Sonet jedenasty cyklu drugiego: zabijanie jest kształtem naszej wędrownej żałoby?
Tacie – urodzinowo – tam
Jerzemu – imieninowo – tutaj
Sonet jedenasty części II powstawał od 15 do 17 lutego 1922 w Muzot, nawiązuje jednak do przeżycia Rilkego, opisanego w liście do Kathariny Kippenberg z 31 października 1911 roku [1]. Jak wiadomo, niektóre silne doznania zagęszczają się poetycko – długo, długo. W tym przypadku to prawie jedenaście lat. Przeżycie Rilkego dotyczy i dotyka obyczaju polowania na dzikie (skalne) gołębie [2] w połowie drogi między Lubljaną a Triestem, na południowo-wschodniej ścianie Alp (niem. Karst, pol. Kras). Jak wyjaśnia sam poeta w przypisie autorskim do sonetu (podaję w przekładzie Adama Pomorskiego): „Odwołanie do sposobu, w jaki dawnym myśliwskim obyczajem w pewnych okolicach Krasu prowadzi się łowy na osobliwie blade skalne gołębie, szczególnym, nagłym ruchem łopocąc ostrożnie porozwieszanymi w ich jaskiniach chustami, aby polować na ptaki, właśnie gdy spłoszone wyfruwają ze swych podziemnych siedzib”.
Poeta przebywał wówczas (od 22 października 1911 do 9 maja 1912) w zamku Duino nad Adriatykiem, nieopodal Triestu jako gość księżnej Marie von Thurn und Taxis Hohenlohe [3]. Tej miejscowości zawdzięczają swe miano słynne Duineser Elegien, cykl pisany przez Rilkego od 1912 do 1922 roku – elegie z Duino („duinezyjskie” – jak spolszczał ów przymiotnik, pochodny od nazwy miejscowej, w międzywojniu Stefan Napierski; „duinejskie” – jak chciał kolejny tłumacz – Mieczysław Jastrun; wreszcie – „duińskie” – w propozycji translatorskiej Adama Pomorskiego).
Gdy wyszłam z zamku w Duino nad morze i zobaczyłam skały (podczas wycieczki w roku 2015), w całej ich grozie i pięknie, doświadczyłam natychmiast tego, co wyraził Rilke w jednej z najbardziej znanych fraz swego cyklu elegijnego, w Pierwszej Elegii: „Denn das Schöne ist nichts / als des Schrecklichen Anfang” („Piękno jest bowiem niczym innym / jak grozy / przerażenia początkiem”) [4]. Z gruntu innym, choć także dojmującym i inspirującym przeżyciem, było zapewne, opisane w liście do bliskiej przyjaciółki, współwydawczyni dzieł poety (żony Antona Kippenberga, właściciela Insel-Verlag), owo towarzyszenie polującym na gołębie. Rilke wspomina w liście, że jadł szyszkojagody (Wacholderbeeren), gdy myśliwi o nim zapomnieli, co uwydatnia brak jego czynnego udziału w polowaniu, wypłaszaniu gołębi skalnych na łatwy łup.

Sonet jedenasty z drugiego cyklu orfickiego to przecież nie jedyny głos poety i wegetarianina w sprawie polowań, czy szerzej zabijania zwierząt przez człowieka. Podejmuje ten temat Rilke także w późnym wierszu pt. Vollmacht, napisanym na początku czerwca 1926 roku w Muzot, a wydanym w „Insel-Almanach auf das Jahr 1927”. Co ciekawe, wręcz uderzające, obydwa teksty, sonet z 1922 i wiersz z 1926, bazują na rytmie bliskim pentametrowi, są zatem pokrewne zarówno tematycznie, jak i estetycznie, przez poetykę immanentną. Nastawienie do polowania, jego legitymizacja, przechodzą metamorfozę, wraz z upływem czasu, w myśleniu Rilkego. W wierszu późniejszym poeta jest bardziej skłonny przyzwalać myśliwym na zabijanie zwierząt, podczas gdy w omawianym tu sonecie pisze swą – jak twierdzą znawcy – ontodyceę.
Czy Rilke – poeta orficki – staje między sobą samym (wegetarianinem) a śmiercią zwierząt? Czy Rilke – poeta orficki – staje między człowiekiem-jako-zabójcą a człowiekiem jako istotą śmiertelną? Czy (jak to czyni potem Hemingway w słynnym opowiadaniu Stary człowiek i morze) próbuje zapisać stan, gdy człowiek kocha, ceni, podziwia tę inną istotę żywą, którą zabija? Nie wiem. To jedna z niewielu chwil w mojej lekturze Rilkego, kiedy zupełnie nie wiem, kiedy przypominam sobie, jak przejmująco pisał poeta o bytowaniu i konaniu zwierząt w cyklu duinejskim, o ludzkiej śmierci w Maltem, ale przypominam sobie też – jednocześnie! – że popierał on faszyzm włoski, „przejściowe” stosowanie przemocy, że Mussoliniego nazywał „kowalem włoskiej woli” – czynił to w korespondencji z Aurelią Gallarati-Scotti, znanej jako Lettres milanaises (1921-1926) [5].
