Opowiadanie Mrożka Pamiętnik spekulanta ukazało się w „Od A do Z”, dodatku tygodniowym krakowskiego „Dziennika Polskiego”, w numerze 3 z 1953, sprzedawanym w kioskach wraz z gazetą, numerem 10. datowanym na 11-12 stycznia. Tekstu nie włączył autor do Półpancerzy praktycznych, książki wydanej w tym samym roku. A chyba była taka możliwość, skoro maszynopis tomu oddano do składania kilka miesięcy później, 12 czerwca. Dla porównania: jest w Półpancerzach… opowiadanie Nowy Rok na przestrzeni wieków, którego pierwodruk ukazał się też w „Od A do Z”, niecałe dwa tygodnie wcześniej (numer 1 dodatku, także numer 1 „Dziennika Polskiego” z 1 stycznia); tytuł wersji wcześniejszej brzmiał Nowy rok na przestrzeni dziejów – z historii pesymizmu. Drobne różnice obu tekstów świadczą raczej o niedawnej (wtedy) pracy nad tą prozą przed nadaniem jej definitywnego kształtu, aniżeli o wcześniejszym napisaniu opowiadania i późniejszej decyzji o jego podwójnej, prasowej i książkowej, publikacji. Jeśli zaś tak, to i Pamiętnik spekulanta mógł się w Półpancerzach praktycznych znaleźć. No i jeśli domniemanie takie jest prawdziwe, to zaczynają intrygować przyczyny pozostawienia opowiadania poza okładkami tomu.
Trudno przypuszczać, by powodem były motywy socrealistyczne zawarte w Pamiętniku spekulanta, skoro (pomijając wydaną wcześniej w 1953 szesnastostronicową nieledwie broszurę Opowiadania z Trzmielowej Góry, zawierającą wszystkiego dwa teksty) w pierwszym tomie prozy Mrożka znalazły się, obok kontestujących, również utwory podejmujące ideologiczne tematy tamtych czasów. Czy tak całkiem niepolemicznie? Kwestia do solidnego pogłówkowania na inną okazję, najpewniej będę w niniejszej rubryce do tych spraw wracał. Być może uznał Mrożek opowiadanie za słabsze, z czym niekoniecznie rad bym się zgodzić. Niewykluczone wreszcie, że, hmm, po przyjacielsku wyperswadował mu ten tekst Leszek Herdegen, redaktor książki. W każdym razie to czas stawania się Mrożka, pisze wtedy bardzo różne teksty, trudne do pogodzenia. A może tego zestawu publikacji nie trzeba uzgadniać do jednoznaczności, lecz korzystać z profitów interpretacyjnych umożliwianych przez zestawienia tekstów? Ponowne lektury Półpancerzy praktycznych są fascynujące również dlatego, że czytelnik zastanawia się nad rzeczywistymi zapatrywaniami ideowymi ówczesnego Mrożka.
Poza tym: gazeta jako całość jest zbiorem heterogenicznym (nawet w okresach totalitarnych czy autorytarnych, oczywiście nie chodzi o różność przekazywanych poglądów), acz zhierarchizowanym. W latach socrealizmu, a i później, dla redakcji, ideologicznego dysponenta ważniejsza była polityczna treść z pierwszej strony niż michałki z działu miejskiego czy dodatki literackie, też przecież niewolne od zadań propagandowych. Ale niekiedy zaczynały się dziać ciekawe rzeczy. W tym samym miesiącu, styczniu 1953, Mrożek napisał artykuł na pierwszą stronę (nr 16 z 18-19 stycznia) Rocznica ocalenia i wyzwolenia. Dziękował Sowietom nie tylko za oswobodzenie Krakowa od Niemców i uratowanie miasta przed zniszczeniem. „Uderzenie Armii Radzieckiej umożliwiło stworzenie warunków sprzyjających radykalnej kuracji Krakowa”. Mrożek aksjologicznie przeciwstawił gród przedwojenny – zabytkowy, historyczny – teraźniejszemu z Nową Hutą. I na koniec: „Wolność przyniesiona przez Radziecką Armię ma treść głęboką i wszechstronną – ocalenie i wyzwolenie. Ocalenie od śmierci, przywrócenie pełni życia. Dlatego pełna i głęboka jest chwała wyzwolicieli”. Widoczne są tu retoryczne ciągi leksykalne, ale czy chwała może być głęboka? Przeciwnie, bywa wysoka, przynajmniej na wysokości… Mrożkowi