We wspomnieniu pośmiertnym Donald Russell nazwał Erica Doddsa many-sided man [1], co w jakimś stopniu odpowiada greckiemu aner polytropos z inwokacji Homerowej Odysei – niekoniecznie w znaczeniu „chytry” czy „przebiegły”, ale „wszechstronny”, „zainteresowany życiem w jego najrozmaitszych przejawach”. Autor ów był bez wątpienia jednym z uczonych, którzy najsilniej i na trwałe zmienili bieg XX-wiecznych nauk humanistycznych. Jego autorytet odcisnął się wyraźnym piętnem na większości filologicznych publikacji drugiej połowy minionego stulecia, a do dzisiaj trudno znaleźć w Oksfordzie – światowej stolicy studiów klasycznych – osobowość twórczą i naukową, której losy nie przecięłyby się kiedyś z badawczymi drogami Doddsa. Należy on do uczonych najczęściej cytowanych, jego nazwisko przewija się w rozmowach po dziś dzień, jako dyskretny, ale stabilny punkt odniesienia i oparcia. Zmiana, jaka dokonała się pod wpływem jego publikacji w studiach klasycznych, ma charakter szczególny: z jednej strony zdecydowanie rozszerzył on zakres tych studiów, obficie czerpiąc ze współczesnych sobie badań psychologicznych i religioznawczych, by ostatecznie uczynić obszar badań klasycznych znacznie bardziej interdyscyplinarnym i bogatym, a z drugiej utwierdził pozycję filologii klasycznej jako kierunku wymagającego niewiarygodnej i nieporównywalnej z żadną inną dziedziną studiów humanistycznych ścisłości, dokładności i cierpliwości. Jest to istotne, ponieważ cechą najnowszych studiów klasycznych jest częstokroć interdyscyplinarność, która charakteryzuje się przede wszystkim niedbalstwem i pogardą dla źródeł. Pod względem szerokości zainteresowań i znajomości różnorodnych dziedzin nauk humanistycznych jest on Kerényim, Derridą i Eliadem w jednej osobie, pozostając zarazem Wilamowitzem i Dielsem pod względem ścisłości i benedyktyńskiej cierpliwości. Odważę się napisać, że nikomu innemu nie udało się w takim stopniu ocalić tych dwóch cech i tych dwóch metod badawczych, zazwyczaj ze sobą skonfliktowanych.
Szczerze mówiąc, napisał niewiele w porównaniu z innymi tytanami filologii klasycznej formatu Gilberta Murraya, Ulricha Wilamowitza czy współczesnego nam Martina Westa. Wszystkie jednak jego prace posiadają ciężar gatunkowy, który przygniata niezliczone artykuły innych uczonych jego czasu. Współczesne mu autorytety naukowe – na nasze szczęście – bezbłędnie rozpoznały ten ciężar i znalazły dlań właściwe miejsce w naukowym świecie. Trzeba zaznaczyć, że wcale nie musiało się tak stać.
Eric Dodds urodził się 26 lipca 1893 roku w Banbridge w północnej Irlandii. Od dziecka uchodził za tak zwany „trudny charakter”. Na trudną z natury osobowość chłopca silny wpływ wywarł jego ojciec, Robert Dodds, skądinąd z wykształcenia doktor filologii klasycznej i dyrektor szkoły średniej w Banbridge; był to wpływ raczej negatywny i wywierany raczej biernie – ojciec Erica był alkoholikiem i to alkoholizm był powodem jego śmierci, kiedy chłopiec miał zaledwie siedem lat. Śmierć uciążliwego rodzica pchnęła go w silne, despotyczne objęcia matki, Anne Fleming Allen. Uchodziła ona za osobę niesympatyczną i zaborczą; w kwestii wychowania syna za zasługę można poczytać jej głównie głęboką troskę o wykształcenie chłopca. Początkowo uczył się on w szkole w Bangor nad zatoką Belfast Lough. W roku 1902 Eric z matką przenieśli się do Dublina, gdzie chłopiec przez rok kontynuował naukę w St. Andrew’s College, by następnie w roku 1908 powrócić na północ, tym razem do szkoły Campbell College w samym Belfaście. W szkołach tych zdobył solidne podstawy wykształcenia klasycznego i w zakresie literatury współczesnej. Nie lubił autorytetów. Jego pierwszy poważny konflikt z dyrektorem szkoły w Belfaście skończył się wyrzuceniem ze szkoły pod zarzutem „grubiaństwa oraz zamierzonej i uporczywej bezczelności”. Późniejszy dyrektor tej samej szkoły usunął z archiwum ten dokument, a słynnego uczonego przeprosił. Był to pierwszy, bynajmniej nie ostatni, poważny konflikt Doddsa z autorytetami.

