HOME
Łukasz Garbal

Wańkowicz o patriotyzmie krytycznym

 

Szlachta nie pracuje? To niepodległości nie będzie

Młody Melchior Wańkowicz opublikował polityczno-ideowy esej, w którym rozważał skrajne postawy wobec rzeczywistości społecznej, przeciwstawiając sobie postać fikcyjną, Budzisza z powieści Weyssenhoffa, i rzeczywistego bohatera, tajnego emisariusza na Litwie i Rusi, rozstrzelanego przez Rosjan Szymona Konarskiego [1] .

Konarski i Budzisz byli dla przyszłego pisarza figurami dwóch rywalizujących ze sobą w polskiej duszy żywiołów: szlacheckiego, który Wańkowicz postrzegał jako egoistyczny, i opozycyjnego, uznającego dziedzictwo kultury szlacheckiej za przeszkodę w dążeniu do niepodległej i silnej Polski. Tekst zaczynał się od bardzo współczesnego obrazoburstwa: odwołujesz się do tradycji husarzy? To przyjmij jako jej część nie tylko Wiedeń, ale i bratobójczą bitwę pod Guzowem.

Potrzeba chłopów, nie magnatów – pisał ów szlachecki syn – „pracowników skromnych”, nie wodzów. Może do kapitulacji bez walki pod Ujściem doszło dlatego, że Polacy wybierają łatwe, piękne słowa i hasła, zamiast wziąć się do prawdziwej pracy, skromnej i mało widocznej? Gombrowicz kilkadziesiąt lat później napisze, że Polacy wolą zapadać się w „wieczne błoto”, zamiast wybudować chodnik – ale Wańkowicz poczynił taką obserwację już w 1911 roku: „Budzisz, po dobrym obiadku, jedzie w celach agitacyjnych w sąsiedztwo. Powóz dziedzica co raz się zapada w jaki dół na drodze, polski dół, który ogląda pokolenie dziedziców za pokoleniem, ale pan delegat Budzisz nie zauważa tego, jest cały przejęty wielkimi politycznymi planami”.

Esej Wańkowicza z lat walk o niepodległość mógłby być lekturą podstawową na lekcjach patriotyzmu krytycznego – prawdziwie wstającego z kolan, bo uznającego wstydliwe karty narodowej historii. Wańkowicz, myśląc zapewne o dziejach własnej rodziny, pisał o przodkach, którzy jednocześnie „nurzali się w rozpuście i bezrządzie za Sasów i byli twórcami 3-go Maja, niweczyli go Targowicą i bronili w rozpaczliwym boju konfederatów”.

Tradycję trzeba przyjąć nie wybiórczo, lecz w całości – i na niej się uczyć, bo „wszyscyśmy potomkami przodków naszych: ich grzechy w dziedzictwie i na nas spadają, a ich cnoty i w naszych piersiach drzemią”. Krytyczne spojrzenie na historię własnego narodu było dla młodego Wańkowicza koniecznością, którą porównywał do troski o obumierające drzewo. Młode pokolenie Polaków przypominało zaszczepkę „na zmurszałym pniu starego dębu”. Młode ziele – jeszcze nie na kraterze.

 

 

„Równość równością, ale ty, chamie, pana znaj, rozumiej łaskę”

Ten młody polityczny ideolog, a wciąż gimnazjalista, za szczególnie niebezpieczną dla Polaków uznawał postawę Budzisza. Tym niebezpieczniejszą, że na pierwszy rzut oka pozytywną. Zalety tej postawy okazywały się jednak złudne, a rzekomo drobne wady podmywały same fundamenty. Najpoważniejszą z nich był zdaniem Wańkowicza brak innego niż czysto uczuciowy fundamentu dla patriotyzmu. Przyjdzie nowa emocja – i ten krzykliwy patriotyzm zgaśnie. Potrzebny był bowiem, poza emocjami, wysiłek intelektualny. Nie wystarczy – pisał przyszły reporter – „porwać za sztandar” i nieść go „w radosnym uniesieniu”, „krzepko wśród setek serc zgodnie bijących”.

