla twórców i uczonych w 2020 roku. Mimo, że jak pisała: „Muzeum w Nieborowie i Arkadii wkracza w swój ósmy dziesiątek lat w optymalnej formie”. Niestety, te słowa nie okazały się prorocze dla niezwykłej idei, która pozwalała gościć w Nieborowie wybitne osobowości i w ten sposób przyczyniać się do uprawiania ogrodu polskiej kultury. Może Nieborów z jakiegoś powodu rozgniewał bogów, jak niegdyś mityczna Niobe rozgniewała Artemidę?

W 1949 roku Gałczyński spotkał w Nieborowie nie tylko Niobe, ale także Chopina, który zakradł się do jego poematu. A to za sprawą filmu o Chopinie…. 22 marca 1949 roku zjawiła się w Nieborowie ekipa z reżyserem Eugeniuszem Cękalskim, aby w Czerwonej Sali, Małej Jadalni i Bibliotece kręcić sceny do filmu. Gałczyński przypatrywał się zdjęciom i nawet zapytał Kuratora, czy Chopin bywał w Nieborowie. Zmartwił się, że nie ma na to żadnych dowodów, chociaż kompozytor przejeżdżał przez Łowicz w roku 1826 i w latach 1828–1830. Mógł więc przejazdem zatrzymać się i w Nieborowie. Gałczyński w każdym razie poczuł obecność Chopina i tak powstał piękny fragment, który został włączony do poematu, nadając mu lekkości, pozwalając w dramatycznych strofach na krótki oddech w c-dur.

 

Dobry wieczór, monsieur Chopin.

Jak pan tutaj dostał się?

Ja przelotem z gwiazdki tej.

Być na ziemi to mi lżej:

 

Stary szpinet, stary dwór,

Ja mam tutaj coś w c-dur,

(taką drobnostkę, proszę pana),

W starych nutach stary śpiew,

Jesień, leci liście z drzew.

 

Pan odchodzi? Hm. To żal.

Matko Boska, w taką dal!

Rękawiczki. Merci bien.

Bonsoir, monsieur Chopin.

 

Zdarzyło się w 1978 roku, że recytowałyśmy z Justyną Bacz fragmenty poematu w Bibliotece przed kominkiem, pod portretem kardynała Radziejowskiego. Było sporo gości, a okoliczność była wyjątkowa. Napisała do mojego Ojca nauczycielka z małego miasta, że jej utalentowany uczeń licealista, Zbyszek Musiał, skomponował utwór na skrzypce inspirowany poematem Gałczyńskiego i jego marzeniem jest, aby zagrać go w Nieborowie. Ojciec natychmiast postanowił spełnić to marzenie. Tak poznaliśmy Zbyszka, a zaraz potem powstał pomysł, aby jego występ połączyć z recytacją poematu. Były wakacje i rozpoczęliśmy próby z tekstem w ręku. Stworzyliśmy 45-minutowy spektakl, który został zwieńczony występem młodego skrzypka.  Monsieur Chopin i Niobe byli chyba z nas zadowoleni.

 

 

*

Głowa Niobe i poemat Niobe to wizja, która prowadzi w głąb czasu. Jak pisał Jan Parandowski: „pod zamkniętymi drzwiami czasu trwają misteria naszych początków”. Głowa nieborowskiej Niobe to klucz i drzwi. A poemat Gałczyńskiego to labirynt korytarzy, albo raczej drogi Europy, które wiodą głowę posągu – jak chce poeta – przez Bizancjum, a może Rzym, przez Europę aż do Nieborowa. Od momentu, gdy poeta Taliarch, syn bednarza – jak zobaczył to w wyobraźni Gałczyński – porywa na placu w Konstantynopolu odłupaną głowę i ucieka z nią do Florencji, zaczynają się niezwykłe dzieje nieborowskiej Niobe – symbolu europejskiej kultury, od mitycznej starożytności po czasy współczesne. Gałczyński wyśpiewuje pytanie, bo trudno ten poetycki rytm nazwać inaczej:

 

Jaki wiatr, jaki los cię porywał

Europy drogami na przestrzał?

Kto cię w ręku miał, kto cię podziwiał,

Najpiękniejsza z głów słowiańsko-grecka? […]

 

Gdzie ty byłaś? Gdzie? Jaką ulicą

niósł cię złodziej i mało nie skruszył?