W roku 1912 Ericowi Doddsowi przyznano stypendium naukowe na studia klasyczne w University College w Oksfordzie. Życie w konserwatywnym i bardzo angielskim mieście akademickim z pewnością nie było łatwe dla Irlandczyka-radykała. Mimo to, a może dzięki temu, w nauce czynił zdumiewające i niezwykłe postępy. Udało mu się też zawiązać kilka ważnych i serdecznych przyjaźni, między innymi z Aldousem Huxleyem (tworzyli trzon nieformalnej grupy młodych poetów, spotykających się regularnie co tydzień dla odczytywania swych wierszy). Na zajęciach J. A. Stewarta dotyczących Plotyna spotkał się z T. S. Eliotem, którego zaprosił do odczytania wierszy na spotkaniu grupy poetów. Eliot odczytał Pieśń miłosną J. Alfreda Prufrocka, napisaną w 1917 roku.
W Oksfordzie Dodds znalazł się w orbicie wpływów wielkiego Gilberta Murraya, w owym czasie piastującego stanowisko Regius Professor of Greek i de facto wyznaczającego kierunki badań filologii klasycznej. Dodds uczęszczał na słynne wykłady o Bachantkach Eurypidesa oraz na zajęcia ze sztuki translacji, podczas których Murray dokonywał przekładów angielskich poetów i pisarzy wszelkich epok na starogrecki. Było to spotkanie, które wywarło największy, decydujący chyba wpływ na późniejsze losy młodego uczonego. Świadczy ono też w szczególny sposób o geniuszu Murraya – mistrza poznaje się nie tyle po publikacjach czy autorytecie, jakim cieszy się w środowisku, ile po tym, jakich potrafi sobie dobrać uczniów. To nie uczeń wybiera mistrza, ale mistrz wskazuje na ucznia. Podobno celował w tej umiejętności Orygenes, który w tłumie słuchaczy potrafił wypatrzyć młodziutkiego studenta Grzegorza, nazwanego później Thaumaturgosem – Cudotwórcą, i potrafił go przy sobie zatrzymać, wykształcić i usamodzielnić. W Doddsie musiało być coś intrygującego, niepokojącego, coś więcej niż celujące oceny z egzaminów czy łatwość przyswajania wiedzy. Inteligencja, wrażliwość, przenikliwość – wszystkie te cechy widoczne są w pełni w późniejszych jego pracach. Murray dostrzegł je już podczas wykładów, zajęć czy seminariów. Już wtedy tliła się w Doddsie iskra, która lata później rozbłysła potężnym światłem na cały filologiczny świat. Bakalaureat po dwóch pierwszych latach studiów uzyskał w roku 1914 z najwyższą możliwą notą, zdobywając zarazem prestiżowe i jedno z najważniejszych w Oksfordzie „stypendium irlandzkie”, przyznawane za dokonania translatorskie, które umożliwiło mu kontynuowanie studiów magisterskich.
Mimo sukcesów naukowych kolejne lata przynosiły wiele poważnych problemów. 4 sierpnia 1914 roku Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom. Irlandczycy otwarcie przygotowywali powstanie niepodległościowe, a rząd brytyjski, zajęty wojną na kontynencie, nawet im nie przeszkadzał. Dodds jako Irlandczyk nie potrafił zdobyć się na probrytyjskie uczucia patriotyczne. O jego szlachetności świadczy jednak to, że latem roku 1915 zgłosił się jako wolontariusz służby medycznej do pracy w szpitalu w Belgradzie. Do Oksfordu powrócił w styczniu roku 1916, akurat na sesję egzaminacyjną. Oksford był wyludniony i cichy. W Irlandii, uciskanej ojczyźnie Doddsa, niepokoje i antybrytyjskie nastroje rosły z dnia na dzień i ostatecznie w Wielki Poniedziałek 24 kwietnia 1916 roku doprowadziły do wybuchu najbardziej krwawego zrywu niepodległościowego – tzw. Powstania Wielkanocnego. Mimo przegranej był to jeden z najważniejszych etapów na drodze Irlandii do uzyskania niepodległości. Brytyjczycy stłumili je bardzo brutalnie, a represje i prześladowania ciągnęły się jeszcze latami: liczba aresztowanych dwukrotnie przekroczyła liczbę samych powstańców. Wszystkich przywódców powstania rozstrzelano; okrucieństwo Brytyjczyków było tak rażące, że nawet w społeczeństwie angielskim podniosły się głosy sprzeciwu, a pomordowani powstańcy szybko stali się symbolicznymi męczennikami i bohaterami. Przegrane powstanie spełniło swoją rolę – uchyliło drzwi do wolności na tyle, że nikt już nie zdołał ich ponownie domknąć. Eric Dodds był Irlandczykiem w sercu brytyjskiego świata intelektualnego. Nie miał skłonności do politykowania, chociaż instynktownie i emocjonalnie podzielał wolnościowe dążenia Irlandczyków, i równie spontanicznie przeciwstawiał się polityce brytyjskiej. Wydarzenia nie mogły pozostać bez wpływu na jego życie w Oksfordzie. Jawnie popierał wysiłki powstańców, wobec czego dyrektor jego college’u podjął poprawne politycznie kroki: nie wyrzucił wprawdzie Doddsa, który był jednym z najlepszych i najbardziej uhonorowanych studentów, ale otwarcie domagał się opuszczenia przezeń uczelni dobrowolnie. Dodds nie uległ naciskom i pozostał studentem Oksfordu, chociaż zgodził się przygotowywać do sesji egzaminacyjnej w domu, a nie w niespokojnym Oksfordzie. Wkrótce potem przystąpił do końcowych egzaminów, które w czerwcu 1917 roku zdał ponownie celująco i z wyróżnieniem.