Wańkowicz nie opisywał Marszu Niepodległości – ale dlaczego mam go teraz przed oczami? Krytykował postawę opartego na afekcie patriotyzmu, bo niepodległość nie była dla niego celem samym w sobie, tylko środkiem służącym wolności i równości wszystkich ludzi. Jako przykład podawał postać rzeczywistą, Konarskiego, który mówił: „Za Polskę z królem, chociażby Polakiem, nie poświęcę ani kropli krwi”. Cytował też słowa jednego z bohaterów dramatu Róża Stefana Żeromskiego, Zagozdy: „[…] nie chciałbym widzieć dyktatury sołdatów z białymi orłami na kaszkietach”. W wizji pisarza niepodległość Polski byłaby pełna tylko wtedy, gdyby wszyscy ludzie stali się wolni. I równi; bo Wańkowicz pisał wprost, że wolność pojmuje także w jej socjalnym wymiarze. Prawdziwym wrogiem niepodległości były dla niego dawne szlacheckie nawyki, które zresztą dostrzegał także w sobie, wspominając, jak to w trzeciej klasie przejął się ideami demokratyzmu i równości – ale tylko deklaratywnie i fasadowo. Ostrzegał przed taką wyższościową postawą na własnym przykładzie: „Nuż, wróciwszy na wakacje, chłopom rękę na powitanie dawać. Z jakimże zgorszeniem broniłem ręki od pocałowania, bolałem nad piętnem niewoli, które się w ludzie wyryło, zdejmowałem pierwszy czapkę przed starszymi wieśniakami! Aż kiedy się zdarzyło, że witając się ze mną, fornal nie wyjął fajki z gęby i wyciągnął rękę bez najmniejszych oznak uniżoności – dotknęło mnie to niemile, choć sam przecież tego chciałem. Uczucie, które mną owładnęło, da się wyrazić słowami: «Wszystko to dobrze, równość równością, ale ty, chamie, pana znaj, rozumiej łaskę»” [2].

W jego pierwszym programowym eseju widać psychologiczny cień postawy jego ojca, który powróciwszy z zesłania, zaangażował się w działalność obywatelską.

 

Paliwo na trudną drogę znaleźć w Słowackim

Wkrótce potem w jednej z powszechnych wówczas książek zbiorowych pisanych przez uczniów Wańkowicz opublikował obszerny esej światopoglądowo-filozoficzny „Ja” osobiste a społeczeństwo [3]. Tekst uzupełniał pomocniczy diagram ilustrujący przedstawioną przez autora koncepcję „barometru jaźni – drabiny intelektu” (później ten wizualny schemat pisarz odtworzy w jednej ze swoich książek) [4].

Trudny stylistycznie młodzieńczy esej Wańkowicza jest jednym z kluczy do jego wizji świata. Powstał w sytuacji, gdy młodzi niepodległościowi konspiratorzy czuli, że powtarzają historię poprzednich pokoleń, i spodziewali się, iż wkrótce będą musieli wyemigrować ze względów politycznych [5]. Ich tragedią była niemożność życia po prostu dla siebie [6]. To o tym, po odzyskaniu niepodległości, napisze Lechoń – widzieli Polskę, nie zauważając wiosny.

Esej Wańkowicza będący mieszanką Wyspiańskiego ze Słowackim i ekonomią czyta się dziś żmudnie, ale jego sens jest nadal czytelny. Autor twierdzi, że perspektywa tułaczki, porzucenia domu, nie powinna przygnębiać, o ile jest się człowiekiem wewnętrznie niepodległym. Chociaż nie bagatelizuje dramatu oddzielenia od ojczystej ziemi – przede wszystkim od ojczystego języka – wskazuje, że jednostkę unieszczęśliwia się, odbierając jej możliwość służenia idei, i rozwija własną koncepcję szczęścia, używając pojęć zaczerpniętych między innymi z Nietzschego, jednak rozumianych po swojemu (zaznacza, że… dotąd go nie czytał).

Wańkowicz już wtedy sformułował pogląd, że każdy naród odznacza się jakimś własnym talentem, który składa się na „ogólnoludzką skarbnicę”, podobnie jak odrębne talenty mają klasy społeczne. Dziś możemy taki pogląd ocenić jako stereotypizację, od której krok do ksenofobii, u Wańkowicza jednak były to echa mesjanizmu. Po doświadczeniach nazizmu i faszyzmu do takiego sposobu myślenia podchodzimy z nieufnością, tymczasem dla młodego gimnazjalisty był on ochroną przed niebezpieczeństwem formatowania młodych ludzi przez różne instytucje. To przeciw temu samemu mechanizmowi, który nazwie „ugębianiem”, w Ferdydurke zaprotestuje Gombrowicz.