się omsknęło, stylistycznie przeholował, a może jednak mrugnął okiem, podpowiadając dystansujący cudzysłów? Jakkolwiek było, intencje gazety nie pozostawiają wątpliwości: na pierwszej stronie umieściła tekst, który uznała za uroczysty, zasadniczy i absolutnie serio. Jednakże autor jest znany czytelnikom jako satyryk, twórca zabawnych tekstów i rysunków. Sytuacja taka nie może nie podważać ideologicznej jednoznaczności gazety. Dekady później, w latach już osiemdziesiątych, napisał Mrożek opowiadanie Twarz. Szczerze przekonany clown pragnie tam przystąpić do ruchu, jak można się domyślać, totalitarnego. Spotyka go odmowa. Próbuje jeszcze zapewniać o swoim nastawieniu: „– Ale ja mam poważne intencje! / – Pan może i ma, ale nie pańska twarz. Ona zawsze kojarzy się z dowcipem, anegdotą, krótko mówiąc – z dwuznacznością. A nasze idee są jednoznaczne. Absolutnie jednoznaczne”. Opowiadanie wyrosło pewnie również z autobiograficznego ziarna, dość gorczycznego zresztą (por. Łk 13, 18-19). Nie, nie idzie tu wcale o poważne (albo zdecydowanie mniej) zamiary młodego Mrożka zgłaszającego akces do komunizmu, lecz o nieusuwalną dwuznaczność, napięcie pomiędzy istniejącą u Mrożka od zawsze ironią a sierioznością ideolo.
Na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego” raz jeszcze ze stycznia (nr 6 z 7 I) zamieszczono publikację Akt słuszny i niezbędny w walce z kułactwem i spekulacją, z nadtytułem Wypowiedzi przedstawicieli społeczeństwa o uchwale Rady Ministrów. Pełna powaga więc i podniesienie stylu, (rzekome?) komentarze ludzi różnych zawodów też zostały propagandowo podrasowane. Temat był więc zadany – a kilka dni później podjął problem Mrożek, rysunkiem i tekstem.

Kącik spekulanta – na początku zagrał autor w lżejszej tonacji. „Kącik” w gazecie to rubryka przyjemniejsza, mniej zobowiązująca, poza tym wyrażenie tytułowe nie wyklucza też owego spekulanta jako adresata kącika, niekoniecznie obiektu działań propagandowych i pedagogicznych. Owszem, spekulant ma tu być ofiarą ironii, niemniej dwuznaczność została zasiana. Oszusta chrzczącego mleko wodą moglibyśmy nawet podziwiać za peryfrastyczną inwencję, gdyby w całości nie należała ona do autora. No i odbiorca musi się domyślić, dlaczego pompa ma być krową… Gospodarz z drugiego obrazka tłumaczy się przed kontrolerem – i albo donosi na brata, albo (i bardziej o to chodzi) ratuje się głupim wyjaśnieniem, bo widzimy, że deklarowany brat pochodziłby z trzody chlewnej. Cóż, ten rysunek dowcipowi Mrożka chwały nie przynosi, chyba że potraktować tę grafikę w pogłębiony sposób: jako wyraz niechęci Mrożka do klasy ludowej, która to abominacja przyniosła później świetne literackie rezultaty; dość wspomnieć dialogi trzech Chłopów z Indyka lub epizod z Baltazara. Autobiografii opowiadający o tym, jak chłopi potraktowali tankietkę pozostawioną przez polskich żołnierzy w 1939.
Pora wreszcie przejść do Pamiętnika spekulanta, drukowanego dotąd tylko raz, w gazecie sprzed siedemdziesięciu trzech lat.
„Poniedziałek. Chleb nie, cukier nie, tekstylia nie, a więc co?
Wtorek. Dzisiaj jadę do miasta. Furkę wymościłem słomą. Wio!
Środa. Zorientowałem się szybko. Porozumiałem się z kumem Polikarpem. On wykupuje podręczniki naukowe, dzieła teoretyczne, albumy, ja zajmuję się beletrystyką.
Czwartek. Doskonale. Udało mi się nabyć większą partię Pamiątki z Celulozy. Będzie tego z 50 kilo. Kum Polikarp wykupił Tekę Stańczyka.
Piątek. Po namyśle zabraliśmy się także do poezji. Czemu nie? Nabyłem kilkaset sztuk marki Mickiewicz. Pan Polikarp wziął się do literatury dziecięcej. Specjalizuje się w O sierotce Marysi.
