HOME
Artur Urban

Opowieści ku chwale cadyków

Cadyk Israel z Rużyna mówił o rebem z Sasowa, który zmagając się z zagrożeniem, wyznał, że nie zna intencji i jednoczeń, używanych dawniej przez wielkiego Baal Szem Towa. Jednak już samo wspomnienie o tym, przywołanie poczynań poprzednich pokoleń wystarczyło, żeby wywołać cudowny efekt.

Ta jedna z bardziej znanych i wielokrotnie parafrazowanych przypowieści ukazuje, jak wielką moc duchowość chasydzka przypisywała opowieściom. Samo mówienie o czynach dawnych cadyków miało odnieść taki sam skutek jak ich ezoteryczne praktyki.

Literatura żydowska już od czasów kształtowania się Talmudu znała alegoryczne przypowieści tłumaczące sens prawa religijnego oraz podania o działalności rabinów. Chasydzi przystosowali formę opowieści do potrzeb swojego ruchu i uczynili ją istotną częścią swojej kultury, pełniącą wiele funkcji. Hagiograficzne opowieści o cudach cadyków umacniały wiarę i pomagały pozyskać nowych zwolenników, były źródłem nauk moralnych, przechowywały pamięć o dziejach chasydzkich dynastii i budowały poczucie wspólnoty wśród wyznawców. Co najważniejsze, chasydzi uświęcili opowieść, wynosząc ją do rangi aktu religijnego, równego modlitwie. Postępowali w tym zgodnie ze słowami swojego duchowego ojca – Baal Szem Towa, który miał powiedzieć, że „kto opowiada ku chwale cadyków, to jakby zajmował się dziełem rydwanu” (czyli zgłębianiem boskich tajemnic), a jednocześnie stawali na przekór ortodoksji, dla której snucie opowieści, często okraszonych ciekawą fabułą, uchodziło za „czczą gadkę” odciągającą od studiowania Tory. Był to jeden z wielu zabiegów reformatorskich chasydyzmu, które przysparzały mu przeciwników – zarówno wśród tradycjonalistów, jak i orędowników żydowskiego oświecenia – ale jednocześnie budowały popularność ruchu i w efekcie uczyniły go dominującą formacją kulturową wśród wschodnioeuropejskich Żydów.

Dotychczas polscy czytelnicy poznawali opowieści o cadykach przede wszystkim za pośrednictwem autorów, którzy nie będąc uczestnikami ruchu chasydzkiego, zwracali się ku niemu i czerpali z jego tradycji, widząc w nim ostoję pierwotnej żydowskiej duchowości, przynoszącą wytchnienie od pędu zmieniającego się świata. Czołową postacią tego nurtu zwanego neochasydyzmem był Martin Buber, autor m.in. Opowieści chasydów, które doczekały się u nas kilku wydań (w doskonałym tłumaczeniu Pawła Hertza) i ustaliły określony sposób postrzegania chasydyzmu. Twórczość Bubera, mimo zasług dla popularyzacji świata chasydów, stworzyła wyidealizowany, jednorodny obraz, przepełniony nostalgią za ludową, spontaniczną religijnością i prostotą życia.

Dlatego tak ważne jest ukazanie się antologii Opowieści chasydzkie w ramach serii „Biblioteka Narodowa” Wydawnictwa Ossolineum. Tom, stworzony i ułożony przez Wojciecha Tworka i Marcina Wodzińskiego, oraz zespół tłumaczeniowy Katedry Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego to monumentalny zbiór rozpoczynający się od pierwszych przypowieści chasydzkich opublikowanych na początku XIX wieku i zakończony współczesnymi opowieściami wspólnot w Izraelu.

 

 

Opowieści te zostały przetłumaczone z języków oryginalnych: hebrajskiego i jidysz. Dawniej chasydzka hebrajszczyzna była traktowana pobłażliwie, uznawana za żargon, w który z braku sprawności i należytego wykształcenia wplatano jidyszowe kalki i potoczny styl. Dziś to lekceważące rozpoznanie zostało zrewidowane, a językoznawcy dostrzegają w hebrajskim chasydów spójny system, tworzony świadomie, dbający o zachowanie wyjątkowości przekazywanych ustnie opowieści i będący jednym z etapów rozwoju języka, który dopiero miał się odrodzić w swojej współczesnej formie.

Twórcy antologii, dokonując wyboru utworów i poszczególnych opowieści, starali się pokazać bogactwo gatunku. Mamy bowiem do czynienia z historiami opowiadanymi przez wiele odmiennych grup, spisywanymi w różnych miejscach i okresach z wykorzystaniem rozmaitych środków stylistycznych. Opowieści bywają historiami o cudownych zdarzeniach, nadprzyrodzonych zdolnościach cadyków, ich zmaganiach z demonami i potworami, kiedy indziej są to biografie, mające nawiązywać do formującej się wówczas historiografii żydowskiej. Miejscem akcji mogą być wschodnioeuropejskie miasteczka, jak i odległe krainy, do których trafia się często w ramach podróży do Ziemi Izraela. Panteon cadyków, głównych bohaterów wszystkich opowieści, wypełniają postaci o różnych charakterach i metodach działania. Rebe może żyć skromnie albo wystawnie, być cudotwórcą-uzdrawiaczem albo uczonym w piśmie kabalistą, zajmować się prozaicznymi prośbami swoich wiernych albo wpływać na losy świata, reagować z anielskim spokojem lub pełną pasji furią.