Tak oto wyglądały początki jego naukowej kariery: Irlandczyk, który w czasach niepodległościowej rewolucji pobierał prestiżowe stypendia w sercu brytyjskiego imperium, skłaniany do opuszczenia uczelni, zdawał egzaminy najlepiej jak można, wbrew oczekiwaniom środowiska nie zaciągnął się do brytyjskiej armii, popierał irlandzkie powstanie, a mimo to pozostawał najwybitniejszym adeptem swego Uniwersytetu. Musiał stanowić twardy orzech do zgryzienia dla swych uczelnianych przełożonych i profesorów, którzy nie potrafili odmówić sobie podziwu, na jaki zasługiwał jako student, a zarazem musieli walczyć z niechęcią, do której okazywania skłaniała sytuacja historyczna i polityczna. Dodds pozostawał między obracającymi się żarnami polityki pochłonięty nauką, tłumaczeniami i pisaniem wierszy. Nie należy jednak wyrabiać sobie obrazu wychudzonego i wyalienowanego intelektualisty-idealisty, który nie potrafił odróżnić Niemca, Brytyjczyka i Irlandczyka ani liberała od konserwatysty. Był po prostu uparty – uparty jako student, który konsekwentnie dążył do wyznaczonego sobie celu, i uparty jako Irlandczyk, świadomy swych uczuć i miejsca, w którym się znalazł. Jego geniusz ujawnił się też w zdolności do twórczego życia pośród napięć, wrogości, a jego siłą stała się konsekwencja. Był i chciał pozostać Irlandczykiem w środku brytyjskiego świata, chciał zostać filologiem klasycznym i wiedział, czego należy oczekiwać od uczelni, na której się znalazł, odpłacając jej zresztą uczciwą studencką pracą. Mimo wszelkich historycznych przeszkód w 1916 roku przystąpił do końcowych, „wielkich” egzaminów, które zdał z najwyższymi notami.

Kiedy kończył studia w Oksfordzie, raczej nikt nie podejrzewał, że za kilka lat powróci w to miejsce w zupełnie innej roli. Wolno przypuszczać, że poza Murrayem niewielu pamiętało o wybitnym studencie – ostatecznie w Oksfordzie wybitnych studentów nie brakuje. Pamięć Murraya, ówczesnego prawodawcy filologii klasycznej, zupełnie jednak wystarczyła, by w filologicznym świecie odnalazł on swoje miejsce.
Od razu po studiach Dodds powrócił do Irlandii, poszukując pracy jako nauczyciel języków klasycznych. W ciągu dwóch lat uczył w różnych szkołach: w St. Columba’s College w Rathfarnham, w Kilkenny College, wreszcie w Dublin High School. Lubił uczyć w szkole. Wielokrotnie później podkreślał, że każdy wykładowca uniwersytecki powinien dysponować pewnym doświadczeniem w tej dziedzinie, mającym skutecznie chronić przed zbytnim komplikowaniem wykładanego przedmiotu i utratą kontaktu ze słuchaczami. Późniejszą sławę znakomitego wykładowcy w jakiejś mierze zawdzięczał doświadczeniu zdobytemu w irlandzkich szkołach. Podczas pobytu w Dublinie aktywnie uczestniczył w życiu literackim, poznał tam W. B. Yeatsa, George’a Williama Russella, Lenoxa Robinsona i Stephena MacKennę, który zasłynął jako znakomity tłumacz Ennead Plotyna. Dzienniki i listy tego ostatniego Dodds zredagował i wydał w roku 1936 razem ze wspomnieniem pośmiertnym, w którym MacKenna jawi się jako irlandzki bohater narodowy i wybitny uczony.