Biała głowo, czarna tajemnico

rotterdamskich antykwariuszy.

 

Może miał cię w ręku swym Don Juan,

Dürer, Holbein, Tycjan, Lucas Cranach,

może skrzypek Filip-Emmanuel,

syn wielkiego Jana Sebastiana?

 

*

W czasie Wielkanocy 2025 roku słuchamy w Bogdanach głosu poety recytującego swój poemat z analogowej płyty, którą Janek ma w swoich zbiorach. Siedzimy przy kominku z zielonych kafli, jest z nami Mama, która, jak mówi, żyje już prawie wiek. I młody szczeniak, pies Lazur z lazurowym okiem, który nie odstępuje jej na krok i domaga się pieszczot. Głos poety niesie się długim korytarzem, aż słyszą go zapewne ptaki w ogrodzie. Może niesie się aż do Leśniczówki Pranie, gdzie został zapisany w czerwcu 1950 roku.

 

W połowie wieku XX

Ten koncert ciemny jak wiatr w głazach,

Czeladnik u Kochanowskiego,

Złożyłem go w olsztyńskich lasach.

 

Olsztyńskie lasy też tutaj trochę zostały zmitologizowane, potraktowane szumnie i szeroko, bo Leśniczówka Pranie, na co zwraca mi uwagę poeta Wojciech Kass, leży na skraju Puszczy Piskiej, na skarpie nad jeziorem Nidzkim. Samochodem do Prania, gdzie Wojciech i jego żona Jagienka od lat opiekują się muzeum Gałczyńskiego i dbają o jego dziedzictwo i pamięć, jedziemy z Bogdan zaledwie 45 minut przez lasy.  Poemat Niobe jest więc także mostem. Wydany drukiem rok po napisaniu, zrodził się w wyobraźni Gałczyńskiego już w Nieborowie i był mocno osadzony w konkretnej, nieborowskiej rzeczywistości. Mogę sobie wyobrazić, jak przez nieborowskie pokoje, przez czas i przestrzeń, prowadziła poetę wizja niesamowitej skały z Sipylos, która przypomina kobietę z rozwianymi włosami, o pięknym, posępnym profilu, a świeciła mu, niczym lampa, twarz nieborowskiej Niobe. Sipylos w Azji Mniejszej nad Zatoką Smyrneńską, to ojczyste miasto mitycznej Niobe, które pojawia się w Metamorfozach Owidiusza, a Jan Parandowski w swojej Mitologii opisuje, że po śmierci dzieci zrozpaczona Niobe dniami i nocami przesiadywała na górze w Sipylos, póki jej bogowie nie zamienili w kamień.

Często przemierzałam pokoje pałacu w Nieborowie z Dużym koncertem skrzypcowym w ręku, tą częścią poematu, która jest najpiękniejszym przewodnikiem poetyckim po Nieborowie.

 

Zacząłem w Nieborowie po pokojach brodzić

 i od Niobe odchodzić, i znów do niej schodzić,

 

powracać i uciekać przez korytarz przykry.

Meluzyna w twarz Niobe upuszczała iskry,

 

Meluzyna to wodna rusałka pod postacią węża, która zamieniła się w kobiecą postać. Według literackiej legendy z XIV wieku Meluzyna była czarodziejką. Taka wersja została spisana przez dworzanina księcia Jana de Berry. Uparcie szukałam w nieborowskich pokojach czarodziejki Meluzyny, zwłaszcza, że u Gałczyńskiego pojawia się już w trzecim wersie Dużego koncertu skrzypcowego poświęconego w całości tajemnicom parku i pałacu w Nieborowie.

 

Jest lampa na łańcuchach, co dotknięta skrzypi:

kobieta z parą rogów i ogonem rybim,

 

zowią ją meluzyną, czasem bergamaską,

pod stropem, nad cieniami, jakby płynie płasko

 

i światłami przemawia jak słowami człowiek.

Właśniem pod taką lampą siedział w Nieborowie

 

w twarz Niobe zapatrzony, Niobe z Nieborowa.

Iskry od meluzyny biegły wzdłuż belkowań

 

i listopad nadchodził w zabłoconych butach

z liściem klonu we włosach,

z resztką słońca w sercu.