Sobota. Pierwszą partię ukryłem w stodole. Kum Polikarp chciał swoją część ukryć w studni, ale mu odradziłem, towar mu się zepsuje.
Niedziela. Odpoczynek po pracy.
Poniedziałek. Znowu w mieście. Akcja jak zwykle. W księgarniach zaczyna już brakować niektórych wydań. Dobra nasza.
Wtorek. Naradzaliśmy się z kumem Polikarpem, czy by nie kupić jakiegoś teatru, albo dwóch. Podobno ceny biletów są także bardzo opłacalne. Pytaliśmy się, kto ma ten teatr. Państwo ma. Szkoda mówić, nie odsprzeda.
Środa. Co u diabła! W księgarniach wywieszają tablice. «Obrót – powiadają – wzmożony. Czytelnictwo rośnie».
Czwartek. Złapałem wczoraj parobka mojego, Wojciecha, jak siedział w stodole i czytał Krzyżaków. Dam ja mu. Towar jest na handel, a nie na domowe zużycie.
Piątek. Niedobrze. Córka kuma Polikarpa zaczytała się w Prusie. «Ostaw tatko – powiada – poczytam sobie».
Sobota. Wojciech znowu czyta w stodole. W dodatku sprowadził sobie kolegów. Czytają razem Erenburga. Podałbym ich na milicję, ale jakże to – towar nielegalny…
Niedziela. Wypoczynek po pracy.
Poniedziałek. Kapitał zamrożony. Za to u kuma Polikarpa zawiązało się już kółko czytelnicze. Sąsiedzi przychodzą, czytają… Polikarp grozi, ale co im może zrobić.
Sobota. Wojciech przyszedł do mnie i powiedział, że już u mnie nie będzie służył, bo wyczytał w książkach, że tacy jak ja, nazywają się kułakami i że to nic dobrego. Że był dotąd głupi, ale już nie będzie.
Niedziela. Odpoczynek po pracy.
(Bez daty.) Bankructwo. Z naszego towaru założono bibliotekę wiejską. Wojciech dostał dyplom uznania. O hańbo!
Poniedziałek. Chleb nie, cukier nie, książki nie, więc co?
Wtorek. Dzisiaj jadę do miasta. Furkę wymościłem słomą. Wio! A może coś się jeszcze uda?”.

Z pozoru socrealistyczna historia: spekulant próbuje się wzbogacić, w tym celu wykupuje towar, ale przedsięwzięcie upada. Towar zostaje znacjonalizowany czy raczej uspołeczniony, dokonuje się przy okazji akt sprawiedliwości klasowej: Wojciech przestaje być parobkiem, skoro zaś służył dotąd u bohatera-narratora, to ten okazuje się nie tylko spekulantem, lecz także bogatym chłopem, czyli kułakiem. Jakby tego wszystkiego było mało, inicjatywa handlowa dwójki bohaterów prowadzi do radykalnego wzrostu czytelnictwa na wsi. Jednakże ten pozytywny schemat coś zgrzyta. Spekulant nie przekonał się do socjalizmu, ale nie został przykładnie ukarany, ba! uprawia swój proceder dalej. Domniemanie słuszna satyra Mrożka szybko okazuje się literacką humoreską z dominującą funkcją autoteliczną. Opowiedziana historia ma nader nikły związek z realiami społecznymi: przedmiotem spekulacji mają być książki, praktycznie wszystkich rodzajów, w tym sztandarowe dzieło socrealizmu Pamiątka z Celulozy Newerlego, która w 1952 miała trzy edycje! Wśród wykupywanych tytułów znalazła się też Teka Stańczyka, czyli wydana w 1951 przez Ossolineum rozprawa Wyki Teka Stańczyka na tle historii Galicji w latach 1849-1869 – pojawienia się tego tytułu w obszarze zainteresowań handlowych kuma Polikarpa jest żartem dla odbiorców wytrawniejszych. I kwestia włościańska enfin. Czytanie książek raczej nie należy do cech wyróżniających warstwę chłopską. A tu proszę, czytelnictwo rozkwita szybko a potężnie. Mrożek zakpił więc z Mickiewiczowskiej strzesznej pociechy, z pozytywistycznej pracy u podstaw oraz z socjalistycznej oświaty, uznającej nieraz plany za stan rzeczywisty. Chłopom też nie uszło na sucho.
ADAM POPRAWA