W roku 1919 opuścił Irlandię – jak się okazało – na zawsze. Czuł się Irlandczykiem i w Anglii zdarzyło mu się za to uczucie płacić. Jednak, jak sam zauważył, życie w jednej części Irlandii utrudniały mu przekonania polityczne, w drugiej zaś wyznanie religijne – jedno lub drugie zawsze było niewłaściwe. H. Lloyd-Jones, uczeń i następca Doddsa w Oksfordzie, przywołując opinię samego Doddsa, twierdzi, że to właśnie było podstawą decyzji o opuszczeniu Zielonej Wyspy [2]. Nie wiem, czy ta interpretacja jest słuszna, faktem pozostaje, że w tymże roku 1919 Dodds złożył podanie o przyjęcie do pracy w University College na Uniwersytecie w Reading, i został przyjęty. W Reading poznał Annie Edwards Powell – „Bet”, wykładowczynię na wydziale filologii angielskiej – swoją przyszłą żonę (od roku 1923), osobę, która lata później miała zawędrować do tytułu autobiografii Doddsa jako najważniejsza missing person w jego życiu.
Już od czasu studiów w Oksfordzie Dodds pozostawał pod głębokim wrażeniem myśli Plotyna i neoplatończyków. Myśl Plotyna, z którym – jeśli z kimkolwiek z antycznych twórców – w jakiejś mierze się utożsamiał, uważał za jedyny jasny punkt w epoce ciemności, przesądów i lęku – jak bez wahania określał patrystykę. W końcowych rozdziałach swej autobiografii wyznał wprost, że w pisarstwie Ojców Kościoła zawsze raziła go nieograniczona arogancja i pewność siebie, które sprawiały, że nigdy nie mogli oni być uczestnikami jakiegokolwiek rzeczywistego dialogu [3]. Natomiast psychologiczna głębia Plotyna, jego koncepcja oświecenia i bogactwo obrazowania wyraźnie zachwycały Doddsa. Do podjęcia pracy akademickiej zachęcał go gorąco Stephen MacKenna, wspomniany tłumacz Plotyna, który znakomicie orientował się w naukowych kompetencjach swego przyjaciela. Plotyn i schyłek antyku pozostały w centrum zainteresowań Doddsa do końca jego naukowej drogi. MacKenna polecił go także wydawnictwu, które poszukiwało redaktora antologii tekstów nowoplatońskich. Dodds, który już w 1922 roku opublikował ważny artykuł na ten temat, znakomicie wywiązał się z przyjętego zadania. Na przestrzeni roku wydał dwa tomy tekstów neoplatońskich z tłumaczeniami i wprowadzeniami [4].
W Reading pozostał do roku 1924. Dwa lata wcześniej, w 1922, stanął do konkursu na profesora w Magdalen College w Oksfordzie. Konkurs wygrał H. H. Price, Dodds przepadł, a w nieformalnym uzasadnieniu, przesłanym przez członka komisji do jednego z protektorów Doddsa w Reading, czytamy, że zasadniczym powodem odrzucenia jego kandydatury była „zbytnia pewność siebie” i zbyt często pojawiające się w tekstach pisanych wyrażenie „moim zdaniem”. Zarzuty znamienne i – cóż, nie da się ukryć – prawdziwe; jednak nie był to jeszcze czas, w którym ktokolwiek byłby gotów uznać, że postawa Doddsa nie stanowi jedynie barokowej maniery, ale ma głębokie uzasadnienie. Naukowcy często z dużym trudem przyznają, że w ich pobliżu znalazł się ktoś naprawdę zdolny. Dopiero w późniejszych latach środowisko oksfordzkie z dużym oporem musiało przyjąć te nielubiane cechy w osobie profesora Doddsa.
W roku 1924 Eric Dodds wraz z żoną przeniósł się do Birmingham, gdzie zdobył posadę dyrektora studiów greckich na Uniwersytecie. Dwanaście lat, jakie tam spędzili, należało chyba do najszczęśliwszych w ich życiu. Były to też lata ważne dla jego późniejszej drogi. Obejmując kierownictwo instytutu w Birmingham, miał zaledwie 31 lat i zaledwie kilka publikacji, w dodatku wszystkie na temat Plotyna i nowoplatoników. W dzisiejszych czasach jego dossier zapewne zostałoby wyśmiane jeszcze przed przeczytaniem. Trudno dziś orzec, czy tylko sprzyjał mu los i towarzyszyło szczęście, czy też ciągnęła się za nim sława wybitnego studenta Oxfordu. Nikt tego nie badał, ale wolno zastanowić się, czy i w jaki sposób mogli pomóc mu zafascynowani nim nauczyciele, tacy jak Gilbert Murray. W świetle późniejszych faktów można śmiało przypuszczać, że wielki profesor z Oksfordu nieustannie i skrupulatnie śledził poczynania młodego hellenisty.
Dodds w szczęśliwych latach swego życia pisał dużo wierszy i starał się aktywnie uczestniczyć w życiu literackim. Dom Doddsów szybko stał się centrum życia literackiego w Birmingham. Eric znalazł tam swój poetycki, literacki raj. Pisał dużo, opublikował pierwszy i niestety ostatni tomik poezji Dwadzieścia dwa wiersze. Zaprzyjaźnił się z poetą Wystanem Hugh Audenem, którego rodzina zamieszkiwała w Birmingham. Przyjaźń ta okazała się jedną z ważniejszych i bardziej trwałych w jego życiu, mimo że Auden w roku 1939 wyjechał do Stanów Zjednoczonych (w latach pięćdziesiątych powrócił jednak do Oksfordu jako profesor literatury). Trudno nie spostrzec zbieżności tytułu najsłynniejszego zbioru wierszy Audena The Age of Anxiety z roku 1948 z książką Doddsa Pagan and Christian in the Age of Anxiety z roku 1965. Specjalny numer londyńskiego periodyku „Journal of Hellenic Studies” z roku 1967, dedykowany Ericowi Doddsowi z okazji osiemdziesiątych urodzin, otwierał poemat napisany przez poetę na cześć jubilata.
Spokojne czasy w Birmingham owocowały też pracą naukową. W roku 1928 ogłosił artykuł o Wyznaniach św. Augustyna („Hibbert Journal”, 26/1928, s. 459n.), a w następnym zabrał głos w słynnym sporze o Eurypidesa artykułem Euripides the Irrationalist („Classical Review”, 43/1929, przedrukowane w zbiorze The Ancient Concept of Progress, Oxford 1973, na s. 78-91). Znaczenie tego ostatniego tekstu dla dalszej kariery Doddsa trudno przecenić: była to otwarta polemika – o czym świadczył już sam tytuł – z filologicznym Goliatem, jednym z najbardziej wpływowych i niestrudzonych filologów – o pokolenie starszym od Doddsa A. W. Verrallem, autorem głośnej książki Euripides the Rationalist (Cambridge 1895). Głos Doddsa został zauważony – wprowadzał do dyskusji nad interpretacją postaw religijnych i filozoficznych Eurypidesa porządek i równowagę.
W tym samym czasie Dodds nie ustawał w zgłębianiu zagadek swych ulubionych nowoplatoników. W roku 1933 opublikował krytyczną edycję Elementów teologii Proklosa, która do dzisiaj pozostaje wydaniem kanonicznymi podstawą wszystkich przekładów i opracowań na temat [5]. Elementy teologii to najpełniejsze sumarium nowoplatońskiej metafizyki, jakie przetrwało ze starożytności. Książka nie mogła pozostać niezauważona, wysoko ceniły ją i recenzowały największe ówczesne autorytety filologiczne i religioznawcze. Przygotowywanie edycji krytycznych to najwyższy stan filologicznej aktywności, zarezerwowany zazwyczaj dla największych i uznanych uczonych, skupionych wokół najważniejszych i normatywnych środowisk naukowych. Praca podjęta przez profesora uniwersytetu w Reading, który nie uchodził wówczas za wiodący w badaniach filologicznych, musiała budzić zdziwienie, a po zapoznaniu się z jej efektami – podziw i szacunek. Faktem jednak pozostało, że do 1936 roku dorobek Doddsa przedstawiał się raczej skromnie, nawet jeśli uwzględnić entuzjastyczne przyjęcie edycji Proklosa. Było to zaledwie kilka pozycji, co w porównaniu z jego rówieśnikami z Oksfordu, Cambrigde czy Berlina przedstawiało się niemal śmiesznie. A mimo to rok 1936 przyniósł zmianę, której – zdaje się – nic nie zapowiadało.
W strukturze systemu edukacji brytyjskiej, w tym uniwersytetu oksfordzkiego, nie ma odpowiedników naszych wydziałów – każdy college jest autonomiczny i posiada własne władze. Każda dziedzina nauki posiada jednak urząd nadrzędny, koordynujący studia we wszystkich jednostkach uniwersytetu, decydujący o zmianach kadrowych i nadający jej kierunki rozwoju oraz odpowiedzialny za szeroko rozumianą promocję danej dziedziny w kraju. W przypadku studiów greckich jest to stanowisko nazywane pompatycznie Regius Professor of Greek – „Królewski profesor studiów greckich”. Powołał je do życia król Henryk VIII w roku 1546. Do dzisiaj powagę tego urzędu podkreśla to, że prawo wyboru i mianowania kandydata leży wyłącznie w gestii brytyjskiego… premiera, a wybór musi zostać zatwierdzony przez samą królową! W roku 1936 ustępował z tego urzędu – zachowując do śmierci profesorski-królewski tytuł – Gilbert Murray, a ówczesny brytyjski premier, Stanley Baldwin, zdecydował, że wybór następcy – z uwagi na wielkie zasługi Murraya – pozostawi w jego rękach. W Oksfordzie zawrotną karierę robili wówczas J. D. Denniston, autor obowiązującego do dziś opracowania na temat greckich partykuł, oraz Maurice Bowra. Trzeba pamiętać, że Eric Dodds ostatnie 20 lat, od ukończenia studiów w roku 1916, spędził poza Oksfordem, że lata spędzone tam na studiach nie były łatwe ani dla niego, ani dla jego brytyjskich i antyirlandzkich znajomych. Trzeba pamiętać, że w porównaniu z oksfordzkimi tytanami filologicznej pracy jego bibliografia wyglądała raczej żałośnie. Pamiętano Doddsowi jego mizantropię, lewicowość, brak probrytyjskiego zaangażowania podczas wojny, jego irlandzkość i plotki na temat poparcia dla Powstania Wielkanocnego. Wszystko przemawiało przeciw niemu, wszystko wskazywało na to, że dumne środowisko akademickie nad górną Tamizą skazało go na wieczne wygnanie i niebyt, co znalazło potwierdzenie w oficjalnych wynikach konkursu na stanowisko profesora w Magdalen College. Mianując Doddsa na opuszczane przez siebie stanowisko, Gilbert Murray podjął decyzję niepopularną, dziwną, kontestowaną przez wszystkich profesorów Oksfordu, podjął ją jednak zdecydowanie i stanowczo, w przekonaniu pełnej słuszności swego wyboru. Czas potwierdził słuszność tej intuicji – bo jak inaczej nazwać i uzasadnić wybór dokonany wobec tak wielu przeciwnych argumentów? Niestety, prawdą jest także, że pchnął Doddsa na trudną drogę, że za słuszny wybór swego mistrza nowy Regius Professor of Greek musiał zapłacić wysoką cenę osobistą.