U polskich tłumaczy sonet XI partii drugiej cyklu orfickiego brzmi tak:
Jastrun:
Niejedna powstała reguła śmierci spokojnie-surowa,
ujarzmiający człowieku, gdy trwasz przy łowach do czasu;
lepiej niż sidło i sieć znam ciebie, płachto żaglowa,
którą zawiesza się w górze w jaskiniach Krasu.
Cicho wpuszczono cię, jakbyś z tych pieczar głębi
była znakiem pokoju. Lecz łowca cię ściągnął niebawem
– i wtedy z jaskiń garść bladych otumanionych gołębi
noc wyrzuciła na światło…
Ale to także jest prawem.
Niech nawet powiew żalu nie muśnie osoby
patrzącego, nie tylko łowcy, bo w czujnym objawia ruchu
to, co przynosi mu pora zdobyczy.
Zabijanie jest formą naszej wędrownej żałoby…
Czyste w pogodnym duchu
jest to, co nas samych dotyczy.
Antochewicz:
Niejedna reguła śmierci spokojnie normalną się stała,
nadal jarzmiący człowieku, odkąd wyruszasz na łowy;
bardziej niż sidło i sieć, znam ciebie strzępie żaglowy,
który zawiesza się z góry w krasowych pieczarach.
Cicho wpuszczono ciebie, niby ów znak przesłany,
aby się cieszyć pokojem. Lecz wtedy cię w progu niebawem
przymusił sługa – i z pieczar noc wyrzuciła garść bladych
strwożonych gołębi na światło…
Ale i to jest prawem.
Niech Patrzącego wszelki wiew żalu obchodzi,
nie tylko łowcę, który, co rychło się okazuje,
czujnie powinność swoją wypełnia.
Zabijanie jest formą naszej wędrownej żałoby.
Czyste, w pogodnym duchu bytuje,
co na nas samych się spełnia.
Pomorski:
Ileż to reguł śmierci w spokoju ducha spisano,
wieczny pogromco, człowieku, odkąd ruszyłeś na łowy;
lepiej nad sidło i sieć znam ciebie, płachtę parcianą,
która się z góry zawiesza wyrwy skały krasowej.
Cicho dano ci podejść, jak gdybyś ich głębi
znak miała przynieść pokoju. Ale cię zdarł niezabawem
chłop, – i ze szczelin garść bladych otumanionych gołębi
noc wyrzuciła na światło…
To jednak także jest prawem.
Odstąp, westchnienie żałości, od patrzącego z daleka,
tak jak od łowcy, gdy wyrok na tym, co lat swych dochodzi,
wprawnie i sprawnie wykona.
W mord koczownicza żałoba nieraz się nam przyobleka.
Cóż czyste w ducha pogodzie:
rzecz, co nam samym sądzona.
Lam:
Liczne powstawały reguły śmierci sprawdzone,
zniewalający człowieku, odkąd polujesz wytrwale [6];
lecz lepiej niż sidło i sieć znam ciebie, płótno żaglowe,
które zawieszano w jaskiniowym Krasie.
Cicho cię rozpostarto, jakbyś znakiem się stało,
by święcić pokój. Lecz potem: osiłek szarpał za krawędź,
– i noc z głębi jaskiń wyrzucała gromadkę bladych
przestraszonych gołębi na światło… ale i to było w prawie.
Daleko od patrzącego myśl o żalu niech będzie,
nie tylko od myśliwego, który czyn swój chwilowy
przedłuża czujnie i pewnie.
Zabijanie to postać naszej wędrownej żałoby…
Czyste jest w ducha zmaganiach
to, co zachodzi w nas samych.
Co niepokoi poetę? Co nas niepokoi – czytających? O sposobie polowania na gołębie, a najpierw wypłaszania ich spomiędzy schronień skalnych, pisze Rilke jako o kwestii, gdzie człowiek jest w prawie, w swoim prawie. „To także jest w prawie / prawem / prawo” („Aber auch das ist im Recht”). To wers, który nie mieści się w rachubie sonetu, wyrzucony poza swoją linię wersową – jak owe przepłoszone na zabicie [7] ptaki (tylko Lam nie respektuje tego wyraźnego Rilkeańskiego gestu semantycznego, zapisanego w oryginale, co trzeba uznać za znaczące uchybienie – w zamian spolszcza prawie dosłownie, zachowując formułę „w prawie”).