Autorzy antologii zaznaczają, że ich wybór ma przełamać idylliczny i stereotypowy obraz chasydyzmu spopularyzowany przez pisarzy neochasydzkich, którzy niejednokrotnie preparowali opowieści, aby dopasować je do swojej wizji, usuwali z nich to, co ich zdaniem zbędne i kłopotliwe, traktowali jako wymagające literackiej obróbki, żeby wydobyć z nich najcenniejsze – uniwersalną mądrość. W takim rozumieniu twórczość chasydzka została zredukowana do literatury niższego rzędu, która musi zostać dopracowana przez znawców, żeby zyskać na wartości. Buber w przedmowie do Opowieści chasydów przedstawia wprost swoje negatywne zdanie o jakości chasydzkiego pisarstwa. Notuje: „W drugiej połowie wieku XIX zaczyna się okres literackiego upadku: przekazywane motywy przerabia się w sposób rozwlekły i gadatliwy, a łącząc je ze zmyśleniami, tworzy się z nich popularną beletrystykę najniższego rzędu. Dopiero w naszych czasach (około roku 1900) rozpoczęto krytyczne ich porządkowanie i przystąpiono do ich usystematyzowania. […] Po wyodrębnieniu wytworów literackiego zepsucia, spośród których często nie można już ocalić motywów pierwotnych, pozostaje nam w rękach niespójna masa zwykle niemal bezkształtnego materiału. Z biegiem czasu […] uznałem, że najlepszym […] sposobem będzie odrzucenie przekazanego przez tradycję domniemanego kształtu opowieści, z jej ubóstwem i nieporadnością, jej niejasnościami i dygresjami…”. Te słowa wręcz dziwią, gdy czyta się opowieści zawarte w nowej antologii – przetłumaczone wiernie, ze specyficzną narracją, powtarzającymi się nieustannie eulogiami (takimi jak „niech będzie błogosławiony” czy „Boże uchowaj”) czy pewną naiwnością przypominającą, że wiele z tych tekstów było tworzonych z intencją zaistnienia w ramach rodzącej się żydowskiej kultury popularnej. Obcując z obfitością tych przekazów, przepełnionych życiem, kontrastami, moralnymi niejednoznacznościami, napięciami etnicznymi, kłótniami i sporami, a kiedy indziej radością i poczuciem wspólnoty, nie sposób już wrócić do ich wygładzonych adaptacji.

 

Muzeum Narodowe w Krakowie; www.zbiory.mnk.pl ;MNK III-ryc.-37320;fot. Czernicki Paweł

 

Antologia chasydzka została wprowadzona do serii pierwszej „Biblioteki Narodowej”, mającej w założeniu przedstawiać kanon polskiej literatury narodowej. To odważna i słuszna decyzja, poszerzająca pole tego, jak można myśleć o polskości i potwierdzająca fundamentalną wartość płynącą z polsko-żydowskiego współistnienia. Kultura chasydzka tworzyła swoją literaturę na tych samych ziemiach i w tym samym okresie, w którym powstawały największe osiągnięcia literatury polskiej. Niektóre okoliczności historyczne i polityczne – wojny napoleońskie czy represje caratu – zajmowały umysły zarówno Żydów, jak i Polaków, nawet jeżeli dotyczyły ich w różnym stopniu. Chasydyzm rodził się, rozwijał i kwitł w polskich miastach i miasteczkach – w nich również ginął. Umieszczenie antologii w obszarze polskiego kanonu, może uzmysłowić wielu czytelnikom, że w Łowiczu swoje domy modlitwy miało trzynaście różnych grup chasydzkich, ważnymi przywódcami ruchu były takie postacie jak Menachem Kalisz z Mszczonowa czy Jachiel Meir Lipszyc z Gostynina, a w opłakiwanych przez Słonimskiego „Hrubieszowie, Karczewie, Brodach, Falenicy” gorliwi chasydzi odliczali dni do pielgrzymki na odległy dwór swojego cadyka i całymi dniami opowiadali sobie nawzajem o jego cudach.

Dzięki lekturze Opowieści chasydzkich mogłem wrócić do tematyki żydowskiej, od której oddaliłem się w ciągu kilku lat, które upłynęły od moich studiów judaistycznych. Odnalazłem w tych przypowieściach umiłowanie słowa, wieczne poszukiwanie mądrości, marzenie o możliwości naprawiania pękniętego świata. Nie pamiętam już wielu hebrajskich i jidyszowych wyrazów, których kiedyś się uczyłem. Mogę za to teraz sięgać do niewyczerpanego bogactwa zawartego w opowieściach o cadykach. Czytać je i powtarzać, jak to robił rebe z Sasowa, który nie znał już dawnych jednoczeń i intencji, ale liczył, że to wystarczy, aby zdziałać cuda. „I tak też się stało, z Bożą pomocą”.

ARTUR URBAN

Tekst ukazał się pierwotnie w „Miasteczku Poznań” (1-2/2026) – czasopiśmie społeczno-kulturalnym o tematyce żydowskiej, ukazującym się od 2003 roku. Aktualny numer pisma można zamówić tutaj

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek