Michaił Heller był nie tylko najważniejszym komentatorem spraw rosyjskich i sowieckich w „Kulturze”, ale też bliskim doradcą Jerzego Giedroycia. Urodzony w Moskwie, był więźniem Gułagu, pracownikiem Polskiej Agencji Prasowej, a w końcu profesorem Sorbony. W Wydawnictwie Naukowym UKSW ukazał się tom Jerzy Giedroyc, Michaił Heller „Listy 1969-1996” w opracowaniu Wojciecha Stanisławskiego. Jest to ostatni, dziesiąty tom wydany w ramach kierowanego przeze mnie projektu „Polsko-rosyjskie związki w kręgu «Kultury»”.
Mój ojciec, Zbigniew Mitzner zmarł kiedy miałem trzynaście lat. Później nieraz o nim pisałem, przede wszystkim o prowadzonej przez niego w latach 1943-1944 akcji, dzięki której udało się ocalić rękopisy polskich pisarzy i historyków. Publikowałem jego prozę, felietony i wspomnienia. W międzywojennej Polsce był młodym, radykalnym socjalistą, zdecydowanym przeciwnikiem sanacji. W czasie wojny należał do, założonej w Wilnie, a później przeniesionej do Warszawy organizacji socjalistycznej „Wolność”. Z komunistami nie sympatyzował.
W styczniu 2023 roku w lubelskiej Bramie Grodzkiej ukazały się dwa nowe tomiki w redagowanej przeze mnie serii „Biblioteka Zapomnianych Poetów”. Tomik 23 przynosi „Żałobne pieśni getta” Izabeli Gelbard (Czajki-Stachowicz), a 24 antologię: „Szkoła Czechowicza” w opracowaniu Jarosława Cymermana, który obala tezę „jakoby szkoła Józefa Czechowicza pozbawiona była wybitnych talentów, że stanowiła przede wszystkim towarzyski krąg autorów rodem z prowincji, naśladujących aż do granic oryginalności styl i tematy podejmowane przez ich mistrza”. Antologia zawiera wiersze czterech poetów, z których tylko jeden przeżył wojnę.
Działał trochę po omacku. Esbecy zresztą też. „Róża” przepisał dla nich w całości mój notes telefoniczny, dość obszerny, bo było tam mnóstwo telefonów ludzi teatru. Ktoś w Pałacu Mostowskich sprawdzał pracowicie numer po numerze. Zaprzestał, kiedy dotarł do nazwiska Elżbiety Kępińskiej, przy którym zapisał: „Żona członka KC!”.
Obejrzałem teraz kilka nagranych dobranocek z Jackiem i Agatką i naraz zobaczyłem, jak wspaniałych nauk udzielała mi Chotomska. Wszystko było niesłychanie proste i umowne, pacynki to były tylko główki z zarysem twarzy, cała ekspresja wyrażała się w dłoniach aktorki, trochę jak w teatrze Białoszewskiego. Język też świadczy o przyjaźni autorki z poetą z placu Dąbrowskiego.
Im mniej piszemy listów, tym więcej czytamy listów z epoki przedmailowej. Edycje korespondencji, które zaczęły się pojawiać incydentalnie już w XIX wieku, pod koniec XX wieku stały się oddzielną dziedziną pracy naukowej. I to nawet nie pojedyncze listy, ale całe ich zespoły. W Polsce jest to na przykład korespondencja kręgu paryskiej „Kultury”, czy listy Jarosława Iwaszkiewicza.
Sądzę, że student, uczący się w Heidelbergu, może łatwiej, niż każdy inny zabezpieczyć się od zgubnych wpływów dalszego życia, poświęconego tylko „pracy” - od nędznego zadowolenia z siebie, od zawistnej hipochondrii, od skłonności do negacji i narzekania. Nie na próżno w ciągu miesięcy między pracą wchłaniał on wszystkimi porami radość i piękno; gdy przyjdzie chwila krytyczna – stanie mu przed oczyma obraz góry Zamkowej, powieje wonny wietrzyk z Wilczego źródła, znudzi się wesoła melodia pieśni heidelberskiej – i serce jego, zamiast jęku, wyda ów potężny, uroczysty trójdźwięk, wzywający do dzielności i czynu. Tego właśnie uczy nas Heidelberg.
Papieski uprawia nie byle jaką literaturę i nie wiem, czy ma jakieś konszachty z biesami, w każdym razie efekty są zachwycające, zarówno w tłumaczeniach, jak i w eseistyce. W "Rosyjskim sporze" mam wiele scen świetnie napisanych, olśniewających. Moja ulubiona to odjazd Gogola dyliżansem z Rzymu. Jest tu przestrzeń, ruch, a nawet smak wziętych na drogę słodkich bułek nadziewanych owocami.
Młody ziemianin, urodzony w 1892 roku w Piotrowiczach w powiecie kobryńskim, po maturze zdanej w Rydze wyjechał na studia rolnicze do Belgii, które miały go przygotować do gospodarowania w zapisanym mu majątku Mogilowce w powiecie wołkowyskim, w dzisiejszej Białorusi. Naukę przerwał i, zagrożony gruźlicą, wyjechał do sanatorium w Davos, w Szwajcarii, krótko studiował romanistykę w Lozannie, by nie oddalać się od czarodziejskiej góry. I tak jak Hans Castorp, w chwili wybuchu Wielkiej Wojny, w 1914 roku wrócił do kraju, gdzie został wcielony do armii rosyjskiej. W 1917 roku wziął ślub z koleżanką ze studiów, Zofią Malińską. Po wojnie osiadł w Mogilowcach.
Teraz o czytelniku. Niczego od niego nie chcę i wiele mu życzę dobrego. Obcy mi jest i nie ma do mnie przystępu wyniosły egoizm, leżący w osnowie pisarskiego zwracania się do „audytorium”. Czytelnik dzięki wrodzonej sobie złotej umiejętności sam zawsze rozumie, co się dzieje w książce z rzeczami, z ludźmi, i z samym autorem. Wbijając mu w głowę nasze zmyślenia o tym, cóżeśmy to zrobili i jak do tego doszli, nie oświecamy go, lecz wyjaławiamy. [...] Jestem zamknięty w sobie i nietowarzyski podobnie jak on i w przeciwieństwie do pisarzy nie rozumiem na czym korespondencja z nim ma polegać.
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.