 

Meluzynę odnalazłam jedynie pod postacią świecznika ze złączonych rogów jelenich, który wisiał w szatni dla pałacowych gości, przed wejściem do kredensu i kuchni. To rodzaj renesansowego żyrandola o takiej właśnie nazwie. Świecznik odbijał się w lustrze, pod którym na mahoniowym stoliku zawsze zostawiano listy i przesyłki dla gości. Na listy czekałam zachłannie, czarodziejki szukam do dzisiaj.

Takiej Meluzyny, jak ta opisana przez Gałczyńskiego, chyba w Nieborowie nie było. Były za to, i owszem, arrasy, a zwłaszcza ten z „wyspą w barwach mokrej mięty” i ten, na którym „dzik goni strzelca”. I nadal stoją tu słynne, przedstawiające „Ziemię” i „Niebo” barokowe „globusy w bibliotecznej salce”, w które patrzy księżyc. Jest szklana harmonika, zegary, lustra i kandelabry. Jest także postać Bachusa na szczycie pałacowego tympanonu, aleja grabowa i są kolejne listopady z mroźnymi powiewami wiatru, gdy wychodzi się na spacer do parku. I są dwie latarnie.

 

Już nad bramą wjazdową błysły dwie latarnie.

W mroku skrzypnęły graby. Wiatr, piejąc chóralnie,

 

ostatnie siedem liści zerwał i zakręcił,

fronton pałacu trącił i dalej popędził,

 

bęben płaskorzeźbiony stłukłszy w tympanonie,

aż jęk poszedł w tympanon, w herby i w chorągwie.

 

A jesień tego roku jak Śródziemne Morze

płynęła. Słońce grało na liniach płaskorzeźb,

 

*

 Podobnych jesieni przeżyłam w Nieborowie tak wiele, że wizja Gałczyńskiego wydaje mi się esencją ich wszystkich. Mroźne listopadowe powietrze, szybko zachodzące niskie słońce, pies biegnący w ciemności przede mną, resztki złotych i brunatnych liści wirujących na wietrze. I nie jeden pies, a wszystkie psy: Dagan, Benita, Wtorek, Miszka i Murik. Ale idźmy dalej, „do sypialni, co z klucza trudno się odmyka”, i szukajmy arrasów, przeciągnijmy mokrymi palcami po szklanej harmonice.

 

A w sypialni, co z klucza trudno się odmyka,

nad miejscem, kędy stała szklana harmonika,

 

był arras, na nim wyspa w barwach mokrej mięty,

na wyspie wiatr, co widać było z drzew przegiętych,

 

a jeśli do arrasu zbliżyła się świeca,

widziałeś w ciemnej głębi jak dzik gonił strzelca,

 

jakoby w ilustracji do pożółkłych stronic

pieśni pana Szekspira „Venus i Adonis”.

 

Nieborowska szklana harmonika stoi w Gabinecie Żółtym, obok Sypialni Wojewody. Umieszczona jest w mahoniowej, prostokątnej skrzyni na czterech wysokich, kwadratowych, zwężonych na dole nogach. Ten niezwykły instrument zbudowany jest z 45 kryształowych talerzy, pozłacanych na brzegach, rozmieszczonych na metalowej osi, od największego do najmniejszego. Za pomocą pedału grający wprawiał talerze w ruch obrotowy, a gdy pocierał je zwilżonymi opuszkami palców, talerze zaczynały wibrować. W ten sposób wydobywał z harmoniki głośny, niesamowity ton. Jego brzmieniem zachwycali się muzycy, poeci, mistycy. W polskiej literaturze wspomina o  harmonice Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu i Juliusz Słowacki w Królu Duchu. Wolfgang Amadeusz Mozart, zafascynowany harmoniką i jej możliwościami, skomponował nawet utwór na ten instrument. W Polsce na harmonice szklanej grywał słynny kompozytor i pianista Franciszek Lesser.