Rozwój osobisty Wańkowicz pojmował jako nieustanną drogę pod górę meandrującą między „linią piękna” a „linią pożytku”, zakosami po gigantycznym zigguracie. Byle nie osiąść na laurach. Nie zatrzymywać się. Wciąż w ruchu i polemice – ze sobą i z innymi. Jako źródło siły w tej żmudnej wspinaczce wskazywał Słowackiego, nazywając go „wieszczem, którego panowanie jeszcze nie nadeszło”. Twórczość tego poety będzie istotnym punktem odniesienia dla pokolenia żołnierzy Legionów. Urzeczenie piłsudczyków Słowackim spowoduje później z kolei naturalną reakcję sprzeciwu w scenie lekcji polskiego z Ferdydurke. Uczeń Wańkowicz autorem Króla-Ducha był jednak w okresie przed I wojną światową autentycznie urzeczony.

W eseju wskazywał też na znaczenie… egoizmu. Zaprezentował oryginalną koncepcję samorozwoju, w którym raz ważniejszy jest egoizm, raz altruizm, a ta swoista dialektyka tworzy swego rodzaju schody, dając impuls do pięcia się wzwyż. Głos opinii publicznej przedstawiał jako ważniejszy od własnych poglądów – dlatego kluczową rolę w tym mechanizmie odgrywało dla niego wsłuchiwanie się w vox populi.

Tej młodzieńczej teorii pozostanie wierny. Dla Wańkowicza pisarza niezmiernie ważny będzie żywy kontakt z czytelnikami reagującymi na jego teksty. Kontakt z nimi będzie dla niego jak dotknięcie ziemi przywracające siły gigantowi z greckiej mitologii. To dlatego każde dłuższe oddalenie poza Polskę pisarz przypłaci bólem i cierpieniem.

ŁUKASZ GARBAL

 

Fragment książki Łukasza Garbala, „Wańkowicz. Życie na kraterze”, Warszawa, Czarne,  2025. Żeby zamówić, proszę kliknąćtutaj.

 

[1] Tekst ma dwie wersje – drukowaną w czasopiśmie i w książce zbiorowej: J. Łużyc [M. Wańkowicz], Konarski a Budzisz, „Młodzież. Pismo młodzieży polskiej” 1911 nr 5, s. 12–23; W. [M. Wańkowicz], Budzisz. Najbliższy horyzont za naszemi „wrotami życia” [w:] U wrót życia, Warszawa 1911, s. 8–14 (z dopiskiem: „Fragment większej całości”).

[2] W. [MW], Budzisz. Najbliższy horyzont za naszemi „wrotami życia”, dz. cyt., s. 10, 11.

[3] M. Wańkowicz, „Ja” osobiste a społeczeństwo [w:] Bez przyłbicy, Warszawa 1912, s. 68–106.

[4] M. Wańkowicz, Zamiast przedmowy [w:] tegoż, Przez cztery klimaty, 1912–1972. Wyb. A. Garlicki, oprac. przypisów A. Chojnowski, A. Makowiecki, A. Notkowski, Warszawa 1972, s. 7.

[5] Przy rozstaniu [w:] Bez przyłbicy, dz. cyt., s. 3.

[6] Q. S. Żelewski, „My życiem głodni i za życiem zrozpaczeni” [w:] Bez przyłbicy, dz. cyt., s. 52, 58, 67.

 

 

Warto również przeczytać...
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego
Autorzy
Cenimy państwa prywatność
Ustawienia ciastek
Do poprawnego działania naszej strony niezbędne są niektóre pliki cookies. Zachęcamy również do wyrażenia zgody na użycie plików cookie narzędzi analitycznych. Więcej informacji znajdą państwo w polityce prywatności.
Dostosuj Tylko wymagane Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek
Dostosuj zgody
„Niezbędne” pliki cookie są wymagane dla działania strony. Zgoda na pozostałe kategorie, pomoże nam ulepszać działanie serwisu. Firmy trzecie, np.: Google, również zapisują pliki cookie. Więcej informacji: użycie danych oraz prywatność. Pliki cookie Google dla zalogowanych użytkowników.
Niezbędne pliki cookies są konieczne do prawidłowego działania witryny.
Przechowują dane narzędzi analitycznych, np.: Google Analytics.
Przechowują dane związane z działaniem reklam.
Umożliwia wysyłanie do Google danych użytkownika związanych z reklamami.

Brak plików cookies.

Umożliwia wyświetlanie reklam spersonalizowanych.

Brak plików cookies.

Zapisz ustawienia Akceptuj wszystko
Ustawienia ciastek