upalne dni sierpniowe
nieuwiecznione na żadnym zdjęciu
na przemian gorzkie i szczęśliwe
pogłoski o wojnie którym nie dajemy wiary
szedłem rynkiem gwarnym
od barssa ku świętojańskiej
w niedzielne popołudnie
słowa i śmiech mieszały się ze sobą
bliscy wymykają się z pola widzenia
kochaliśmy ich a jednak umarli
ukryci przed światem
nie słyszą niczego ani nie widzą
rzadko śni mi się matka
stoi w swoim mieszkaniu
za chwilę zabierze ją pogotowie
matka była rzeczowa powściągliwa skryta
w tym tonie rozmawialiśmy po raz ostatni
szpitalne dni kiedy umierała
czterdzieści lat temu
były okropne

ANDRZEJ STANISŁAW KOWALCZYK