Natomiast arras z dzikiem wisiał kiedyś w pokoju zwanym Małym Herbowym, najmniejszym pokoju gościnnym na drugim piętrze pałacu w Nieborowie, gdzie zamieszkałam, trzynastoletnia, z moim pierwszym psem Daganem. Ojciec uznał, że jestem już dostatecznie dorosła, aby mieć własny pokój. Miałam potem, w dorosłym życiu, wiele „własnych pokoi” dosłownych i metaforycznych, pełnych książek, myśli i przeżyć. Ale to ten pierwszy ukształtował mnie, był świadkiem zamyślania się nad lekturami Homera, Szekspira, Tołstoja, wierszami Achmatowej, Cwietajewej, Mandelsztama czy ulubionego wtedy Grochowiaka, a także mistrza Gałczyńskiego. To tam siadałam latem na szerokim parapecie w otwartym oknie i czesałam włosy wplatając w nie niebieską wstążkę, którą Krzyś przywoził dla mnie z Łowicza, gdzie kupował ją na metry.

Drugi z arrasów wisiał z kolei w Pokojach Konserwatorskich. Widać na nim, w jego dolnej części, pawie – w mitologii greckiej symbole nieśmiertelnej bogini Hery.

 

*

Niobe ukazała się pod koniec 1951 roku w formie skromnej broszury i w nakładzie 3350 egzemplarzy. Okładkę zaprojektował Jan Samuel Miklaszewski.  Do autora napłynęło dużo listów, a profesor Stanisław Lorentz napisał: „Drogiemu Panu przesyłam serdeczne podziękowania za śliczną nieborowską Niobe, a równocześnie ukłony i pozdrowienia”.

Był to czas ciągłego rozliczania Gałczyńskiego przez krytyków i kolegów pisarzy za zbyt małe zaangażowanie jego poezji w budowanie nowego ustroju, więc głosy krytyczne nie milkły. Jednak pełne były nieporadności i niezrozumienia wobec siły i złożoności poematu.  Z zachwytem pisał Piotr Kuncewicz: „Niobe, Wit Stwosz, wywołują entuzjazm na tle ówczesnej zapaści poezji polskiej, są czymś wręcz niesłychanym. Recytuje się je bez końca. Krytyki oficjalne nie milkną wprawdzie i nadal, ale są bezsilne. Wszyscy czują: powstało arcydzieło”.

Mnie jednak najbardziej przejmują słowa poetki i tłumaczki literatury starożytnej Grecji, Kazimiery Jeżewskiej, która opisuje w liście do poety swoją wędrówkę ze zniszczonej w czasie powstania Warszawy: „W rozbiciu moralnym, w którym zdawało się – nic nie ocalało – od ojczyzny począwszy, a na zniszczonej pracy wielu lat kończąc – szłam w jakiś sierpniowy dzień do wsi – Nieborowa. […] I wtedy zaczęły mi się snuć po myślach greckie wiersze – nie Eneida ani Iliada, które zgodne były z nastrojem, ale Saphona, Anakreon, ludowy wiersz o jaskółce. I, wie Pan, to był jakiś przełomowy moment – ta grecka liryka – w odzyskaniu miejsca na świecie. A ten przydługi opis jest po to, żeby powiedzieć Panu, że podczas posuchy poetyckiej ostatnich lat – Niobe była takim powiewem, jak tamte greckie słowa na obcej łące, wobec nieznanej rzeki – na gruzach zwalonego nagle własnego świata. Nie realizm, nie – eskapizm, nie post poetyka ta czy inna, ale strumień poezji, która uskrzydla serce”.

 

 

*

Autorowi teatrzyku „Zielona Gęś” i Listów z fiołkiem winna jestem jeszcze jedną opowieść o Niobe.  Zdarzyło się w Sylwestra któregoś roku, że rozbawieni goście założyli na posępną głowę Niobe rudą perukę, a w usta wetknęli jej papierosa. Zły i zdenerwowany Ojciec kazał natychmiast „rozebrać” Niobe, pytając jednocześnie: „Co za idiota wpadł na taki pomysł”? Wtedy znana z poczucia humoru i skłonności do żartów historyczka sztuki Bożena Maszkowska, widząc, jak groźnym wzrokiem spogląda na nią Kurator, wykrzyknęła: „To nie ja, to Gieysztor!”. Profesor wziął całą winę na siebie.

ANNA PIWKOWSKA

Fragment książki „Mój Nieborów” przygotowywanej dla Państwowego Instytutu Wydawniczego.

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek