Przewrót majowy to jeden z tych momentów w historii Polski, o których nie mogę przestać myśleć. Jakbym był jego świadkiem i uczestnikiem. Zawsze czuję ten sam niepokój.
Piotr Mitzner

Henryk Józewski
ZAMIAST PAMIĘTNIKA (fragment)
Na ulicach Warszawy walczyły ze sobą oddziały polskiego wojska. Ulica przypatrywała się z ciekawością i w walce udziału nie brała. Życie płynęło „normalnie”. Policja urzędowała jak zawsze, ostrzegała przechodniów, uprzedzała o miejscach pod obstrzałem, o rogach i odcinkach ulic, gdzie gwizdały kule. Jedni się do tego stosowali, inni nie i w rezultacie narażali się na kule. […]
Gdy myślę o Komendzie Miasta, stają mi przed oczami różne sceny. O jednej z nich chcę wspomnieć. Pewnego dnia zjawia się ze sztandarem w ręku oficer. Był to sztandar Belwederu. Belweder, siedziba Prezydenta, został zdobyty. Zameldowano Komendantowi. Otworzyły się drzwi pokoju, w którym przebywał. Stanęła przed nami postać Komendanta. Oficer wyprężył się i ze sztandarem w ręku chciał meldować. Komendant zdecydowanym ruchem wyciągniętej ręki powstrzymał słowa meldunku. Zapanowała cisza. Niełatwo było trwać w jej towarzystwie. Wreszcie padło słowo „mówcie”. Oficer meldował o zajęciu Belwederu, o udaniu się Prezydenta wraz z otoczeniem w kierunku Siekierek.
Przypomnę także scenę po ukończeniu walki. Do Komendy Miasta przyszli dziennikarze z Wojciechem Stpiczyńskim na czele. Spodziewano się deklaracji dyktatorskiej, słów na miarę Mussoliniego, tymczasem dziennikarze usłyszeli słowa – „za dużo nieprawości”. Tych kilka słów wypowiedzianych ściszonym głosem zmęczonego człowieka, zamiast oczekiwanej tyrady zwycięskiego dyktatora, wywołało w dziennikarzach odruch sprzeciwu. Nie tego się spodziewali i nie na to czekali.