Eric Dodds niechętnie opuszczał Birmingham. Nie mógł nie liczyć się ze znaczeniem niewątpliwego zaszczytu, jaki stał się jego udziałem, z wezwaniem swego mistrza, ale równocześnie nie mógł udawać, że nie jest świadom trudności, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć. W Birmingham wiódł żywot, jakiego zawsze pragnął. Uprawiał filologię, pisał poezje, cieszył się rodzinnym szczęściem i serdecznością przyjaciół, znalazł swoje środowisko, które przyjęło go życzliwie. Z Oksfordem wiązały się w jego pamięci wspomnienia raczej gorzkie, które nie zapowiadały niczego dobrego. I rzeczywiście Doddsowie z trudem akomodowali się w akademickim centrum świata. Przez wiele lat bardzo żałowali swej decyzji, wiele lat zajęło im przyzwyczajenie się do nowego środowiska i zyskanie jego szacunku i przyjaźni, która ostatecznie przyszła – jednak późno i jako owoc uciążliwej walki.
Jako Regius Professor of Greek Dodds automatycznie został przypisany do Christ Church College, najznakomitszego, ale też najbardziej konserwatywnego i najbardziej brytyjskiego z oksfordzkich przybytków. Oporu środowiska doświadczał od pierwszych chwil. Na swym wykładzie inauguracyjnym, zatytułowanym „Humanism and Technique in Greek Studies”, akcentował potrzebę tworzenia uogólniających, a głębokich syntez budowanych w oparciu o znane i wielokrotnie edytowane teksty krytyczne. Pragnął przewagi humanizmu nad techniką. Odebrano to jako atak na sam nerw filologicznych badań w Oksfordzie. Koledzy profesorowie nie szczędzili mu złośliwych uwag w stylu: „Widzę, panie Dodds, że zamierza Pan uśmiercić badania naukowe”. A przecież był filologiem, który największy powód do sławy zyskał, wydając edycję krytyczną Proklosa, a od pierwszych dni w Oksfordzie pracował nad wydaniem krytycznym Bakchantek Eurypidesa! Nie zamierzał bynajmniej „uśmiercać” badań filologicznych, zależało mu jedynie na zawróceniu z drogi utożsamiania filologii z samą tylko krytyką tekstu i na rezygnacji z maniery rozpoczynania kolejnych artykułów od słynnego niemieckiego Nocheinmal über…. Nie był osobowością łatwą. Być może mniej ekscentryczny charakter poradziłby sobie lepiej z nową i trudną sytuacją, byłby bardziej skłonny do towarzyskich kompromisów. Dodds nie tylko pozostawał nieufny, ale pogrążał się w swej izolacji i wyobcowaniu. Dostosowanie się do pretensjonalnego oksfordzkiego środowiska zajęło mu lata. Można chyba też zaryzykować twierdzenie, że przez te same lata z cierpliwością – i skutecznością! – kropli padającej na skałę zmieniał to środowisko i jego stosunek nie tylko do siebie samego, ale przede wszystkim do studiów filologicznych.
Zdecydowanie lepiej układało się nowemu profesorowi ze studentami. Szybko zyskał sławę wyśmienitego i lubianego wykładowcy. Silnym, głębokim głosem czytał poezje, a znakomite kompetencje naukowe łączył z wrażliwością literata i miłośnika wszelkiego pisarstwa, co tworzyło obraz żywy, plastyczny, pełen pasji.