O oślepionych gołębiach pisze zaś poeta – w przepięknej i zarazem okrutnej aliteracji pogłębionej – „taumelnde Tauben”. Nie da się tego prawdopodobnie adekwatnie zapisać po polsku, w każdym razie nikt z tłumaczy nie zdołał; prócz powtórzenia pierwszej sylaby, jest w locie otumanionych, oszołomionych gołębi skalnych także słowo „tau” – „rosa” – znak poranka, nowego dnia, życia (poranna rosa ze skał, gdzie, podstępnie zabijane, najpierw żyją, mnożą się). Czy aliteracja na granicy paronomazji, a nawet figury pseudoetymologicznej, to gest współodczuwania, gest nie-łowcy? Czy sonet jest ekspiacją jednego człowieka [8] za czyny śmiercionośne innych ludzi – ci są przecież, przyznaje poeta, „w prawie”?
Rilke odsuwa swą odruchową, poetycką z ducha, empatię przez zrównanie łowczego działania śmierci wobec ludzi z dawnym myśliwskim obyczajem (gdzie biała płachta, symbol pokojowych zamiarów, staje się sposobem celowego i śmiercionośnego wypłaszania). Czyni to w arcyfrazie „Töten ist eine Gestalt unseres wandernden Trauerns…” (dosłownie: „Zabijanie jest kształtem / postacią [9] naszego koczowania / wędrowania w żałobie”). Dwa zaledwie razy używa poeta w oryginalnym zapisie sonetu wielokropka: pierwszy raz – przed wersem wyrzuconym, niejako bezprawnym (w którym jednak mowa o ludzkim byciu „w prawie” do zabijania zwierząt), kończącym partię opisową sonetu; drugi raz – po zacytowanej tu frazie „Töten ist eine Gestalt unseres wandernden Trauerns…”, umieszczonej w nagłosie ostatniej strofy wiersza. Jeśli pierwszy wielokropek respektują wszyscy polscy tłumacze, drugi – tylko Jastrun i Lam. Przekład trojga tłumaczy jest podobny, jedynie Pomorski decyduje się na omownię, być może bardziej czytelną, mniej jednak precyzyjną, a przede wszystkim niweczącą sentencjonalny wymiar tego kapitalnego od strony poetyckiej ekspresji wersu.
Rilke uchyla się od odpowiedzi o prawo człowieka do zabijania zwierząt. Pierwszy raz nie wierzę poecie. Śmierć bywa łagodniejsza niż człowiek, który zabija.
KATARZYNA KUCZYŃSKA-KOSCHANY
[1] Rainer Maria Rilke, Katharina Kippenberg, Briefwechsel, hrsg. von Bettina von Bomhard, Wiesbaden 1954, S. 33.
[2] Na ten temat por. Alfred Brehm, Taubenhöhlen im Karst, „Die Gartenlaube” 1870, H. 45, S. 750-754.
[3] Zob. Ingeborg Schnack, Rainer Maria Rilke. Chronik seines Lebens und seines Werkes. 1875-1926. Ergänzungen zu den Jahren 1878-1926, zweite, neu durchgesehene Auflage Frankfurt am Main 1996, S. 386-387.
[4] „Albowiem piękno jest tylko / przerażenia początkiem” – w przekładzie Mieczysława Jastruna.
[5] Na ten temat zob. Rainer Maria Rilke, Lettres milanaises, 1921-1926, Introduction et textes de liaison par Renée Lang, Plon, Paris 1957. Por. też: Egon Schwarz, Das verschluckte Schluchzen. Poesie und Politik bei Rainer Maria Rilke, Frankfurt am Main 1972; tenże, Rainer Maria Rilke unter dem Nationalismus, w: Rilke heute. Beziehungen und Wirkungen, hrsg. von Ingeborg H. Solbrig und Joachim W. Storck, Frankfurt am Main 1975. Katarzyna Kuczyńska-Koschany, Rilke – gelesen nach, geschrieben vor Auschwitz. Einige Bemerkungen. „World Literature Studies”: Rilke heute. 2012, vol. 4 (21), s. 50-62 (po polsku pt. Rilke – czytane po Auschwitz, pisane przed (kilka spostrzeżeń) – w książce autorskiej: taż, „Все поэты жиды“. Antytotalitarne gesty poetyckie i kreacyjne wobec Zagłady oraz innych doświadczeń granicznych, Poznań 2013, s. 67-85).
[6] Lam najwyraźniej podkreśla w tym miejscu znaczenie oryginału – Rilke pisze o człowieku, który obstaje przy polowaniu.
[7] Czytając ten sonet, zawsze mam w uszach osamotnioną i wyodrębnioną graficznie frazę wygłosową wiersza Józefa Czechowicza pt. śmierć z roku 1929: „Krowy na zabicie są”.
[8] Przypomnę: Rilke był wegetarianinem.
[9] To słowo wybiera – trafnie – Lam.