W roku 1944 wydał krytyczną edycję Bakchantek Eurypidesa, która do dziś uznawana jest za normatywną. Opatrzył ją wstępem i komentarzami, które jasno wyrażają jego dążenie do równowagi między czysto techniczną edycją tekstu a szeroką humanistyczną syntezą, którą te teksty mają umożliwiać. Jest to jedno z najważniejszych opracowań na temat religii dionizyjskiej, jakie kiedykolwiek napisano (nota bene to właśnie tam Dodds zaproponował przyjęty powszechnie pogląd, by dionizyzm uważać nie tylko za mniej lub bardziej umowną postać religii greckiej, ale za odrębną religię sensu stricto). Pięć lat później wyjechał do Berkeley w Kalifornii, by dać serię wykładów w cyklu Sather Lectures. Zaowocowało to wydaniem książki Grecy i irracjonalność [6], uznawanej powszechnie za najważniejszą jego publikację. Nie brakuje autorytetów, które uważają tę książkę za najbardziej znaczącą publikację filologiczną XX wieku. Nieustanne wznowienia i tłumaczenia na wszystkie języki europejskie zdają się potwierdzać tę opinię. W późnych latach, już po odejściu na emeryturę, doczekał się ostatecznie uznania większości swych akademickich kolegów, gotowych podzielać sąd poety Audena, który uważał go za najmądrzejszego człowieka, jakiego udało mu się w życiu spotkać.
Mimo rosnących zainteresowań współczesną psychologią (już od 1927 należał do ścisłej rady Society for Psychical Research, którego później, w roku 1961, nawet został prezesem), kontynuował swe prace ściśle filologiczne. W roku 1959 opublikował krytyczną edycję Platonowego Gorgiasza, uznaną za „najlepszą edycję ze wszystkich dialogów platońskich, jakie w ogóle posiadamy” [7].
Lata powojenne przyniosły Doddsom nieco ulgi w oksfordzkim bytowaniu. Po dziesięciu latach profesor zaczął przyzwyczajać się do tego środowiska i powoli traktować je jako swoje oraz nabierać dystansu do nadal żywych kontrowersji wokół własnej osoby. Znamienne, że musiał odczekać, aż pośród kadry naukowej Oksfordu ważne miejsca zajmą jego wdzięczni i zafascynowani jego osobowością uczniowie, by mógł poczuć się nieco bardziej u siebie. Starsi koledzy potrzebowali jeszcze kolejnych lat, by docenić zalety nielubianego Irlandczyka – wina zapewne leżała po obu stronach. Ostatecznie Dodds zrealizował program przedstawiony w wykładzie inauguracyjnym swej profesury: nie zaniedbując ściśle filologicznych zadań, edycji krytycznej tekstów i komentarzy filologicznych, zdołał nadać oksfordzkim badaniom szeroki, humanistyczny kierunek, owocujący w pracach jego następców, takich jak Hugh Lloyd-Jones, Martin L. West, Robert Parker, Kenneth Dover czy, w następnym jeszcze pokoleniu, Oliver Taplin i Christine Sourvinou-Inwood. Rozszerzył zakres badań klasycznych, które zaczęły w pełni uwzględniać swą zależność od dociekań filozoficznych, religioznawczych i antropologicznych. Zmarły w 2000 roku Peter Levi, oksfordzki poeta, profesor literatury i tłumacz (m.in. Pauzaniasza) nie zawahał się napisać, że Dodds przekształcił nowożytne studia greckie w dziedzinę w pełni nowoczesną i poważną [8]. Włączył filologię klasyczną w główny nurt współczesnych nauk humanistycznych. Krótko mówiąc, zacne, lecz martwe muzeum antyku uczynił nowoczesną pracownią humanistyczną.
W roku 1960 przeszedł na zasłużoną emeryturę. Kolejne lata po odsunięciu od uczelnianych obowiązków przyniosły pełne uleczenie z wszelkich oksfordzkich chorób i problemów, z jakimi zmagał się od 1936 roku, i należały do bardzo szczęśliwych i aktywnych.
W roku 1963 wygłosił w Belfaście serię wykładów, opublikowanych dwa lata później jako książka pod tytułem Pagan and Christian in the Age of Anxiety. Jest to jedyna w swoim rodzaju synteza myśli religijnej i filozoficznej okresu nazywanego wczesną patrystyką – od czasów Marka Aureliusza do Konstantyna. Jedyna w swoim rodzaju dlatego, że ujmuje z jednakową uwagą i poważaniem zarówno spuściznę pisarzy i myślicieli „pogańskich”, jak i chrześcijańskich. Nie tropi różnic i polemik, nie przemawia głosem walczącego i tryumfującego Kościoła, ale poszukuje wspólnego horyzontu, analizuje zjawiska powszechne i nadrzędne zarówno wobec nowej wiary, jak i dawnych tradycji. Nie podkreśla różnic na korzyść kroczącego ku historycznemu zwycięstwu chrześcijaństwa ani nie skupia się na podkreślanych propagandowo zwiastunach rozkładu „starego świata dawnych bogów”. Potrafi okazać należny szacunek wszystkim, którzy w dobrej wierze poszukiwali swego miejsca w świecie w tym trudnym czasie konfrontacji. Istnieje wiele książek akademickich, które wywołały gorące dyskusje, spowodowały napisanie licznych recenzji – polemicznych lub pochwalnych. Rzadko jednak reakcją na publikację książki bywa inna książka. W przypadku tej niewielkiej książki Doddsa środowisko naukowe zareagowało – zdawać by się mogło – nieadekwatnie: w Stanach Zjednoczonych zorganizowano kilkumiesięczne sympozjum naukowe, w całości i wyłącznie poświęcone Pogaństwu i chrześcijaństwu w epoce niepokoju. Materiały z tego sympozjum opublikowano w postaci książki pt. Pagan and Christian Anxiety: A Response to E. R. Dodds [9]. Tytuł sugeruje, że jest to „odpowiedź” – krytyczna lub polemiczna. Nic bardziej błędnego. Zebrane w niej artykuły są poważną, życzliwą i pełną nieskrywanego podziwu dyskusją z oksfordzkim uczonym i przekonują, że poruszone w jego dziele wątki zasługują na więcej niż recenzję. Jeśli pamiętać o zdeklarowanym i konsekwentnym agnostycyzmie Doddsa, dziwić może fakt, że książka powstała w środowisku uczelni katolickiej.
W roku 1977, dwa lata przed śmiercią, Dodds opublikował autobiografię zatytułowaną Missing Persons, za którą odebrał prestiżowe nagrody literackie. Jest to dokument zdumiewający – mało w nim plotek i ciekawostek z akademickiego światka, w jakim spędził większość życia; stanowi on raczej rozległą panoramę bogatego, wrażliwego świata wewnętrznego. Nie jest to autobiografia sensacyjna, próżno szukać w niej złośliwych uwag pod adresem zdeklarowanych wrogów autora, trudno odnaleźć ślady goryczy, która przez długie lata towarzyszyła mu w oksfordzkiej codzienności. Jest ciepła i życzliwa. Znajomi Doddsa deklarowali nawet pewien niedosyt po lekturze – Dodds, którego znali, był znacznie bardziej cierpki. Nawet śmierć ukochanej żony „Bet”, która stała się głównym impulsem do napisania tej pięknej książki, nie burzy pogodnej aury, jaka ją spowija. Smutek, nostalgia – tak, gorycz i żal – nie.
Eric Robertson Dodds zmarł 8 kwietnia 1979 roku w swoim domu na obrzeżach Oksfordu, pozostawiając po sobie wielu przyjaciół, niezliczonych uczniów i spełnione dzieło, do którego wezwał go Gilbert Murray: zdążył jeszcze zobaczyć oksfordzką filologię klasyczną pchniętą na nowe tory i nabierającą coraz większego rozpędu. Trudno lepiej od Donalda Russella podsumować tę skomplikowaną osobowość [10]: „Każdy, kto usiłuje go jakoś ogarnąć, popada w serię paradoksów. Był zarazem buntowniczy i pokojowy; nieśmiały i pogodny; mądry i niedojrzały. Był mistrzem słowa, ale podejrzliwym wobec wszelkiej retoryki; racjonalistą, ale z jednym okiem zawsze otwartym na numinosum”.
KRZYSZTOF BIELAWSKI
Posłowie do tomu Erica R. Doddsa „Pogaństwo i chrześcijaństwo w epoce niepokoju”. Tłum. Jacek Partyka. Kraków, Homini, 2004.
[1] Eric Roberson Dodds. W: „Proceedings of the British Academy” 1980, s. 357-370, por. s. 357.
[2] H. Lloyd-Jones, E. R. Dodds. W: Blood for the Ghosts. Classical Influences in the Nineteenth
and Twentieth Centuries, London 1982, ss. 288.
[3] Missing Persons, Oxford 1977.
[4] Select Passages Illustrative of Neoplatonism, Reading 1923-1924
[5] Proclus, The Elements of Theology, ed. and transl. by E.R. Dodds, Oxford 1963; por. przekład polski ze wstępem i pod redakcją M. Dzielskiej: Proklos, Elementy teologii, przekł. R. Sawa, Warszawa 2004.
[6] Wydanie polskie w niniejszej serii w przekładzie J. Partyki, Bydgoszcz 2002.
[7] D. Russell, op. cit., s. 366.
[8] We wspomnieniu pośmiertnym zamieszczonym w „Classical Review” 29 (1979), s. 134.
[9] Red. R.C. Smith, J. Lounibos, University Press of America 1984.
[10] Op. cit., s. 370.